Shame on you Granger cz. XXVI

Od jej powrotu minął tydzień. Przebywała na obserwacji w Skrzydle Szpitalnym. Jej siły witalne odnawiały się w nadzwyczajnym tempie, magia zdawała się również wracać. Nie opuściła Hogwartu ani razu, prócz jednej tylko wizyty u Ollivandera. Jej różdżka została złamana przez Wiktora Kruma tuż po tym, jak ją uwięził. Nowa oczywiście nie działała tak jak stara, ale powoli przyzwyczajała się do jej właściwości. Powoli też przyzwyczajała się do tego, że nie musi już bać się o swoje życie, spać czujnie niczym pies i budzić co pół godziny. Każdego dnia zastępy gości wparowywały do jej pokoju i zalegały przy jej łóżku do późnych godzin popołudniowych, lub dopóki pielęgniarka nie nakazała ewakuacji. Przychodzili wszyscy, prócz Snape'a . Nie widziała go ani razu od wydarzeń w parku. Zaczynała przyzwyczajać się do samotności i ciągłego poczucia winy. Przez cały czas więzienia wyparła te uczucia na rzecz strachu, ale teraz uderzały w nią z całą mocą. Jej twarz znaczyły ślady łez, głos był jakby zdławiony, a błyszcząca zawsze twarz, miała niezdrowy matowy odcień. Oczywiście Pani Weasley wraz z całą rodziną zrzucała to na karb niedożywienia i życia w trudnych warunkach, ale w jej oczach widziała, że doskonale wie, dlaczego jej zdrowie nie wraca do normy tak szybko jak powinno.

   Ostatniego dnia jej pobytu w szpitalu leżała jak zawsze czekając aż eliksir Słodkiego Snu zacznie działać, gdy usłyszała coś niepokojącego. Chwyciła różdżkę mocniej i napięła ciało gotowa się bronić. W półmroku nie była zdolna dostrzec co lub kto składa jej wizytę, ale dźwięk kroków rozchodzący się w ciemnościach rozpoznałaby wszędzie. Przymknęła oczy i zwolniła oddech, próbując udawać, że śpi. Gdy mężczyzna podszedł bliżej, jej serce waliło tak mocno, że była pewna, że je słyszy. Poczuła jego lodowatą dłoń na swoim policzku i tylko siłą woli zmusiła się, by się w nią nie wtulić. Gdy zabrał  rękę poczuła się tak rozczarowana, że o mało nie jęknęła. Tyle czasu nie czuła jego dotyku na sobie, że z miejsca zrobiło jej się gorąco w podbrzuszu. Delikatnie przesunęła dłoń po prześcieradle i dotknęła jego drugiej dłoni, którą musiał opierać się o łóżko. Przesunęła się dalej i natrafiła na brzeg jego szaty. Usłyszała jego oddech, teraz jakby szybszy i głośniejszy. Nim zrozumiała co się dzieje, usłyszała jego szept, tuż przy uchu.

- Tak bardzo za tobą tęsknie.

Gorący oddech dotarł do jej policzka i znów poczuła uderzenie gorąca. Jego usta delikatnie musnęły policzek i już go nie było. Ciężar zniknął z powierzchni łóżka, a kroki rozbrzmiewały już w połowie drogi do wyjścia, gdy drzwi znów się otworzyły. Usłyszała tylko zdenerwowany głos Minerwy i ktoś z trzaskiem zamknął drzwi.

- Nie możesz przychodzić tu co noc! Porozmawiaj z nią!

Niestety odpowiedzi Severusa nie dane jej było wysłuchać. Przełknęła głośno ślinę i dotknęła miejsca, które pieścił ustami. Było jej gorąco, serce biło nienaturalnie szybko. Bardziej jednak przejmowała się tym, co usłyszała. Więc nie zmienił się na jotę. Nadal był upartym dupkiem z lochów. Nadal ją kochał i tęsknił, ale stać go było jedynie na odwiedziny, kiedy nie była w stanie się zorientować. Dobrze, że tym razem leki nie zadziałały tak szybko jak zazwyczaj. Z nowymi pokładami nadziei Hermiona zapadła w sen niezdolna dłużej opierać się działaniu eliksiru.

