Fukushu - sha cz 4

Gabriel otworzył oczy. Wiedział, że to nie niebo. A tym bardziej miał pewność, że nie jest w piekle.
— No dobrze, że jesteś, aniołku. Widocznie dobry Bóg ma dla ciebie plan, skoro wyżyłeś. Centymetr dalej i miałbyś kulkę w sercu, ale to i tak cud. I to, że mi się udało. Nie jestem dobrym chirurgiem. Ale jesteś już bezpieczny.
— Kim pan jest?
— Nazywam się Shingo Namayoto. Znam się trochę na ziołach.
Gabriel przesunął dłonia po piersi.  
— Mama?
— Przykro mi, nie mogłem jej zabrać. Nic jej nie było. Zabrali ją. Niestety tata nie żyje.
— Wiem. Czy wiesz coś o Noemi?
— Twoja przyjaciółka. Płacze, myśli że nie żyjesz. Wyjechała z rodzicami do Wenezueli. Ale nadal jest obserwowana. Oni myślą, że coś wie. Ale nikt nic nie wie.
— Gdzie moje serduszko z bursztynu, to jedyna pamiątka po niej?
— Jest, tylko rzemyk pękł.
    Mężczyzna z ostrożnością założył rzemyk z serduszkiem na szyję chłopca.
— Ten, który do mnie strzelał?
— Musiałem go zabić, chciał zabić Rebekę.
— Zastrzeliłeś go?
— Nie, dostał gwiazdką. W moim języku nazywa się, shuriken. Dosłał w skroń. Pewnie nic nie poczuł. Był złym człowiekiem. Robisz wrażenie, że jesteś opanowany. Widziałem cię w akcji.
— Dawno nas obserwowałeś?
— Dwa dni. Dali mi rozkaz żebym zlikwidował Rebekę, ale odmówiłem. Mam pewne zasady, ale chcieli mnie zmusić. Cały wywiad mnie ściga. Ale nie sądzę żeby tu dotarli.
— A gdzie jesteśmy?
— Wszystko byś chciał wiedzieć pierwszego dnia? Ale i ja chcę cię o coś zapytać. Czy chciałbyś się nauczyć sztuki walki?
— Wiesz panie Shingo, mam dar. Chodzi ci o to czy chcę zostać twoim uczniem. Tak, chcę. A potem znajdę tych co to zrobili.
— Oni już nie żyją.
— Miałem na myśli tych, co wydali ten rozkaz.
— Departament Obrony Narodowej, wydział specjalny do spraw nowych broni. Ciężko ci będzie.
— Nic nie przychodzi łatwo. Poza tym to jest tylko kilka osób, a nie cały departament. Obawiałem się, że to może się tak skończyć. Tata był genialny, ale był też głupcem.  Ale nie był złym człowiekiem. Chciał z tego wyjść.
— Mocne słowa jak na dziesięciolatka.
— Jak dawno się to stało?
— Dwa tygodnie bez dwóch dni. Przez dziesięć dni nie miałem pewności. Masz silny organizm. Ale długa droga przed tobą, jeżeli chcesz tego. Pamietaj, że nie możesz kierować się zemstą i emocjami.
— Ja nie pałam zemstą do tych co to zrobili, a raczej do tych co wydali rozkaz. Po prostu chcę ich wykończyć. Długo się będę musiał uczyć?
— To dziwne. Mówisz i rozumujesz jak dorosły. Znam tylko jedną osobę jak ty. Ale wracając do twojego pytania, mnie zajęło to dwadzieścia lat.
— Muszę zatem skrócić ten czas więcej niż o połowę. Obiecałem Noemi się z nią ożenić, jak będziemy pełnoletni.
— Ona myśli, że nie żyjesz. Sądzisz, że będzie czekać?
— Wiem, że będzie. Rozum jej mówi, że umarłem. Serce, że żyję.
