Wymyślony cz. 11

Wymyślony cz. 11Cz. 11
Gdy się obudziłam, było coś po dwudziestej pierwszej i nikogo przy mnie nie było. Wystraszona zerwałam się z łóżka, choć w pokoju było już ciemno i mogłam na coś wpaść. Podążyłam tropem światła zachodząc aż do kuchni, gdzie Patka podejrzanie rozmawiała z kimś przez telefon. I na dodatek, gdy mnie tylko zobaczyła, natychmiast przerwała rozmowę.
- Boże! Anabel! Ale mnie wystraszyłaś!
Zaspana zamrugałam oczami. W głowie mi się kręciło, bo chyba za szybko wstałam, a na domiar złego, ból głowy zaczął się nasilać.
- A gdzie Rafał?
- Pojechał po szóstej. Nie chciał ci przeszkadzać.
- To ja spałam?
Poczłapałam do stołu i usiadłam na rogówce. Ból przyćmiewał moje myślenie, a mózg nie zamierzał się budzić.
- Usnęłaś jak dziecko. Byłaś przemęczona.
- Żartujesz? Po czym niby miałabym być zmęczona? Przecież nawet nigdzie nie pojechaliśmy.
- Oj, pogoda jest deszczowa i tyle- zbagatelizowała mój wywód.
- Och, jestem do niczego- stęknęłam.  
- Daj spokój. Nic się nie stało. Nadrobicie to jutro- rzekła spokojnym, choć zamyślonym głosem.
- Kurcze, co się ze mną dzieje? Znów boli mnie głowa…
Podparłam się łokciem o stół, trzymając się za głowę. Ten ból był wykańczający. I miałam wrażenie, że zbyt często się powtarzał. Choć prawdą też było, że od dziecka często bolała mnie głowa. I tu podziw dla mojego organizmu, że moja wątroba wciąż funkcjonuje. Aplikowałam w siebie tyle środków przeciwbólowych, że wystarczyłoby na cały rok dla całego sąsiedztwa, a ja zużywałam to przez tydzień.
- Weź- powiedziała podając mi tabletkę, która była już przygotowana w kieliszku.
- Skąd wiedziałaś, że będzie mnie bolała głowa?- Spytałam połykając ją za pierwszym razem, popijając wodą ze szklanki obok.
- Żartujesz? Nie jestem aż tak bardzo przewidująca jak myślisz. Ona była dla mnie. Brzuch mnie mocno boli, ale poczekam jeszcze trochę, bo może przejdzie samo.
- No to ci współczuję.
- Wzajemnie. A! Dzwonił Michał. Meldował, że wszystko u niego dobrze. Nie chciałam cię budzić, bo tak słodko spałaś.
- A nie chciał nic ważnego?
- Nie, co ty. Gdyby było coś ważnego, sama bym cię obudziła.
- Aha. To z nim gadałaś, gdy wchodziłam do kuchni?
Zamrugała zaniepokojona.
- Podsłuchiwałaś?
- Co? Ja? Daj spokój. Dopiero się ocknęłam. Tylko nie mów mi, że to nie był Grzesiek.
- No wiesz?- Oburzyła się.- Może i nie Grzesiu, ale na pewno nikt ważny.
- Dobrze, nie denerwuj się. Nie wnikam w twoje życie. I mam nadzieję, że ta tabletka w mig wykona swoje zadanie, bo chyba umrę z bólu.
- Aż tak mocno cię boli? Może to sprawy migrenowe?
- Nie wiem. Zupełnie, jakby dwa młotki waliły w nią naprzemian. Coś okropnego. Ciekawe w ogóle, czy przyszły już do niego dokumenty.
- Jakie i do kogo?
- No do mnie przecież. Przed tym wolnym od dzieci, zrobiłam sobie kilka badań, na które namówił mnie Michał. Czasami człowiek nie ma pojęcia, czy na coś choruje, dopóki tego nie sprawdzi. A ten ból głowy chwilami mnie wykańcza…
Patka poruszała się nerwowo na rogówce, jakby coś ukrywała. Wyczułam to i zaraz o to spytałam.
- Co się tak wiercisz? Masz jakąś tajemnicę?
- Co? Niby jaką? A ty nigdy nie masz bolesnych miesiączek?
