Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Argentyńskie tango. cz. 3.

Nieznacznie zbliżyłem się do Tahoe. Zacząłem myśleć i od razu kilka myśli przyszło na raz. Czy obserwatorzy widzieli zajście? Zawiadomią policję i podadzą numery rejestracyjne mojej rozbitej Impali? Ważniejsza myśl dotyczyła córki. Czy ich dogonię, a jeżeli tak, co dalej? Właśnie!
Wyjąłem komórkę i zadzwoniłem na numer alarmowy.  
Po usłyszeniu kobiecego głosu zacząłem mówić bez pytania.
– Nazywam się Grant Storm. Porwano moją córkę, Darię. Porywacze postrzelili moją żonę w prawą, górną stronę torsu, blisko obojczyka. Żyła kiedy odjechałem. Stało się to na północnym wjeździe na Crowchild Trail, na Flanders avenue. Pospieszcie się z pomocą. Porwałem czarnego mercedesa. Jadę w kierunku północnym Crowchild, porywacze jadą czarnym Tahoe, rocznik siedemnasty lub szesnasty.
– Proszę się zatrzymać i włączyć światła alarmowe.
– Nie ma mowy. Jadę za Tahoe. Proszę dać mi lepsze wytyczne.
– Będzie pan aresztowany.
– Mam to gdzieś. Proszę myśleć, jeżeli stracę z oczu samochód, nigdy jej już nie zobaczę, żywej. Nie wyłączam komórki, byście mogli mnie namierzyć. Jestem średnio zamożny i nie prowadzę ciemnych interesów, proszę pomyśleć, dlaczego ją porwano.
Zostawiłem telefon na siedzeniu pasażera z włączonym mikrofonem.
– Panie Storm, proszę się zatrzymać. Złapiemy porywaczy.
– Ciekawe jak. Być może będziecie mieli szczęście, bo o tej porze jest mało czarnych Tahoe.
Rozmawiałem i dochodziłem czarnego wana.  
– Proszę mi powiedzieć co mam robić?
– Proszę się zatrzymać i włączyć alarmowe światła.
– Zła odpowiedź, nie odzywam się więcej, chyba że będę rozmawiał z kimś o lepszych pomysłach.
Wyłączyłem głośnik, żeby mnie nie korciło.  
Ile czasu im zajmie, by mnie namierzyć? Wówczas z pewnością będą mi przeszkadzać.  
Zwykle wszystko widziałem w różnych kolorach, przeważnie w ciemnych, tak naprawdę czarnych. Lubiłem tańczyć z żoną. Lubiłem nasze miłe chwile, wówczas nie myślałem o smutnych i trudnych sprawach. Pewnie nie byłem zbyt ciekawym człowiekiem. Teraz? Miałem tylko jedną myśl. Muszę ją odzyskać. Co dziwniejsze nie miałem żadnych negatywnych myśli typu: Nie uda się, to zawodowcy, mają broń. 
W tyle głowy miałem myśl, że policja może mnie zatrzymać. Zwykle nie posyłali jednego wozu, tylko trzy lub cztery. Wiedziałem jedno. Nie mogłem do tego dopuścić, do chwili jak dorwę czarnego vana i policja nie będzie miała pewność, że jest tam moja córka, żywa.

                                       Posterunek policji Calgary, godzina 22:03

– Tu kapral Louisa Pincerton, numer boczny 3478, mam zgłoszenie porwania. Zgłosił to Grant Storm. Porwana córka jedzie czarnym Tahoe. Facet odmawia współpracy.
                                                                   22:05
– Jeff, mam na linii Granta Storm. Minutę temu policja potwierdziła, że kilka minut temu doszło do napaści, postrzelono mu żonę i porwano córkę.
– Rozumiem, łącze się z numerem.
– Halo, Grant?
Porucznik Jeff Carter był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Znał odpowiedź na pytanie, którego jeszcze sobie nie zadałem. Dlaczego.  