— Gabrielu, jesteś bardzo dorosły. Jak się wzmocnisz, zaczniemy. Będę cię musiał nauczyć japońskiego.
— Mówisz bardzo dobrze po angielsku.
— Znam jeszcze kilka języków, ale musisz się nauczyć języka kraju, w którym mieszkasz.
— Domyśliłem się, że tu jesteśmy. Tylko jak ci się to udało, panie Shingo?
— Mam kilku przyjaciół.
— Muszę odnaleźć mamę. Ona myśli, że zginąłem. Jej serce jest w rozpaczy i nie może jej dać znaku, że żyję.
— Widzisz, mój przyjacielu. Będzie ją trudno znaleźć. Mam nadzieję, że nie będą jej chcieli zabić.
— I ja tak myślę i czuję. Rok temu tata wymyślił nową technologię. Mamy w sobie coś co jest lokatorem. Tylko potrzebna jest specjalna maszyna. Mama to ma i Noemi również.
— Znam się na wielu rzeczach, ale nie jestem dobry w sprawach nowych technologji.
— Nie chciałem tego, ale będę musiał to zgłębić. Tata chciał zrobić coś co zablokuje totalnie zło w ludziach. Tylko nie wiem co to miało być. Mieliby ginąć, czy po prostu miały być zahamowane ich złe myśli i czyny.
— Nie mam pojęcia o czym mówisz. Chcesz sushi, bardzo dobra receptura. Teraz trudno dostać coś naturalnego, ale jeszcze można.
— Dobrze, poproszę.
— Gabrielu, jesteś bardzo dzielny i dorosły.
— Tak tylko myślisz, panie Shingo. Jestem zwykłym dziesięcioletnim chłopcem. Ale po tacie odziedziczyem kilka cech. Mam też cel, może niezbyt chlubny. Kiedy będę mógł zacząć?
— Jesteś jeszcze bardzo słaby. Ja czasem będę musiał wyjść, więc będziesz wówczas z Aya-Kazumi. Ja chciałem Aya, a żona, Kazumi. To moja córka.
— Twoja żona nie żyję, prawda.
— Rei zmarła dwa lata temu. Chcesz poznać Aya?
— Jutro. Czy ma dwanaście lat?
— Tak, skąd to wiesz?
— Tak odczułem. Też ją uczysz?
— Muszę, bo ona chciała. Będzie dla ciebie dobrym partnerem do walki.
— Ja jestem gentelmenem, nie biję kobiet.
Shingo zaczął się śmiać.
— Jest bardzo delikatna. Ale nie nazwałbym jej kobietą. To mieszanina kobry, pantery i motyla.
— Motyla? Bardzo lubię motyle. Pewnie ją polubię. Mam tylko jedno pytanie. Co jest najważniejsze dla dobrego zabójcy?
— Spokój. Potem przewidywanie, a dopiero szybkość.
— Siła?
— Ważna. Ale nie fizyczna, raczej duchowa. Przyniosę sushi. Zjemy, a potem musisz pospać. Masz wciąż ranę obok serca.
— Mylisz się, mistrzu Shingo. Mam ranę w sercu. Ona się nigdy całkowicie nie zabliźni. Ale częściowo to się stanie, kiedy ujrzę mamę i Noemi.
— Dobrze, przyniosę sushi. A co powiesz na dobrą zupę z jarzyn. Jesz mięso?
— Jadłem, ale od teraz nie przeleję krwi żadnego zwierzęcia.
— Dobrze. Masz ładne imię i jesteś bardzo urodziwy, jak anioł.
— Gabriel, to imię anioła. Wszystkie anioły mają końcówkę ,,el”.
— Moge ci nadać inne imię?
— Jakie?
— Fukushu-sha.
— Co oznacza?
— Mściciel.
— Może być, Sha?
— To nie ma sensu, ale skoro chesz, niech będzie.
— Jestem gentelmenem, nie chciałbym aby moje imię było dłuższe niż Aya.
