Jak jeden podmuch wiatru. Cz. 7

Jak jeden podmuch wiatru. Cz. 7Kochani pamiętacie jeszcze historię Carli i małej Jessiki? jeśli tak, to zapraszam do czytania, a jeśli nie, no cóż może warto się z nią zapoznać?  

Siedziałem w sali szpitalnej i trzymałem rękę Carlii, nie mogłem zrozumieć dlaczego nie potrafiłem jej obronić, co się takiego stało, że nie zareagowałem, a może nie zdążyłem zareagować? Czułem się winny tego, co się stało. Jakbym to ja był winny temu, że nas zaatakowali. Carla operację przeszła pomyślnie, ale lekarze kazali jej wypoczywać. Lucas siedział z dzieckiem na korytarzu, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. Tak niewiele brakowało. Sprawa wyglądała na znacznie poważniejszą niż myśleliśmy, a ja wątpiłem, czy chodziło o same kamienie, czy o coś innego. Rozmawiałem z dawnym kumplem, który wisiał mi przysługę i obiecał dowiedzieć się paru spraw. Musiałem, po prostu musiałem dowiedzieć się kim byli ludzie, którzy czyhali na nasze życie. Nie miałem teraz wątpliwości, że wybuch mieszkania, strzelanina w parku to wszystko ma jakieś powiązania. No bo przecież jak miałem to inaczej wytłumaczyć? byłem wściekły, ale nie wiedziałem na kogo. Na siebie, że pozwoliłem jej na taki ruch i spotkanie z Lucasem, czy na Carle, że była taka naiwna. Nie mogłem w tym wypadku niczego wykluczyć i chociaż jej mąż, naprawdę wyglądał na przejętego całą sytuacją, coś mówiło mi, że nawet nieświadomie mógł ściągnąć na żonę niebezpieczeństwo. Musiałem być ostrożny, doskonale wiedziałem, że ostatnim razem moja rozkojarzenie skończyło się śmiercią niewinnej osoby, śmiercią, która do końca życia będę miał na sumieniu.  
- Max- usłyszałem za sobą męski głos. Carla poruszyła się, a my jednocześnie spojrzeliśmy na nią.Mieliśmy nadzieje, że wreszcie się wybudza. - Dziecko nie może siedzieć tu cały czas. Coś musimy postanowić - odezwał się cicho mężczyzna, a ja pokiwałem głową. Miał racje. Była córka, którą za wszelką cenę chroniła Carla. Córka, z która wyjechała z miasta i porwała mężowi. Czy miałem mu teraz zaufać?  
- Myślę nad tym. Jest ktoś, komu ufasz nade wszystko? Jest ktoś taki? - spytałem Lucasa, a on pokiwał głową. Był. Był nim mój brat, ale Berni nie żyję - spuścił wzrok, a ja zamknąłem zmęczone oczy. Carla przebudzała się już, a my patrzeliśmy na nią w oczekiwaniu. Jessica była z pielęgniarką w stołówce i jadła kolację. Z tego wszystkiego zapomnieliśmy o potrzebach małej, przerażonej dziewczynki.  
- Berni. Gdzie jest Berni! - zawołała Carla i otworzyła oczy. Wbiła wzrok w męża, a ja dyskretnie wymknąłem się z sali. Nic tu po mnie, musieli sobie wiele wyjaśnić.