Gdyby chodziło o pieniądze, nie porwano by Darii. Mogły wchodzić tylko dwa powody. Ktoś ją wybrał, by go zabawiała, ale z powodu przeciętnej urody nie wchodziło to w grę. Nie twierdzę, że była piękna dla świata, chociaż dla ojca, każda córka jest najpiękniejsza. Chodziło o to, że takich kobiet było więcej. Carter miał już na swoim monitorze zdjęcie Granta, Natali i Darii. Wiedział. Chodziło o coś, co Daria miała, a ktoś inny nie. Większość ludzi zastanawiałaby się, o co chodzi. Co może mieć Daria, a ktoś inny, nie? To oczywiście nie było możliwe. Dla większości. Jeff Carter jednak wiedział,że to jest mozliwe. Chodziło o organ, lub kilka organów. Dlaczego jednak posunięto się do takich środków? Wiedział również, ale musiał się upewnić. Ja oczywiście tego nie wiedziałem.
Ludzie potrzebują organów i zwykle czekają na dawcę. Niektóre organy mogą być przechowywane, jednak najlepiej jeżeli są świeże, o ile to możliwe, zabrane od żywej, lub dopiero co zmarłej istoty. Dlatego najgorszy proceder, jaki istnieje na Ziemi, jest tak straszny. Dzięki umiejętności transplantacji rozwinął się najbardziej ciemny interes, handel organami. Trochę mniej straszny interes, jakim jest dziecięca pornografia, zaistniał tylko dlatego i w takim stopniu, że zaistniał internet.  
Carter nie zaprzątał sobie w tej chwili tymi sprawami. Myślał jeszcze bardziej precyzyjnie. Tu nie chodziło o handel. Znalazł! Ktoś o bardzo rzadkiej grupie krwi był umierający i potrzebował organu. Jakiego, nie wiedział. Ten ktoś musiał być bogaty i zdesperowany i z pewnością niezbyt uczciwy. Istniała jeszcze jedna, alternatywna wersja. Ktoś zajmujący się handlem organami pracował dla takiej osoby i albo osoba ta nie wiedziała nic o ciemnej stronie handlu organami, albo wiedziała to bardzo dobrze.  
Porucznik wydał rozkazy.
– Mamy lokalizację. Storm jedzie Mercedesem S 430. Podać wozom lokalizację, ale wysłać szare duchy  (Samochody policyjne, ale nie o kolorach typowych. Zwykle to szare wozy, mające światła policyjne w środku). Nie stosować blokady. Jest mała szansa, na zatrzymanie, podobnie mała, by Daria Storm została zabita, ale to zagrożenie istnieje. Proszę znaleźć o ile to możliwe jej grupę krwi i znaleźć w Kanadzie ludzi o takiej grupie krwi. To mają być osoby o rocznych dochodach przekraczających dwieście tysięcy dolarów. Może być więcej.
Carter był dobrym glina i zajmował się tego typu sprawami. Wiedział, że istnieje rzadka grupa krwi występująca raz na kilka tysięcy, w Europie jedna osoba na dwieście pięćdziesiąt tysięcy ma taką grupę. To krew typu Bombaj. Nazwa pochodzi od pierwszego miejsca, gdzie ją odkryto. W Indiach jest jej nieco więcej i pochodzi prawdopodobnie od potomków tych samych osób. Może występować w każdej z podstawowych grup krwi, czyli A, B, AB i zero i w obu typach czynnika Rh, zarówno pozytywnym jak i negatywnym. Z tych powodów w wypadku transfuzji, osoba z takim typem krwi może być tylko podana identyczna krew. Co ją charakteryzuje? Brak antygeny typu H. W Indiach występuję raz na pięć tysięcy osób. Jak się potem okazało w Calgary, tylko moja córka taką krew posiadała, mimo że Calgary ma ponad milion mieszkańców. Oczywiście poza osobą, która potrzebowała organ od osoby z tą rzadką grupą krwi.
Pytanie było czy Daria Storm ma taką grupę krwi? Gdyby nigdy to nie zostało odkryte, nikt by o tym nie wiedział. Jeżeli zostało, to tam, gdzie to odkryto, należało szukać informatora.  
Storm nadal nie podejmował połączenia. Carter zdecydował się, na jedyne logiczne posuniecie. Musiał przerwać połączenie 911, by ponownie zadzwonić. I tak zrobił.
