Kwarantanna w kawalerce | Rozdział IV

Kwarantanna w kawalerce | Rozdział IVOd razu po przebudzeniu przypomniałam sobie wydarzenia z poprzedniej nocy. Poczułam jak czerwienią mi się policzki. Zastanawiałam się, jak będę mogła spojrzeć Bartkowi w oczy. Na samą myśl płonęłam ze wstydu. Zmusiłam się, by spojrzeć w jego kierunku. Służący za prowizoryczną ścianę koc leżał na podłodze, najprawdopodobniej strącony w nocy przez wiercącego się szwagra. Bartek uniósł lekko głowę i obrócił ją w moim kierunku. Wymieniliśmy spojrzenia na sekundę i w oboje w tym samym momencie uciekliśmy wzrokiem.

– Hej – bąknął zawstydzony.

– Hej – odpowiedziałam cichutko

Opuściłam głowę jak najniżej, by zakryć twarz zapewne czerwoną już jak cegła. Kątem oka zauważyłam coś, czego nie powinnam. Bartek jak zawsze obudził się z porannym wzwodem. Nie potrafiłam wyrzucić z głowy wczorajszego obrazu jego monstrualnego wręcz kutasa. Szwagier podchwycił mój wzrok i niezdarnie zarzucił sobie na krocze kołdrę. Rozejrzał się niespokojnie na boki, jakby szukając czegoś wzrokiem. Postanowiłam wybawić go z opresji. Wstałam z łóżka, by jak najszybciej schować się w łazience. Wzrok Bartka mimowolnie zatrzymał się na leżącym na podłodze wibratorze. Poczułam, że robię się jeszcze bardziej czerwona. W panice niemal pobiegłam w kierunku łazienki.  Nagle straciłam równowagę, zaplątując się nogami o leżący na ziemi koc. Czekałam już tylko na bolesne uderzenie o podłogę, gdy w ostatniej chwili poczułam jak silne ręce chwytają mnie na wysokości pasa i dokładnie w linii cycków. Ogromna dłoń zamknęła się niefortunnie na mojej piersi. Bartek uniósł mnie lekko i szybko postawił na podłodze. Zabrał gwałtownie ręce z mojego ciała, ale wciąż czułam na pośladkach naprężonego kutasa.  

– Dzięki. Niewiele brakowało – rzuciłam tylko i uciekłam do łazienki.

Kąpałam się tak długo, aż moje opuszki palców stały się od wody niemal białe. Potem jeszcze przesiedziałam dobre pół godziny na toalecie, ale w końcu musiałam wyjść. Przemknęłam szybko do swojego łóżka i przykryłam się szczelnie kołdrą. Od razu po mnie zamknął się w łazience Bartek. Spędził tam, podobnie jak ja, co najmniej półtorej godziny. W końcu wyszedł, włączył TV i bez słowa oglądał go przez kilka kolejnych godzin. Ja większość tego czasu spędziłam pod kołdrą, udając, że śpię. Cały czas nie dawała mi spokoju myśl, że Artur był w związku z jakąś dziewczyną z mojego rocznika. Cała ta historia Bartka wydawała się strasznie naciągana, ale na wszelki wypadek wolałam to po prostu sprawdzić.

Napisałam do koleżanek z liceum w tej sprawie. Wypytałam je o tę tajemniczą dziewczynę, ale żadna nikogo takiego nie kojarzyła. Gdy pytałam o brata mojego męża, nie potrafiły nikogo konkretnego wskazać. Kojarzyły jakiegoś, o rok starszego, nieśmiałego chuderlaka z klasy o profilu biologiczno-chemicznym, ale nie wiedziały nawet jak miał na imię. Ostatnia na liście była Anita. Nie miałam z nią najlepszego kontaktu, ale zawsze była wścibska, więc miałam nadzieję, że może coś kojarzy. Po krótkim „small talku” i wymianie uprzejmości przeszłam do rzeczy.

– Pamiętasz może tę dziewczynę z naszego rocznika, z którą Artur był krótko zanim się spiknęliśmy? – zapytałam.

– Niee. Nikogo takiego nie kojarzę. Raczej bym wiedziała, gdyby tak było, bo któraś zaraz by się pochwaliła.

– Pewnie masz rację… A kojarzysz takiego nieśmiałego, chudego chłopaka z rok starszej klasy?

