Jak jeden podmuch wiatru. Cz. 9

Jak jeden podmuch wiatru. Cz. 9Miałem w głowie mętlik. Jechałem pod wskazane miejsce i zastanawiałem się co powinienem teraz zrobić. Powiedzieć o wszystkim Carlii? czy przeczekać i zobaczyć co teraz się stanie. A co jeśli Berni miał rację?c jeśli śmierć Lucasa to jedyny sposób by Carla i jej córka przeżyły? naprawdę to wszystko było aż takie proste? dlaczego Berni dopuścił się takiego czynu? co się stało, że zdradził brata? I dlaczego Carla ta śliczna i cudowna kobieta była w to wszystko zamieszana? Co się tak właściwie stało? a jeśli coś pójdzie nie tak, czy będę wstanie obronić ich sam? no i co mam powiedzieć Carlii? twój mąż zginą? czy przyznać się do wszystkiego, czy udać zaskoczonego? Co miałem zrobić? Z jednym Berni miał rację kochałem ją i chciałem ją chronić, miałem nawet wrażenie, że w pewnym sensie on też chciał zapewnić im bezpieczeństwo. To była ich wojna nie jej, nie dziecka. Ich. Wojna między braćmi, jakieś niewyjaśnione rachunki. Nie wiem jak to możliwe, że ona została w to wciągnięta. Berni nie przemyślał sprawy, nie miał pojęcia, że Carla jako pierwsza zacznie być podejrzana. Miałem mieszane uczucia. Z jednej strony chciałem zakończyć to wszystko, a śmierć Lucasa byłaby mi na rękę, ale z drugiej on był ojcem małej Jess, a a pokochałem ją jak własną córkę. Co ja teraz miałem zrobić? (...) Zaparkowałem samochód nie daleko miejsca w którym mieliśmy się spotkać. Miałem kilka minut zwłoki, ale nie przewidziałem korku, który zrobił się na jednej z ulic spowodowany wypadkiem drogowym. Musiałem ustać w korku, bo pojechać inną drogą byłoby jeszcze dłużej.Stałem w korku i rozmyślałem o całej tej sytuacji, rozmyślałem o wszystkim tym, czego się dowiedziałem i wciąż byłem w szoku. Kochałem dziewczyny, Carla stała mi się naprawdę bliska, ale...  
- No nareszcie! Za kilkanaście minut mam samolot - usłyszałem zniecierpliwiony głos Lucasa.  
- Nie mogłem szybciej. Był korek - wyjaśniłem. Przywitałem się z Carlą, przełożyłem fotelik dziecięcy i przeniosłem Jesike na rekach do mojego samochodu. Gdy już wszystko było załatwione, gdy kobieta siedziała w moim samochodzie, a Lucas, miał ruszać do samochodu, poczułem coś dziwnego. Zrozumiałem, że kobieta nigdy nie wybaczy mi tego wszystkiego. Będę współwinny śmierci mężczyzny, mężczyzny, którego ona przecież tak bardzo kochała.  
- Lucas musimy porozmawiać. Powinieneś o czymś wiedzieć - rzekłem.  
- Nie teraz. Naprawdę się spieszę. Max - spojrzał na mnie - Zaopiekuj się nimi, a gdybym nie wrócił, gdybym nigdy już nie wrócił dbaj o nich i traktuj ich jak swoją rodzinę, dobrze? - usłyszałem.  
- Ale Lucas to naprawdę ważne. Musisz o czymś wiedzieć, Bernii- spojrzał na mnie.  
- Na razie - rzekł i zamknął drzwi od samochodu. Po chwili odjechał piskiem opon, a ja miałem dziwne wrażenie, że on wie.

Po ostatniej upojnej nocy, po kilku chwilach nad ranek tak trudno było mi pogodzić się z jego wyjazdem. Dużo rozmawialiśmy podczas naszego czekania za Maxem, ale coś było nie tak. Wciąż rozmawialiśmy o rzeczach dość nieistotnych, ale wcale nie wracaliśmy do rozmowy o kamieniach, o oskarżeniach i o jego misji. Zupełnie tak, jakbyśmy się obawiali, obawiali,że już nie wróci,że na wszystko jest już za mało czasu. Baliśmy się, ale oboje udawaliśmy przed sobą, a przede wszystkim przed małym dzieckiem, która bała się z nas najbardziej,że jest inaczej. Udawaliśmy,że jesteśmy pewni swojego powrotu, pewni miłości i pewni tego,że za kilka dni się na nowo spotkamy. Bałam się, tak cholernie bałam się o męża, ale nie mogłam dać tego po sobie poznać.
- Max myślisz,że on wróci? - odezwałam się w końcu.Potrzebowałam zapewnień przyjaciela, potrzebowałam usłyszeć od Maxa tak.  
- Musimy być dobrej myśli. Nie możesz tracić nadziei- odpowiedział. Coś było nie tak. Znałam Maxa od kilku dni i byłam niemal pewna,że coś jest nie tak. On był dziwny, milczący, zamyślony.  
- Max wszystko gra? - zapytałam. Max milczał. Jesika spała w swoim foteliku zmęczona tym wszystkim, a ja spojrzałam na Maxa. Po raz pierwszy ewidentnie unikał mojego wzroku, unikał mnie.  
- Jestem tylko zmęczony - powiedział. - Ciężka noc - uśmiechnął się blado. Chciałam mu uwierzyć, ale kłamać też nie potrafił. Nie drążyłam tematu, ponieważ już wystarczająco dla nas robił. Przez nas stracił dom i pamiątki po ukochanej kobiecie, niewiele o niej mówił, nie chciał, a ja go wcale nie pytałam.  
- Wiesz,że zawsze możesz na mnie liczyć? Dziękuję Ci za wszystko co dla mnie i mojej córki robisz. Gdyby nie ty - złapałam go za rękę. - Uratowałeś nas Maxie - wyznałam. Dalej jechaliśmy w ciszy i w milczeniu, Ja rozmyślałam o swoim życiu, ucieczce z domu, śmierci Berniego i o podróży mojego męża by uratować nam życie. Myślałam o córce i o tym, czy jeszcze kiedyś zobaczy ojca. Myślałam o wczorajszej upojnej nocy z Lucasem i myślałam o tym co tak naprawdę zaczęło łączyć mnie i Maxa, a on nie wiem o czym on myślał, ale był całkowicie czymś pochłonięty. Po kilkudziesięciu minutach dojechaliśmy do celu. Położyłam dziecko spać, które bardziej niż przypuszczałam odczuwało to wszystko. Postanowiłam zrobić obiad, bo w między czasie zatrzymaliśmy się w sklepie i kupiliśmy podstawowe zakupy. Od czasu do czasu miał zaglądać do nas Jon przyjaciel Maxa, który odstąpił nam to schronienie.  
- Jest coś o czym musisz wiedzieć Carlo. Musze powiedzieć Ci coś ważnego i błagam musisz wysłuchać mnie do końca - usłyszałam.  CDN

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1075 słów i 5707 znaków, zaktualizowała 6 mar 2017.

2 komentarze

 
  • Fanka

    Czesc Dokonczysz to opowiadanie? Bo jest swietne

  • Mariposa2000

    Super!!!Kiedy next ????

  • agusia16248

    @Mariposa2000 Może jeszcze nawet w tym tygodniu