,, Wymyślony" cz 2

,, Wymyślony" cz 2Cz 2 *
Początkowo go nie zauważyłam. Wchodząc do knajpki Akropol usiadłyśmy bliżej bufetu, aby odizolować się nieco od innych ludzi. W końcu miałyśmy gadać o wszystkim i niczym, więc niewskazany był podsłuch osób trzecich.
Zamówiłyśmy po dużej porcji frytek i małej coli. Czekając na zamówienie Patka, bo tak miała na imię moja siostra, a raczej Patrycja, tylko ja tak na nią mówiłam, nagle z dużymi oczami wstała od stolika i powiedziała, że pilnie musi skorzystać z toalety. W razie, czego, to ja miałam odebrać zamówienie. Nie lubiłam tego, ale co począć. No i musiałam wymyśleć coś, aby zająć czymś czas.  
Nic prostszego!  
Obserwowanie ludzi nie było moim hobby, ale jeśli już zachodziła taka możliwość…
Absorbujące było to, że robiłam dokładnie takie rzeczy, przed którymi sama chciałam się ustrzec….  
Podsłuchiwałam rozmowy obcych ludzi…
I tak pod pierwszym stolikiem zauważyłam dwójkę młodych dziewczyn około dwunastoletnich, które barwnie opowiadały sobie o nowym chłopaku w szkole. Ich narcyz miał na imię Robert i podobno był seksbombą. Pierwsza od lewej, blondynka, podziwiała jego zgrabne pośladki, które podobno odznaczały się na tle dżinsowych spodni, w których codziennie chodził do szkoły. Druga perorowała o tym samym dodając do tego jego cud rude krótkie włosy, które jej zawróciły w głowie. Zastanawiały się jak go poderwać i która z nich zrobi to pierwsza.
Dziecinada.
Ja zastanawiałam się względem ich tematu, która z nich zauważy pierwsza, że chłopak, o którym tak wiele mówią jest tylko jeden, a one dwie nijak będą mogły się nim podzielić. Oczywiście, o ile ich sam narcyz byłby nimi zainteresowany. Wzruszając ramionami do samej siebie przeskoczyłam wzrokiem na stolik drugi, przy którym siedziała para staruszków około pięćdziesięcioletnich. Starsza pani pouczała swojego rozmówcę, który mógł być jej mężem, aby nie jad tyle tłustych potraw, bo inaczej nie doczekają trzydziestej rocznicy ślubu. Za to zaś starszy pan sugerował, że jeżeli ona nie przestanie go tak nagabywać, to on nie doczeka dwudziestej ósmej rocznicy ślubu i to nie tłuste potrawy go zabiją, ale ona sama.
Nie wytrzymałam i mimowolnie się roześmiałam. Chyba nawet za głośno, bo za moment wszyscy na mnie spojrzeli, a ja natychmiast skierowałam wzrok na ulotkę, którą niby czytałam, że to ona właśnie mnie tak rozśmieszyła. A potem odczekałam minutę i znów zaczęłam swoje łowy. Patka wciąż nie wracała, więc korzystałam ze swobody dopóki mogłam.
Trzeci stolik był pusty. Ale przy czwartym siedziała być może dwudziestokilkuletnia dziewczyna. Przez cały czas patrzyła na coś w telefonie i klęła pod nosem. Najwyraźniej jej klikający rozmówca nie podzielał jej zdania. Zdania, które tworzyła ze słów kur… i pier… nie były w moim typie myślowym, dlatego jak najszybciej przeskoczyłam do kolejnego stolika.
Piąta ofiara, bo tak zaczynałam ich nazywać w mojej głowie była początkowo dla mnie nie widoczna. A to, dlatego, że połowę stolika zasłaniał mi filar, który przechodził przez połowę sali. Po chwili jednak mignęły mi się jakieś czarne kontrasty, które pasowały do kształtu włosów, więc z ciekawości przesiadłam się na miejsce Patki, aby lepiej widzieć, jaka ofiara tam siedziała i co się u niej działo.
To był mężczyzna.
Siedział prawie nieruchomo i co jakiś czas podnosił filiżankę do ust.. Najwyraźniej pijąc kawę, lub herbatę, za kimś czekał. Chciałam wychylić się bardziej, jednak na próżno. Mężczyzna wciąż był odwrócony do mnie bokiem, więc widziałam jedynie zarys jego policzka i włosów. To jednak wystarczyło, aby wywołać na mojej twarzy uśmiech. Spodobały mi się jego niesforne loki na tyle, że od razu zapragnęłam nawinąć je sobie na palec. Potem jednak zniknął mi z pola widzenia najprawdopodobniej po coś sięgając. Lekko zdegustowana pustym widokiem i barkiem jego śmiesznie ładnych, choć niespotykanych loków, zaczęłam się wyginać, aby móc znów je zobaczyć.
