Adam i Ewa, czyli spotkanie walentynkowe (1/11)

Adam i Ewa, czyli spotkanie walentynkowe (1/11)Na wstępie kilka słów jakże koniecznej przedmowy: nie spodziewacie się, Szanowne Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, wystylizowanego tekstu w typie „MiniaTurki” lub tym bardziej "Maskarady". Poniższe opowiadanie jest, jak napisała swego czasu jedna z komentatorek, klasycznym "romansidłem", raczej konwencjonalnym w formie i treści: on spotyka ją, ona jest napalona i tak dalej... Co nie znaczy, że wszystko odbędzie się zgodnie z ogólnie przyjętymi schematami!

Zaznaczam także, że to właśnie cykl „Adam i Ewa” był moim pierwszym opublikowanym opowiadaniem i jednocześnie poligonem do nauki i eksperymentów. Co, pomimo wysiłków zarówno własnych, jak i korektorów, wciąż miejscami widać, słychać i czuć. Ale że debiuty rządzą się swoimi prawami, mam nadzieję, że będziecie wyrozumiali.

Słowo dla czytelników Lol24: mam plan, by począwszy od tej części, równo co tydzień publikować kolejny z w sumie jedenastu epizodów historii. Takie są założenia, a jak wyjdzie w praktyce, zobaczymy.

Życzę przyjemnej lektury!
Agnessa Novvak

***

W domach z betonu nie ma wolnej miłości.
Są stosunki małżeńskie oraz akty nierządne, Casanova tu u nas nie gości.

Martyna Jakubowicz „W domach z betonu”


***

PIĄTEK – PROLOG

Westchnął ciężko, opierając się o umywalkę. Z zaparowanego lustra spoglądała na niego niewyraźna sylwetka wysokiego, trzydziestoparoletniego szatyna. Atrakcyjnego, według niektórych podobno nawet przystojnego i starającego się na tyle, na ile jeszcze miał ochotę, dbać o formę. Ale też ze zmęczoną, przygnębioną twarzą i pełnymi rezygnacji oczami, dysonującymi z wysportowanym, atrakcyjnym ciałem.
Obmył twarz chłodną wodą, wyprostował się, przeciągnął szeroko i uśmiechnął, na co postać w lustrze odpowiedziała złośliwie krzywym, jawnie kpiącym grymasem, jakby się z nim drocząc. Mechanicznie sięgnął ręką w prawo, szukając ręcznika, ale trafił w pustkę. Prawda, przecież był nie u siebie, tylko w cudzej łazience, w tym bardziej cudzym domu.

PIĄTEK – KILKA GODZIN WCZEŚNIEJ

Definitywnie nie pierwszej młodości latynoska wylegiwała się na skąpanym w prażącym słońcu leżaku, pojękując z tak wymuszoną, że aż nieznośną ekscytacją. Jedną ręką teoretycznie zalotnie, a praktycznie bez śladu seksapilu ugniatała swoje ewidentnie silikonowe cycki, drugą zaś przytrzymywała głowę bladziutkiej blondyneczki. Liżącej jej cipkę tak zapamiętale, jakby spływała z niej iście boska ambrozja i wydając przy tym znacznie bogatszą niż dojrzalsza towarzyszka gamę odgłosów. O tyle bardziej autentycznych, że prężący się za nią hebanowy mięśniak, dopełniający owo ubogacające się nawzajem kulturowo trio, posuwał ją ostro swoim wybitnie przekraczającym nawet egzotyczną średnią przyrodzeniem. W obie, używane naprzemiennie dziurki, stękając z najbardziej autentycznym spośród wszystkich obecnych zadowoleniem. I nagle, bez najmniejszej zapowiedzi, w ułamku sekundy cała trójka zamarła, roztaczając wokół całkowitą ciszę. Która trwała, trwała i…

Zabębnił palcami o nieprzyjemnie zimną obudowę laptopa z wyraźnym zniecierpliwieniem. Pełen jawnego zniechęcenia wzrok skierował najpierw na dół, kontemplując zsunięte do połowy ud bokserki, a po chwili, z nieukrywaną dezaprobatą, zwrócił ku oknu. Za którym depresyjne chmury, rozlewające się ciężko płynnym ołowiem po granatowoczarnym, zimowym niebie, okazały się być wcale nie przyjemniejszym widokiem. Dalsze rozważania nad problemami współczesnego świata przerwał tyleż natrętny, co zupełnie niespodziewany o tej porze dzwonek.
Spojrzał na telefon, sapnął i odebrał niechętnie, starając się jak najspokojniej znieść drażniąco wysoki, szczebioczący głos, wwiercający się od pierwszej sekundy głęboko w uszy.
– Hej, Adam! Słuchaj, mam sprawę, zbieramy towarzystwo i idziemy do klubu! Wiesz, są walentynki, będą wszyscy, może też dasz się zaprosić? Tylko nie mów, że nie masz czasu! Dzieci wróciły ze szkoły, żona z zakupów, dasz sobie sam radę! No, to jak będzie?

Cenił w ludziach nienachalne, opierające się na odpowiednio dobranym do sytuacji żarcie, poczucie humoru, które w tym przypadku objawiało się dowcipkowaniem z byłej żony i nieistniejących potomków. Zmełł w ustach słowo powszechnie uważane za obraźliwe, ale po chwili zastanowienia stwierdził, że… co właściwie miał do roboty? Zerknął jeszcze raz ku smętnie sflaczałej męskości i starając się opanować narastającą gwałtownie odrazę, odpowiedział bez specjalnego namysłu:
– Dobra, wchodzę w ten interes! Gdzie i o której się widzimy?
– Eee… Znaczy idziesz? Naprawdę? Ale super! – głos w słuchawce wybuchł emocjami. – Równo o dziewiętnastej, tam gdzie ostatnio! Mamy zajętą całą lożę, na pewno nas znajdziesz! Czekamy!

