Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Fukushu - sha cz 7

Gabriel i Aya wrócili do domu. Ojciec dziewczynki siedział w pozycji medytacyjnej, ale miał otwarte oczy.
―  Ojcze ― szepnęła Aya.
― Tak, kochanie.
      Shingo dostrzegł od razu, że coś dobrego stało się z Aya. Zobaczył to w jej oczach.
― Tato, Gabriel-san jest naprawdę niezwykły. Jak tylko poczuje się mocniej, zaczniemy trening.
—  Dobrze córko. Cieszę się, że poradziłaś sobie ze swoim kłopotem. Jesteśmy tu zupełnie sami. Możecie pochodzić po okolicy, albo jeśli Gabriel zechce, zaparz herbaty.
― Wiem, że w waszym kraju parzenie herbaty to cały rytuał. Bardzo chętnie popatrzę. Jestem cały czas wdzięczny za wszystko co dla mnie robicie.  
Aya uśmiechnęła się i rzekła.
― Zaraz zacznę, tylko się przebiorę. Zdajesz sobie sprawę Gabrielu, że nie mogę tego robić w tym stroju.
Gabriel usiadł z małym wysiłkiem obok mistrza i razem czekali w milczeniu na Aya-Kazumi.
                                                                               *
W gabinecie generała McMartina siedziało poza nim jeszcze sześć osób.
― Jakieś dobre wieści?
― Nic. Wszystkie nasze satelity szukają. Ale na razie bez rezultatu.
― To jakaś farsa. Zapadł się pod ziemię czy co? Ani syna Koerga, ani tego japończyka. Córki też nie możemy namierzyć. A jak Kleopatra?
― Czuje się dobrze. Sam bym chciał tak być więziony ― zaśmiał się inny generał.
     W pokoju było dwóch generałów, trzech półkowników i dwóch cywilów, wysokich urzędników CIA.
— Musimy ją trzymać, aż się odnajdzie Ozyrys. Choćby to miało trwać lata.
― A co z agentami, czy mamy ich zmieniać, czy lepiej trzymać tych samych?
― Im mniej ludzi wie o tym, tym lepiej. Cała operacja była tak dokładnie przygotowana. Kto mógł przewidzieć, że Koerg ją zasłoni.
― Sugerowałem zrobić to w biurze, ale nie chcieliście słuchać.
― Ile razy mam ci mówić, że to by nic nie dało. Jestem pewny, że miał jakieś zabezpieczenia. I nadal nie jestem pewny, czy nas nie wodzi za nos, mimo że nie żyje.
― Przecież tego nie mógł przewidzieć, że zginie zamiast żony?
― Tak sądzisz, bo go nie znałeś. Nie wiem jak doprowadzimy ten projekt bez niego. Mieliśmy jednego człowieka z zaprzyjaźnionego kraju, ale popełnił samobójstwo.
― Przecież tu nikt nas nie podsłuchuje, nie możesz powiedzieć że był Chińczykiem?
― Jeśli tak to czemu jest Kleopatra i Ozyrys. Na żarty ci się zebrało, Paul?
― W takim razie zakończymy na tym sprawę ,,Cheops” i zaczynamy sprawy Europy. Kto z was chce zacząć? Może ty, Paul. Masz dzisiaj dobry humor, mniemam?
― Tak. Proponuję jeszcze raz wykorzystać naszych ludzi tam gdzie ostatnio.  
― Dobra myśl. Trzeba iść za ciosem. Mamy duże sukcesy w okolicy Morza Czerwonego. Dobrze by było, żeby wszędzie tak się sprawy układały. To teraz liczby, Paul...