– Którego dokładnie? Było takich trochę.

– Chodził do klasy bio-chem. Rzucił szkołę miesiąc przed końcem ostatniej klasy. Kojarzysz może dziewczynę, która miała z nim iść na studniówkę?

– Zaraz, zaraz. Chodzi ci o Bartka Sikorskiego? – dociekała. – Brata twojego Artura?

– Tak, tak! Kojarzysz typa?

– Żartujesz sobie ze mnie, Marta?

– Co? Czemu niby? – Zdziwiłam się.

– Boże… Ty tak na serio…

– O co ci chodzi?

– Mój brat chodził z Bartkiem do klasy. Też był typowym nerdem, więc jakoś się dogadywali, a ja siłą rzeczy dowiedziałam się co nieco. Owszem, chodziłam do klasy z dziewczyną, która miała z nim iść na studniówkę. Tylko, że ta dziewczyna nawet o tym nie wiedziała. Artur się za to wszystkim chwalił, że sam wysłał zaproszenie smsem z jej telefonu. Śmiał się potem, że frajer jest w niej zabujany. No i Bartek się załamał.

– Okropne… Jak Artur mógł coś takiego zrobić? Nie wiedziałam, że jest tak okrutny. A tak właściwie… Która laska z naszej klasy była wtedy z Arturem, bo kompletnie nie kojarzę? – zapytałam.

Dłuższy czas czekałam na wiadomość. W końcu na moim ekranie wyświetliło się coś, co mną wstrząsnęło.

– TO BYŁAŚ TY, IDIOTKO!!!

Wszystkie wątki połączyły się w całość i nabrały sensu. Nie mogłam uwierzyć, że mogłam być tak głupia, by się nie domyślić. Jeszcze bardziej dobijała mnie świadomość, że mój mąż mógł być tak okrutny. W dodatku z opowieści Bartka wynikało, że Artur zaczął się ze mną spotykać głównie po to, żeby mu dopiec. Od początku wszystko było kłamstwem. Nie było miłości od pierwszego wejrzenia. Byłam tylko narzędziem w jego rękach.

Spojrzałam na Bartka. Nie byłam w stanie dostrzec w nim tego przestraszonego chłopca z liceum. Weszłam na Facebooka i przejrzałam historię zdjęć. Każda jego ex była niska i drobna. Zupełnie jak ja. Każda miała długie, jasne włosy. Zupełnie jak ja. Każda miała charakterystyczny, lekko zadarty nos. Zupełnie jak ja. Każda w jakimś stopniu przypominała mnie. Bartek nie kłamał. Przez te wszystkie lata wybierał partnerki na mój wzór.

Patrzyłam na niego dyskretnie i moje serce zalała fala bólu, gdy uświadomiłam sobie, jak przez te wszystkie lata, gdy byłam w związku z Arturem, musiał cierpieć. Zrozumiałam, dlaczego nigdy nie akceptował zaproszeń. Dlaczego na ślubie był tylko dosłownie na chwilę. Czułam, że muszę mu to wszystko jakoś wynagrodzić. Chciałam to zrobić, bo po prostu mi na nim zależało. Obmyśliłam więc plan…  

Zrobiłam sobie i szwagrowi drinka. Z woreczka wyjęłam pigułki MDMA i rozmieszałam  po jednej w obu szklankach. Uśmiechnęłam się przyjaźnie, podając drinka Bartkowi, po czym usiadłam z powrotem na łóżku. Pierwszy łyk lekko go zniesmaczył. Spojrzał się na zawartość kubka, marszcząc przy tym brwi ze zdziwienia.

– Nie smakuje ci? – zapytałam. – To była ulubiona mieszanka mojej babci. – Skrzywiłam usta  w smutnym grymasie.

– Nie, nie. Jest świetny – odpowiedział zakłopotany.