                                                                             *
Zbliżyłem się do czarnego Tahoe. Nie na tyle blisko, by się zorientowano, że są śledzeni. W obecnej sytuacji wszystko się komplikowało. Mieli broń, mogli wezwać posiłki. Mogli zrobić cokolwiek, co by mi utrudniło.
Nie umiałem walczyć, nie miałem broni. Zaraz, może właściciel Mercedesa miał pistolet? Jeżeli miał przy sobie, czy w domu, to na nic mi się jego broń nie przyda. Otworzyłem pojemnik na dokumenty. Miałem dzisiaj szczęście w ten nieszczęśliwy wieczór. Dawno temu strzelałem. Jednak teraz jechałem prawie sto na godzinę i nie byłem wyszkolonym agentem by podczas szybkiej jazdy wymagającej super uwagi, strzelać. Zresztą nie mógłbym strzelać i tak ze względu na córkę w Tahoe. Zrobiło się ciemno i przy chwilowym braku kontaktu wzrokowego, mogłem stracić z oczu samochód, w którym była moja córka. Wziąłem broń i wsunąłem do kieszeni spodni. Usłyszałem moją komórkę. Numer nieznany. Odebrałem.
– Na reszcie. Tu porucznik Jeff Carter, przejąłem sprawę. Nikt pana nie zatrzyma. Proszę nadal śledzić Tahoe. Nie widzę w informacji o panu, że jest pan wyszkolonym agentem. Był pan tancerzem dwadzieścia lat temu.
– Jestem ojcem i porwano mi dziecko. Co z żoną?
– Stan ciężki, ale nie krytyczny. Gratuluję refleksu i wszystkich dotychczasowych decyzji.
– Nie po to pan dzwoni, żeby mi gratulować, prawda? Potrzebuję informacji co mam robić. Nie chodzi o to, by zwiększyć szanse, ja muszę ją odzyskać żywą!
– Słusznie. Tego nie mogę zapewnić, ale powiem, co najlepsze przychodzi mi do głowy. Z uwagi na rodzaj porwania najbardziej prawdopodobne jest... – zawiesił głos.
– Mów Carter.
– Mów mi Jeff. Jak szybko jedziesz?
– Setką.
– Daleko masz Tahoe?
– Dwadzieścia metrów.
– Nie podjeżdżaj bliżej.
– To wiem.
– Hmh. Chodzi o to, że twoja córka ma bardzo rzadką krew.
– Ma AB Rh plus. Jest może rzadsza niż inne, nie wiem.
– Gdyby tak było. Dobre jest to, że biorca ma taką samo. Zgaduję, że ma krew typu Bombaj.
– Pierwszy raz słyszę.
– Pośród europejczyków zdarza się raz na ćwierć miliona, czyli w Calgary może cztery lub pięć osób ma taką krew. Biorca nie musi pochodzić z Calgary, ale może.
– Biorca? Chcą od niej krew?
– Wątpię. Chodzi im o wątrobę.
– Boże! Dlaczego?
– Może być serce i wszystko inne, ale wątroba jest jedna i filtruje krew. Zastawki można zrobić. Ta osoba musi być bogata. Może wiedzieć co jest grane, albo nie. Raczej to pierwsze. Czy córka jest zdrowa?
Prowadzenie samochodu stało się trudniejsze. Chcą ją zabić, by ktoś  bogaty mógł dalej żyć?
– Jest zdrowa. Nie wiem, czy ma taką krew.
– Sprawdzamy, kto ją leczył i gdzie robiono badanie krwi. To musiało być niedawno.
– Nie wiem. Żona i córka nie mówią mi wszystkiego.
Minąłem granice miasta. Jak na razie światła sygnalizacyjne były sprzyjające.  
– Skręcili w 12 Mile Coulee rd. – powiedziałem do porucznika Cartera.
– Widzę. – odrzekł. – Musimy podjąć decyzję. W odległości kilkuset metrów jadą trzy nasze wozy, blisko ciebie nasz szary duch. Czy mamy kontynuować jazdę za wami? Mogą się zorientować, że są śledzeni.
– Co! Ja mam podjąć decyzję? Sam sobie mogę nie dać rady, chociaż mam broń.