*

Zamknął przypominającego mu o niegodnych, a wciąż przecież niedokończonych czynnościach fizjologicznych laptopa, pozbył się resztek bielizny i zniknął w łazience, by po jej opuszczeniu w glorii chwały i czystości przypuścić frontalny atak na szafę. I choć wiedział doskonale, że wybrany ostatecznie, podkreślony kremową koszulą atramentowy zestaw w jasne prążki, był przesadnie elegancki jak na okazję, przez lata tak zżył się z pełnym garniturem, że mógłby chodzić w nim nawet na plażę.
Mając w głębokim poważaniu zasadę, że punktualność jest grzecznością królów, a obowiązkiem poddanych, przybył na miejsce dobre pół godziny po umówionym czasie. Przywitał się kolejno ze wszystkimi, zamówił może i staromodne, ale nieodmiennie smakujące mu klasyczne połączenie ginu z tonikiem i rozsiadł wygodnie na wolnym miejscu w kącie loży. Starając się nie zwracać uwagi na porozwieszane wszędzie, obciachowe baloniki oraz równie tandetną oprawę muzyczną, zaczął przysłuchiwać się prowadzonym dyskusjom. Czego zresztą dość szybko pożałował i skupił uwagę raczej na obserwacji współtowarzyszy.
Nie wszystkich rozpoznawał, ale to akurat go nie dziwiło: kumpel kumpla, jego dziewczyna, sąsiadka, pani z warzywniaka oraz nieodłączni, pojawiający się znikąd krewni i znajomi Królika. Wszyscy w zbliżonym wieku, podobnie ubrani i o zasadniczo porównywalnym statusie materialnym. Właściwie tylko jedna osoba wyróżniała się w jakikolwiek sposób z tej dość jednolitej grupy. Siedząca dwa miejsca dalej, już na pierwszy rzut oka wyraźnie dojrzalsza, a do tego – jak i on sam – ubrana w stylu dalece odbiegającym od pozostałych gości. Co w jej przypadku przejawiało się w gęsto nabijanej ćwiekami, błyszczącej czernią wypielęgnowanej skóry ramonesce i głęboko wyciętym dekolcie, na którym ciężki, złoty wisior podkreślał i tak nadto rzucający się w oczy biust. Kojarzył właścicielkę tak wisiora, jak i biustu z widzenia, ale mimo intensywnych prób za nic nie mógł sobie przypomnieć skąd dokładnie.

W pewnym momencie para siedząca pomiędzy nimi podniosła się z miejsc i podążyła w bliżej nieokreślonym kierunku, więc chcąc nie chcąc, stali się sąsiadami.
– Adam – uniósł w jej stronę gorzko pachnącą jałowcem szklaneczkę.
Gest najwyraźniej zaskoczył adresatkę grzeczności, chociaż założyłby się, że zawczasu i ona zdążyła mu się dobrze przyjrzeć. Po chwili wahania sama podniosła pokaźny kieliszek szczodrze wypełniony czerwonym winem.
– Ewa.
Chociaż miał zamiar poprzestać jedynie na niezobowiązujących uprzejmościach, już po kilku minutach zorientował się, że równie niewygodnie, jak i nieuprzejmie było im dyskutować przez dwa puste miejsca, więc przysiadł się do Ewy. Wolał nie wiedzieć, na ile było to podyktowane wpływem o wiele za szybko opróżnianych kolejnych lampek wina, ale ich dialog szybko ustąpił miejsca monologowi. Co zresztą wcale mu nie przeszkadzało, bo po pierwsze ani nie umiał, ani tym bardziej chciał sztucznie podtrzymywać dyskusji, a po drugie miał idealną okazję, by lepiej przyjrzeć się nowej towarzyszce. Nadal nie przychodziło mu do głowy, gdzie, jak ani kiedy, ale ich drogi na pewno już się kiedyś skrzyżowały.
Przejaskrawione kolory tak makijażu, jak i lakieru nałożonego na szpiczaste paznokcie oraz ostentacyjna biżuteria, osobliwie kontrastująca z może i stylizowaną na starą, ale jednocześnie pachnącą drogim butikiem kurteczką, dodawały jej lat. W opozycji do tego półdługie, modnie przycięte i zaczesane na bok kasztanowe, poprzetykane jaśniejszymi pasmami włosy, odsłaniały nie tylko młodą, ale przede wszystkim nad wyraz oryginalną twarz. W której niewielki, nieco zadarty nosek, wydatne kości policzkowe i migdałowate w kroju oczy o nie dającym się jednoznacznie określić w migającym świetle kolorze, łączyły się z bardzo proporcjonalnymi, pełnymi ustami. Układającymi się zaskakująco często w przeuroczy, pomimo drobnej niedoskonałości w postaci lekko cofniętych dwójek, uśmiech. Kiedyś taka naprawdę nietuzinkowa uroda musiała robić ogromne wrażenie, i to nie tylko na mężczyznach, ale dzisiaj…