   Jej rekonwalescencja przebiegała w normie, ale to nie przeszkodziło wszystkim chuchać i dmuchać nad nią. Znosiła to dzielnie, gdyż tak bardzo tęskniła za przyjaciółmi, swoją rodziną i ludźmi ze szkoły, że wręcz z radością przyjmowała ich zaniepokojone głosy narzekania iż nadal jest za chuda.

Dyrektor nawet nie chciał słyszeć, że wróci do pracy przed wakacjami, ale ona uparła się, by chociaż częściowo wrócić do obowiązków. Tłumaczyła się czym tylko się dało, ale wszyscy wiedzieli, że powrót do lochów oznacza bycie bliżej Severusa, a tego pragnęła najbardziej. Oczywiście oficjalnie nikt nie pytał co jak i dlaczego, ale plotka głosiła iż sam Teodor Nott porwał ją i więził.

Hermiona wiedziała, że w końcu będzie musiała podać oficjalną, ale i prawdziwą wersję wydarzeń. Nie była na to jeszcze gotowa. Nie była gotowa przed wszystkimi na kim jej zależy przyznać się, że zachowała się jak tchórz i uciekła, bo tak było łatwiej, a Krum był tylko małym elementem tej układanki.

   Większość czasu spędzała w Norze razem z Harrym i Ginny, której brzuszek z każdym dniem wydawał się być większy. Przyjaciele patrzyli na nią z miłością, ale i lekką rezerwą, jakby się spodziewali, że w końcu się załamie na ich oczach. Nic takiego się nie wydarzyło. Przebywała w domu Weasley' ów od dwóch dni i wreszcie zaczynała przypominać istotę ludzką. Krzątała się po kuchni, gdy poczuła czyjąś obecność. Odwróciła się, zachowując coś ze swojej nerwowości w sposobie trzymania nowej różdżki, ale zaraz odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła kto ją odwiedził. Mężczyzna podszedł bliżej i chwycił ją w objęcia mocno i pewnie. Wspięła się na palce, gdyż nie wiedzieć kiedy, zaczął przewyższać ją o ładne kilkanaście centymetrów.

- Tęskniłem jak wariat - wyszeptał do jej ucha.

Niby te same słowa, niby wydźwięk ten sam, a jednak zupełnie co innego. Odsunęła się zmieszana i spojrzała mu w oczy, zaraz jednak wtuliła się znów z zawstydzeniem, że mogła poczuć się niepewnie po takiej deklaracji. Chuck był jej przyjacielem, kumplem i kompanem od wielu wielu tygodni, a to, że kiedyś kochał się w niej zdawało się nie mieć żadnego znaczenia. Tak samo jak fakt, że podczas jej nieobecności wyprzystojniał jak cholera. Przygryzła wargę i znów spojrzała na niego. Lekko przydługie włosy nadawały mu jakiegoś dzikiego pierwotnego wyglądu, oczy śmiejące się  i piękne jak zawsze. Lekko zarośnięta, prosta szczęka. Taaak Chuck Newborn złamie niejedno serce tego lata. Westchnęła i ścisnęła jego dłoń niezdolna jeszcze wypowiedzieć ni słowa. Przeszli do salonu i usiedli obok siebie na kanapie, gdzie przyjaciel znów ją objął. Poczuła łzy pod powiekami. Nawet nie spodziewała się, że aż tak za nim tęskniła. Większość jej myśli poświęcała rodzinie Weasley' ów i Severusowi, ale widocznie Chuck też cały czas tam był. Podświadomie, cały czas miała go w sercu.

Był dobrym, wręcz wspaniałym mężczyzną, a teraz był tu i tulił ją do siebie. Nie sądziła, że jeszcze kiedykolwiek dane jej będzie tego doświadczyć, ale oto właśnie się to dzieje. Pociągnęła nosem, a zaalarmowany tym dźwiękiem blondyn uniósł jej podbródek i spojrzał jej w oczy.

- Coś nie tak Hermiono?

- Tyle...tyle czasu minęło, że zapomniałam już jaki jesteś przystojny - zaśmiała się głupio, w myślach dając sobie w twarz za tak durny tekst. Gdy spojrzała na jego rozanieloną twarz pogratulowała sobie głupoty roku.

- Nie są to chyba najlepsze pierwsze słowa, po miesiącach rozłąki co?

- Mnie się podobały - uśmiechnął się do niej szczerze i zrozumiała, że wie, że nie to miała na myśli.

- Dobrze być znów wśród przyjaciół.