Ups. Zapomniałam o tym.
- No dobra, dobra. Nie mam siły już o niczym gadać. Chyba się położę.
- A może coś zjesz? Głodnego też boli głowa.
- Nie, nie dam rady, sorry.
Wstałam i poczłapałam z powrotem na łóżko. Nie miałam siły iść na górę, więc położyłam się w pokoju rodziców. Chciałam nawet wysłać sms do Rafała z przeprosinami, ale nie dałam rady. Telefon nie mrugał, więc to oznaczało, że nikt do mnie nie dzwonił. A zresztą, nawet nie ważne. W takim stanie nie dałabym rady niczego napisać, ani tym bardziej, czekać jeszcze na odpowiedź. Kładąc się na łóżku, mocno nakryłam się kocem na głowę i postarałam się usnąć.
Przed snem, zdążyłam sobie jeszcze wyobrazić postać Rafała, który był przy mnie i głaskał mnie po głowie. Uśmiechnęłam się do siebie, wyobrażając sobie, że zatapiam się w jego ustach, które powtarzają mi, że wszystko będzie dobrze. Że chce mnie po prostu uszczęśliwić. Że zawsze będzie obok mnie…
Zasnęłam.
I znów śniłam o Rafale…
Byliśmy tym razem trochę starsi niż teraz. Tak około czterdziestki. Spacerowaliśmy po plaży trzymając się za ręce, a za nami biegały nasze dzieci. Ania, Maciuś, Kuba i Krzyś. Kuba i Krzysiu byli bliźniakami. Wyglądali na trzy latka i byli bardzo do siebie podobni. Cieszyłam się, gdy Rafał pochylał się nade mną i całował w policzek. A potem jego dłoń powędrowała do mojego brzuszka. Spojrzałam tam i dostrzegłam, że chyba jestem w ciąży.
- Czujesz już ruchy?- Spytał mnie, co chwila zerkając na bawiące się dzieci za nami. I wtedy wczuwając się w rolę kobiety w ciąży, naprawdę poczułam tam ruchy!
- Tak!- Zawołałam radośnie.- Naprawdę czuję jak się rusza!
- Ruszają- poprawił mnie.- To dwie dziewczynki skarbie. Zapomniałaś?
Uśmiechnął się tak radośnie. Wiatr smagał naszymi włosami, ale nie na tyle, aby mogło to nam przeszkadzać.
- Och skarbie! Nawet nie masz pojęcia, jaka jestem szczęśliwa! Aż nie wierzę, że to dzieje się naprawdę! Boje się, że to tylko sen i gdy się obudzę, to ciebie już tu nie będzie.
- Będę. Zawsze będę przy tobie. Obiecałem ci przecież. Zapomniałaś? Na dobre i złe. W szczęściu i w chorobie. W smutku i radości będę zawsze przy tobie.
Przystanęliśmy i wtuliłam się w jego ramiona.
- Boże, tak się cieszę, że cię mam… Kocham cię, choć sama tego nie pojmuję. Zjawiłeś sie w moim życiu tak niespodziewanie i podarowałeś mi tyle szczęścia, że aż boję się, iż nie zdołam tego udźwignąć.
- Ale nie musisz niczego skarbie dźwigać sama. Spójrz na nasze dzieci. Jesteś potrzebne nie tylko mnie, ale i im.
Na potwierdzenie jego słów, nasze pociechy podbiegły do nas i zaczęły obejmować małymi pulchnymi paluszkami. Dwie ciemnowłose twarzyczki wyszczerzyły swoje małe ząbki, co wywołało cudowne łaskotanie w podbrzuszu. Potem podeszli do nas Ania i Maciuś. Już chciałam ich uściskać, gdy zauważyłam ich smutne minki.
- Nie kochasz nas- szepnęła Ania.
- No coś ty, kochanie. Pewnie, że was kocham. Nie umiałabym żyć bez was, skarby.
Ania odsunęła się na bok.
- Nie robisz tego, co powinnaś- powiedziała.- Zostawiłaś naszego tatę.
To mnie ubodło. Nie byłam pewna, co się stało, ale coś mi podpowiadało, że Michała już dawno z nami nie było.
