Zaczęło się niewinnie. Albo przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Któregoś wieczoru, po kolejnym powrocie do pustego domu, zamiast od razu sięgać po telefon z opowiadaniami, otworzyłam stronę, na której od miesięcy czytałam erotykę. Tym razem jednak nie tylko czytałam. Zalogowałam się i wrzuciłam pierwsze, krótkie opowiadania. Swoje. Prawdziwe. O rajstopach, o szkole, o tym, jak dochodzę w toalecie. Serce waliło mi jak oszalałe, gdy klikałam „opublikuj”. Wydawało mi się, że cały świat zaraz się o tym dowie. A jednak… nic się nie stało. Tylko kilka komentarzy. Potem kolejne. I jeszcze kolejne.
Z czasem zapragnęłam pisać więcej. I wtedy pojawiła się ona. AjenaTasmorden. Jedna z tych autorek, których opowiadania czytałam po nocach, z ręką między nogami i rajstopami przesiąkniętymi sokiem. Jej styl był ostry, mocny, a jednocześnie dziwnie czuły. Kiedyś napisałam jej pod jednym tekstem, że dzięki jej historii doszłam tak mocno, że prawie zemdlałam. Odpisała. Zwyczajnie, ciepło, bez udawania.
Zaczęłyśmy pisać do siebie prywatnie. Potem dołączył jeszcze jeden autor – o pseudonimie, którego nie zdradzę ale to ona zajmowała całą moją uwagę. Oboje byli otwarci, serdeczni, zero oceniania. Rozmawialiśmy o fetyszach, o tym, co nas kręci, o tym, jak trudno znaleźć kogoś, kto naprawdę rozumie.
Pewnego wieczoru dostałam od niej wiadomość.
„Milena, słuchaj… od jakiegoś czasu noszę się z pomysłem. Chciałabym napisać coś z tobą w roli głównej. Nie dosłownie, nie po imieniu, ale… twoja energia, twoje sekrety, te rajstopy, ta szkoła, ta cicha desperacja. Czy pozwoliłabyś mi z ciebie uczynić bohaterkę? Oczywiście wszystko anonimowo. I dostaniesz tekst do akceptacji, zanim cokolwiek wrzucę.”
Siedziałam wtedy na łóżku w samym swetrze i rajstopach, telefon w dłoni, i czułam, jak rumieniec zalewa mi twarz. Pochlebiło mi to tak bardzo, że przez chwilę nie umiałam odpowiedzieć. Byłam jej fanką. Pieściłam się do jej słów nie raz i nie dwa. A teraz ona chciała… mnie. W pewnym sensie.
„Tak — odpisałam w końcu. — Chcę. Bardzo chcę.”
Minęło trochę czasu. Aż wreszcie przyszła wiadomość z załącznikiem.
„Proszę. Przeczytaj. Powiedz, czy mogę to puścić. I… jeśli przy okazji dojdziesz, daj znać. Będę szczęśliwa.”
Uśmiechnęłam się do ekranu. Wiedziałam, że dojdę. Byłam tego pewna.
Przygotowałam się jak na święto. Zamknęłam drzwi na klucz, choć w domu i tak nikogo nie było. Zasunęłam zasłony. Zapaliłam małą lampkę nocną, tę z ciepłym, żółtym światłem. Pokój pachniał moimi prześcieradłami i odrobiną waniliowego balsamu, którym wcześniej natarłam uda. Zdjęłam wszystko. Bluzkę, spódnicę, biustonosz, majtki. Stanęłam nago przed lustrem i przez chwilę po prostu na siebie patrzyłam. Blade ciało, ciemne włosy opadające na piersi, sutki już lekko stwardniałe z samego oczekiwania.