- Taaak, my też cieszymy się, że wreszcie jesteś z nami. Ginny, nawet w swoim stanie wkurzająca jak nie wiem co, przechodziła samą siebie tym biadoleniem.

- Opowiedz.

    Spędzili cały ranek wspominając co się działo przez ten cały czas, pod koniec opowieści nastrój Hermiony był już prawie dobry, nie mogła jednak zrelaksować się do końca. Wiedziała, że nawet z całym swoim pakietem Charles jest w końcu ślizgonem, a ślizgoni lubią wiedzieć. On nie stanowi wyjątku i w końcu zapyta. Westchnęła zrezygnowana, klepnęła się w uda i udała nagle bardzo zaaferowaną i spóźnioną. Oczywiście nie oszukała go nawet przez sekundę. Zrozumiał jednak, że jeszcze nie jest gotowa, przytulił ją ponownie i wyszedł, obiecując, że pojawi się na uroczystej kolacji następnego dnia. Kobieta przeklinała swoją impulsywność i nerwowość, ale nic nie mogła na to poradzić. Postanowiła zrobić porządek w swoim  dawnym pokoju. Weszła na górę i z rozmachem otworzyła drzwi. Stanęła jednak jak wryta. Ściany pomalowano na brzoskwiniowy kolor, w rogu stało łóżeczko dziecięce i kołyska. Komoda ozdobiona była malutkimi misiami i uśmiechającymi się księżycami, ale okropnego widoku dopełniał wielki, ponad dwumetrowy miś przytulanka, który zajmował pozostałą część pokoju. Zrobiony był jakimś koślawym ściegiem na gigantyczny szydełku, a jedno z uszu było ewidentnie doszyte później i odstawało pod zbyt dużym kątem. Jej łóżka i szafy nie było. Książki i pergaminy zostały zastąpione przewijakiem, talkiem i pudełkami z mlekiem w proszku. Hermiona złapała się za głowę i wybiegła z pokoju wpadając prosto na Harrego. Przytrzymał ją i pogładził po plecach. Spojrzał na nią, by mieć pewność, że dobrze go zrozumie.

- Nie chcieliśmy, żebyś sama to znalazła. Twoje rzeczy są w dawnym pokoju Rona. Przepraszam Hermiono. Powinniśmy cię uprzedzić.

- Daj spokój Harry - otarła łzy z oczu i zeszli razem po schodach.- Pięknie urządziliście pokój dziecka. Jestem tylko bardzo zaskoczona. -  Jej nerwowy chichot przerodził się w łkanie i Potter znów ją przytulił.

- Jeśli chcesz, możemy wrócić ci twój pokój, a dziecięcy urządzimy w pokoju Rona, żaden problem.

- Nie nie, tak jest dobrze. Czekaj, a gdzie będzie spał Ron? - złapała Wybrańca za rękę, żądając odpowiedzi.

- Ron tu nie mieszka -  Harry był tak zakłopotany, że Hermionie prawie minęła złość.

- Jak to nie mieszka? Od kiedy?

- Od kiedy... -  przełknął nerwowo ślinę i spojrzał w bok.

- Od kiedy co Harry Potterze?

- Widzisz?! Wróciłaś, wreszcie brzmisz jak dawna Hermiona!

- Nie zmieniaj tematu!

- On i Luna spodziewają się dziecka trzy miesiące po nas - wypuścił głośno powietrze i nie patrząc jej w oczy nalał herbaty do dwóch filiżanek. Hermiona jednak zignorowała jego gesty, patrzyła tylko nieruchomo w dal.

- Powiesz coś? Proszę...

- Moi dwaj najlepsi przyjaciele na świecie będą ojcami, Chuck stał się mężczyzną, a Hagrid nagle  odnalazł pasję w szydełkowaniu? - Potter parsknął śmiechem, ale zaraz spoważniał i chwycił przyjaciółkę za rękę.

- Nie było cię tak długo...

- I dlatego cały świat stanął na głowie?! - podniosła się i zaczęła krążyć po pokoju, podnosząc losowe przedmioty jak lampa, książka czy choćby filiżanka.

- Nie pamiętam tych rzeczy, tego wszystkiego tu nie było! Czy jest coś co się nie zmieniło?!

- Wszyscy nadal cię kochamy, wariatko -  do pokoju wtoczyła się ciężko dysząc Ginny, podtrzymując brzuszek i uśmiechnęła się zadziornie do przyjaciółki. - Chodź tu.

