Jak jeden podmuch wiatru. Cz.5

Jak jeden podmuch wiatru. Cz.5Max stał nieruchomo i w skupieniu patrzył na twarz Carlii.Czuł jak zagotowało mu się w żyłach, ale starał się uspokoić, nadaremnie. Napiął wszystkie mięśnie, a jego twarz stała się purpurowa. Nawet nie chciał pomyśleć co może się stać na takim spotkaniu. Nie podobał mu się szalony pomysł kobiety, ale domyślał się, że nie ma za wiele dogadania w tej sprawię. Miał dwa wyjścia, albo zostawić ich samych, dając kobiecie wolną rękę na jej szalone i nie odpowiedzialne pomysły, albo mimo obaw ruszyć z nimi i chronić ich za wszelką cenę. Spojrzał na drobniutką, roześmianą twarz dziecka i nie miał już wątpliwości. Wiedział, że nie pozwoli iść im tam samym.Bez słowa wyszedł z hotelowego pokoju i postanowił się przewietrzyć. Musiał w głowie ułożyć plan, doskonały plan, na wszelki wypadek. Wrócił po godzinie jeszcze bardziej zdenerwowany. Chociaż starał się uspokoić, a nawet pomyśleć jak ich ochronić, nic sensownego nie przyszło mu do głowy. Przecież mieli być na powietrzu wśród setek ludzi. Ochrona ich w takim miejscu była prawie nierealna. Wątpił, że ze strony ojca coś im grozi, ale miał dziwne przeczucie. Bał się swojego zleceniodawcy i Rosjan.Zaczął podejrzewać, że jedni mają powiązania z drugimi. Zastanawiał się, jak najskuteczniej ochronić kobietę, ale nic nowego nie przychodziło mu do głowy. Jedyne co mógł zrobić, to założyć im ubranie kuloodpornę i chronić, choćby własnym ciałem.
- Ty chyba oszalałaś! Jak możesz być tak lekkomyślna?! - warknął wpatrując się w przerażone oczy dziecka  
- Jess ma prawo zobaczyć się z swoim ojcem. Przecież Lucas umierał ze strachu o nas - powiedziała zdenerwowana  
- Ah tak. Święty Lucas - zadrwił, czując jak krew w jego żyłach przyspiesza
Coraz częściej tracił cierpliwość, na dźwięk imienia jej męża. Sam nie rozumiał swojej postawy, ale imię Lucas, słowo mój mąż doprowadzało go do obłędu. Niejednokrotnie miał ochotę natłuc temu facetowi, a nawet połamać mu ręcę. Za każdym razem, gdy widział strach w oczach dziecka, a nawet w oczach kobiety, czuł narastający w sobie gniew. Nie rozumiał jak można tak narazić, tych których się kocha. Wiedział, że gdyby on był mężem tak cudownej kobiety, bez wahania zrobił by wszystko, by jej nie narażać.Powoli uświadamiał sobie, że to, co czuje do pięknej kobiety jest czymś innym niż zwykła troska, czy rzyczliwość. Chociaż walczył z uczuciem do kobiety, coraz trudniej było mu ukrywać przed samym sobą, że się w niej zakochał. Gdy ją poznał wydawała mu się taka drobna i krucha. Zupełnie jakby była z porcelany, a on musiał ją chronić. Pobyt z nią, wspólne rozmowy, jej odwaga uświadomiła mu, że jest odważniejsza niż przepuszczał. Zaimponowała mu a nawet zaczął ją podziwiać. Nie znał kobiety tak oddanej swojej córcę, tak szalonej, a jednocześnie skrytej i cichej. Była mieszanką wszystkiego po trochu. Była taka inna od tych wszystkich kobiet, których znał. Tylko Anabell była do niej podobna. Tylko ona mogła dorównywać Carlii. Nie chciał myśleć o straconej przed laty miłości, nie chciał czuć poczucia winny, które nie odstępowały go przez lata,  
nie sypiał dobrze, budzony przez obraz twarzy ukochanej. Za każdym razem, co noc oskarżała go o swoją śmierć. Tylko czasami widział jej obraz na jawie, wtedy słyszał jej cichy głos, który zapewniał, że przecież on sam nie mógł nic zrobić. Tym głosem były słowa jej córki, którą nie raz zdarzało mu się odwiedzać. To jej córka zapewniała go, o tym, że przeciez zrobił wszystko co w jego mocy, by pomóc jej matcę. Nie czuła do niego żalu. I mimo tego, że doskonale o tym wiedział, sam nienawidził siebie za śmierć Anabell. Teraz nie chciał podobnej historii. Nie zniósłby kolejnego życia z poczuciem winny. Nie zniósłby kolejnego nie wysypiania się, ani ponownych koszmarów. Tym razem był jeszcze ktoś. Mała dziewczynka, która zaufała mu i zaczęła do niego wołać wujku. Pokochał to dziecko, ale bardziej pokovchał jej matkę.  