                                                                              
                                                                           *  
Rebeka otworzyła oczy. Miała miły sen. Śniła syna i męża. Ale po chwili rzeczywistość owładnęła jej jestestwem. Wiedziała, że nigdy już nie zobaczy Grega, ale przyszła jej myśl, że może Gabriel żyje. Ale jeśli tak, to gdzie jest? Czy też go trzymają pod strażą? A co z Noemi? Przecież to dzieci. Czy te bestie, które to zrobiły, nie wiedzą? I co z tego, że Greg dał im to. Nawet nie wie jak to wykorzystać. Wstała. Ubrała się i poszła do łazienki. Umyła zęby. Miała zdjęcie syna i dużo drobiazgów. Dbali o nią. Przez te kilka tygodni polubiła Franka i Sally. Faktycznie mogły rozmawiać bez obaw kiedy się kąpały. Rebeka trochę się krępowała. Poza tym wiedziała, że Sally lubi dziewczyny. Ale ostatecznie nabrała do niej zaufania. Tylko Frank musiał wówczas siedzieć w chacie. Z Sally nie było żartów w niektórych sprawach.  
      Zjadła owoce i zrobiła sobię kanapkę z avocado. Frank i Sally lubili ryby. Rebeka czasem siedziała z nimi przy ognisku aż do zmroku. W końcu drugiego tygodnia dowiedziała się wreszcie, gdzie są. Faktycznie do najbliższej wyspy było ponad trzysta kilometrów. Mała wysepka, na której mieszkali była kiedyś zamieszkała. Przez dwadzieścia pięć osób. Miała przemiła nazwę Karolina. Mały atol, który miał się zanurzyć całkowicie w oceanie do 2025 roku.
Było ciepło. Miała na sobie bawełniany kostium i plażową sukienkę. Kapelusz ze słomy i klapki. Gdyby nie ta cała sytuacja, możnaby było myśleć, że to prawdziwy raj. Ale czy gdyby była w Stanach lub gdzie indziej, czułaby się inaczej? To co było dla niej najdroższe, to Gabi. A nie miała najmniejszego pojęcia gdzie jest jej syn. Frank i Sally przekonali ją, że dzięki temu, że nikt nie wie gdzie jest jej złotowłosy aniołek, ona żyje. Dlatego chciała i jednocześnie nie chciała, żeby się znalazł. Jednakże w tej chwili górowało w niej serce matki. Jej życie nie było dla niej tak drogie jak życie jej syna. Nie mogła zmienić obecnej sytuacji. Pozostała jej tylko modlitwa i nadzieja.
                                                                               *
Kończył się gorący dzień. Mieszkali w małej miejscowości tuż przy brzegu oceanu. Ładne, niezbyt duże miasteczko. Mieszkało tu około czterysta tysięcy mieszkańców. Rodzina Noemi miała dom blisko skrzyżowania Panamerykańskiej autostrady i Industrial aveniu. Minął już ponad rok od czasu jak wyjechali z Kaliforni. W końcu ojcu pozwolono pracować. Kupił znacznie mniejszy garaż z samochodami od tego, który posiadał w Kaliforni. Rząd wywiązał się z obietnicy. Mieli dość pieniędzy, żeby w ogóle nie pracować. Anna została w domu i zajmowała się córką. Mieli nasłuch i ochronę. Po kilku miesiącach, ich wzajemne rozmowy słuchano tylko wyrywkowo. Natomiast cały czas mieli ochronę. Przeważnie dwóch agentów.  
Noemi próbowała żyć z tym co się stało. Powoli pogodziła się z losem, że nie ma obok Gabriela. W głębi serca jednak wierzyła, że ten żyje.  
    
     Mijały lata. Wyrosła na bardzo ładną dziewczynę. Właśnie kilka tygodni temu skończyła siedemnaście lat. W czasie obchodów swoich urodzin, zaprosiła kilku znajomych. Było kilka dziewcząt i paru chłopców. Jeden z nich, Manuel, interesował się nią szczególnie. Noemi nie chciała dać mu wprost do zrozumienia, że jej serce jest zajęte. Nadal kochała Gabriela. Oczywiście miała chwile zwątpienia. Ale nie w tej chwili. Manuel był miłym chłopcem. Jego rodzice mieli duży zakład mechaniczny.  