Pamiętałam jednak jedną rzecz. Ajena nienawidziła rajstop. Pisała o tym nie raz. „Nienawidzę tego uczucia” – powiedziała kiedyś. Dlatego tym razem nie sięgnęłam po żadne. Zamiast tego otworzyłam szufladę i wyjęłam jedyną parę pończoch samonośnych, jaką miałam. Kupiłam je kilka tygodni wcześniej, czysto z ciekawości, bo nigdy wcześniej nie nosiłam niczego takiego. Czarne, koronkowe u góry, z silikonowym paskiem, który miał trzymać je na udach.
Usiadłam na brzegu łóżka i powoli je zakładałam. Najpierw lewą nogę. Jedwabisty materiał wsunął się po łydce, po kolanie, aż koronka obcisnęła górę uda. Potem prawa. Wstałam. Pończochy trzymały się idealnie. Reszta ciała była całkowicie naga – piersi, brzuch, cipka, wszystko wystawione na powietrze. Czułam się dziwnie. Inaczej niż zwykle. Bardziej… odsłonięta.
Położyłam się na łóżku. Prześcieradło było chłodne pod nagimi pośladkami. Rozłożyłam nogi lekko, czując, jak silikonowe paski lekko wbijają się w skórę ud. Już byłam mokra. Od samego czekania, od samej myśli, że zaraz przeczytam, jak ktoś inny opisał moją naturę. Sok zbierał się między wargami, ciepły, śliski. Powietrze pachniało mną – tym słodkawym, intensywnym zapachem podniecenia, który zawsze pojawiał się, zanim jeszcze czegokolwiek dotknęłam.
Otworzyłam plik. Pierwsze zdania. Potem kolejne. Czytałam wolno, chłonąc każde słowo. I z każdą chwilą uśmiech stawał się szerszy, a oddech płytszy. Rozumiała. Naprawdę rozumiała. Te ciche powroty do domu, te grube rajstopy w szkolnej toalecie, tę szarą sukienkę na dyskotece, tę desperację, żeby ktoś wreszcie zauważył. Wszystko było tam. Przerobione, ubrane w fabułę, ale wciąż… moje.
Położyłam dłoń na swojej nagiej, niczym nieosłoniętej cipce. Skóra była gorąca, wargi spuchnięte, śliskie. Palce spoczęły na nich lekko, prawie nieśmiało. Jeszcze nie ruszałam. Jeszcze tylko czułam. I czytałam dalej, z sercem bijącym tak mocno, że słyszałam je w uszach.
Czytałam dalej, a dłoń spoczywała na mojej nagiej cipce jak na czymś świętym. Nie śpieszyłam się. Każde słowo Ajeny wpijało się we mnie głębiej niż jakikolwiek dotyk. Pieściłam się bezwstydnie, ale wciąż delikatnie – opuszkami, wolnymi kręgami, ledwo muskać, bo wiedziałam, że wystarczy odrobina więcej nacisku, a wszystko we mnie eksploduje za wcześnie. A ja chciałam przeczytać do końca. Chciałam poczuć każde zdanie, zanim pozwolę sobie na upadek w spełnienie.
Przekręciłam się na brzuch. Prześcieradło było już ciepłe od mojego ciała, pachniało wanilią i lekkim potem. Telefon położyłam tuż przed twarzą, na poduszce. Rękę wsunęłam między uda, a potem mocno je zacisnęłam. Palce zostały uwięzione przy cipce, ściśnięte, ciepłe, śliskie. Poruszałam nimi tylko minimalnie – małe, rytmiczne ruchy, które rozcierały soki po wargach i łechtaczce. Materiał pończoch ocierał się o zewnętrzną stronę ud przy każdym lekkim uniesieniu bioder. Słychać było ciche, mokre odgłosy, ledwo słyszalne, ale w ciszy pokoju brzmiały jak grzmot.
Ajena pisała często o analnych zabawach z taką obsesją, że aż mnie to rozbawiało. I jednocześnie… zaciekawiło. Nigdy wcześniej nie brałam tego miejsca pod uwagę. Było po prostu… tam. Nieistotne. Ale skoro ona, moja idolka, której słowa doprowadzały mnie do orgazmu nie raz, była na tym punkcie tak fanatyczna… to może warto spróbować?