— Jesteś zabawny, Gabrielu. Idę po sushi.
                                                    
                                          Rozdział trzeci ,, Dwa płaczące serca”.

Noemi przestała płakać. Tylko dlatego, że nie miała już łez. Ale w środku jej serce płakało nadal. Jej umysł spowodował, że zrozumiała kim był dla niej Gabriel. Umysł rozumował w swój naturalny sposób. Gdyby ta przyjaźń trwała nadal, a trwałaby, przerodziłaby się w miłość. Jej dzięsiecioletnie, cielesne serce nie mogło wiedzieć nic o tej miłości, ale dusza wiedziała. W jednej chwili doznała bólu nie do zniesienia. Straciła miłość swojego życia. Poczuła, że Gabriel był dla niej wszystkim.  
     Wstała z sofy w salonie i poszła wolno do swojego pokoju.  
Po godzinie matka zwróciła się do męża.
— Zobacz jak się ma nasza córeczka.
Larry wstał z fotela i poszedł do córki. Czuł żal. Nie znał tak bardzo dobrze Gabriela, ale wiedział, że dla córki ten chłopiec był kimś bardzo ważnym. Zapukał.
— Kochanie, wszystko dobrze?
Zrozumiał w jednej chwili, że zadał idiotyczne pytanie. Odczekał chwilkę.
— Noemi?
Kiedy nie odpowiedziała, otworzył drzwi.  
— Kochanie?
Noemi siedziała na swoim łóżku i patrzyła w okno.
— Jest mi naprawdę przykro. Nie znałem dobrze Gabriela, ale wiem, że ty go bardzo lubiłaś...
— Nie, tato. Ja go kochałam. Mimo, że go już nie zobaczę, kocham go nadal.
— Ależ...
— Tak, wiem co chcesz powiedzieć. Że mam dziesięć lat i nie mogę wiedzieć co to jest miłość. Masz rację, jestem jeszcze zbyt młoda. Ale uświadomiłam sobie, że kochałam go od pierwszej chwili. I wiem, że on mnie również.
    Mimo, że Larry próbował o coś pytać i mówił, Noemi milczała.  
Nie chciała iść do szkoły następnego dnia. A trzeciego dnia przyjechali jacyś ludzie.  
Przez te trzy dni, dziewczynka mało jadła i zasypiała dopiero nad ranem.
    Ci ludzie rozmawiali z jej rodzicami. A potem poprosili, żeby wszyscy pojechali z nimi.  
Ponieważ, Noemi nie reagowała na ich pytania, jeden z nich zmienił ton na nieco ostrzejszy.
— Musimy porozmawiać z tobą, panienko.
— Nie mam nic do powiedzenia. Czego chcecie?
— Proszę wytłumaczyć córce, że taka jest procedura. Proszę zejść na dół. Macie pięć minut. Jeżeli nie, zabierzemy was i tak.
— To bezprawie, nie macie prawa...
— Jesteśmy agentami federalnymi. My jesteśmy prawem.
Ten który z nimi mówił, wyjął dokument.  
— Pięć minut.
Wyszedł.
— Noemi, musimy jechać.
— To źli ludzie. To oni zabili pana Koerga, panią Rebekę i mojego Gabi.
— Co ty mówisz, kochanie. To zrobili terroryści.
— Wiem swoje. Jestem gotowa.
— Kochanie. Tylko broń Boże nie mów tego im.
— Nie powiem, ale wiem swoje.
    Pojechali. W czasie drogi milczeli. Po pół godzinie dojechali do miasta. Weszli do dużego gmachu. Wyglądał na zwykłe biuro. Jechali windą do góry. Potem szli długim korytarzem. Wszędzie były kamery. Potem jechali w dół. Larry zrozumiał, że muszą być teraz kilka pięter pod ziemią. Powietrze miało charakterystyczny zapach.  
— Musimy porozmawiać z córką na osobności. Możecie patrzeć przez szybę.