A kiedy już wyciągnęłam się na tyle, że znów go zobaczyłam moje krzesło odmówiło posłuszeństwa i runęłam do tyłu jak długa wprost na plecy. Na Sali rozległ się niebywały huk, a po moim kręgosłupie przeszedł dreszcz bólu, bo nie tyle runęłam plecami do podłogi, co jeszcze moja kość ogonowa o coś uderzyła.
Cholera!!!
Całkowita żenada!!!
Rozpoznając po głosie dwie nastolatki od narcyza, one pierwsze wybuchnęły śmiechem.  Para staruszków zaczęła perorować o moim rozumie znów pouczając się nawzajem, że wszędzie trzeba być ostrożnym, a samotna dziewczyna z telefonem i niecenzurowanymi tekstami skwitowała to delikatnym słowem: ale się wyjebałaś…
Wstawaj, wstawaj, wstawaj!!!
Łatwo mi było to do siebie powiedzieć, ale gorzej było wykonać. Stękając z wysiłku i klnąc się za swoją bezmyślność zaczęłam się podnosić, gdy nagle przed moimi oczami pojawił się on…
Rafał.
W jednej chwili jego kręcone kędziorki zjawiły się przy mojej twarzy wraz z wyciągniętą dłonią.
- Czy nic się pani nie stało? Proszę sobie pomóc- zaproponował, a ja dla uspokojenia siebie i otoczenia przyjęłam jego propozycję.
- Chyba nic, ale dzięki.
Pomógł mi się podnieść wciąż trzymając za moją dłoń, z której biło przyjemne ciepło.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Mogła się pani nieźle potłuc.
- Taak…
Byłam tak oszołomiona upadkiem, że z ledwością mogłam na niego patrzeć. A po za tym w każdej chwili mogła przyjść Patka, która bez wątpienia by mnie skarciła za moje zachowanie. Dlatego też odruchowo zerknęłam na korytarz, z którego mogła zaraz wyjść.
- Pani za kimś czeka?- Spytał wodząc oczami za moim wzrokiem.
- Tak, za siostrą- dodałam pospiesznie, choć nie wiem, po co. I wtedy też po raz pierwszy spojrzałam mu w oczy. Były ciemne niczym węgiel. Lekko śniada cera z jednodniowym zarostem. A do tego bardzo ładnie pachniał. Znałam ten zapach, ale w obecnej chwili nie mogłam sobie go przypomnieć.
A miał takie ciepłe oczy…
Zaraz. Czy to były łzy?
On płakał?
- Coś panu zrobiłam? Jeśli tak, to przepraszam. Na pewno tego nie chciałam- tłumaczyłam się trochę zawstydzona i zaniepokojona, że faktycznie płakał przeze mnie.
- Mi? Nie…
Starł łzę z policzka, która zaraz zniknęła pomiędzy jego palcami.
- To może jednak ja mogę panu w czymś pomóc? W zamian za rekompensatę pana pomocy.
Wszystko, co wypowiedziałam w ciągu pięciu minut było głupie i bez sensu. Sama nie wiem skąd mi się to wszystko brało. Być może, dlatego, że nigdy w życiu nie widziałam płaczącego mężczyzny i to tak blisko mnie, którego w ogóle nie znałam. Więc jeśli już płakał, to bynajmniej musiał mieć nad wyraz ważny ku temu powód.
Posłał mi uśmiech w odpowiedzi, a ja obdarzyłam go tym samym.
- Coś pana trapi. Widzę to.
Nie wiem, czemu zdobyłam się na szczerość, ale posłuchałam swojego sumienia. A sam fakt, że tak przystojny i samotnie siedzący mężczyzna był w knajpie i płakał, mogło oznaczać tylko jedno.
- Ktoś pana zostawił?
Nie wiem nawet, kiedy, ale po chwili razem siedzieliśmy przy stoliku, gdzie wciąż brakował Patki. Trochę mnie to zaczęło niepokoić, więc znów zerknęłam w tamtą stronę. A gdy wzrokiem powróciłam do stolika on powiedział coś, co całkiem zbiło mnie z tropu.
- Widzę, że pani oczy potrafią prześwietlić moją przeszłość.
- O. Więc trafiłam?
- Tak. Ale powiem pani coś więcej. Zauważam, że i pani nie jest w najlepszym nastroju.
- A po czym to pan wywnioskował?
Uśmiechnął się smutno i tajemniczo. Gdzieś tam w zakamarkach jego duszy najwyraźniej przygasało światło, które jeszcze niedawno się tliło. Widać to było po jego oczach tępo patrzących na świat.
- Bo smutne dusze się przyciągają. I tylko niech mnie pani nie bierze za podrywacza. Po prostu mi się wydaje, że ktoś w dobrym nastroju zaśmiałby się z pani wypadku. Ktoś o złym nastroju by go głupio skomentował i powrócił do swojego zajęcia. A tylko ktoś smutny, być może nawet sam przezywający jakąś traumę jest na tyle uczynny, że chce pomóc komuś, kto być może również cierpi.