― Co jest z tobą, Noemi? Wiesz, że cię lubię. Nigdy nie chcesz aby to posunęło się dalej.
Noemi patrzyła w łagodne oczy chłopca.
― Ja też cię lubię, ale moje serce jest zajęte.
Chłopak patrzył na nią zdziwiony.
― Znamy się już tak długo. Nikt obcy się obok ciebie nie kręci. Kto zajmuje twoje serce?
Dziewczyna już miała wypowiedzieć imię swojej miłości, kiedy sobie coś uświadomiła. Wzięła kartkę i napisała.
,,Kocham kogoś, kogo nie znasz. Wybacz”
Manuel patrzył w jej oczy z niedowierzaniem. Noemi położyła palec na ustach i napisała.
,,Ma na imię Gabriel, ale nie mów nigdy jego imienia, proszę”.
― Chcesz zatańczyć, Manuel?
― Dobrze.
Zaczęli tańczyć.
― Jeśli chcesz, możemy być zawsze przyjaciółmi.
― Możemy o tym pomówić?
Noemi wiedziała, że Manuel ma na myśli to co mu napisała, a nie jej ostatnią propozycję.
― Ale...
Noemi kiwnęła głową na boki. Wyszeptała
― Nie mogę mówić, wybacz.
Miała pewność, że jeśli ma jakiś mikrofon, to nie może być aż tak czuły, żeby ktoś mógł usłyszeć. Muzyka grała naprawdę głośno. W końcu utworu, pocałowała chłopca w policzek. Wrócili do grupy przyjaciół.
― Zdecydowałaś się zostać w końcu jego dziewczyną? ― zapytała Rosa-Maria.
― Jesteśmy przyjaciółmi, tak jest lepiej ― powiedział Manuel.
Tym jednym zdaniem urósł bardzo w oczach Noemi.
― Niech tak na razie zostanie, Manu ― szepnęła do niego.
Chłopak poczuł nadzieję w sercu.
                                                                              *
Gabriel doszedł do siebie po trzech tygodniach. Zaczął lekki trening. W zasadzie uczył się cały dzień. Ćwiczył z Shingo technik walki. Mistr uczył go walki wręcz jak i z bronią. Aya uczyła go ćwiczeń gimnastycznych. Przewrotów, padów, a w końcu salt. Spędzała z nim też dużo czasu przy komputerze.
Kiedy z racji wiedzy, którą chciał chłonąć chłopiec, wchodzili na internet. Aya miała więcej zabezpieczeń niż nie jedne siatki szpiegowskie. Praktycznie nie była do wykrycia. Włamała się na siedemnaście kont. Oczywiście wybrane programy ,,chodziły” jako pod-programy u jej ,,żywicieli” i tylko nieco spowalniały ich komputery. Ponieważ Aya i Gabriel, nie wchodzili na ,,złe” strony, mogli czuć się bezkarnie.  
  
Mijał czas. Tygodnie, miesiące i lata. Gabriel skończył siedemnaście lat, a Aya, dziewiętnaście. Przez ten czas nikt nie zakłócał ich spokoju.  
     Generał Mc Martin nadal piastował to samo stanowisko. Zmienił się prezydent mocarstwa. Ale w środku tego całościowego systemu, nie zmieniło się wiele. Nadal dwa mocarstwa pragnęły mieć hegemonię nad światem. Zmieniano zewnętrzne obrazy, ale sens został ten sam. Ameryce zależało na osłabieniu Europy. Rosji na osłabieniu Europy i Ameryki. Ale w prawdzie, za plecami stały inne siły. A tym zależało tylko na całkowitej kontroli, nad wszystkimi. Mieli ją, ale chcieli więcej. Mimo braku Grega Koerga próbowano kontynuować rozwój prac nad ,,Gwiazdą śmierci” Prace posuwały się wolno, ale szły na przód. Właściwie pozostawały dwa aspekty. Wzmocnienie laserów i ich skoordynowanie. Cały czas miano problem z wyeliminowaniem zakłóceń.    
