- Zaczekać? - usłuszałam głos kierowcy kiedy wyjmował moją walizkę z bagażnika
- Nie trzeba, raczej dzisiaj nie wracam.
Kierowca skinął głową i odjechał, a ja zwróciłam się w stronę wysokiego ogrodzenia i elektronicznego panelu przy zamkniętej furtce.
Głęboki wdech po czym wstukałam kod, a drzwi otwarły się wraz z ostatnią cyferką. Nic się nie zmieniło, nawet kod został ten sam.
Podążałam znaną mi ścieżką przed dobrze przygotowany i zadbany ogródek który był niczym świat z Alicji w Krainie czarów, ale nawet to nic dziś nie dało. W końcu dotarłam do drzwi które otwarły się na dwa metry zanim zdążyłam podejść.
- Witamy ponownie. Czy mogę zabrać walizkę?
- Nie trzeba.
- Rozumie, podać coś do picia?
- To co zwykle.
- Oczywiście.
Szłam znajomym korytarzem aż do głównej sali ze schodami skąd przeszłam do oranżerii znajdującej się na tyłach domu, i nie myliłam się. Marek siedział nakrześle i pracował,a przynajmniej tak miał wyglądać. Mimo okularów przeciwsłonecznych czułam na sobie jego wzrok. Obok na leżaku leżała na plecach młoda dziewczyna, wyraźnie zmęczona odpoczywała. Szczuplutka, niska z bardzo długimi brązowymi warkoczami, i małym biustem okryta jedynie satynowym szlafrokiem który nic nei zasłaniał, po drugiej stronie na ziemii leżała inna kobieta. Ręce zkrepowane razem z nogami, oczy zasłonięte, usta zakneblowane kulką. Trzecia była w oddali w basenie, leżała na plecach na materacu i chyba spała, choć nie widziałam z tej odległości. Widziałam natomiast że była pełniejsza z wiekszym biustem i na nadgarstkach, kostkach i szyi miała obroże.
W końcu jednak dotarłam do niego....
Bezszelestnie wskazał mi krzesło po mojej stronie biurka po czym usiadłam i w milczeniu wpatrywalismy się w siebie.
- Nowe uczennice? - zapytałam wskazując głową wokół siebie
- Powiedzmy.... - powiedział kiedy to spod stołu wyszła powoli kolejna dziewczyna. Wysoka, wysportowana w stu procentach sztuczna blondynka z tak samo sztyczną twarza jak i biustem, widząc mnie oblizała się wymownie po czym odeszła w stronę basenu.
- To ile to już lat? - usłyszałam ponownie
- Kilka... - odpowiedziałam
- Mineło już sześć....
Obydwoje milczeliśmy patrząc na siebie, a atmosfera gęstniała w jakiś niewymawialny sposób.
- Do niedawna nie liczyłam lat, i nie wspominałam przeszłości...
- Do niedawna? To co się zmieniło?
Wyjęłam z kieszeni pendrive i rzuciłam w jego stronę.
Milcząc chwycił i powoli podłączył do komputera, w momencie kiedy obsługujący mnei wcześniej mężczyzna przyniósł zimny sok pomarańczowy, oraz lampke wytrawnego białego wina i postawił przy mnie, po czym zniknął bezszelestnie tak jak zawsze.
- Trochę tego jest jak widzę. Co my tu mamy? - Zapytał Marek
- Powód dla którego rozmawiamy.
Klasnął dwa razy w ręce i poczułam jak za mną stanęła dziewczyna w satynowym szlafroku.
- Zuzia dobrze masuje. - momentalnie poczułam dłonie na szyi
- Nie trzeba... - odparłam
- Chwilę to zajmie....
Ręce powoli rozpięły mi dwa guziki i odsłoniły ramiona a ja poczułam przyjemny masaż ramion i szyi.
Zamykając oczy wiedziałam już co chce zrobić, lecz najperw musiałam sie wybudzić z letargu....
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Koń trojański
[komentarz oczekuje na moderacje]