— Co od niej chcecie, to dziecko. Straciła przyjaciela. Jesteście bez serca.
— Panie Larry, proszę się uspokoić. Tu chodzi o sprawę bezpieczeństwa narodowego. Tu chodzi o coś ważniejszego niż 11 września. Wszystko co pan i pańska żona usłyszy, jest tajemnicą państwową. Mam nadzieję, że będziecie umieli to wytłumaczyć córce.
— Nie rozumiem o czym pan mówi. Zginął ojciec i matka, przyjaciela naszej córki. I zginął, chłopiec. W wieku naszej córki.
— Larry. Wiem, że pan i żona sądzicie, że jesteśmy bandą złoczyńców. Ale jest pan w błędzie. Czy oglądał pan ,,Gwiezdne wojny”?
— Nie rozumiem czemu pan o to pyta? Oglądałem. Dobrze zrobiona fantazja.
— Widzisz Larry. Ojciec Garbiela pracował nad planem ,,Gwiazdy śmierci” I ten plan zginął. Przypuszczamy, że miał go Gabriel. A jego ciało zniknęło. Zniknęła również jego mama.
— Co pan mówi! Podano w telewizji, ze wszyscy zginęli.
— Czy pan nie wie, że telewizja jest dla mas. A masy nie potrzebują prawdy. One potrzebują sensacji. Proszę się nie obawiać. Musimy wypytać córkę o kilka spraw. Potem odwieziemy was do domu. Od dzisiaj będziecie mieli całodobową ochronę. Tak, że nikt się nie połapie. Chcecie kawy, herbaty?  Kanapki? Prosze się nie bać. Jesteśmy przyjaciółmi.
— Jestem w szoku. Czy naszej córce coś grozi?
— Mamy nadzieje, że nie. Ale i tak dostaniecie ochronę. My dbamy o właściwe osoby.
Mężczyzna oddalił się. Po chwili do rodziców Noemi podeszła kobieta.  
— Agent specjalny, Sara Carter. Mam się państwem zająć. Pójdziemy do pokoju. Będziecie mogli widzieć córkę, a ona was. Musimy podłączyć do jej ciała kilka przewodów. To całkowicie bezbolesne. Zresztą córka wam to potwierdzi. Musimy mieć pewność...
— Że co? Czy to dedektory kłamstwa?
— Och nie. Musimy zbadać czy pan Koerg niczego córce nie wszczepił.
— Co pan mówi! Jakiś mały czip? To był miły człowiek. Mówił, że pracował dla rządu.
— To prawda. My również mamy tylko szczątkowe informacje. Tu wszędzie jest tajemnica. Niestety, mamy przypuszczenia, że pan Koerg pracował dla obcego wywiadu. Świadomie lub nieświadomie.
— Jestem nadal zaskoczony. Nie mieliśmy pojęcia...
— Mam nadzieję, że nieco państwa uspokoiłam. Prawdopodobnie, po kilku dniach pojedziecie do jednego z naszych, zaprzyjaźnionych państw. Będziecie tam mieli wszystko. Nie wiem na jak długo będziecie tam przebywać.
— Ja tu mam bussines. Sprzedaję samochody.
— Wiemy o tym. Dostanie pan rocznie pieć razy tyle ile średnio pan tu zarabiał. Dwukrotną cenę domu. W zaprzyjaźnionym kraju nie będzie pan płacił za nic. Czy to mało?
— Wolność w złotej klatce.
— Proszę być realistą. Wolałby pan, żeby wasza córka została porwana lub zabita?
— Tamten agent mówił, że nic jej nie grozi.
— Ponieważ dostaniecie najlepszą ochronę. Proszę zrozumieć i nie utrudniać.
— Mogę dostać wody? — poprosiła Anna.
— Oczywiście. O jest Noemi. Proszę jej dać ręką znać, że ją widzicie.
Larry i Anna, pomachali do córki. Ta dała im również znak ręką, że wszystko jest w porządku.