Przyglądałam się skupionej twarzy Detektywa, który od dobrych paru minut nie odezwał się do mnie słowem. Mogłam domyśleć się tylko, że wciąż nie był zachwycony moim pomysłem, a ja no cóż, postanowiłam go pod faktem dokonanym. Miałam wątpliwości, tak samo jak on, ale teraz nie miałam już sumienia im odmówić. Lucas ucieszył się na to spotkanie, a Jess na dźwięk imienia ojca podskoczyła uradowana do góry i zaczęła wołać do domu. Nie wiedziałam jak wytłumaczyć małemu dziecku, że jeszcze nie możemy wrócić. Max zapewne domyślił się, co czuję, bo zaczął na wszystkie możliwe sposoby zabawiać moją córkę. Dopiero po dobrych pięciu minut uspokoiła się na tyle, że nie zapytała już o ojca. Detektyw spojrzał na mnie, a ja ponownie zwątpiłam w słuszność mojej decyzji. Zerknęłam na godzinę i poczułam chłód, czas tak szybko uciekał a do naszego spotkania było coraz mniej czasu. Godzina, pół, dwadzieścia pięć minut. Ubrałam córeczkę, założyłam jej kuloodporną kanizelkę dla bezpieczeństwa i pomału, trzymając Jess za rękę, kroczyłam u boku Nadal milczącego Maxa. Po pietnastu minutach doszliśmy na miejsce. Plac zabaw zapełniony był dziećmi i ich roześmianymi rodzicami. Jedna kobieta czytała dość ciekawą książkę, przewracając co krok kartki. Nawet przez chwilę nie spojrzała na swojego synka, który co chwila wołał mamusiu zobacz. Nie mieściło mi się w głowie jak można tak traktować własne dziecko. Z kolei inna matka, była tak zajęta rozmową z mężczyzną, że nie zauwarzyła jak jej córka spada z drabinek i rozcina sobie rękę. Dopiero płacz jej córki, sprowadził ją na ziemię, Podbiegła do dziecka i..
- Nadal ich nie ma - usłyszałam głos Maxa  
Dopiero teraz detektw się raczył do mnie odezwać. Nie odpowiedziałam, bo nadal wpatrzona byłam w wystraszoną twarz kobiety i jej krwawiące dziecko.  
- Pomogę pani - szepnął detektyw zanosząc dziecko na rękach do samochodu  
Zostaliśmy sami. Jess spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, a ja uśmiechnęłam się do niej. - Idź się pobawić - zachęciłam.  
Usiadłam na drewnianej wolnej ławce i rozglądałam się dookoła. Nigdzie nie było śladu mojego męża. Już chciałam wstać, gdy nagle coś zobaczyłam.Coś, co sprawiło, że oniemiałam. Facet, ten znajomy facet, którego zobaczyłam pewnego razu u męża w gabinecie. - Jess! - zawołałam  
Jednak po córcę nie było śladu. Jess! krzyknęłam spanikowana. Poczułam silne ramiona i zobaczyłam twarz Maxa.
- Co się stało? - zapytał zaskoczony  
- Jess! Nie ma jej - zapłakałam  

- To nie jest dobry pomysł! - wtrącił się Berni, patrząc na rozłoszczone oczy brata  
Mężczyzna przestał rozumieć już brata. Nie podobało mu się, że zaczyna postępować wbrew danego mu słowa. Nie podobało mu się wiele w zachowaniu Lucasa, ale to chyba najbardziej.  
- Nie możesz jej porwać Lucasie! - krzyknął już bardziej zdenerwowany niż kilka minut wcześniej.  
- A Carla mogła? mogła wywieźć mi córkę, wbrew mojej wiedzy? - zapytał oburzony  
- Mama mnie chroniła! Gdyby nie wuja Max - dziecko się rozpłakało  
- Co gdyby nie wuja Max? - zapytał zaskoczony Berni  
- Wuja nas ochronił - powiedziała zapłakana dziewczynka  
Lucas stanął i spojrzał na córkę. Berni nie spuszczał wzroku z zaskoczonego brata i bez słowa nawrócili. Byli już tak blisko celu. Mieli jeszcze tylko kilka metrów do samochodu, ale wiedzieli, że nie mogą tego zrobić. Pięć minut później znaleźli się na placu zabaw. Spojrzeli na siedzącą, zapłakaną Carlę i Lucasowi zrobiło się żal żony.
- Biegnij do mamy - zawołał do córki.  
- Mamusiu! Mamusiu! - zapiszczała dziewczynka  

Nagle usłyszeli strzały i padli na ziemię. Tylko dziewczynka spojrzała wystraszona na twarz Maxa, który nie zwracajac na nic uwagi ruszył by ją ratować. Jedna zagubiona kula trafiła małe dziecko. Mały chłopiec padł na ziemię, a z jego klatki piersiowej zaczęła płynąć krew. Detektyw złapał Jess w ramiona i mocno, z całej siły wtulił ją w swoją klatkę piersiową. Chciał ją chronić. Musiał. Carlla krzyknęła. Z jej białej jak puch sukienki zaczęła płynąć krew. Dostała w rękę. Tylko Berni się nie odzywał.Po chwili i jego dostrzegli.Leżał nie ruchomo nie daleko swojego brata, a nie poruszająca się klatka piersiowa zdradzała to, że nie żyje.  
- Nie! !- krzyknęła Carla. Chciała pobiec do przyjaciela, ale znów poczuła ból. Tym razem był na tyle silny, że od razu straciła przytomność.

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1600 słów i 8761 znaków.

2 komentarze

 
  • Paulaaa

    No ciekawe co się stanie dalej

  • volvo960t6r

    Zrobiło się mocno nie ciekawie...Pytanie kto przeżyje...