Niestety, im bardziej spotkanie się przeciągało, a ilość wypitych napojów wyskokowych rosła, tym Ewa z sympatycznej i inteligentnej, chociaż chwilami nazbyt ekstrawertycznej rozmówczyni, zmieniała się w irytującą, zdesperowaną i zdążającą w raczej oczywistym celu, kokietę. Do tego na tyle wścibską, że mimo powtórzonych kilka razy grzecznych, lecz stanowczych odmów wciąż wracała do tematów dotyczących jego życia rodzinnego, które może i od dłuższego czasu stanowiło obraz nędzy, rozpaczy i całkowitego rozkładu, ale mimo wszystko było jego – i tylko jego – osobistą sprawą. W końcu, po kolejnej nachalnej sugestii dotyczącej jego atrakcyjności jako samca w wieku rozpłodowym, zdecydował się opuścić towarzystwo. Dopił szybko resztki drinka i bez zbędnych wstępów zaczął się żegnać, wywołując tym nad wyraz energiczne protesty. Co ciekawe, nie tylko ze strony samej Ewy.
– Jak to, już wychodzisz? Tak wcześnie? Ale dlaczego? Przecież mówiłeś, że masz wolny cały wieczór! Zdecydowanie nie możesz nas teraz opuścić, nie zgadzam się! – tradycyjnie, im wcześniej ktoś mniej zwracał na niego uwagę, tym teraz głośniej protestował.
– Ależ właśnie zdecydowanie mogę was teraz opuścić i nie interesuje mnie niczyja zgoda! – odparował, nie siląc się nawet na grzeczność.
– Słuchaj, Adam, skoro i tak nie dasz się namówić na zostanie z nami, to… Mam do ciebie prośbę. – Ta sama znajoma, której dał się wcześniej zaprosić, pochyliła się ku niemu dyskretnie i szepnęła: – Ewa ma już chyba dosyć. Nie, żebym ją wypraszała albo miała sugerować, że sama nie trafi do domu, ale czy mógłbyś ją odwieźć? Mieszkacie przecież niedaleko, a chyba dobrze wam się rozmawiało. No wiesz, nie mogliście się od siebie oderwać.

To naprawdę tak wyglądało? Że tylko on i ona, razem przez cały wieczór? Tylko dlaczego… I wtedy sobie przypomniał. Faktycznie, zdarzało mu się widywać Ewę „na dzielnicy”. Może w sklepie, u fryzjera, w parku? Co nie znaczyło, że miał ochotę grać rolę anioła stróża, zwłaszcza wobec kogoś, kto sam doprowadził się do takiego, a nie innego stanu. Ale spojrzał tylko na najbardziej potrzebującą pomocy osobę, wbijającą w niego niemal błagalny wzrok, westchnął z rezygnacją i skinął głową, zgadzając się na wszystko.

*

Dopiero kiedy wyszli z klubu, milcząco czekając na zamówioną zawczasu taksówkę, zauważył, że byli z Ewą praktycznie równego wzrostu. Co, nawet biorąc pod uwagę jej lekko napuszone włosy i kozaki na wysokim obcasie, oznaczało, że musiała liczyć sobie dobry metr osiemdziesiąt. Dobry metr osiemdziesiąt znacznie pełniejszej figury, niż wcześniej ocenił. A oceniał przecież na podstawie wyjątkowo precyzyjnych i wielokrotnie ponawianych – oczywiście tylko dla dobra nauki – obserwacji okolic złotego naszyjnika.

W czasie jazdy Ewa nie odezwała się nawet słowem, za to praktycznie cały czas niespokojnie szukała w torebce jakiegoś skarbu, albo równie nerwowo przeglądała jarzący się niebieskawą łuną telefon. A i on nie miał zamiaru przerywać błogiej ciszy, oddając się beznamiętnemu obserwowaniu miasta, które mimo późnej pory nie miało najmniejszego zamiaru zapaść w sen. Dopiero kiedy wreszcie dotarli do niewyróżniającego się niczym szczególnym, peerelowskiego klocka schowanego za stanowczo zbyt długo nieprzycinanym żywopłotem, Ewa znowu zaczęła go nagabywać, jednak tym razem uprzejmie, z przesadną wręcz grzecznością, raz po raz otwarcie przepraszając za całą sytuację:
– Słuchaj, Adam, może wejdziesz na chwilę? Nie jest jeszcze bardzo późno i chciałabym cię zaprosić na… ciasto i kawę – dokończyła nieco zmieszana, najwyraźniej w ostatnim momencie zmieniając plan.
– Nie wiem, nie bardzo mi pasuje, a poza tym… – zaczął się tłumaczyć.
– Proszę cię, będzie mi bardzo miło! – przerwała mu w pół słowa. – Poza tym mamy walentynki, nie chciałbyś chyba spędzić ich całkiem sam?
Zastanowił się przez moment, dochodząc ostatecznie do wniosku, że mimo ewidentnego podtekstu przyjmie zaproszenie. Poczuł się trochę niezręcznie, nie mając pod ręką chociaż symbolicznego drobiazgu z okazji święta zakochanych, ale ostatecznie skąd miał wiedzieć, że będzie takowego potrzebować?