       A tu była cała gama kłopotów. Warunki atmosferyczne. Zakłócenia związane z polem ziemi jak i indywidualnych urządzeń. Ale największy problem polegał na zabezpieczeniu. Ktoś znalazł jakieś uwagi samego Grega. Koerg dopuszczał w swoich rozważaniach samozniszczenie. Satelity uzbrojone w lasery miały być nie do zniszczenia. I praktycznie były. Pod warunkiem, że nie zniszczyłyby się same wzajemnie. Nikt o tym nie pomyślał, że to możliwe. Dopiero odkrycie tych notatek dało do myślenia. Niektórzy zastanawiali się później dlaczego taki geniusz jak Koerg posłużył się kartką, a nie zapisał informacji na dysku.
      Aya-Kazumi nie zmieniła się wiele. Urosła o kilka centymetrów i przybrała może pięć kilogramów na wadze. Natomiast Gabriel stał się mężczyzną. Miał 175 centymetrów wzrostu i ważył prawie siedemdziesiąt dwa kilogramy. Oboje, zarówno Shingo jak i jego córka, nie pomylili się. Gabriel był urodzonym shinobi. Co do walki, umiejętności i innych zdolności.  
Nie mieli pewności co do najważniejszej sprawy. Czy potrafi zabić. Jego pierwszą ofiarą był zabójca jego ojca. Wobec tego jego akt mógł być odruchem. Co prawda mało dziesięciolatków miałoby taki odruch.  
      Gabriel był delikatny. Odzywał się w sposób wyważony. Shingo nigdy mu o tym nie mówił, ale był z niego dumny. Dodatkowo z tego powodu, że chłopak postępował jak prawdziwy samuraj, japończyk i w ogóle jak ktoś kto szanuje tradycję przodków.  
      Aya kochała go nadal tak samo. Oczywiście jeśli chodziło o stronę duchową. Ponieważ obydwoje byli młodzi, doszło coś jeszcze. Ale to było tabu. Zarówno ani on ani ona o tym nie wspominali ani razu.  
Najciężej było kiedy Aya poprawiała jego postawy, ponieważ stykali się ciałami.  Lecz to praktycznie zakończyło się kiedy Gabriel skończył piętnaście lat. Teraz praktycznie przewyższał Aya we wszystkim, natomiast nie dorównywał Shingo. Ponieważ mistrz miał doświadczenie. A tego chłopak nie mógł nabyć. Aya w jednym górowała. W znajomości związanych z komputerem. Shingo znał się na tym tylko trochę. Gabriel bardzo dużo, ale i tak Aya była niedościgniona. W strzelaniu tylko nieznacznie wyprzedzała chłopca.
      
Było blisko zachodu. Słońce stało tuż nad wzgórzami lasu Asahi. Siedzieli i jedli posiłek. W większości Aya go przygotowywała, ale często zastępował ją zarówno ojciec jak i Gabriel. Na stole mieli shashimi, gohen no i oczywiście yakitori. Na deser daifuku, puszyste ciasteczka. Na stole stała też sake. Shingo nie często stawiał alkohol.  
      Aya-Kazumi miała na sobie śliczne różowe kimono. Opasywał ją szeroki pas-obi i misternie zapleciona ruricho musubi, przypominającą motyla, kokardę.
     Kiedyś jeszcze kilka lat temu Gabriel dowiedział się znaczenia kolorów w kraju kwitnącej wiśni. I wiedział dlaczego ani Shingo, ani jego córka nigdy nie ubierają białych kimon.  
― Czy wszystko ci smakuje, Sha?
― Tak, Aya-Kazumi, znakomite. Wyglądasz dzisiaj ślicznie.  
Ona tylko opuściła głowę. Shingo obserwował ich czasami. Nie mógł doprawdy odgadnąć co naprawdę jest w ich sercach. Dzisiaj zdecydował się zapytać o to Gabriela.  
