
- Lojalny do końca. A przy tym głupi. Żegnaj, nędzny Strażniku - zaśmiał się, spychając Kaela z ostrza. Czarnowłosy mężczyzna jęknął, zwalając się bezwładnie na podłogę. - A teraz, mała dziewczynko, oddaj mi pudełko i powiedz, jak mam je otworzyć!
Elara go jednak nie słuchała. Własnymi dłońmi próbowała zatamować krew wypływającą z rany Kaela. Po jej policzkach ściekały łzy.
- Dlaczego to zrobiłeś, ty wielkie głupcze?!
- Wiesz, dlaczego - wychrypiał, brocząc z ust krwią. Drżącą dłonią dotknął jej bladego policzka i zamknął oczy. Strażnik Granicy poległ na swym ostatnim posterunku.
Elara wrzasnęła z rozpaczy, opadając na jego stygnące ciało.
- Idiota... Nigdy za nim nie przepadałem - powiedział Julian swobodnie, przekraczając Kaela. - Niewielka strata, przynajmniej Mercury będzie miała świetny posiłek...
Dziewczyna poderwała gwałtownie głowę.
- Posiłek? - wychrypiała, podnosząc się z klęczek. Jej karminowa, tak nieskazitelna jeszcze o poranku suknia, uwalana była teraz drzazgami, pyłem i brudem, ale największy kontrast sprawiała czarna plama krwi Kaela na ramieniu kobiety. - Zamierzasz przerobić go na posiłek?! - wrzasnęła, aż zatrzęsło pociągiem. - Ty...ty potworze!
- Do usług - skłonił się jej z najwyższą pogardą, skupiając poniwnie na prowadzeniu pociągu w stronę Rozpadliny. Elara sięgnęła po klucz Kaela. Ważył chyba z tonę, po czym wzięła zamach. Metal uderzył z łoskotem w głowę Juliana, rozłupując ją na dwoje - najwyraźniej cios Kaela nadwyrężył i tak słabą głowę mężczyzny. Julian bezwładnie osunął się na podłogę. Przez chwilę widać było, że kompletnie nie wie, co się dzieje. A potem wstał, mimo że połowy jego głowy niemal nie było. Elara poczuła, jak zawartość żołądka podchodzi jej do gardła.
- Zapłacisz... - wybełkotał, wyciągając ju niej dłonie. Wtedy wnętrze maszynowni dosłownie ożyło! Rury doprowadzające gaz i płyny do najważniejszych części, po prostu uniosły się w górę i unieruchomiły go.
- Nigdy... więcej - rozległ się z głośników słaby, kobiecy głos. - Elaro... Zrób to...teraz...
Skoczyła po pudełko, które w szamotaninie odturlało się pod przeciwległą ścianę. Przyszpilony do konsolety Julian pomstował i klął, walcząc z maszyną o wolność. Elara podniosła z ziemi niewielki przedmiot.
- Skoro jestem córką nicości, nie boję się jej szeptu - powiedziała, bez problemu unosząc wieczko. Czarna masa zamigotała, jakby ciesząc się na jej widok. Zanurzyła w niej dłoń, czując przejmujące zimno i gorąco jednocześnie. Spojrzała Julianowi w ocalałe oko.
- Nigdy więcej - powtórzyła słowa Mercury i ścisnęła masę. Mgłę zalała fala oślepiającego światła...
EPILOG
Światło nie było błękitne. Nie było też złote. Było białe i tak czyste, że wypalało samą ideę mroku. Elara czuła, jak pociąg pod jej stopami przestaje wibrować nienawiścią Juliana, a zaczyna rozpływać się w nicości, której przestała się bać.
Julian nie krzyczał. Gdy fala światła go uderzyła, jego postać zaczęła się kruszyć, zmieniając się w popiół, który natychmiast porywał wiatr wpadający przez rozbite szyby. Mercury, w swoim ostatnim akcie woli, skierowała lokomotywę prosto w biały blask, pozwalając, by ogień słońca strawił mosiądz, stal i wszystkie wspomnienia o tysiącletniej niewoli. Elara zamknęła oczy, wciąż czując pod palcami chłód czarnej masy, która teraz, uwolniona, stawała się fundamentem czegoś nowego.
Kiedy blask zelżał, pociągu już nie było. Nie było Rozpadliny ani dławiącej Mgły.
Elara otworzyła oczy. Stała na nagiej, spalonej ziemi, ale nad jej głową niebo nie było już szare. Przez rzedniejące opary przebijał się pierwszy, nieśmiały promień prawdziwego słońca. Wyprostowała się, czując na twarzy powiew powietrza, które nie pachniało już ozonem i rdzawym metalem. Już miała ruszyć przed siebie, gdy tuż obok, w miejscu, gdzie biały blask uderzył najmocniej, zauważyła ruch cieni. Nie były to jednak drapieżne istoty z Mgły. Były gęste, aksamitne i dziwnie znajome.
Z ziemi, tam gdzie wcześniej wsiąkła krew, zaczął formować się kształt. Powoli, z mozołem, jakby wyrywając się z samej głębi nieistnienia, wyłoniła się sylwetka mężczyzny. Kael nie otworzył oczu od razu. Klęczał na jedno kolano, a jego klatka piersiowa była teraz cała – gładka, pozbawiona rany, choć naznaczona blizną w kształcie słońca. Za jego plecami nie było już czarnych skrzydeł. Zostały tam tylko dwa długie, srebrzyste pasma blizn, które lśniły w nowym świetle.
— Mówiłem, że jeszcze chwilę zostanę — wychrypiał, podnosząc się z trudem. Jego głos wciąż brzmiał jak osuwające się głazy, ale był w nim spokój, którego Elara nigdy wcześniej nie słyszała.
Podeszła do niego i bez słowa chwyciła go za rękę. Jego dłoń była ciepła. Prawdziwa. Gdzieś daleko, pomiędzy kamieniami, Elara dostrzegła cienką, zieloną nitkę życia przebijającą się przez popiół.
— Julian myślał, że nicość to koniec — powiedziała cicho, patrząc na horyzont. — Ale nicość to tylko miejsce, w którym wszystko czeka, by zacząć się od nowa.
Kael ścisnął jej palce. Nie był już Strażnikiem Granicy, bo granica przestała istnieć. Był kimś, kto wreszcie nie musiał niczego chronić.
— Dokąd teraz? — zapytał, patrząc na bezkresną krainę budzącą się ze snu.
Elara uśmiechnęła się, a w jej oczach odbijał się blask dnia.
— Tam, gdzie nie dochodzą tory.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.