Tamta posłusznie podeszła do ciężarnej, ale uścisnęła ją sztywno i krótko. Odsunęła się, z trudem hamując płacz.

- Wyjdę się przewietrzyć, dobrze?

- Kiedy tylko będziesz gotowa kochanie. - Hermiona stanęła w drzwiach i obejrzała się, akurat w momencie by być świadkiem jak szczęśliwy pan Potter podchodzi do swojej żony i z czułością kładzie dłoń na jej brzuchu, zapominając, że ona patrzy.



    Wiedziała, że popełnia błąd, ale i tak nie mogła się powstrzymać. Co jakiś czas przystawała by pogawędzić chwilę z uczniami, wszyscy życzyli jej szybkiego powrotu i zapewniali, że tęsknili.

Ona jednak marzyła już tylko o jednym. Znaleźć się w lochach i tworzyć. Cokolwiek, nawet głupi eliksir na kaszel, byle tylko zająć czymś ręce. Zanim jednak dotarła do klasy eliksirów, znów znalazła się oko w oko z Chuckiem. Blondyn spojrzał na nią z troską, a gdy chciała go wyminąć, złapał ją za rękę. Jego dotyk działał na nią dziwnie kojąco, ale nie przydawała temu jakiegoś drugiego dna. Była spragniona ludzkich uczuć i uwagi. Tyle. Popatrzyła na niego z nadzieją, że odgadnie jej myśli i da jej spokój, ale widocznie zbyt długo jej nie było - pomyślała ze smutkiem, gdy próbował ją zatrzymać.

- Chuck puść mnie.

- Poczekaj! Nie rób tego...nie jesteś jeszcze gotowa na tę rozmowę.

- Jaką rozmowę?

- Nie planowałaś iść do Snape'a i błagać go, byście znów byli razem? - spojrzał na nią sceptycznie.

- Nie! - krzyknęła. - To znaczy nie, skądże. Szłam zrobić jakiś eliksir - dodała już spokojniej.

- Ja ci nie wierze, mogłaś bardziej się postarać. Zresztą nie ważne, chcesz się oszukiwać, dla mnie spoko. Nie rób jednak czegoś na co nie jesteś gotowa! Daj mu trochę czasu, pozwól oswoić się z myślą, że znów jesteś obecna w jego życiu. Nie było cię tyle czasu, że ciężko będzie znów wrócić do dawnych stosunków.

- Dzięki -  odparła z przekąsem. - Zauważyłam, że życie toczyło się dalej, beze mnie, ale sądziłam, że akurat ty mi o tym nie przypomnisz.

- Robię to, bo się o ciebie martwię.

- Martw się o siebie, dzięki.

- Hej! Nie odtrącaj mnie dobrze? - znów złapał za jej dłoń. Gryfonka spojrzała na ich splecione dłonie i poczuła gorąco oblewające jej twarz.

- Słuchaj Chuck nie masz jakiejś dziewczyny, z którą powinieneś teraz być, jednej albo kilku? -  Jego twarz diametralnie się zmieniła, spostrzegła zakłopotanie i jakby poczucie winy. Powiedziała to w żartach, ale nie sądziła, że trafiła w sedno.

- Poważnie? Kim ona jest? Znam ją? - Nie mogła nic poradzić, że brzmiała jak jakaś matka, której pisklę chce wydostać się spod opiekuńczych skrzydeł.

- To Carol. Jesteśmy parą od kilku miesięcy. - Po jej minie od razu spostrzegł, że lepiej było na razie skłamać.

- Zane? Ta....! Och Chuck powiedz, że jak mnie nie było, jakaś inna Carol zaczęła się uczyć w Hogwarcie? - Milczał patrząc na nią zszokowany jej wybuchem.

- Tylko nie ona! Przecież to pustak, sam mówiłeś, że jest dziwna...

- Pomogła mi, kiedy...

- Ha! Więc to nagroda pocieszenia? Tak nie można!

- Nie to nie tak! Zbliżyliśmy się, a w miarę jak zacząłem ją poznawać, zrozumiałem, jaka jest wspaniała.  Zakochałem się, szybciej niż byłbym w stanie przyznać. - Spojrzał w jej brązowe oczy, pełne niedowierzania. Gdy tak na niego patrzyła, czuł się jak zdrajca i ogarnęła go złość.