Po posiłku Aya przebrała się w czarne, obcisłe ubranie z bawełny i poszła pracować na komputerze.  
Przez całe siedem lat wszystkiego dostarczał im ten sam człowiek. Materiały, jedzenie i czasem sprzęt elektroniczny. Dwa lata temu popsuł się komputer. Aya miała jeszcze dwa, ale potrzebowała bardzo dobrego.  
Shingo wiedział, że nie powinien o to pytać, ale pokochał w swoim sercu Gabriela i chciał dowiedzieć się co on czuje do jego córki. Pamiętał jego opowieść. Nie zastanawiał się jak jest teraz.
― Wybacz mi, Gabriel-san. Zapytam cię o coś o co może nie powinienem.  
― Dobrze, Kyoshi. Możesz zawsze pytać o wszystko. Jak ci już kiedyś powiedziałem, mam u ciebie dług. I nigdy go nie zdołam spłacić.
Shingo długo patrzył w błękitne oczy młodzieńca.
― Chodzi mi o Aya-Kazumi i ciebie...
― Dokładnie wiem co leży ci na sercu, Kyoshi. Aya-Kazumi jest w moim sercu. Ale mam misję do spełnienia. Najpóźniej w przyszłym roku, muszę to zrobić.
― Co do tego, wiem. Zrobimy to razem.
― Musimy działać wspólnie. Możemy zginąć. Ale wierzę, że nam się powiedzie. Twoja córka znalazła listę tych, którzy są odpowiedzialni za śmierć mojego ojca. Jest tam dwóch generałów, trzech pułkowników, major i jeden kapitan.  
― Tak, ale jest jedna rzecz, która niepokoi moje serce. Znam cię dobrze. Jesteś człowiekiem szlachetnym, wspomniałeś mi na początku o swojej przyjaciółce...
― Nic się nie zmieniło, Kyoshi. Noemi jest tam gdzie była. Kocham ją nadal.
Shingo odczuł zdziwienie.  
― Mam pragnienie w moim sercu...
― Wiem, Shingo-san. Twoje pragnienie spełni się, jeżeli będziemy żyć. Twoja córka zostanie moją żoną.
― Och, Gabriel-san. Jesteś bardzo szlachetny.  
― Ja czuję się normalnie. Nie czuję się specjalnie lepszy niż inni. Biorąc pod uwagę, że mam zabić wiele osób.
Shingo zdziwił się jeszcze bardziej.  
― To nie jest takie proste jak myślisz. To zostawia ślad na całe życie.
Twarz Gabriela zmieniła się nieco.
― Wiem, Kyoshi. Ale powziąłem ślub. Jeśli mi się uda, zabiję ich wszystkich. Jestem Fukushu-sha. Ale najpierw pragnę z całego serca odnaleźć moją matkę i Noemi. O ile Rebeka żyje, a takie mam przeczucie.
― Wiem, że tego pragniesz. Tylko jeśli zaczniemy działać, nie będziemy już dłużej w ukryciu. A wówczas wszystkie siły, które nas chciały dostać, zaczną od nowa działać.
― Wiem również i to. Jeśli byłoby to możliwe, chciałbym działać sam. Ale wiem, że sam nie dam rady. Nie chcę narażać twojego życia, a szczególnie Aya-Kazumi...
― Kyoshi, Gabriel-san, wybaczcie. Nie wiedziałam, że rozmawiacie. Słyszałam ostatnie słowa.  
― Wobec tego podejdź bliżej, córko.
Aya podeszła blisko i usiadła obok.
― Gabriel-san. Ja jestem nadal shinobi. Chcę żyć, ale jeśli zginę, nie płacz. Będziesz z Noemi-san.
― Aya-san, nie myśl, że zginiesz. Nie zginiesz. Wiem to.
― Nik tego nie wie. Tylko Bóg ― powiedział Shingo.