Spojrzał się niepewnie jeszcze raz na mętną ciecz. Zamknął oczy i wypił wszystko na jeden haust. Zakryłam usta, żeby się nie zaśmiać. Idąc jego przykładem, wypiłam zawartość swojego kubka na raz. Skrzywiłam się lekko z niesmakiem. Wiedziałam, że mam niewiele czasu, więc od razu poszłam do łazienki. Podmalowałam się, umyłam zęby i wypsikałam delikatnie perfumami. Wyglądałam wystarczająco ponętnie. Wróciłam do pokoju, siadając z powrotem na łóżku. Czekałam cierpliwie aż narkotyk zacznie działać. Po około trzydziestu minutach MDMA zaczęło działać na mój organizm. Dreszcze były przytłaczające i jednocześnie niesamowicie rozkoszne. Wierciłam się w miejscu niespokojnie, co chwilę zmieniając pozycję. Bartek patrzył na mnie skonfundowany. Nagle zamknął oczy, a jego ciało zaczęło się lekko trząść. Gdy otworzył je ponownie, ujrzałam wpatrzone we mnie wielkie, czarne źrenice.

– Nie zrobiłaś tego… – powiedział z niedowierzaniem w głosie.

– Zrobiłam. – Głos mi się trząsł, a szczęka latała coraz mocniej. – Dość już mam tej ciszy. Musimy poważnie porozmawiać. Poważnie i szczerze. Przede wszystkim szczerze. Jak masz jakiś lepszy pomysł, to chętnie posłucham…

– Nie… Nie mam. – Westchnął. – Szczerze mówiąc to po głowie chodziła mi podobna myśl. – Parsknął śmiechem.

W końcu faza wejściowa narkotyku ustąpiła, zostawiając już tylko błogą miękkość, radość i nieskończoną miłość. Bariery psychiczne zniknęły, a w ich miejsce pojawiło się poczucie swobody i ogromnej pewności siebie. Podeszłam do szwagra. Bez skrępowania usiadłam bokiem na masywnych, twardych udach mężczyzny. Objęłam go ramieniem, drugą dłonią łapiąc za szeroki podbródek, kierując wzrok Bartka prosto w moje oczy. Czarne, wielkie źrenice świdrowały mnie na wylot i trudno był z nich cokolwiek odczytać.

– Przykro mi, że cierpiałeś. Zrobiłabym wszystko, żeby cofnąć czas i mieć możliwość to zmienić. Byłam i nadal jestem głupią, ślepą dzidą. Nie potrafię dostrzec oczywistych rzeczy albo nie chcę ich dostrzec, bo tak po prostu jest łatwiej. Chcę żebyś wiedział, że nigdy nie skrzywdziłam cię z premedytacją. Nigdy bym tego nie zrobiła.

– O czym ty mówisz, Marta? – Bartek zmarszczył brwi. Jego dłoń przypadkowo musnęła delikatną skórę na moim udzie. W tej samej chwili poczułam podniecające mrowienie.

– Dowiedziałam się przed chwilą, że to był Artur. Zaprosił cię na studniówkę z mojego telefonu. Nie wiedziałam o tym. Nie wiedziałam, że jest takim manipulatorem… Nie wiedziałam, że jesteś we mnie tak zapatrzony. Serce mi pęka na samą myśl, że przeze mnie tyle wycierpiałeś. Przepraszam. Tak bardzo cię przepraszam… – Łza pociekła mi po policzku.

Bartek milczał, patrząc na mnie wzrokiem, którego nie potrafiłam do końca odczytać. W końcu delikatnie, samym koniuszkiem palca, wytarł łzę z mojego policzka. Drugą dłoń poczułam na udzie. Pod wpływem dotyku mrowienie w całym ciele się nasiliło. Serce zaczęło mocniej pompować krew w kierunku krocza. Z każdą chwilą „czułam” cipkę coraz bardziej.

– Taaak. Brałem pod uwagę, że to też była jego intryga. – Zamyślił się na chwilę. –  Moja obecność tutaj też jest formą znęcania się. Na pewno cieszy go świadomość, że jestem tak blisko i jednocześnie tak daleko swojej ukochanej. W swojej ignorancji nie spodziewał się jednak, że się tak do siebie zbliżymy.
- Dlaczego się w ogóle zgodziłeś, żeby tu ze mną zamieszkać? – Dociekałam.

– Całe życie żyłem wyobrażeniem o tobie. Wspomnienia twojego idealnego ciała, twojej zjawiskowej urody były prawdziwe i realne, ale nigdy nie miałem okazji tak naprawdę poznać twojego charakteru. Była spora szansa, że cię w swojej głowie idealizowałem. – Dłoń na moim udzie zacisnęła się mimowolnie. –  W końcu pojawiła się okazja, by spędzić z tobą, sam na sam, całe dwa tygodnie. Brałem pod uwagę dwie opcje. Albo cię naprawdę poznać - i być może rozczarować - pozbywając się przy tym wyidealizowanego obrazu w umyśle, albo całkowicie zatracić się w miłości, co mogłoby mnie  w końcu zniszczyć.  