Odprawił zerkającego dwuznacznie taksówkarza i już wkrótce zasiadł w przestronnym salonie na niewielkim, dwuosobowym chesterfieldzie, podsłuchując krzątającą się po kuchni Ewę. Choć oczywiście zaproponował pomoc, stwierdziła, że nie będzie jej zaglądał do garów i odmówiła stanowczo. Czekał więc cierpliwie i korzystając z przedłużającej się przerwy, omiótł pokój ciekawskim spojrzeniem. Mieszanka mebli żywcem wyjętych z lat dziewięćdziesiątych, wyjątkowo stylowej kanapy w mocnej barwie british racing green oraz nowoczesnych, wręcz futurystycznych lamp i bibelotów, była… interesująca. Oryginalna. I pozbawiona jakiejkolwiek głębszej logiki. Dużo lepsze wrażenie zrobił na nim domowy sernik szczodrze obsypany kandyzowaną skórką pomarańczy, który pojawił się na szklanym stoliczku wraz z makinetką pełną gorącej, aromatycznej kawy. Co prawda nie przypominał sobie, kiedy ostatnio pił ją o dziesiątej wieczór, ale niespecjalnie się tym przejął.
Sącząc powoli wonny, sowicie podlany śmietanką napar i delektując się kolejnymi kawałkami ciasta, rozmawiali niezobowiązująco o wszystkim i o niczym. Do czasu, bo w pewnym momencie Ewa po raz kolejny niespodziewanie zmieniła temat na bardziej osobisty.
– Dziękuję ci jeszcze raz, że zgodziłeś się zostać i ponownie przepraszam. Naprawdę. Pewnie niewiele cię to obchodzi, ale nie najlepiej się ostatnio czuję, mam trochę problemów – spuściła wzrok, wyraźnie speszona – i jest mi po prostu wstyd. Zachowałam się jak jakaś napalona siksa na wsiowej dyskotece.
– Ewa, daj już spokój, dobrze? Nie jesteś w szkole i nie musisz się nikomu tłumaczyć, a już na pewno nie mnie. Przyznam, że byłem trochę zły na ciebie, ale już nie jestem – podkreślił dobitnie. – Natomiast skoro siedzimy tu teraz razem, w towarzystwie naprawdę pysznego ciasta – dodał z uznaniem – to chciałbym cię o coś spytać. Ja rozumiem, że w klubie była atmosfera, było wino, ale… Te komplementy, propozycje i tak dalej, to tak serio? Nie ukrywam, było mi miło.
– Daj wreszcie spokój z fałszywą skromnością, dobrze? – zareagowała chyba zbyt gwałtownie, bo od razu spuściła z tonu. – Widziałeś się ostatnio w lustrze? Przecież jesteś cholernie atrakcyjnym facetem! I nie, nie będę ukrywać, że mi się podobasz. Ale nawet gdybym była bardziej delikatna i umiała flirtować, co zresztą nigdy mi specjalnie nie wychodziło – rzekła bardziej sama do siebie – to przecież widzisz, jak ja wyglądam, ile lat nas dzieli i…
– Nie zgadzam się! To znaczy… ile właściwie jesteś starsza? Nie, nie będę ci przecież w dowód zaglądać, daj spokój! Ale powiedzmy, że osiem lat? Dziesięć? – strzelił trochę w ciemno, ale po reakcji Ewy poznał, że musiał być blisko. – I co z tego? Przecież też jesteś seksowna! Nie, nie kiwaj głową! Oduczyłem się jakiś czas temu prawić puste komplementy i jeśli coś ci powiem, to tak właśnie uważam. Jesteś taka…
No właśnie – jaka? Opisanie Ewy popularnym, czteroliterowym angielskim skrótowcem byłoby może i trafne, ale zupełnie nie na miejscu. Jasne, w pierwszym lepszym pornosie po najdalej trzech minutach stałby przed nią ze spuszczonymi spodniami, ale jakoś nie zauważył nigdzie ekipy filmowej. A przynajmniej do tej pory. Oczywiście nie mógł zaprzeczyć, że to właśnie Ewa, pomimo jego początkowych oporów, zaprosiła go do siebie i w cokolwiek kameralnej atmosferze starała się zatrzeć wcześniejsze złe wrażenie. Ale, najwyraźniej trzeźwiejąc pod zbawiennym wpływem końskich dawek kofeiny i cukrów prostych, robiła to spokojnie i kulturalnie. Nie rzucała już prostackich, dwuznacznych uwag, nie kokietowała i nie odstawiała krępujących obojga, rozemocjonowanych scen. Tylko czy naprawdę?

Siedziała naprzeciwko, bezustannie wpatrując się w niego dziwnym, wyraźnie oczekującym wzrokiem. Nie wiedział, co tak naprawdę miało znaczyć jej spojrzenie i nie był pewien, czy chce wiedzieć. Przerywając coraz bardziej krępującą ciszę, zatrzepotała długimi, podmalowanymi rzęsami, przygryzła usta i przesunęła się na jego połowę sofy, stanowczo naruszając granice strefy komfortu.
– Pocałuj mnie. Proszę.
Odsunął się ostrożnie od słodko-gorzkawych ust i z zaskoczeniem stwierdził, że w jakiś niewytłumaczalny sposób jego ręka znalazła się na udzie Ewy. Tak wysoko, że mógł z całą pewnością stwierdzić, że miała na sobie nie pończochy, a pełne rajstopy. Czuł spodem dłoni ich gładką fakturę, skrywającą ponętnie miękkie ciało, a wierzchem szorstki materiał spódnicy. Odetchnął głęboko, starając się możliwie szybko uspokoić. Bez większego skutku.
– Ewa, jeśli teraz tego nie przerwiemy, to za chwilę może być już za późno – powiedział coś, co i tak oboje doskonale wiedzieli, ale jednocześnie nie cofnął ręki.
– Wiem, Adam. A czy ty byś chciał? Zdaję sobie sprawę, że to wszystko dzieje się tak szybko i dlatego powiem ci wprost: jestem wolna, jestem sama i źle się z tym czuję – wyrzuciła z siebie wyraźnie roztrzęsiona, chcąc jak najszybciej wyznać winy. – Tylko nie myśl o mnie jak o jakiejś puszczalskiej, zdesperowanej kobiecie w… średnim wieku, która szuka sobie… młodego kochanka.
– Proszę cię, nie mów tak! Przyjąłem zaproszenie, bo chciałem. Nikt mnie do niczego nie zmuszał i nie ukrywam, że jest mi przy tobie bardzo miło. Pocałunek też sprawił mi przyjemność i przyznaję, że…
Przerwał na moment, zastanawiając się nie tylko jak, ale czy w ogóle wypowiedzieć na głos swoje myśli. Nie chciał ani okłamywać Ewy, ani tym bardziej zbywać jej ogólnikami. Pozostawało pytanie, dokąd ta rozmowa ich zaprowadzi, bo jak na razie pokonywali wyjątkowo ostry zakręt, z prędkością znacznie przekraczającą wszelkie normy bezpieczeństwa.
– Co przyznajesz? – dopytała nieśmiało.
– Podobasz mi się, Ewa. Pociągasz mnie taka, jaka jesteś. I chcę…
– Naprawdę? Ja też! – nieomal krzyknęła i nie czekając na najmniejszą nawet reakcję na jej słowa, spytała wprost: – Adam, czy chciałbyś się ze mną kochać?