― Nie zapominaj, Kyoshi, że jestem jego posłańcem ― roześmiał się Gabriel.
― I masz dwa serca, a nawet trzy ― szepnęła Aya.
― Cztery ― dodał Shingo.  
― Każdy z nas ma trzy ― rzekł Gabriel ― ciężko będzie nas zabić.
― Mylisz się Fukushu-sha, ty masz cztery ― powiedziała Aya.
― Tak, to prawda. Nigdy nie rozstajesz się ze swoim bursztynowym sercem, które ci podarowała Noemi. Tylko czy ona cię jeszcze pamięta. Jest daleko i nawet nie wie czy żyjesz...
― Nie znasz jej, Kyoshi. Ona czeka na mnie.
Shingo spojrzał na córkę, bo chciał zobaczyć jak jego słowa odbierze Aya. Ale dostrzegł tylko uśmiech. Radość i szczęście.
― Jestem potomkiem samego Hattori Hanzo, ale nie pojmuję.

Gabriel znał historię sławnego shinobi. W 1573 roku Hattori wspomógł i w zasadzie ocalił życie shogunowi Tokugawie. W bitwie pod Mikatagahara, obok Honda Takakatsu, Ishikawa Kazumatsu i kilku innych, Hattori Hanzo był jednym z kilku rycerzu, którzy ocalili życie szoguna. Ta bitwa była jedną z najwiekszych klęsk, jaką Tokugawa poniósł. Jednak w końcu zwyciężył i został shogunem.
― Wiem ojcze, ale wiedz, że szczęście Aya-Kazumi jest dla mnie tak ważne, jak wszystko inne. Ona zrozumie i ty też może to pojmiesz, jeśli wszystko potoczy się dobrze.
― Jeśli tak mówisz, dziękuję. I skoro nazwałeś mnie ojcem, to powiem ci. Już dawno jesteś jak syn w moim sercu.
― Dziękuję, Shingo-san. To wielki zaszczyt słyszeć to z twoich ust.  
Aya przysłuchiwała się w milczeniu, ale teraz zdobyła się na otwarcie ust.
― Gabrielu, czy mogę dotknąć twojej jedynej pamiątki po Noemi?
― Tak, Aya-Kazumi.  
Gabriel zdjął bursztynowe serduszko z szyi. Aya wzięła je z jego rąk. Położyła na fioletowej poduszeczce, która przyniosła z pokoju.
― To jest również pamiątka po mojej mamie ― powiedziała, patrząc na poduszeczkę.
Patrzyła na serce, a potem je dotknęła.
― Śliczne jest ― szepnęła.  
Uniosła je do góry przed głowę.  
     W domku mieli elektryczność, ale czasami siedzieli przy lampach naftowych, lub świecach.
― Zobacz, Gabrielu jak rzuca śliczne cienie, jakby chciało ci coś powiedzieć...
Aya zaczęła wnikliwie patrzeć.
― Widzicie, tam coś jest. To ma zbyt równe załamania na naturalne.
― Tak, rzeczywiście ― powiedział Gabriel.
― Przyniosę silniejsze światło, mogę?
― Tak, tak. Oczywiście, Aya.
Dziewczyna położyła na powrót serduszko na małej poduszeczce.
― Pamiętam jak Rei to wyszywała ― powiedział cicho Shingo.
Po chwili Aya wróciła z silną latarką.  
― Możesz potrzymać, Gabrielu?
Aya podświetliła. Wyraźnie rysowały się jakieś wzory geometryczne...
― To nie wystarczy. Z cała pewnością nie zrobiła tego Noemi, albo jej rodzice.
― Jeżeli zrobił to tata, będziemy potrzebować lasera. Czy to możliwe, że na tym zapisał coś ważnego?
Aya znowu poszła do swojego pokoju. Po chwili wróciłą z małą skrzyneczką.

100%2
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i miłosne, użył 3281 słów i 18805 znaków.

Dodaj komentarz