— Nasi agenci poinformowali waszą córkę, że będziecie patrzeć.
— Czemu nie możemy z nią być? — zapytała Anna.
— Dla wspólnego dobra. Wasza obecność by przeszkadzała. Chcemy zrobić to w miarę szybko. To potrwa około godziny. Później będziemy z wami rozmawiać, również osobno. Proszę wybaczyć, ale musimy mieć pewność, że niczego nie ukrywacie. Oczywiście, będziecie na podsłuchu, tam gdzie pojedziecie. Proszę się nie martwić, możecie narzekać. Nie ma dla nas znaczenia, że będziecie mówić na nas ,,banda”, ,,gnoję”, a prezydent to ch... To nie ma znaczenia. Są dla nas bardziej istotne sprawy. Sądzimy, że jesteście czyści, ale musimy to sprawdzić.
Agent Specjalny Carter, oddaliła się.

Noemi trochę się najpierw bała. Ale to trwało dosłownie parę minut. Kiedy zobaczyła rodziców, trochę się uspokoiła. Agenci przedstawili się i powiedzieli dziewczynce, prawie to samo co rodzicom.
— Po co mi te przewody, ja nic nie wiem.
— Kochanie, musimy wiedzieć, że pan Koerg niczego ci nie przekazał.
— Ja z nim rozmawiałam tylko przy jedzeniu. Cały czas byłam z moim Gabi.
— Jest nam przykro, że straciłaś przyjaciela. Możemy zacząć?
— Tak pani, Carter.
— Nie podałam ci mojego nazwiska. Skąd wiesz, że tak mam na imię.
Carter zmarszczyła brwi.
— Umiem czytać. Ma pani plakietkę.
— Och tak. Bystra jesteś. Przepraszam.
— Nic nie szkodzi. Nabrałam do was trochę zaufania.
Noemi się uśmiechnęła.  
— Cieszę się — odrzekła agentka.
    Dziewczynka dobrze udała. Nadal miała swoją opinnię na temat ich wszystkich.
Podłączono do jej czoła i dłoni kilka kabli. Faktycznie nic nie czuła. Agentka, Carter pytała. Obok siedziało jeszcze dwóch agentów specjalnych. Moss i Lorgenn. Agent specjalny Lorgenn przypominał trochę Karla. Prawdopodobnie był z pochodzenia Szwedem lub Norwegiem. Noemi odpowiadała szczerze na wszystkie pytania.
— Co z panem Karlem?
— Znałaś go?
— Nie tak bardzo, Gabi go lubił.
— Przykro mi, Noemi. Został zabity. Chcesz wiedzieć więcej?
Noemi poprawiła się na krześle.
— Tak. Chcę.
— Kierowca pana Koerga zginął. Tom i Martinez, również. Zginęło również sześciu członków brygady antyterrorystycznej. Twój przyjaciel został ciężko ranny, prawie na pewno zginął. Jego ciało zniknęło. Rebeki również. Dom pana Koerga nie ucierpiał. Wszyscy pracownicy zostali już przesłuchani. Są raczej bezpieczni, chociaż pod obserwacją.
— To znaczy telewizja kłamała?
— Tak, dla dobra narodowego. Rodzice wytłumaczą ci wszystko.  
     Noemi była zbyt przejęta by pytać skąd to wszystko wiedzą. Rozmawiali z nią bardzo długo. Pytali o wszystko. Noemi trzymała się dzielnie...

— Już prawie kończymy. Ostatnie pytanie. Czy w ostatnich dniach Gabriel zachowywał się inaczej? Był podekscytowany, smutny, zaniepokojony?
— Nie, Gabriel nie uzewnętrzniał uczuć.
— Ale lubił ciebie, a ty jego, prawda?
— Nie powinnam tego pani mówić, ale powiem. Lubił moje piegi. Bardzo go lubiłam. Poza tym był śliczny. Jak anioł.