– I co? Mocno jesteś rozczarowany? – zapytałam

Patrzył mi mocno w oczy. Chwila przeciągała się w nieskończoność. Znałam odpowiedź na zadane pytania, ale chciałam ją usłyszeć od niego. Bartek postanowił odpowiedzieć czynami zamiast słowami. Złapał mnie delikatnie za szyję, przyciągając do swojej twarzy. Nasze usta połączyły się w krótkim, namiętnym pocałunku.

– Czuję z tobą więź i zależy mi na tobie – szepnęłam. –  Na samą myśl, że możesz cierpieć, sama czuję cierpienie. Twój smutek jest moim smutkiem. Nie wiem, jak to działa, ale zdążyłam się do ciebie tak przywiązać, że dzielę twoje emocje…

Znowu złączyliśmy usta w pocałunku. Tym razem na dłużej. Nasze języki wirowały w namiętnym tańcu. Dłonie Bartka błądziły po moich plecach i udach.

– Chcesz zemścić się na Arturze? – Zapytałam, gdy oderwaliśmy od siebie usta.

– Nie. – Pokręcił przecząco głową. – Mówiłem, że Artur jest mi już obojętny. Od lat pragnę tylko ciebie. Nic innego mnie nie interesuje. Zbliżyć się do ciebie, posmakować. Delektować się twoją obecnością, by całkiem popaść w obsesję albo w końcu się od ciebie uwolnić. Ale nie chcę cię krzywdzić. Nie chcę niszczyć twojego życia. Pragnę cię, ale przede wszystkim chcę, żebyś była szczęśliwa.  

Łzy wzruszenia pociekły mi po policzkach. To były najpiękniejsze słowa, jakie w swoim życiu usłyszałam. Pierwszy raz poczułam się naprawdę bezinteresownie i bezgranicznie kochana. Przytuliłam się do niego mocno.

– A ty chcesz się zemścić? – Usłyszałam szept.

– Chcę, ale nie pochopnie. – Musnęłam wargami cienką skórę jego ucha. –  Chcę się delektować tym uczuciem, tak jak on delektuje się manipulowaniem. Ułożymy cały plan i będziemy go realizować krok po kroku, ale nie dziś. Zaczniemy jutro, w dzień jego urodzin. – Oderwałam się od twardego ciała i spojrzałam mu mocno w oczy. – Pomożesz mi?

– Pomogę. – Kiwnął twierdząco głową. – A dziś?  

– Dziś pragnę tylko ciebie.

Zmieniłam pozycję, siadając okrakiem na jego kolanach i wtuliłam się mocno w muskularne ciało. Objął mnie w odpowiedzi silnymi ramionami. Od razu poczułam na swoim kroczu jak twardnieje mu kutas, ale nawet nie drgnęłam. Jego dłonie błądziły po moich plecach. Leniwie ruszałam biodrami do przodu i do tyłu, sunąc cipką po penisie. Nagle Bartek złapał mnie za podbródek i wpił się wargami w moje usta. Poczułam jak jego zręczny język wsuwa się do środka. Wyszłam mu swoim na spotkanie i złączyliśmy się w namiętnym i wilgotnym uścisku. Poczułam dotyk ogromnych dłoni na pośladkach.

– Bartek… Nie możemy – szepnęłam mu do ucha, jednocześnie łapiąc przez dresy za kutasa. – Artur jest moim mężem i twoim bratem.

– Masz rację. Jeżeli ktoś by się o tym dowiedział… – Wsunął dłonie pod materiał moich spodenek, dotykając gołych pośladków.

– To byłby koniec mojego małżeństwa i twojej relacji z bratem… – Wyciągnęłam pierś spod bluzki i przysunęłam sutka do jego ust. Aż jęknęłam, gdy poczułam na nim wilgotny język i  zaciskające się wargi.

–- Mhmm… – mruknął, nie odrywając się od jędrnego i pełnego cycka. –  Rodzina by nas wyklęła…  
Poczułam jak materiał spodenek zsuwa się po moim tyłku, blokując się  ostatecznie na udach mężczyzny. Już miałam się unieść, by pomóc ściągnąć je do końca, ale Bartek po prostu rozerwał je na pół, po czym rzucił strzępy na podłogę.