Cóż, gdyby miał być całkowicie szczery, nie do końca o to mu chodziło. Ale skoro pytanie już padło, powinien był teraz na spokojnie przemyśleć wszystkie za, przeciw oraz obok. Zastanowić się nad nie tylko przyczynami, ale i przede wszystkim nieuniknionymi w takiej sytuacji konsekwencjami. Rozważyć, że przecież tak naprawdę się nie znali, a ich postępowanie mogło wynikać nie tylko z chęci odreagowania po poprzednich związkach, ale i jakże ulotnej atmosfery chwili. Że Ewa, chociaż była naprawdę atrakcyjną i seksowną kobietą, nijak nie wpisywała się w jego osobiste gusta. Ale może właśnie dlatego mógł potraktować jej apetyczne, dojrzałe krągłości trochę jak okazję do spróbowania czegoś innego, wcześniej nieznanego? Oczywiście zawczasu przeprowadzając z ich posiadaczką jedną długą rozmowę, potem drugą, a jeszcze później może…
– Tak, chcę. Chcę pójść z tobą do łóżka. Chcę uprawiać z tobą seks – wyrzucił z siebie na jednym oddechu, bojąc się, że drugi raz nie przejdzie mu to przez gardło. – Tylko mam jedną prośbę, chciałbym… Jestem po ciężkim dniu i potrzebuję się odświeżyć.
Skłamał. Swojej bieżącej formy był absolutnie pewien, ale nie mógł przecież po chamsku wygonić Ewy, co do której stanu miał pewne wątpliwości, do jej własnej łazienki. Nie mówiąc o propozycji wspólnej kąpieli, która wydała mu się dalece zbyt odważna. Spojrzał na Ewę pytającym wzrokiem i w odpowiedzi ujrzał szeroki, przeuroczy mimo zauważonej już wcześniej drobnej wady, uśmiech. Unoszący sobą i tak wydatne policzki i zamieniający cudne oczy o niedającej się jasno określić barwie, w cieniutkie szparki. Z których błyskała być może radość, ulga, autentyczne i szczere szczęście, a może nic innego, jak tylko czystej wody kurwiki.
– Prysznic jest na górze, drzwi po lewej. Na półkach znajdziesz ręczniki, mydło, szczoteczkę, wszystko powinno być. I – dodała zalotnie – nie spiesz się. Mnie i tak zejdzie dłużej niż tobie.

*

Nie jego łazienka w nie jego domu, ale jego decyzja. Nie był pewien czy dobra, zła czy taka gdzieś pomiędzy, ale już ją podjął i nie miał najmniejszego zamiaru zmieniać. Zszedł na dół ubrany w samą koszulę i spodnie, całą resztę stroju łącznie z bielizną zostawiając starannie złożoną na pralce. Z lekkim zaskoczeniem, bo przecież nie wymagał od Ewy nocnych porządków, zerknął ku spoczywającej na uprzątniętym do czysta stoliku kartce pokrytej zgrabnym, zamaszystym pismem: „Zaczekaj w sypialni”.

Przysiadł na brzegu dużego, ewidentnie dwuosobowego łóżka zwieńczonego wysokim, pikowanym purpurowym atłasem wezgłowiem. Materac był przyjemnie miękki, przykryty puchatą narzutą w róże i kilkoma okazałymi poduszkami we wzorzystych, grubych poszwach. W powietrzu unosił się ciężkawy, ale i przyjemnie słodkawy zapach, jakby bukiet świeżych kwiatów zasypać puszką landrynek. Wytłaczana tapeta i dywan o długim, plecionym włosiu miały kolor kawy z mlekiem z tą tylko różnicą, że na ścianę wylano więcej mleka, a na podłogę kawy. Całości dopełniała gustowna toaletka, ukryta za lustrzanymi drzwiami szafa oraz wiszące na ścianach liczne secesyjne reprodukcje kobiecych portretów. Czyżby Alfons Mucha? Możliwe, nie był aż takim ekspertem.