— Tak, śliczny chłopiec. Szkoda, że zginął. Przykro mi, Noemi.
    W to jedno Noemi uwierzyła.
Po chwili zaczęli jej odklejać przewody.  
— Byłaś dzielna, Noemi. Dziękuję. Teraz porozmawiamy z twoimi rodzicami, a potem  pojedziecie do domu. Rodzice wytłumaczą ci resztę.
    Po dwóch godzinach byli już w domu. Kiedy wrócili, zauważyli kilka kamer w domu i kilka na zewnątrz.

Stało się dokładnie, jak powiedziała agentka Carter. Po tygodniu wyjechali do Wenezueli. W samolocie Noemi coś odczuła. Nie wiedziała czemu, ale jej serce powiedziało jej, że jej Gabi żyje. Stało się dokładnie w momencie, kiedy tysiące kilometrów na północy, na japońskiej wyspie Hokkaido, Gabriel odzyskał przytomność. Oczywiście, Noemi o tym nie wiedziała. Ale to nie miało dla niej znaczenia. Co miało, to że żyje. I wiedziała, że kiedyś go znowu zobaczy. Sam Gabriel dowiedział się dokładnie gdzie jest, nie od Shingo, ale od Aya. Teraz już wiedział, że mieszkają w lesie, w małym domku u podnóżą góry Asahi.  
Na razie pozostawał w domku, ale i tak czuł zapach niezwykłego lasu...
                                                                               *
Rebeka odzyskała przytomność. Leżała na wygodnym łóżku. Czuła bryzę. Było ciepło, ale nie upalnie. Pokój był umeblowany, ale nie w takim stylu, gdzie mieszkała poprzednio. Natychmiast przypomniała sobie wszystko. Zaczęła cicho płakać.  
— Boże, czemu mnie tak ukarałeś? Dlaczego i ja nie zginęłam? Tak byłabym z moim Gabrielem.
Czy Greg jest w niebie, czy raczej w tym drugim miejscu, pomyślała.  
Wstała, bo poczuła, że musi załatwić swoją potrzebę fizjologiczną.  
— Życie — szepnęła do siebie.
Ostatnie co pamiętała, że Tom chciał ją zabić, a potem straciła przytomność. I nie wiedziała dlaczego. Przed jej oczami stał obraz martwej twarzy męża i ciała jej syna z raną na klatce piersiowej.  
— Chciałeś to zostawić, to dobrze. Ale nie powinieneś tego zaczynać, mój ukochany. Dlatego straciłam ciebie i syna. Ale muszę ci wybaczyć.
Wyszła na zewnątrz. Przed nią rozciągał się ocean. Do wody miała dosłownie sto metrów. Domek stał na małym wzgórzu. Przed domem siedziała dwójka, mężczyzna i kobieta. Musieli dostrzec, że wyszła, bo kobieta wstała i zaczęła iść w jej kierunku.
— Gdzie ja jestem?
— To mała wysepka, właściwie atol. Znajduje się tysiące kilometrów od Kaliforni. Przykro mi z powodu męża i syna. Jestem Sally.
— Jestem więźniem?
— Nie. Mieszkamy zaraz obok. To bezludna wyspa. Nie licząc nas. Często  przylatuje do nas śmigłowiec z zaopatrzeniem.
— Mogę wrócić do domu?
— Obawiam się, że nie.
— Czyli jestem więźniem.
— Widzisz jakąś celę?
— Nie bądź śmieszna Sally, czy jak ci tam naprawdę.
— To dla twojego bezpieczeństwa. Twój mąż pracował na dwa fronty. Mamy podejrzenia, że Tom i Martinez pracowali dla innych. Nie mamy pojęcia czy to ruscy, korańczycy z północy, czy Bóg wie kto. A może pracowali dla kogoś, kto był tylko pośrednikiem. Tylko Greg może wiedział, ale niestety nic nam już nie powie.
— Mój mąż był uczciwy. Kłamiesz.