– Ja bym nikomu nigdy nic nie powiedziała, ale gdyby jakimś cudem się dowiedzieli…  

Ściągnęłam bluzkę, odsłaniając krągłe piersi. Pojękiwałam lekko, gdy szwagier pieścił i lizał je łapczywie. Po chwili złapał mnie przedramieniem za tyłek i uniósł bez wysiłku. Drugą ręką ściągnął z siebie dresy razem z bielizną. Aż westchnęłam mimowolnie, gdy opuścił mnie na twardego kutasa. Dzielił nas już tylko cienki materiał stringów. Czułam jak cipka aż pulsuje, domagając się wypełnienia.

– Ja też bym zachował to dla siebie do końca życia. – Przerwał na chwilę, by skosztować ponownie moich ust. – Nawet nie lubię swojego brata, ale to jednak brat… – dodał, gdy nasze wargi się już rozłączyły.

Uniósł mnie lekko, a ja odchyliłam na bok majtki. Mokra cipka rozsunęła się rozkosznie na członku, gdy ponownie mnie opuścił. Zaczęłam sunąć leniwie po żylastej męskości. Każdy ruch wyjątkowo ukrwionych genitaliów wywoływał u nas coraz głośniejsze westchnienia. Zatrzymałam się, gdy Bartek stęknął mimowolnie. Po takim długim czasie abstynencji seksualnej musiałam się z nim obchodzić jak z jajkiem. Nie mogłam mu pozwolić, by tak szybko trysnął.

– Może i nie kocham swojego męża, ale to jednak mój mąż…  

Zsunęłam się zręcznie na podłogę i klęknęłam przed jego kroczem. Pochyliłam się, wypinając rozkosznie tyłek. Poczułam słony smak śluzu, gdy smagnęłam językiem fioletową końcówkę penisa. Całe ciało Bartka aż zadrżało w odpowiedzi.

– Marta… – Uniósł mój podbródek, by spojrzeć mi głęboko w oczy. – Chuj z nimi.

Zamarłam na chwilę w bezruchu, oblizując ponętnie górną wargę. Uśmiechnęłam się lubieżnie, po czym wsunęłam kutasa do buzi, mocno zaciskając na nim usta. Dotknęłam językiem odsłoniętego żołędzia. W tej samej chwili Bartek jęknął głośno z rozkoszy. Znowu poczułam słony smak obfitego śluzu. Wyjęłam członka z ust i schyliłam się do gładkich, wydepilowanych jąder. Nogi aż mu drżały, gdy języczek przesuwał się ku górze, zostawiając za sobą mokry ślad. Za każdym razem zaczynałam od samego dołu. Z początku pomarszczona skóra płynnie przechodziła w napiętą, poprzecinaną grubymi i twardymi żyłami, by zakończyć się kształtnym, ociekającym śluzem żołędziem. Raz za razem podążałam tym samym, coraz bardziej mokrym śladem.

Bartek zawiercił się niespokojnie. Domyśliłam się, że jest bliski orgazmu. Ponownie pochyliłam się do podstawy członka. Tym razem jednak objęłam klejnoty wargami, ssąc i liżąc je delikatnie. Przyśpieszony oddech mężczyzny zamienił się w końcu w spokojne, zrelaksowane westchnienia. Znowu przesunęłam języczkiem po całej długości prącia. Nie oderwałam go jednak, jak zazwyczaj, na samym szczycie, tylko płynnie opięłam główkę wargami i wsunęłam sobie członka do buzi. Rytmicznie i dość leniwie kierowałam się w dół, a potem z powrotem, by po chwili znowu poczuć charakterystyczny daszek. Za każdym razem robiłam wokół niego okrążenie językiem, zlizując gęsty śluz, który nieustannie sączył się ze szczytu. Zawsze, gdy byłam na górze, towarzyszył mi jęk rozkoszy Bartka. Z każdą kolejną turą coraz głośniejszy. Tym razem kutas cały aż zapulsował. Zrozumiałam, że przesadziłam. Ścisnęłam palce mocno tuż pod żołędziem, drugą dłonią uciskając punkt pomiędzy jądrami, a odbytem. Członek po chwili się uspokoił, a pulsowanie ustało. Postękiwania Bartka zamieniły się w westchnienia. Trzymałam tak jeszcze kilkanaście sekund, by mieć pewność, że powstrzymałam wytrysk. W końcu oswobodziłam go z uścisku.  