Wiedziony ciekawością wstał i podszedł do pokaźnej kolekcji płyt, której nawet pobieżne oględziny upewniły go, że nabijana ćwiekami czarna skóra była nie tylko modną ozdobą, ale świadczyła o autentycznym zainteresowaniu pani domu cięższymi brzmieniami. Dalsze rozważania na temat tego, czego zwykle słuchają, a czego nie typowe czterdziestolatki, zostały przerwane przez nagłe przygaszenie światła.
Dopiero w tym momencie zauważył porozstawiane świeczki, które już wcześniej musiały odpowiadać za nastrojowy zapach, a teraz także tańczące na ścianach ciepłe, migotliwe refleksy. Odwrócił się i… zaniemówił. Poczuł się jak za czasów szkolnych, kiedy  ukradkiem, z twarzą pokrytą niezdrowym rumieńcem i uszami szukającymi podejrzanych odgłosów, świadczących o pojawieniu się wyjątkowo niepożądanych świadków, oglądał kasetę wideo z przegranym pokątnie erotykiem. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że Ewa od dość dawna nie była (o ile była kiedykolwiek, a czego nagle bardzo zechciał się dowiedzieć) gibką dwudziestolatką, ale takiego widoku nijak się nie spodziewał.

Tym razem zaczesała włosy do tyłu, odsłaniając kształtne uszy ozdobione niewielkimi, oprawionymi w złoto kamieniami, których pobłysk komponował się idealnie z niebiesko-szaro-zielonym, bo ta kombinacja była chyba najbliższa prawdy, kolorem tęczówek. Z twarzy zniknął przyciężki makijaż, zastąpiony jedynie cienkimi pociągnięciami konturówki i delikatnym, pudrowym różem na policzkach. Ale nie to zaskoczyło go najbardziej. Ewa wyglądała, jak gdyby właśnie przekraczała drzwi nie tylko sypialni, ale i własnej nocy poślubnej, ubrana od stóp po szyję w opalizującą biel. W dłoniach obleczonych sięgającymi niemal do łokci, satynowymi rękawiczkami, trzymała wysokie, hojnie wypełnione perlistym szampanem kieliszki.
Stuknęli się nimi dźwięcznie, upili kilka łyków, delektując przyjemnie orzeźwiającą zawartością, i na wpół opróżnione odstawili na blat toaletki.
Odsunął się o krok dla lepszego widoku i spojrzał na półprzezroczyste, samonośne pończochy sięgające przez smukłe kostki i mocne łydki, aż do górnej połowy pełnych ud. Przeniósł wzrok wyżej, gdzie duże, krągłe piersi z ostro odznaczającymi się spod prześwitującego materiału, ciemnymi obwódkami sutków, wypełniały z całkiem sporym naddatkiem ewidentnie zbyt małe miseczki, podtrzymywane przez cienkie ramiączka koszulki. Na tyle ciasnej, że wyraźnie eksponowała zarówno wystający brzuszek, jak i niedające się nijak ukryć fałdki na boczkach. I tak krótkiej, że praktycznie nie przysłaniała majtek.

Koszulka może ich nie przysłaniała, ale dłonie Ewy już tak, na dodatek z wyraźnym zawstydzeniem.
– Ewa, czy ty chcesz coś przede mną ukryć? – spytał tak topornie, że aż sam poczuł zażenowanie.
– Nie. Nie wiem. Nie miałam wielkiej nadziei, że wszystko stanie się tak szybko i jestem… to znaczy nie jestem… – powoli odsunęła ręce, odsłaniając podbrzusze.
Starał się zachować spokój, ale nie mógł też zaprzeczyć, że nie był przyzwyczajony do takich widoków. Ostatecznie przez wszystkie lata, od pierwszych nieśmiałych miłostek, po mało szczęśliwie zakończone małżeństwo, praktycznie zawsze obcował z młodymi kobietami o figurach modelek i regularnie używających depilatora. A tymczasem Ewa najwyraźniej nie tylko ubierała się w stylu retro. Jej ciemne, na tyle długie, że na pewno nie będące efektem jedynie chwilowego zaniedbania, ale bardzo celowego zapuszczenia włosy, wystawały nie tylko spomiędzy koronkowych oczek fig, ale także zza ich krawędzi.
Przyobiecał, że będzie całkowicie szczery wobec Ewy, ale przede wszystkim nie chciał oszukiwać samego siebie. Stojąca przed nim dobrą dekadę starsza, o figurze tak krągłej, że aż na granicy puszystości, z pełną premedytacją nieogolona kobieta, była po prostu atrakcyjna. Autentycznie seksowna, pociągająca, ponętna… Mógłby jeszcze długo wymieniać kolejne pozycje ze słownika synonimów, ale w niczym nie zmieniłby faktu, że go pociągała. Bardzo. O wiele za bardzo jak na sytuację, w której się znalazł, oraz dotychczasowe gusta i preferencje względem kobiecej urody. Już od samego patrzenia był tak podniecony, że zaczął obawiać się o wytrzymałość guzików w spodniach.

Podszedł do Ewy i przyklęknął, celowo zatrzymując twarz na wysokości majtek. Obejrzał je przez chwilę i czule pocałował, starając się wychwycić całkowicie nieznaną mu fakturę włosów porastających gęsto jej łono, po czym od razu wstał, obawiając się reakcji.
– Taką cię chcę. Nie musisz się krępować tylko dlatego, że jesteś… naturalna – powiedział najswobodniej, jak tylko był w stanie, chociaż najchętniej by się roześmiał.
– Bo nie wiedziałam, jak zareagujesz. Czy w takim razie pocałujesz mnie jeszcze? – zapytała cicho, nieśmiało, ale po chwili dodała już odważniej: – Mam ochotę na ciebie. Teraz. Zaraz.