- Przecież to ty mnie nie chciałaś! - krzyknął. - Nie oczekiwałaś chyba, że będę wiecznie czekał, aż przejrzysz na oczy i wybierzesz mnie, zamiast Snape'a! To niedorzeczne Hermiono!

Ona jednak nie miała zamiaru mu odpowiadać. Ruszyła schodami w dół ignorując wołającego ją przyjaciela. Była tak zrozpaczona, że łzy przesłoniły jej widok. Machinalnie otworzyła wrota klasy eliksirów, wparowała na zaplecze i zaczęła przygotowywać stanowisko pracy. Nie zauważała upływającego czasu i nawet gdy pojedyncze głosy rozbrzmiewały, gdy Severus prosił kogoś o odpowiedź, ona pracowała dalej. Po 40 minutach nie była jednak w stanie ignorować jego głębokiego, seksownego głosu, który wdzierał się w jej wkurzone myśli. Podniosła głowę z zamiarem zwrócenia mu uwagi, że przeszkadza jej w pracy, ale stanęła jak wryta twarzą w twarz z Severusem. Mierzył ją spokojnym na pozór spojrzeniem, ale widziała, że ledwo nad sobą panuje. Podszedł bliżej i specjalnie nadając głosowi głębie jaką uwielbiała, zaczął ją pouczać.

- Kiedy nauczyciel prowadzi zajęcia, nie należy mu przeszkadzać. Ty zaś zachowywałaś się, jakby ta pracownia należała tylko do ciebie. Wiem, że nie było cię długo, ale nawet Gryfon jak ty, nie powinien zapominać zasad, które obowiązują nas wszystkich. - Spojrzał na nią przelotnie. Oddychała głęboko, był pewien, że nie usłyszała ani słowa z jego małej mowy. Skupiała się tylko na jego bliskości i głębi głosu. Uwielbiał w niej to, jak zatracała się w takich niecodziennych doznaniach. Kiedyś wyznała mu, że jego głos działa na nią prawie tak dobrze, jak jego penis. Wziął to za żart, ale patrząc na jej zaczerwienione policzki i unoszącą się klatkę piersiową, zaczął zdawać sobie sprawę, że nie żartowała wtedy. Poczuł się równocześnie zły i podniecony. Przeniósł spojrzenie z jej piersi na usta i głośno przełknął ślinę. Dopiero po kilku sekundach dotarło do niego, że się odezwała.

- Przepraszam, Severusie. Powinnam wiedzieć, że będziesz miał teraz zajęcia. Pójdę już. - Próbowała go wyminąć, ale zatrzymał ją, sam nie wiedział czemu. Wreszcie spojrzała mu w twarz. Głodne, pożądliwe, stęsknione spojrzenie czarnych jak smoła oczu przesunęło się po jej twarzy, ustach i spoczęło na piersiach. Zmieszana spojrzała na jego dłoń i znów przełknęła ślinę. Przypomniała sobie scenę w parku i to jak ją zostawił.

- Coś jeszcze? Czy mogę już odejść?

- Nie posprzątasz tu? - za wszelką cenę próbował ją zatrzymać, choć na kilka minut. Nie mógł tego przyznać, ale tęsknota była silniejsza niż złość. I wcale nie miało to nic wspólnego z prądem, który przebiegał po jego skórze od momentu jak jej dotknął.