Zmieniłam taktykę, skupiając się wyłącznie na delikatnym cmokaniu samymi ustami wewnętrznej strony ud mężczyzny, by po chwili ponownie skupić się na prąciu. Dawałam szwagrowi chwilę na odpoczynek i znowu powtarzałam cały rytuał. Nie mam pojęcia, jak długo tak się nad nim znęcałam, ale kutas był purpurowy i nabrzmiały do granic możliwości, a Bartek aż sapał z wymęczenia. Mimo to nie zmieniłam tempa. Wciąż leniwie realizowałam ten sam schemat. Czas mijał, a ja po raz enty wsunęłam sobie żołędzia do buzi. Jak zawsze zawirowałam wokół niego językiem. W tej samej chwili szwagier cały zadrżał i jęknął głośno, a jego kutas znów zapulsował potężnie. Zgodnie ze schematem skierowałam palce pod daszek szczytu, by powstrzymać wytrysk. Tym razem jednak silne dłonie mężczyzny zacisnęły się boleśnie na moich nadgarstkach. Trzymał mnie w żelaznym uścisku, nie pozwalając na powstrzymanie orgazmu. Nagle poczułam pieczenie, gdy pierwszy wystrzał lepkiej spermy trafił prosto w lewe oko. Nachyliłam się szybko i zacisnęłam szczelnie usta na główce. Omal się nie zakrztusiłam, gdy potężny ładunek uderzył o tylną ściankę gardła. Zasłoniłam językiem ujście penisa, by spowolnić kolejne wystrzały. Kolejną salwę ciepłego, słonego nasienia poczułam już tylko na języku. Potem następną, i następną, i następną. Bartek nie jęczał, ale wręcz ryczał głośno, spuszczając niemal miesięczny ładunek prosto do mojej buzi. Nie nadążałam połykać wyjątkowo gęstego i lepkiego nasienia. Wymieszany ze śliną nadmiar spermy wyciekał z kącików moich ust. W końcu szwagier wydał z siebie przeciągły ryk, a kutas zapulsował po raz ostatni. Ciało mężczyzny oklapło bezwładnie. Palce zostawiły czerwone ślady na moich nadgarstkach. Nachyliłam się jeszcze, by wylizać nabrzmiałego członka do czysta. Oblizałam usta dookoła i wytarłam je wierzchem dłoni. Wciąż nie widziałam na jedno oko, które miałam całe oblepione w nasieniu. Niemal wszystko, co nie mieściło się w ustach, skapnęło na cycki, ale na brodzie też czułam zwisające gluty.  

Zrobiłam sobie zdjęcie telefonem.  

– Wyglądam, jakbym brała udział w japońskim bukkake. – Prychnęłam rozbawiona. – Trochę ci się tego nazbierało przez te trzy tygodnie.

– Raczej przez ostatnie dziesięć lat. Miałem specjalny zbiorniczek, który magazynował spermę specjalnie dla ciebie – Wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Leć się obmyć, a ja odsapnę chwilę. Wypadałoby się odwdzięczyć, a muszę przyznać, że wysoko postawiłaś poprzeczkę.

Wstałam lekko i nachyliłam się mocno do szwagra, dotykając cyckami jego klatki piersiowej. Pocałowałam go mocno i krótko. Piersi zostawiły białe ślady na jego torsie, a sperma z mojej brody przykleiła się tuż pod jego wargami.  

– Ty wredoto mała. – Pokręcił głową, wycierając się wierzchem dłoni. – Poczekaj tylko siły odzyskam, to już nie będziesz taka cwana.

– Nie obiecuj, nie obiecuj. – Prychnęłam i poszłam do łazienki, kręcąc przy tym zalotnie pupą.

tPoH

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 3783 słów i 21534 znaków, zaktualizował 11 cze 2020. Tagi: #seks #kwarantanna #pandemia #incest #rodzina #szwagier #brat

6 komentarzy

 
  • Majkel705

    Kiedy można spodziewać się nowych odcinków?

  • Kolekcjoner

    Świetne 😀

  • Poznaniak

    Extra

  • Majkel705

    Brak słów mistrzostwo świata :ciuch:  :danss:  :ciuch: dawaj ciąg dalszy