*

Przytulił Ewę czule i przysunął się delikatnie do ust o posmaku szampana. Dopiero teraz całował ją tak, jak powinien od początku – bez zaskoczenia, lekkiego zażenowania czy całkowicie zbędnego pośpiechu, upajając się jej pełnymi, ciepłymi wargami. Kiedy już się nimi nacieszył, podążył ku policzkom, kierując się powoli w kierunku linii włosów. Skubał ostrożnie płatki uszu, czując na języku metaliczny chłód kolczyków i wciągając głęboko powietrze nasycone zniewalającym zapachem bzu i… Nie, nie bzu. Tak słodkiej, że aż mdławej wanilii otulonej świeżymi płatkami róż i podbitej cierpkim, ziemistym tłem. Oszałamiająca mieszanka sprawiła, że nagle apetycznie krągłe ciało Ewy, niezależnie czy już odsłonięte, czy wciąż skryte tajemniczo pod bielizną, zdało mu się wyjątkowo smakowitym.
Poczuł jej dłonie zdecydowanie zachęcające go do powrotu na łóżko. Usiadł więc na krawędzi materaca, rozkoszując się widokiem biustu falującego swobodnie naprzeciw twarzy. Zachęcony gestem ujął w dłonie piersi, oswajając się przez chwilę z ich nieprzeciętną objętością, po czym zaczął odważnie na przemian ściskać je i masować, napawając się nieznanym mu wcześniej ciężarem. Kątem oka zauważył, że Ewa podniosła stojący na toaletce kieliszek, upiła ostatni już łyk i zanurzyła palce w pozostałej na dnie resztce napoju. Ściągnęła i tak częściowo zsunięte ramiączka, odsłaniając zaczerwienione sutki otoczone ciemnymi aureolami, rozsmarowała na nich odrobinę szampana i nie starając się już kryć ze swoimi pragnieniami, przycisnęła je do ust Adama.
– Liż mnie. Mocniej! Złap za pupę. O tak, niżej. Jeszcze niżej! – za każdym kolejnym zdaniem oddychała coraz głośniej i z większym wysiłkiem.

Wbił palce głęboko w jej pośladki, ugniatał je i poklepywał, obserwując, jak kołyszą się ponętnie pod najlżejszym nawet dotykiem. Następnie, bez czyjegokolwiek pozwolenia i nie przerywając lizania brodawek, sięgnął ręką do majtek. Chcąc przejąć inicjatywę, przesunął palcami po ciepłej i wilgotnej koronce. Zatoczył kilka kółek po wierzchu fig, wślizgnął się sprawnie pod ich materiał i zanurzył w śliskich od żądzy włosach. Opuszkami poczuł coraz wyraźniej nabrzmiewającą, gotową na więcej, dojrzałą kobiecość.
– Obróć się i oprzyj ręce o ścianę – powiedział takim tonem, że przez chwilę przestraszył się własnej bezpośredniości.
Ale Ewa posłusznie ustawiła się tyłem i lekko pochyliła, niecierpliwie oczekując dalszych pieszczot. Z tej perspektywy zdawała mu się jeszcze ponętniejsza, więc czym prędzej wstał i zaczął całować jej kark, plecy i biodra. Podskubywał poddające się naciskowi palców urocze boczki, których nigdy nie uświadczył u żadnej kobiety i które ku jego własnemu zdziwieniu autentycznie mu się spodobały.
Kiedy ponownie dotarł do majtek, te były już tak przesiąknięte, że postanowił nie zwlekać dłużej i jednym, szybkim pociągnięciem opuścił je aż do kostek, wsuwając dłoń pomiędzy uda. Wiedział już, jak bardzo jest gorąca i wilgotna, ale wciskając palec w śliskie wnętrze, niespodziewanie poczuł tak silny opór, że na razie nie zaryzykował z drugim. Poruszał się powoli, delikatnie rozpychając pulchne, jedwabiste wargi. Po kilku chwilach wyszedł spomiędzy nich i obrócił dłoń tak, że penetrując Ewę kciukiem, pozostałymi palcami miętosił jej wyraźnie powiększoną łechtaczkę. Drugą ręką sięgnął ku zwieszającym się swobodnie piersiom, pocierając stwardniałe sutki.
– Zaczekaj chwilę – poprosiła zdyszana, odrzucając figi na podłogę – i zdejmij spodnie.

Nie zwlekając zadośćuczynił prośbie i stanął przed nią dumnie, nagi od pasa w dół, w niedopiętej koszuli. Ewa przyklęknęła i zaczęła gładzić przyjemnie chłodnym materiałem rękawiczek po jego udach, dole brzucha, aż w końcu ujęła prężącego się sztywno, okazałego penisa w dłonie. Wodziła nimi powoli w górę, to znów szybciej w dół, i chociaż wyraźnie nie spieszyła się z zamianą rąk na usta, nie miał pretensji o ów pozorny brak zaangażowania. Wręcz przeciwnie, uważał rozpropagowane przez filmy stereotypy o błyskawicznym, niemal zastępującym powitanie obciąganiu, za zupełnie nieprzystającą do rzeczywistości bzdurę. Za to niezmiernie ucieszył się, gdy Ewa nagle uniosła rękami piersi i otuliła go nimi ciasno, a jej zachwycająco falujący biust sprawiał mu znacznie większą przyjemność, niż mógłby się spodziewać.
– Ty też się tak nie spiesz, jestem już bardzo podniecony. Jak chciałabyś się kochać? – zapytał po raz kolejny zbyt obcesowo.
– Chcę cię najpierw zobaczyć. I pragnę, żebyś ty też patrzał – odpowiedziała Ewa, unosząc wzrok ponad rozpychającego się pomiędzy biustem, okazałego penisa.
Podniosła się, weszła na łóżko, usiadła wygodnie, podpierając plecy o wyłożone poduszkami wezgłowie i nie zwlekając, zgięła nogi w kolanach i rozwarła je szeroko, odsłaniając bezwstydnie całą swoją intymność. Lekko kręcone, sklejone pożądaniem włosy łonowe porastały nie tylko jej pulchny wzgórek, ale przechodziły aż w zgięcie ud. Spomiędzy tej mokrej, lśniącej gęstwiny wystawały ciemnoróżowe płatki warg i zaczerwieniona łechtaczka, odcinająca się wyraźnie na tle zarówno ciemnego zarostu, jak i białych pończoch.