- Wrócę, gdy wszyscy będą na kolacji, wtedy nie będę ci przeszkadzać. - Mówiła cicho, jakby bała się jego reakcji. Nie podobało mu się to. Pragnął by była swobodna, śmiała i zdecydowana jak zawsze. Nie był fanem tej nowej wycofanej i niepewnej Hermiony. Nie mógłby powiedzieć, że straciła swój seksapil, ale to nie była jego Hermiona, jego kotka i kokietka. Ta dziewczyna już nie wróci. Ona przeżyła koszmar i cudem wróciła do domu, a ty martwisz się, że nie próbuje cię uwieść przy pierwszym spotkaniu. Snape! Ty durniu - skarcił się w myślach. Cofnął się i przepuścił ją, ale  Granger przylgnęła do niego w jakimś rozpaczliwym geście i wtuliła się tak mocno, że nie miał innego wyjścia jak tylko przytulić ją równie mocno i oprzeć brodę na jej karku. Wciągnął jej zapach głęboko w płuca i rozkoszował się nim. Palce mocno wczepiła w skórę na łopatkach, tym samym przylegając do niego biodrami. Usiłował utrzymać równowagę, ale było to coraz trudniejsze. W końcu oparł ją o blat stołu i tulił głaszcząc jej chude plecy. Był pewien, że dziwny skrzekliwy dźwięk to jej płacz, ale nie mógł jeszcze skonfrontować się z jej łzami. Jeszcze nie. Była tu, cała i zdrowa, choć nie do końca. Tak rozpaczliwie go trzymała, jakby był jedyną niezmienną rzeczą w jej życiu. Gdy go olśniło, poczuł pot na plecach. Nie było jej tyle czasu, życie toczyło się dalej. Wszystkie te zmiany na pewno  dały jej w kość i dlatego tak się zachowuje. Przecież dał jej jasno do zrozumienia, że między nimi skończone, a ona i tak tu przyszła i tak go sprowokowała. Chciała czegoś, co znała sprzed porwania. Sprzed jej ucieczki - poprawił się w myślach.

     Puścił ją i odważnie spojrzał w jej oczy. Opuściła twarz i pociągnęła nosem. Stali tak blisko, twarz przy twarzy, biodro przy biodrze. Jej rozchylone w zaproszeniu usta, prawie nie widoczne piegi na lekko zadartym nosku, mądre orzechowe oczy, cała jej twarz tak boleśnie przypominała mu, jak bardzo za nią tęsknił, jak bardzo ją kochał i jak bardzo go zraniła. Potrząsnął głową i otarł jej policzek mokry od łez. Chusteczka, którą jej podał, miała zapobiec ponownemu zetknięciu się jego dłoni z jej policzkami, czuł bowiem, że może więcej nie wytrzymać. Gryfonka nieporadnie otarła oczy i wysiąkała nos, zakłopotana i niepewna.

- Dziękuję - wychrypiała.

- Myślę, że powinnaś już iść. Molly zapewne wysłała  Harrego, by cię szukał.

- Myślisz?

- Zapewne. Ledwo cię odzyskaliśmy.. - podniosła na niego wzrok - to znaczy Weasley' owie cię odzyskali. Nie mogliby pozwolić sobie na kolejne...zaginięcie. - Dodał niepewnie, zbolałym głosem, zachrypłym od emocji i jej bliskości. Próbowała wyplątać się do końca z jego objęć, ale robiła to jakoś bez przekonania, więc nie przesunął się ani o milimetr. Byli kłębkiem nerwów i sami nie wiedzieli dlaczego dopuścili do tak dziwnej sytuacji, ale nie chcieli jeszcze przerywać kontaktu. Tyle tygodni osobno działało na nich lepiej niż jakikolwiek afrodyzjak i nim Snape się spostrzegł, już trzymał lewą dłoń na jej obojczyku i gładził go w tak dobrze znanej pieszczocie prowadzącej już tylko do pocałunku. Hermiona zadarła głowę do góry, by spojrzeć w jego roziskrzone oczy. Oddychał z trudem. Przymknęła oczy w oczekiwaniu. Przytulił rozgrzany policzek do jej policzka, a sekundę później poczuła gorący oddech na swoich ustach. Nadal jednak jej nie dotykał. Lekko przesunęła wargami po jego chropowatym policzku, a gdy mruknął zadowolony, przycisnęła usta do jego warg. Czas się zatrzymał. Oboje wstrzymali oddech, otworzyli oczy i spojrzeli na siebie. Ich złączone w nieporadnym pocałunku usta, były niczym magnes spajający ich w jedno. Równocześnie rozchylili usta i pogłębili pocałunek, zamykając oczy. Gdy ich języki połączyły się z ust Snape'a wbrew jemu samemu wydobył się gardłowy jęk, dzięki któremu pod Hermioną ugięły się kolana. Podtrzymał ją, wsuwając ręce pod jej pośladki i zupełnie jak kiedyś posadził ją na blacie. Zaraz jednak zabrał ręce i delikatnie odsunął od siebie kobietę. Nie chciał by poczuła rosnącego penisa. Był już twardy i gotowy, ale nie musiała o tym wiedzieć. Zaraz jednak jego ciało oszukało go i otarł się o jej biodra, wywołując swoją wielkością jęk rozkoszy. Granger przygryzła jego język i pogładziła swoim kojąco, nie przestając ocierać się biodrami o jego stojącego penisa. Chwyciła twarz ukochanego w dłonie i natarła na jego usta mocniej, wpychając język z całej siły. Równocześnie odjęła jedną rękę od jego twarzy i przeniosła ją na jego pas. Gorączkowo gładziła gruby kształt rysujący się pod szatą, spazmatycznie łapiąc powietrze pomiędzy pocałunkami. Severus doskonale znając jej potrzeby przeniósł usta na szyję, łapczywie ją kąsając i śliniąc. Gdy syknęła dość głośno na początku nie zrozumiał dlaczego, jednak gdy powtórzył gest i znów usłyszał jej zdławiony głos, a jej ręką uniosła się by go powstrzymać, otworzył oczy zaniepokojony. Spojrzał na nią, a następnie na miejsce, które tak zapamiętale pieścił. Wzdłuż jej karku, znikając za kołnierzem szaty, ciągnęła się pozszywana dość płytka rana, która teraz pod wpływem ruchu i jego ust musiała od nowa ją zaboleć. Niestety podziałała jak kubeł zimnej wody i Severus od razu odsunął się starając się nie patrzeć jej w oczy.