Niemal przebił moje serce tymi słowami. A to, dlatego, że i ja podobnie myślałam. Kiedyś nawet zapisałam sobie coś podobnego w pamiętniku, którego potem zniszczyłam.
Kurcze!
I co ja niby teraz miałam mu odpowiedzieć? A tym gorzej dla mnie, ze z każdym jego słowem coś mnie do niego zaczęło przyciągać. Zupełnie jakbyśmy nadawali na tych samych falach radiowych. Jakby był gdzieś w naszych duszach ukryty jakiś magnes, który nas do siebie przyciągał, choć zupełnie się nie znaliśmy.  
- Pani milczy- zauważa, gdy przez jakiś czas nic nie mówię.
- Bo powiedział pan pewną prawdę. Bolącą, ale faktyczną jak to, że istnieję.
- Piękne słowa.
Piękny facet, zdążyłam pomyśleć, gdy nagle zza moich pleców dobiegło mnie ciche ,,pssst”. Odruchowo odwróciłam się w tamta stronę i ujrzałam machającą do mnie Patkę tuż zza drzwi toalety.
- Oj, przepraszam, ale siostra mnie woła- odparłam i wstałam od stołu zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć.
- Rodzina zawsze na pierwszym miejscu- usłyszałam już odchodząc od stolika. Po chwili głowa Patki znów wynurzyła się zza drzwi jakby upewniając się, że do niej idę.
- Gdzie ty się podziewasz- zrugała mnie szeptem wręcz wciągając w drzwi toalety.
- No co? To przecież ty sama poszłaś do łazienki i siedziałaś tam tak długo, jakbyś miała sraczkę.
- A to nie dało ci do myślenia, aby do mnie zajrzeć? A jakbym nagle zemdlała i leżała tak długo, to też byś nie przyszła?
- No sorki, ale nie łażę za każdym, kto idzie do toalety. Chyba, że i mnie by się zachciało skorzystać, to może wtedy…
- Dzięki.
- No dobra, ale powiesz mi, o co chodzi? Miałaś tą sraczkę?
Obie szeptałyśmy, aby nikt nas nie słyszał.
- Dostałam okres.
- No i co z tego?
- Jako to co? Nie mam podpaski!
- To ci pożyczę. Mam jedną w torebce. I o to takie halo?
- Nie tylko o to. Musimy jechać do domu.
- Do domu? Ale przecież dopiero, co przyjechałyśmy. Nawet jeszcze nie odebrałam naszego zamówienia.
Siostra uderzyła się dłonią w czoło.
- Boże, jesteś jak dziecko- rzuciła i odwróciła się do mnie tyłem tak jak to mają w zwyczaju małe dzieci. I początkowo niczego nie dostrzegłam, dopiero po chwili, kiedy mój wzrok skierował się na dół…
- O matko…
- No!
Prawie połowę jej pośladków zdobiła piękna czerwona plama.
- Nie wygląda to dobrze- skwitowałam, a ona znów się odwróciła w moją stronę.
- Wiem!
- No, ale jak ja mam ci pomóc? Przecież nie oddam ci moich spodni.
- Zabierz mnie do domu.
- Co? Niby jak? Nie mam czarodziejskich skrzydeł, a nawet gdybym je miała, to i tak nie pozwoliłabym ci na nich usiąść. A po za tym, nie wiem, czy sobie przypominasz, ale przyjechałyśmy tutaj autobusem…
- To wymyśl coś. Nie będę tutaj tkwiła do nocy.
- Niby, co?
Jednak, gdy trochę pomyślałam odpowiedź nawinęła się sama.
- Poczekaj- powiedziałam i nakazałam jej pozostać jeszcze chwilę w łazience. Idąc do mojego nowego towarzysza ledwie sklejałam w głowie słowa, które chciałam do niego skierować. I kiedy otworzyłam drzwi toalety ona nadal tam tkwił. Nie zniknął, więc cała sytuacja zdarzyła się naprawdę. Zauważyłam też, że na naszym stoliku stało również nasze zamówienie.

Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2226 słów i 11694 znaków.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    Zabawna sytuacja się przytrafiła, od obserwowania ludzi, poprzez upadek i poznanie Rafała. Czasem przypadek potrafi nieźle namieszać ;) Fajne opowiadanie

  • Ewelina31

    @AuRoRa Dzięki, poprzez przypadek poznałam swojego męża ;)

  • AnonimS

    "Obserwowanie ludzi nie było moim hobby," to chyba tylko Twoim bo to fajne zajęcie.  :P . Problem 12 latek , bardzo poważny w ich wieku. Pozdrawiam

  • Obca

    @AnonimS hej to romantyzm a nie problemy nastolatek! Każde zapoznanie , kiedy iskrzy, staje się dziecięce, choć potem, to już +18 ;)