Na ten widok stanął przed nią, podniósł dół koszuli i bezwstydnie zaczął się onanizować, ustawiając celowo nieco bokiem i wysuwając biodra do przodu, dzięki czemu jego męskość zdawała się osiągać rozmiar, którego mogliby pozazdrościć zawodowi aktorzy porno. W rewanżu Ewa zataczała jedną dłonią coraz ciaśniejsze kręgi dookoła wilgotnych warg, drugą zaś ugniatała piersi, opadające swobodnie na ciasno opięty koszulką brzuch. Kiedy on robił sobie dobrze obiema rękami, w jednej dzierżąc główkę penisa, a drugą podtrzymując jądra, ona odpowiedziała równie bezpruderyjnie, penetrując mokre wnętrze palcami ciągle skrytymi pod satyną rękawiczek.
Oblani ciepłym światłem świec rozlewającym na ścianach naprzemiennie jasne, migotliwe łuny i głębokie cienie, adorowali nawzajem swe roznamiętnione, półnagie, spragnione miłości ciała. Oddając się wspólnej masturbacji z taką swobodą, jakby od lat dzielili małżeńskie łoże.

*

Przysiadł obok rozłożonej wygodnie na boku Ewy. Położył rękę na jej udzie i przesuwał powolutku, czując pod palcami gęstniejące włosy, aż wreszcie dotarł do kobiecości, w którą tym razem wsunął się bardzo gładko. Penetrował ją już nie tylko dwoma, ale nawet trzema palcami, po czym wysuwał je, rozprowadzając wilgoć po łonie i znów powracał, rozpychając rozognione płatki warg.
– Jestem już bardzo blisko – szepnęła rozedrganym głosem. – Chcę tego. Pragnę, żebyś sprawił mi rozkosz.
Chwyciła jego dłoń w swoją i tak splecione skierowała bezpośrednio na łechtaczkę, którą pieścili teraz razem, coraz energiczniej. Dostosował się szybko do jej tempa, starając się jednocześnie złapać w usta nabrzmiałe, kołyszące się w rytm ich wspólnych ruchów sutki. W pewnej chwili udało mu się zassać je na tyle mocno, że ich rozbudzona właścicielka momentalnie zesztywniała, uniosła biodra i głośno jęknęła. Raz, drugi, trzeci… Jeszcze przez chwilę krążyła złączonymi rękoma po udach, aż w końcu przestała i położyła je na mokrym od namiętności brzuchu.
Odwróciła głowę, spojrzała rozmarzonymi oczami i uśmiechnęła się szeroko.
– Dziękuję.
Objęła go, przyciągnęła do siebie i przycisnęła mocno do biustu. Poczuł się nieco speszony, ale po chwili namysłu wtulił twarz w fascynująco miękki, pachnący mieszaniną wytrawnego szampana i słodkich perfum dekolt, czekając spokojnie na dalszy rozwój wydarzeń.

***

Tekst i zdjęcie (c) Agnessa Novvak

Opowiadanie zostało opublikowane premierowo w zbiorze głównym portalu Pokątne dnia 05.03.2019, zaś w powyższej wersji, po reworku i korekcie, na Najlepszej Erotyce 16.09.2019.
Proszę o poszanowanie praw autorskich.

***

Droga Czytelniczko / Szanowny Czytelniku - spodobało Ci się opowiadanie? Kliknij łapkę w górę! Dzieki temu wiem, jak bardzo tekst wpisuje się (lub nie) w gusta odbiorców. Z góry dziękuję

3 komentarze

 
  • MrHyde

    MrHyde · 6 dni temu

    1. "Poniższe opowiadanie jest, jak napisała swego czasu jedna z komentatorek, klasycznym "romansidłem", raczej konwencjonalnym w formie i treści
    2. "ugniatała swoje ewidentnie silikonowe cycki... przytrzymywała głowę bladziutkiej blondyneczki. Liżącej jej cipkę tak zapamiętale... hebanowy mięśniak... posuwał ją ostro swoim ... W obie, używane naprzemiennie dziurki"
    No, niczego sobie to klasyczne romansidło, konwencjonalne w formie i treści. Zupełnie jak "Noce i dnie", "Quo vadis?" czy "Nad Niemnem".

  • Black Crowe

    Black Crowe · 12 sty 11:49 · 381258630

    Z tego co wiem, nie ma portalu PokĄtne, jest PokAtne, to raz. Dwa, te wstępniaki są co najmniej irytujące- czy uważasz, że czytelnicy są tak tępi, że trzeba ich wysterować do treści dzieł? I trzy, nikt z tutaj publikujących nie "chwali" się współpracą z innymi chociażby przez szacunek dla nich.
    Pozdrawiam

  • MrHyde

    MrHyde · 12 sty 10:29

    "możecie się srogo rozczarować" - czy to ma kogoś zachęcić do czytania?