– Masz broń? Skąd? – zapytał detektyw.
– Była w pojemniku na dokumenty. Macie właściciela tego samochodu? Walnąłem go w skroń, żyje?
– Żyje i jest wkurzony.
– Przeproś go ode mnie, Carter. Jak ma dzieci, a jest dobrym ojcem, zrozumie.
– Już to zrobiłem. Posłuchaj. Możemy spróbować ich zdjąć, ale to może być ryzykowne. Mogą użyć broni. Tahoe może stracić kontrole...
– Tam jest moja córka.
– Właśnie. Radzisz sobie super, jak do tej pory. Przypuszczamy, że jadą do miejsca, gdzie czeka odbiorca i oczywiście chirurg i to dobry. Muszą mieć tam sprzęt. Transplantacja wątroby to nie wyrwanie zęba, a i to nie jest takie łatwe. Czy zgadzasz się sam kontynuować pościg do miejsca postoju? Nie możemy wysłać helikoptera, bo może również wzbudzić podejrzenie. Zebrałem kilka wozów, skoordynujemy uderzenie. Nie mamy czasu na wysłanie cichych agentów.
– Dlaczego? – zapytałem lekko zdenerwowany.
Dziwne, że wcześniej nie czułem obciążenia psychicznego z powodu tego co robię.
– Bo może być za późno. Oni z pewnością są uzbrojeni i zdecydowani na wszystko, skoro nie zawahali się postrzelić ci żonę z zamiarem zabicia. Masz szczęście, że ciebie nie zabili.
– Może Natalia spanikowała i zamiast słuchać, rzuciła się na napastnika?
– Całkiem możliwe, strzał był z bardzo bliska, trudno dokładnie określić, ale nie bezpośrednio, wówczas są inne ślady.
– Przeżyje?
– Jest silna, powinna. Wiem, że proszę zbyt wiele, ale spróbuj sam. Nasi chłopcy powinni być minutę po tobie.
– A jak zabiją mi Darię?
– Wątpię. To byłby akt desperacji. Przypuszczam, że osoba zlecająca może mieć poważny problem z wątrobą. Szukamy, ale nie znaczy, że znajdziemy. Może szukał, lub szukała legalnie dawcy i to się nie powiodło. Nawet jak znajdziemy kto to... nie mamy czasu. Wiem, że sam doskonale rozumiesz, co chce powiedzieć. Nie wiemy, dlaczego nagle ta osoba podjęła próbę zdobycia organu nielegalnie. Mam coś, ale to nie pomoże zbyt, w najważniejszym, czyli odzyskaniu twojej Darii w stanie nienaruszonym. Rok temu badano jej krew. Doktor rodzinny pan Morgan Streem wysłał badania do laboratorium Cavendish Instytut of Blood. Tam dowodzi profesor Mark Hillman. Czyli ktoś z tych osób mógł mieć zamówienie. Bardziej stawiam na Hillmana lub kogoś z jego zaufanych pracowników.
– Streema znam. Poczciwy gość, ale nie wiem, czy byłby zdolny do tego.
– Nasi ludzie sprawdzają na razie na komputerze. Nie mamy podstaw do aresztowania kogokolwiek.
– Skręcili w Country Club plac. Pojechałem prosto. Zastanawiam się czy jechać dalej.
Pojechałem czterdzieści metrów i zatrzymałem wóz za sporym drzewem.  
– Doskonały ruch, Storm. Mogę ci mówić Grant?
– Możesz. Planuję podjechać na zgaszonych światłach, ale nie wiem jak to zrobić. To chyba niemożliwe.
– W nowych modelach nie można tego zrobić.
– Wybiję lampy. Z tylu i przodu.
– Nie możesz podejść?
– I co, wezmę córkę na barana?
– Nasi chłopcy będą za chwilę. Ulica ma tylko sto metrów. Tam jest magazyn. Cholera!
– Co Carter?
– Tam jest helikopter.
– Czyli chcą ja zabrać gdzieś indziej. – poczułem, jak zaczynam wątpić, że mi się uda.
– Nasi ludzi będą za minutę.
– Jadę.