- Wybacz - wybełkotał.

- Severusie...- złapała go za przód szaty próbując przyciągnąć do siebie na nowo.

- Muszę... spieszę się na kolację.

- Jest 14 - dodała swoim zrzędliwym tonem.

- Więc na obiad.- Przyciągnęła go do siebie, ale nie na tyle blisko by znów go poczuć.

- Nie rób tego, proszę - wyszeptała.

- Czego? - odpowiedział równie cicho.

- Nie zostawiaj mnie.

- Ty zostawiłaś mnie, pamiętasz?






   Gdy wreszcie pozbierała się i opanowała rozszalałe serce, ruszyła do góry, by dołączyć do kadry przy obiedzie. Minęła siedzącego na początku Severusa, spojrzała ze smutkiem, ale i złością na miejsce zwykle zajmowane przez Wiktora i usiadła o wiele dalej, koło Hagrida. Gajowy, wielce wzruszony chciał ją wypytywać, zbyła go jednak delikatnie i zjedli w milczeniu. Postanowiła wstąpić do swoich komnat i zabrać do Nory coś lekkiego do czytania, po drodze jednak natknęła się na Minerwę McGonagall. Nie potrafiła jej odmówić i już po kilku minutach rozmowy, siedziały nad filiżankami z herbatą w gabinecie Profesorki. Opiekunka Gryffindoru oczywiście była nadopiekuńcza, ale Hermiona ze śmiechem przyznała, że bardzo jej tego brakowało. Gdy jednak rozmowa zeszła na poważne tematy, próbowała się ewakuować.

- Będę już lecieć.

- Powiem ci jeszcze tylko jedno. Daj mi skończyć. -  Usadziła pupilkę z powrotem na krześle, patrząc na nią ostro.- W życiu nie widziałam Severusa w takim stanie. A znam go całe życie. Nie pozwolę skrzywdzić go jeszcze raz. Zapamiętaj moje słowa.

- Nie bardzo rozumiem...

- Wiem, że mnie rozumiesz. Ten chłopak przeszedł w życiu już tyle...wycierpiał więcej niż ktokolwiek kogo znam, ale ty...ty złamałaś jego serce, możliwe że bezpowrotnie. Jeśli go nie kochasz, jeśli nie masz zamiaru być z nim na dobre i na złe, to daj mu spokój.

- Minerwo...dlaczego tak mówisz -  nawet nie wiedziała, że płacze, ale spojrzenie mądrych kocich oczu powiedziało jej, że to akurat argument łagodzący w tym procesie.

- Możesz mówić, że Krum cię porwał, nie twierdze, że nie, ale wiem, że to ty uciekłaś od Severusa. To ty, Gryfonka, zostawiłaś go i wolałaś schować głowę w piasek niż stawić czoła problemom.

- Skąd wiesz?