Wolną rękę powoli przesunęłam w dół, po pośladku, aż palce znalazły mały, zaciśnięty otwór. Był suchy, cieplejszy niż reszta skóry. Pogładziłam go delikatnie opuszką. Dreszcz przeszedł mnie od razu – ostry, nieoczekiwany, biegnący od pupy aż po kark. Westchnęłam w poduszkę. To było… dziwne. I niesamowite. Przyjemność płynąca z miejsca, o którym nigdy nie myślałam. Zwiększyłam nacisk. Masowałam powoli, okrężnymi ruchami, czując, jak mięśnie wokół otworu delikatnie się rozluźniają.
Jednocześnie dłoń między udami pracowała już mocniej. Zaciskałam uda jeszcze ciaśniej, więżąc palce, pocierając łechtaczkę o własne kości. Cipka była całkowicie mokra, soki spływały po wewnętrznej stronie ud, klejąc się do pończoch. Pokój wypełniał intensywny, słodkawy zapach mojego podniecenia – gęsty, zwierzęcy, mieszający się z wanilią z balsamu. Oddychałam przez usta, gorąco, nierówno. Telefon świecił mi prosto w oczy, a ja czytałam dalej, pożerając każde słowo.
Byłam już tak blisko, że całe ciało drżało. Biodra same zaczęły się poruszać, pocierać o prześcieradło i o uwięzioną dłoń. Drugą ręką masowałam już na poważnie – mocniej, śmielej, czując, jak otwór trochę się otwiera pod naciskiem. I wtedy, prawie nie myśląc, wsunęłam sam opuszek palca. Tylko czubek. Płytko. Ciepło, ciasno, dziwnie pełno. Kolejny dreszcz, mocniejszy, przeszedł mnie jak prąd.
Właśnie w tej chwili czytałam fragment, w którym bohaterka Ajeny – ta, która była mną – klęczy w szkolnej toalecie, i zlizuje soki które spłynęły z moich mokrych rajstop. Słowa były tak dokładne, tak brudne, tak idealnie trafione, że…
Orgazm uderzył we mnie jak fala tsunami. Nie miałam czasu się przygotować. Ciało zesztywniało, uda ścisnęły dłoń tak mocno, że prawie bolało, a palec w pupie został uwięziony w rytmicznych, głębokich skurczach. Krzyknęłam w poduszkę – długo, głucho, bez kontroli. Fale szły jedna za drugą, potężne, niekończące się. Czułam, jak cipka pulsująco zaciska się na palcach, jak sok wylewa się obficie, mocząc prześcieradło. Tylna dziurka kurczyła się wokół opuszków, wysyłając dodatkowe, ostre iskry przyjemności. Chciałam, żeby to nigdy nie ustało. To było jak magia. Jak coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Całe ciało drżało, oddychałam chaotycznie, a przed oczami miałam białe plamy.
Powoli, bardzo powoli, fale zaczęły opadać. Zostałam leżeć na brzuchu, całkowicie rozluźniona, z rękami wciąż między nogami, z telefonem świecącym mi w twarz. Serce biło jak oszalałe. Pończochy były zmięte, lekko zsunięte, a skóra ud czerwona od silikonowych pasków. Cipka pulsowała jeszcze długo, wrażliwa, mokra, spełniona.
Uśmiechnęłam się do siebie, wciąż ciężko oddychając. Wiedziałam już. Nie muszę mieć zawsze rajstop. Pończochy samonośne… też są super. A może nawet lepsze.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
2 komentarze
aska1997
Każda wie, że pończochy są lepsze od rajstop 😍. Jak czytałam Twoje poprzednie fragmenty to zastanawiałam się kiedy to odkryjesz.
ErykWgr
Chyba tym razem wyszło Ci dłuższe 😉. Ale czyta się tak samo fajnie. Czytałem też opowiadanie o którym wspominasz. Naprawdę to się fajnie uzupełnienia.