Pomyślałem, że nie mam czasu na wybijanie lamp. Pal to licho, może nie trafią we mnie, jest noc. Skoro potrzebują Darii żywej, to jej teraz nie zabiją. Oby nie!
Wycofałem szybko wóz i skręciłem w krótką uliczkę. Wcisnąłem gaz do dechy, bo zobaczyłem bramę. Na szczęście nie jakąś ogromną, liczyłem, że się przebiję. Huk, zgrzyt. Samochód będzie do wielkiej naprawy, może kasacji. Pal to licho. Mercedesa można wymienić, człowieka nie. Przede mną był spory budynek. Wyglądał jak opuszczona fabryka. Gdzie ten cholerny śmigłowiec!
Usłyszałem strzały. W przedniej szybie dostrzegłem dziurę. Jest śmigłowiec. Byli zorganizowani. Zobaczyłem, że śmigła się już kręcą. Teraz usłyszałem ponownie brzęk i coś mi świsnęło koło ucha i szarpnęło zagłówkiem. Zwolniłem, otworzyłem drzwi i wyskoczyłem. Wszystko zawirowało mi w oczach. Usłyszałem uderzenie metalu o beton, potem wybuch i ogień. Mercedes walnął w ścianę i się zapalił. Od uderzenia lub od zabłąkanej kuli w bak.
Straciłem komórkę. Znowu chyba nie myślałem. Wszystkie decyzje podejmowałem natychmiast. Czy dobre? Miałem pistolet w kieszeni. Ile w nim było kul, nie miałem pojęcia. Byłem przed nimi. Dostrzegłem może trzydziesci metrów w prawo, czarnego vana. Dlaczego nie szli tutaj? Pilot siedział i czekał.  
– Wyskakuj. – krzyknąłem.
– Co jest, kurwa? – krzyknął pilot.
Nie miałem czasu na powtarzanie. Strzeliłem. Chyba dostał w udo, może w dwa o ile kula mogła przebić jedno i utkwić w drugim. Szarpnąłem go i wyrzuciłem z kabiny. Zła decyzja, powinienem był strzelić w bak z paliwem. Fakt, nie wiedziałem, gdzie jest. Zobaczyłem światła policji. Usiadłem za sterem. Chyba też źle zrobiłem. Miałem małą myśl, że może się gdzieś ukryję w środku, niezauważony. Kretyn ze mnie. Doliczyłem się czterech wozów. Sądziłem, że za chwilę zobaczę Darię żywą, o ile jej nie zabiją. Ryzyko zawsze istniało.
Niestety nie spodziewałem się takiego scenariusza. Policja chyba też nie. Goście mieli ciężką broń. Posypały się strzały z karabinów maszynowych z piętra budynku. Żeby tylko na tym się skończyło! Po chwili dwa samochody rozwalono z działa bezodrzutowego. Po dwóch sekundach następne dwa. Koszmar!
– Ani drgnij. – usłyszałem.
Po lewej stronie stał facet z automatem. Czyli musiało być ich dwóch. Pilot siedział, drugi musiał być blisko maszyny.
To chyba był pierwszy mój głupi ruch. Na co liczyłem, że ich wszystkich zabiję? Strzeliłem, bo miałem pistolet w lewej kieszeni, a w niej dłoń. Gość nie miał koszulki, dostał w korpus lub w brzuch. Padając, musiał odruchowo nacisnąć cyngiel i kilka pocisków poleciało w powietrze. Zrobiłem chyba następny błąd, bo wyskoczyłem z kabiny i strzeliłem, drugi raz, tym razem w jego głowę. Spojrzałem na pilota. Jęczał. Strzeliłem mu również w głowę. Widocznie siedział we mnie zimny morderca. Miejsce było słabo oświetlone, ale na tyle dobrze by stwierdzić, że to straszny widok, ale nie miałem czasu, by się nad tym roztkliwiać. Nie zdołałem dobrze poczuć uderzenia w głowę. Ponownie ogarnęła mnie ciemność... Kiedy się ocknąłem, czułem ból w czaszce. Byłem zakuty w kajdanki. Lecieliśmy w powietrzu.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i thrillery, użył 2909 słów i 16959 znaków, zaktualizował 20 lis 2021.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto