Głupota rozdział 13

Przez długi czas nie mogliśmy się od siebie oderwać, a kiedy już to zrobiliśmy, zdałam sobie sprawę, że wcale tego nie chciałam.
Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, następnie Kamil uśmiechnął się delikatnie i ponownie pochylił się, żeby mnie pocałować. Co prawda — tym razem próbowałam ze sobą walczyć i dać mu do zrozumienia, że to koniec naszego udawania, ale oczywiście, gdy jego usta dotknęły moich, wszystko poszło...
Nie wiedziałam, czego boję się bardziej — tego, że nogi się pode mną uginają i zaraz runę, czy tego, że moje serce bije jakby chciało wyskoczyć z piersi...
— Naprawdę — zaczął niskim, chrapliwym głosem — jesteś świetna. Idziemy — dodał i ruszyliśmy dalej.
Coś mnie tknęło. Powiedział, że jestem świetna? W czym? Świetnie grałam i udało mu się dokonać tego, czego chciał, czy chodziło mu o coś kompletnie innego?
Postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy, bo jeżeli teraz byłabym nieobecna, Kamil mógłby wysunąć jakieś błędne (albo co gorsza — trafne) wnioski.
Mimo późnej godziny wcale nie czułam się zmęczona, więc pomyślałam, że kiedy będę już w łóżku, poczytam sobie książkę albo obejrzę jakiś ciekawy film. W zasadzie... porobię cokolwiek, byleby nie myśleć o chłopaku.
— Jak ci się podobało? — spytał w pewnym momencie, wyrywając mnie z moich myśli. Spojrzałam na niego niezrozumiale, bo nie dosłyszałam pytania. — Podobało ci się u mojego znajomego?
— Było dobrze. — Uśmiechnęłam się do siebie, kiedy ponownie zdałam sobie sprawę, że mogło tak być dzięki temu, że nie piłam alkoholu. — Miłych masz znajomych — dodałam i skrzywiłam się na samo wspomnienie Anny.
No, właśnie — gdzie ona i gdzie ja?! Trudno mi się nawet do niej porównywać, więc o czym ja myślę?
— Oni też uważają, że jesteś w porządku.
— Ania pewnie też tak uważa — powiedziałam do siebie i dopiero po sekundzie zdałam sobie sprawę, iż zrobiłam to na głos. Rozszerzyłam oczy i spojrzałam ukradkiem na Kamila.
Machnął ręką.
— Nią się nie przejmuj — rzucił niedbale i po chwili się uśmiechnął, jakby z satysfakcją.
Zmrużyłam oczy.
— Skoro nie chciałeś wzbudzić w niej zazdrości, to co chciałeś jej udowodnić? — spytałam, nie będąc pewna, czy powinnam, bo w zasadzie to nie moja sprawa. Z drugiej strony w końcu byłam tego częścią, więc chociaż kilka słów mógłby powiedzieć.
Oblizał usta, patrząc przed siebie. Nie mogłam się zorientować czy walczy ze sobą, aby mi o tym powiedzieć, czy jednak szuka jakiegoś delikatniejszego: "nie twoja sprawa".
— To trochę... skomplikowane — odpowiedział w końcu, a ja już wiedziałam, że jednak wybrał drugą opcję. — Myślę, że nie byłabyś zachwycona, gdybyś to usłyszała.
Zatrzymałam się.
Wzięłam głęboki wdech i wypuściłam powietrze.
— Kamil, uważasz, że jest sens ciągnąć to dalej? — spytałam, patrząc w ziemię.
— To, czyli co?
Doskonale wiesz, Kamilu — pomyślałam.
— No... nasz związek.
Zrobił kilka kroków w moją stronę, aż stanął na tyle blisko, że mogłam poczuć zapach jego perfum.
— A dlaczego mielibyśmy to zakończyć? Oboje na tym skorzystaliśmy. Poza tym chyba polepszyła się twoja sytuacja z tą... Jowitą.
— Julitą — poprawiłam go i roześmiałam się. Najpierw Julia, teraz Jowita. — I tak, poprawiła się, ale...
— Widzisz. Myślę więc, że jest sens ciągnąc to dalej — powiedział, nie dając mi dokończyć. — Chodź, bo stoimy na środku ulicy.
Pokręciłam głową.  
Ponownie spróbowałam zrozumieć to, co czuję do Kamila i przede wszystkim jak do tego doszło. Przecież do tej pory go nawet nie lubiłam, a momentami mogłam się pokusić o stwierdzenie, iż go nienawidzę.
— Uważaj!
Zanim zdążyłam jakoś zareagować na krzyk chłopaka, zostałam już odepchnięta w drugą stronę.
Wszystko działo się tak szybko.
Kamil, samochód, on leżący na ulicy.
Kiedy w końcu oprzytomniałam, podbiegłam do niego i ukucnęłam.
— Kamil. — Potrząsnęłam nim. — Kamil! — Ponownie.
Otworzył oczy i zaczął się podnosić do pół—siadu.