                                                            ***
Z oddali usłyszałam jakieś szepty, światło tak strasznie mnie raziło,że nie byłam w stanie utrzymać otwartych oczu dłużej niż na kilka sekund. Zamykałam i otwierałam oczy, przyzwyczajając je do ostrego światła, które było w tym momencie moim najgorszym wrogiem. W mgnieniu oka przypomniałam sobie o wszystkim co się wydarzyło. Miałam wrażenie,że wszystko działo się kilka sekund temu, było takie wyraźne, takie rzeczywiste. Nie miałam najmniejszego pojęcia, jak długo spędziłam czas w tym szpitalu. Jak długo tu leżałam i ile czasu upłynęło od strzelaniny w parku. Martwe ciała będę długo mnie jeszcze prześladować. Berni. Momentalnie moje myśli krążyły wokół szwagra, który był dla mnie bardzo ważny i zamknęłam oczy. Chciałam wymazać z pamięci obraz leżącego na ulicy jego ciała.  
- Gdzie jest Berni! Gdzie on jest? - spytałam niemal niesłyszalnie, a dwie pary oczu spojrzały na mnie. Dopiero teraz dostrzegłam Maxa. Nie rozumiałam tego, ale poczułam ulgę, gdy zrozumiałam,że Maxowi nic się nie stało. Jeśli ktoś miałby ochronić naszą córką, to tylko on. No właśnie! Dlaczego nie ma tu Jess? Max powoli wycofywał się, a po chwili wyszedł,zamykając za sobą drzwi.- Gdzie nasza córka?! Lusas czy coś się jej stało? - spytałam próbując się podnieść. Jednak byłam za słaba by zrobić jakikolwiek ruch.  
- Jessica jest z pielęgniarką w stołówce. Musiała coś zjeść, przecież to tylko mała dziewczynka. Przerażona mała dziewczynka. - usłyszałam. - Berni nie żyję - wyznał Lusac, a ja wstrzymałam oddech. Nie wierzyłam w jego słowa, nie mogłam w to uwierzyć, nie chciałam przyjąć tego do świadomości.  
- Kłamiesz! Wszyscy kłamiecie! Gdzie jest Berni!- krzyknęłam spanikowana, ale powoli docierały do mnie jego słowa.  
- Dlaczego, dlaczego mi nie powiedziałaś, kochanie dlaczego mi o niczym nie powiedziałaś? - dopytywał Lucas, ale milczałam. Tak naprawdę nie miałam pojęcia co powinnam mu teraz odpowiedzieć, czy powiedzieć mu prawdę? powiedzieć mu,że po prostu się bałam tego, jak zareaguję? Czy mi uwierzy, a może pomyśli,że po prostu sobie to wymyśliłam? Nie ukradłam tych kamieni, nie miałam pojęcia jak to wszystko było możliwe, kto próbował mnie wrobić, ale mogę dać słowo,że nie miałam nic wspólnego z tą kradzieżą. Tylko,że nikt mi nie uwierzy. Nie uwierzą mi oni, skoro czyhają na nasze życie.
- Nie uwierzyłbyś mi. A nie mogłam zostawić z Tobą dziecka, nie chciałam jej porzucać. - rzekłam.
- A mnie? mnie mogłaś porzucić? mogłaś mnie zostawić? odchodziłem od zmysłów Carlo. Rozumiesz? prowadziłaś mnie w obłęd. - powiedział zaciskając pięści. - Musimy chronić Jessicę. Musimy chronić nasze dziecko. - usłyszałam. Miał rację. Z tym jednym naprawdę się zgadzaliśmy. Cieszyłam się,że chociaż jeśli chodzi o bezpieczeństwo naszego dziecka, mamy to samo zdanie.
- Max ją ochroni. Jest najlepszy. Jeśli ktoś miałby uratować naszą córkę, to tylko On. - wyznałam. Lucas zamilkł, przyglądał się mi  w milczeniu, jakby oceniał sytuację.  
- Odpocznij - rzekł zrezygnowany i wyszedł z sali. Zostałam sama. Próbowałam zebrać myśli i zastanowić się, co właściwie wyprawiam, co się dzieje między mną a moim mężem, dlaczego i jak znalazłam się w tej dość chorej sytuacji. Tu już nie chodziło o mojego męża, nie chodziło o moje życie, chodziło o nią. O małą dziewczynkę, o małe dziecko, które ufało mi jak nikomu innemu.  
- Cieszę się,że się wybudziłaś - usłyszałam głos Maxa. Mężczyzna usiadł obok mnie i złapał mnie za rękę. Zamknęłam oczy, zmęczona tą dość trudną dla wszystkim sytuacją. - Widziałem jak Lucas stąd wychodził. Nie miał zbyt szczęśliwej miny. Coś się stało? - spytał. Pokiwałam głową. Nie chciałam powiedzieć u o czym rozmawialiśmy.
- Zaopiekuj się Jessicą, proszę. Zaopiekuj się nią - poprosiłam mężczyznę, a ten w odpowiedzi, mocniej złapał moją dłoń. Niczego więcej nie pragnęłam. Wiedziałam,że przy nim mogę być spokojna o dziecko. Udowodnij już to. - Rozmawiałem z dawnym przyjacielem. Czekam za telefonem. Możliwe,że nie długo dowiemy się, kto stoi za tą sprawą i jakby co mam obiecaną pomoc. Nie bój się, nie spocznę, dopóki nie pomogę Wam uspokoić tej sprawy - obiecał Max, a ja zamknęłam oczy. Zmęczenie okazało się silniejsze niż sądziłam.   CDN  


Wiem wiem, ostatnio strasznie zaniedbałam starsze opowiadania, ale postanowiłam do nich powrócić. co Wy na to?

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1382 słów i 7373 znaków, zaktualizowała 14 wrz 2016.

3 komentarze

 
  • Misiaa14

    Tęskniłam za tym opowiadaniem świetne jak zawsze

  • agusia16248

    @Misiaa14 A Dziękuję bardzo

  • DemonicEagle

    Cieszę się ze postanowiłaś wrócić do tego opowiadania

  • agusia16248

    @DemonicEagle To w takim razie ja też się cieszę,że Ty się cieszysz

  • volvo960t6r

    Cudowna część

  • agusia16248

    @volvo960t6r Dziękuję

  • volvo960t6r

    @agusia16248 Proszę bardzo