- Nieistotne. Wiesz co on zrobił? Wynajął ekipę poszukiwaczy. Nie spał, nie jadł, dniem i nocą przetrząsał świat, by tylko cię znaleźć. Nie spoczął w swoich wysiłkach, dopóki Pan Newborn łaskawie nie unaocznił mu...że nie wrócisz. To że się mylił, jest nie ważne - dodała wesoło.- Chcesz wiedzieć, co potem działo się z naszym kochanym Sevem? Zaczął pić. Przestał pojawiać się na wykładach i posiłkach, aż w końcu w ogóle zniknął w tych swoich lochach. Gdy go odwiedziłam wgapiał się w tę fotografię ze ślubu Potterów, powiedział tylko jedno zdanie. Cytuję: Nie wierzę, że ona odeszła, nie moja Hermiona.Koniec cytatu. Rozumiesz już co chcę ci powiedzieć dziecko?

- Twarz Granger była mokra od łez. Nie odezwała się, jej głos ugrzązł w gardle, które paliło niczym ogień.

Na chwiejnych nogach wyszła  z gabinetu i udała się do swoich komnat. Padła na łóżko i płakała nad własną beznadziejnością i głupotą. Zdzierała sobie gardło, niemal żałując, że znów nie jest w niewoli u Kruma. Severus kochał ją, najprawdziwszą miłością, a ona wyrzuciła to uczucie do kosza. Jak jakaś szmata. Nie zasługiwała na jego uczucie, na przebaczenie i na nowy start. Nie zasługiwała na nic. Chciała choć na chwilę zapomnieć, jak ją całował, jak pieścił. Transmutowała lusterko w butelkę bursztynowego trunku i przysiadła na fotelu. Gdy wreszcie była w stanie złapać oddech bez spazmatycznego szlochu, przełknęła łyk alkoholu i roześmiała się cicho. Przynajmniej to mieli wspólne - upijanie się w obliczu końca świata. Rozważała przeproszenie Severusa z całego serca, a potem zniknięcie z powierzchni ziemi, gdy ktoś zapukał do drzwi.

Na progu znalazła Mistrza Eliksirów, który wyglądał jeśli to w ogóle możliwe, jeszcze gorzej niż ona. Popatrzył na nią i dostrzegła w jego oczach cień pożądania, ale i jakby urazy. Skinęła mu głową, zbyt pijana, by się odezwać, bez ryzyka bełkotania bezsensu.

- Zapytałbym cię, czemu urżnęłaś się beze mnie, ale nie ma czasu, zbieraj się. Chwycił ją za ramię i wypchnął za drzwi.

- Co my robimy?

- Trzeba szybko dotrzeć do szpitala, Ginny zaczęła rodzić.

Zbiegali po dwa stopnie na raz, w milczeniu pokonując drogę do bram Hogwartu. Gdy wreszcie przekroczyli magiczną granicę, Severus chwycił jej ciepłą dłoń i przeniósł ich na chodnik przed bramą szpitala. Chwycił Hermionę za ramiona i spojrzał jej w oczy. Przełknął głośno ślinę, a jego twarz ozdobił grymas przypominający uśmiech, o którym myślała, że już nigdy go nie zobaczy. Znów ogarnęła ją chęć pocałowania go i całowania, do końca świata. Musiał zobaczyć to w jej oczach, bo odchrząknął.

- Cokolwiek jest, bądź nie jest między nami, jest teraz nie ważne. Teraz liczy się tylko Ginny, a ja jako ojciec chrzestny zobowiązałem się, dostarczyć cię w jednym kawałku. Postaraj się więc nie histeryzować. - Potarł jej ramiona w pocieszającym geście.

-  A gdy już będzie po wszystkim, to sobie porozmawiamy. Teraz chodź. - dodał już swoim zwykłym zrzędliwym tonem.

kejtidzi666

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 5309 słów i 28492 znaków.

1 komentarz

 
  • Ayo

    Fantastycznie! :) czytam od jakiegoś  czasu i zachwycam się Twoimi zdolnościami pisarskimi oraz wspaniałym wpasowaniem w kanon HP. Najgorsze i najbardziej wciągające zarazem jest to, że nasi główni bohaterowie ciągle nie mogą wyjść na prostą - chwilami niby wszystko jest już dobrze... a jednak nie ;D I dobrze, bo dzięki temu świetnie oddajesz złożone i trudne charaktery obojga, nie jak w wielu w słodko-cukierkowych ff o tej tematyce. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału! :)

  • kejtidzi666

    @Ayo Dziękuję! Nowy rozdział jeszcze w tym tygodniu. Pozdrawiam! <3

  • Ja

    @kejtidzi666 Super bo też nie mogę się doczekać :-)