— Przyniosę ci jutro laptop. Zobaczysz, że jesteś w błędzie. Faceci nie są święci, wierz mi. Ja na przykład jestem z Frankiem, to ten. Tam. Dlatego nas przydzielili. Będziemy z tobą rok. Fajne miejsce. Pogoda super. Słońce, mięki piasek i super woda. I nawet nie ma rekinów. Dostaniesz laptop. Mamy dwa generatory. Pralkę, suszarkę. Będziesz mogła sobie gotować. Jak nie będziesz chciała, ja coś przygotuję. Frank też nieźle pitrasi. Masz wszystko.
Sally mogła być w wieku Rebeki. Uśmiechnęła się inaczej.  
— Oczywiście, nie będziesz mogła wysyłać maili. Oboje z Frankiem jesteśmy wszechstronnie wykwalikowanym agentami. Niczego nie próbuj. Do najbliższej wyspy jest kilkaset kilometrów. A co do plusów. Na razie czujesz ból po stracie męża i syna, ale jak ci minie, a miałabyś ochotę, mogę się podzielić z tobą. Nie będę zazdrosna. Chyba, że ci się odmieni. Ja lubię chłopaków i dziewczyny.
Rebeka popatrzyła na Sally jak na rozdeptaną żabę.
— Wal się.
— Rozumiem cię. Miałam ci to powiedzieć, że ta jedna rzecz nie musi być w raportach.
— Idź do diabła.
Rebecka bardziej zła niż smutna wróciła do domku.
— Kurwa — wrzasnęła, kiedy weszła do domku.
Rzuciła się na łóżko. Po chwili weszła Sally.
— Kurwą nie jestem, wypraszam sobię.
— Nie mówiłam do ciebie. Wynoś się.
— Ok. Nie ma sparawy. Możemy się zaprzyjaźnić. Wiesz, że to nie moja wina ani Franka. Robimy tylko swoją robotę. Mamy cię pilnować. Masz pewność, że cię nie wykończymy. Jeśli się zmieni decyzja zrobi to ktoś inny.
— Mam jakieś prawa?
— Możesz robić co chcesz. Jesteś prawdopodobnie jedną z najbardziej wolnych osób na tym zasranym globie.
— Powiedziałaś, że nie mogę wysyłać maili.
— Rebeka, nie bądź dzieckiem. Przecież oficialnie nie żyjesz. I może dlatego możesz wszystko, poza mailami.
— Zapomniałaś, że nie mogę opuszczać tej wyspy.
— Możesz. Ale pewnie daleko nie dopłyniesz. Poza tym okolica jest patrolowana przez lotniskowiec i łodzie podwodne. Ale jak już mówiłam, nie ma rekinów. Lotniskowiec nie jest z twojego powodu, łodzie również.
— To powiedz mi, czemu mnie tu trzymacie. Ja nie miałam wielkiego pojęcia co robił mąż. Dlaczego mnie więzicie?
— Bo jesteś w niebezpieczeństwie. Chronimy cię. Poczekaj, Frank mnie wzywa.
— Chcę być sama. Jak będę czegoś potrzebować, to wiem gdzie was znaleźć.
— Dobra, tylko pukaj. Wiesz... czasami dorośli mają swoje sprawy...
    Sally wyszła.  
— Co za zdzira. Chyba chcą mnie złamać. Nie dam się. Och, Greg. Byłeś genialny, ale też idiotą. Ale cię kochałam i nadal kocham. Ale Gabi? Mój biedny mały aniołek. Chciał mnie ratować, a ja bym ratowałam ciebie. Lecz to ty uratowałeś mnie. A teraz nie mam już ciebie. I mojego synka. Szlag by to. Mój Boże! Dlaczego tak!!!
   Zaczęła płakać. Zasnęła.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i miłosne, użył 3680 słów i 21644 znaków.

1 komentarz

 
  • Katarzyna12

    Smutek na koniec