Pomrugał kilka razy oczami i spojrzał na mnie.
— Jesteś cała? — spytał, a ja rozszerzyłam oczy.
— Ja?! Czy ty jesteś cały?
— Chyba tak — powiedział, wstając — trochę mnie biodro boli, ale poza tym jest w porządku.
— Chyba nie bardzo — zaprzeczyłam, gdy zobaczyłam jak się zakręca i na szczęście łapie słupa. — Posłuchaj, pójdziemy do mnie, bo mam bliżej i tam postanowimy, co dalej. Na pewno nie chcesz jechać do szpitala?
— Nie.
Okey, w takim razie zabieram Kamila do siebie. Sama nie wiem, czy się cieszyć, żę Kuby nie ma. Mógłby nam pomóc, a z drugiej strony przyczepić się do tego, że coraz więcej czasu spędzam z jego przyjacielem.
Rozejrzałam się za samochodem, ale nigdzie go nie mogłam dostrzec.
Podeszłam do niego i na wszelki wypadek złapałam go za dłoń. Nic nie powiedział, więc pomyślałam, że nie ma nic przeciwko... albo jest w takim szoku, że nadal nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje.
— Przepraszam — powiedziałam ze spuszczoną głową. Było mi głupio.
— Co? — spytał, ściskając moją dłoń.
— Za ten samochód. Gdybyś mnie nie odepchnął, to ja...
— Przestań! — powiedział poważnie. — Jesteś dużo drobniejsza ode mnie i gdyby w ciebie ten samochód wjechał, stałoby ci się z pewnością coś więcej.
— Ale to moja wina. Gdybym nie bujała w obłokach na środku ulicy, do niczego takiego by nie doszło.
Kamil przyciągnął mnie do siebie i potargał mi włosy.
— Spokojnie, z gorszych rzeczy wychodziłem.
I na tym nasza rozmowa się skończyła.
Do mojego mieszkania szliśmy już objęci. Czułam się skrępowana jak cholera, ale... nie chciałam tego przerywać.
Kiedy już zamknęłam za nami drzwi, spojrzałam na chłopaka, który podniósł swoją koszulkę, przez co mogłam zobaczyć jego umięśniony brzuch. Szybko jednak mój wzrok stanął na jego biodrze, na którym zrobił się już niezły siniak.
— Potrzebujesz pomocy? — spytałam, drżącym głosem. Nie znałam się za bardzo na opatrywaniu, ale może z pomocą chłopaka, dałabym radę coś zdziałać.
— Nie, nie trzeba. To tylko siniak.
Odchrząknęłam.
— Idź do mojego pokoju. Chcesz coś do picia? — spytałam, odkładając klucze na półkę.
— Herbatę, jak możesz.
Przytaknęłam głową i skierowałam się do kuchni.
Wyjmując kubek, zauważyłam, że moje ręce zaczęły się trząść. No tak, myśl o spaniu z Kamilem pod jednym dachem mnie... przerażała. Chyba nie dałby rady już dojść do swojego domu. Niby już raz spaliśmy u niego, ale wtedy byłam pijana, więc nawet nie pamiętam, jak się tam znaleźliśmy. Ponadto będę musiała zaproponować mu spanie w moim łóżku. Po pierwsze za to, że kiedy byliśmy u niego, ja spałam na jego łóżku, a po drugie — jest poszkodowany. Musiałabym być naprawdę okropną egoistką, żeby wiedzieć, że boli go biodro i kazać spać na twardej kanapie.
Z gotową herbatą poszłam do pokoju.
— Dziękuję.
— Proszę — odpowiedziałam pod nosem i spojrzałam na chłopaka. — Kamil... zaraz ci przyniosę nową pościel, bo tę zabiorę...
— Co? — spytał i spojrzał na mnie jak na idiotkę. — Gdzie ty chcesz spać?
— Na kanapie?
— Nie ma mowy! — krzyknął i roześmiał się. — Nie będziesz u siebie spała na kanapie.
— Ty u siebie spałeś.
Pokręcił głową.
— To było co innego.
— Nie pozwolę, żebyś spał z tym biodrem na kanapie — powiedziałam pewnie.
Zmrużył oczy i uśmiechnął się pod nosem.
— W takim razie śpimy razem w twoim łóżku.
Kiedy skończył, rozszerzyłam oczy.

Evrie

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1377 słów i 7873 znaków.

8 komentarzy

 
  • ala22

    Kiedy next?

  • ala22

    Mega <3 kiedy next?

  • Słodka :D

    Kocham <3 :D kiedy next? :)

  • REKLAMOWKAWIECZNEJCHWALY

    Aaa czekam

  • Caryca

    Bardzo wciągające , czekam  z niecierpliwoscią   na  kolejna część

  • Nataliiia

    Kiedy next?

  • Evrie

    @Nataliiia Przestaniesz w końcu o to pytać? Tyle razy odpowiadałam, że nie wiem.

  • Nataliiia

    @Evrie Przestanę bo nie mam ochoty na kłótnie

  • Malawasaczka03

    Haha super ;***