- Nie prawda kochanie…
Chciałam do niej podejść, ale ona wzięła Maciusia za rączkę i znów cofnęła się do tyłu.
- Nigdy nas nie kochałaś.
- Co? Skąd wam przyszło to do głowy?
- Tata dzwonił- powiedział Maciuś.
- Kiedy?
- Rok temu- odpowiedziała Ania.- Prosił cię, abyś mu wybaczyła, ale ty go nie słuchałaś.
- To nie prawda…
- On wciąż cię kocha- szepną Maciuś.- Tęskni za tobą. Chciałby wszystko naprawić, ale nie umie. Boi się, że straci ciebie na zawsze. I tak się staje…
- Nie, nie mówcie tak. Wy niczego nie rozumiecie. To, że nie jestem już z waszym tatą, wcale nie oznacza, że was nie kocham, albo, że o nim zapomniałam.
Odwróciłam się do Rafała, ale on nagle zniknął. Nie było też przy mnie bliźniaczków, które dopiero, co przytulałam. A potem, gdy znów spojrzałam w stronę, gdzie stała Ania z Maciusiem, to ich też już nie było. Pozostałam sama na plaży. Wstałam i zaczęłam nerwowo rozglądać się wokół siebie.
Wiatr ciągle wiał i jakby przybierał na sile. Morze zaczęło szumieć i fale coraz bardziej zaczęły rozbijać się o brzeg.
- Ania! Maciuś!- Zawołałam kręcąc się wokół siebie i próbując dostrzec kogokolwiek, kto pomógłby mi ich odnaleźć.- Halo!!!
Nikogo nie było. Potem mewa zaskrzeczała głośno, więc spojrzałam w jej kierunku. Potem powodziłam wzrokiem za nią i spojrzałam tam, gdzie ona patrzyła. Dostrzegłam coś we wodzie.
- Dzieci!!!- Krzyczałam biegnąc w stronę wody, gdzie coś pływało niedaleko brzegu.- Hej! Ania! Maciuś! Rafał!
Krzyczałam jak szalona zanurzając się już po kostki w wodzie. I potem serce o mało mi nie stanęło, gdy dostrzegłam pływający kawałek żółtej sukienki, którą miała na sobie Ania.
- Nieee!
Odrzucałam wodę na boki, chcąc jak najszybciej do niej dotrzeć. Fale zupełnie jakby chciały robić mi na złość, popychały mnie do tyłu sprawiając, że zaczęłam się kołysać razem z nimi. W końcu przewróciłam się do tyłu, wpadając po uszy do zimnej wody. Była tak strasznie zimna. Dygotałam na całym ciele starając się podnieść i znów zbliżyć do skrawka materiału, którego fale porywały coraz dalej i głębiej.
- Pomocy! Pomo-cy!
Woda wpadała mi w usta, więc ja wypluwałam. Krztusiłam się przy tym niemiłosiernie, bo nie mogłam złapać oddechu. Jednak wciąż walczyłam dzielnie, by dostać się do Ani, do Maciusia… Nie potrafiłam ogarnąć tego w jaki sposób weszli do tej wody i kto im na to pozwolił.
- Dzie… ci…!
To było okropne. Fale było coraz to silniejsze i ja sama zaczęłam opadać z sił. Coś tam w środku zaczęło mi podpowiadać, że nie mogę się poddać. Muszę walczyć dla dzieci, aby ich zapewnić, że kocham je najmocniej na świecie. Że nie pozwolę, aby ktokilwioek chciał je skrzywdzić. Przeciez kochałam je najmocniej na świecie…

Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1877 słów i 9631 znaków.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    Migrena czy coś w tym stylu, nic przyjemnego. Koszmarny ten sen, z takiego sielankowego obrazka. Czasem człowieka nawiedzają straszne wizje, oby szybko się obudziła, nie utonie.

  • AnonimS

    Te bóle głowy. Ciekawe jaką jest ich przyczyną. Pozdrawiam

  • Obca

    @AnonimS masz rację. Coś w tym jest...