Zamknięte drzwi-Rozdział III

5.04.2016r.
Drzwi windy rozsunęły się. Z kabiny wyszedł młody mężczyzna, świeżo upieczony absolwent Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Na jego twarzy malowała się ekscytacja zmieszana ze stresem. Od czasu otrzymania przez niego dyplomu minęło już sporo czasu, ale mimo tego jest to dopiero jego pierwsza pacjentka. Od końca studiów, aż do ubiegłego miesiąca obijał się i imprezował z kolegami. Opamiętał się dopiero wtedy, gdy jego przyjaciel-Leon opowiedział mu o jego nowym gabinecie w szpitalu Bródnowskim.  
„Spokojnie, psychoterapeuta zawsze znajdzie pracę.”-powtarzał.  
Dopiero miesiąc temu okazało się, że to takie proste jednak nie jest. Nowi lekarze rzadko są przyjmowani do pracy w większych placówkach. Na otworzenie prywatnej praktyki też nie miał co liczyć. Tylko cud zapewnił mu pracę w tym miejscu. Cud, wysokie wyniki na egzaminach oraz wysoko postawieni rodzice. Przełknął ślinę, poluźnił krawat i trzęsącą się dłonią zapukał do drzwi gabinetu ordynatora oddziału.
-Proszę.-usłyszał z drugiej strony.  
Nacisnął klamkę i wszedł do środka. Jego oczom ukazał się podstarzały mężczyzna z łysym plackiem na głowie. Pozostałe włosy miał siwe. Ubrany był w garnitur. Jednak nie miał na szyi krawatu, który bezwiednie wisiał na stojaku obok kitla. Jego kamizelka była rozpięta, podobnie zresztą jak mankiety. Brzegi biurka były zagracone, w przeciwieństwie do jego środkowej części, która była w idealnej czystości.  
-Dzień dobry.-powiedział mężczyzna do ordynatora.
Starszy pan nic nie odpowiedział. Wskazał tylko mężczyźnie drewniane krzesło stojące pod kątem do jego biurka. Mężczyzna bez słowa podszedł do krzesła i na nim usiadł kładąc na kolanach czarną, skórzaną torbę.  
-A więc…-zaczął ordynator kładąc przed sobą żółtą teczkę.
Mężczyzna cicho przełknął nerwowo ślinę.
-A więc…-powtórzył.-…chce pan tu pracować?
-Tak.-niemal natychmiast odpowiedział mężczyzna.
Staruszek otworzył kopertę, poprawił okulary i przystąpił do uważnej analizy rządu liter.  
-Pańskie nazwisko?
-Nicewicz.  
-A Imię?
-Antoni.  
Ordynator wyciągnął kartkę z teczki, napisał coś na niej po czym podsunął mężczyźnie do podpisania.  
-Pańscy rodzice mówili mi, że posiada pan talent do nauk medycznych, wyniki egzaminów zdają się to potwierdzać.-lekarz sięgnął po czerwony, porcelanowy kubek i pociągnął z niego łyka.-Przyjmę pana na okres próbny.  
-Dziękuję.-powiedział mężczyzna.  
-Proszę podpisać.-lekarz wręczył mu czarny, metalowy długopis.
Nicewicz wziął go do ręki po czym złożył podpis w wskazanym przez swojego przyszłego przełożonego miejscu: „Antoni Ignacy Nicewicz”.
-Oto pańska pacjentka.-powiedział ordynator wyciągając z pod blatu czerwoną teczkę.-Przed wczoraj wybudziła się z dwuletniej śpiączki. Nie ma z nią praktycznie żadnego kontaktu.
-Uszkodzenie mózgu?-spytał Nicewicz otwierając teczkę z kartą pacjentki.  
-Jeszcze nie zdążyliśmy przeprowadzić rezonansu magnetycznego.-powiedział ordynator.-Od tygodnia jeden aparat jest zajęty, a drugi uległ awarii.
-Nie została jeszcze zapisana na rezonans…-stwierdził Antoni studiując zawartość teczki.  
-To pańskie zadanie-powiedział ordynator.-od teraz to pańska pacjentka. Byłbym zapomniał!-dodał po chwili.-Oto pańskie klucze do gabinetu.  
Ordynator wręczył młodemu lekarzowi połyskujący klucz z przyczepionym do niego numerkiem 4.
-To na tyle.-powiedział ordynator.  
-Dziękuję.-powiedział Antoni po czym już spokojniejszy wyszedł z gabinetu ordynatora.  

339 czyt.
100%51
pawelmarek

opublikował opowiadanie w kategorii dramat, użył 578 słów i 3650 znaków.

1 komentarz

 
  • Margerita

    Margerita · 29 czerwca

    Łapka w górę coś czuję że pan doktor i jego pacjentka staną się parą