Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Trzy dni część 2

Jonathan miał jeszcze chwilkę czasu i zrobił to, o co go prosiła żona. Powoli zaczął zbierać talerze, kubki, noże, widelce i łyżeczki. Wstawił wszystko do zlewu i opłukał w ciepłej wodzie. Ta metoda się zawsze sprawdzała, bo czasem umyte statki w zmywarce miały ślady jedzenia, jeżeli się od razu tam je wstawiło, po ukończeniu posiłku. Mimo szumu wody w kranie słyszał pojedyncze dźwięki rozchodzące się z głębi domu. Po kilku minutach, ale zmieściły się w czasie, zobaczył najpierw Sarę, idącą do garażu. Prosił w duchy by chociaż na niego spojrzała, niestety tak się nie stało.
Stał elegancki w wejściu kuchni. Zaraz za matką dostrzegł Megan. Miała ciemne brąz włosy, prawie czarne jak jego. Nie wiedział, po kim odziedziczyła jasną cerę, bo wszyscy posiadali ciemniejszą, a w tym górowała Sara. Nadal jego myśli skupiały się na najmłodszej. Sądził, że za trzy lata, gdy osiągnie wiek Rooney, wyprzedzi ją we wzroście. Mimo że miała trzy lata mniej, wcale nie wyglądała młodziej. Nawet piersi miała takie same a może nawet większe niż siostra. Jako ojciec, starał się tego nie widzieć. Mężczyzna, który ma córki, dostrzega wszystkie inne kobiety a na córki patrzy inaczej. Jonathan nigdy nie gapił się na młode dziewczyny, ale przecież je dostrzegał. Ponieważ mieszkali w mieście położonym nad wielkim jeziorem z kilkunastoma plażami, czasem, ale bardzo rzadko, tam chodzili. Teraz lato dopiero się zaczynało, w związku z tym, zwykle w tym okresie, więcej spędzali czasu na wspólnych wycieczkach w okolicznych górskich niż plaży. Podczas weekendów, brali rowery i jechali gdzieś poza miasto, potem spinali pojazdy i dalej szli pieszo. Podczas wakacji, o ile spędzali je w mieście, dziewczyny chodziły tam ze swoim towarzystwem, ale nie żeby się opalać, raczej grali w piłkę siatkową z całym towarzystwem lub rzucali frisbee. Jonathan unikał plaży głównie z powodu bardzo dużej ilości rozebranych tam kobiet. Uważał, że nie powinien oglądać niko rozebranego, poza żoną.
Zarówno młodsza jak i starsza preferowały kostiumy jednoczęściowe, natomiast Sara miała dwuczęściowy. Czasami musiał z nimi iść, by nie wyglądać na dziwaka. I tak pewnie go za takiego uważały, bo wówczas zakładał spodenki za kolana i obowiązkowo koszulkę zasłaniająca jego dobrze wyrzeźbiony tors. Pamiętał kiedy w zeszłym roku, niejako z ukrycia, obserwował czy inni mężczyźni nie patrzą na Sarę, w swoisty sposób. Na szczęście, lub tak po prostu było tak dużo rozebranych ludzi, że nie dostrzegł nikogo, kto by specjalnie ją obserwował, a co wzbudziłoby w nim negatywne odczucia. Sara oczywiście to dostrzegła i rozmawiała z nim o tym wieczorem. Miała swoje racje a on swoje i na tym poprzestali. Podczas lata było na porządku dziennym, że ludzie wchodzili w kostiumach do sklepów spożywczych, bo kilka z nich znajdowało się nie dalej jak sto metrów od plaży.  
Z tego co wiedział, starsza nie chodziła jeszcze z żadnym chłopakiem. Oczywiście nie wiedział tego na pewno. Obecne czasy go przerażały... do wczoraj. Do tej pory szli zgodnie wraz z Sarą w trudnej sztuce małżeństwa i wychowania. On z racji tego, że piastował stanowisko lub funkcję ojca dziewczyn, nie wtrącał się w pewne sprawy. Doboru bielizny, a nawet kostiumów kąpielowych, czasem tylko wspomniał o zgubnym piciu alkoholu i raz chyba przestrzegł je przed narkotykami. Od roku zalegalizowano marihuanę, ale o ile wiedział, starsza nie miała zamiaru próbować nawet tego. Czy interesowała się młodszą? Oczywiście, ale sądził, że o wielu sprawach nawet żona nie powinna jeszcze rozmawiać z Megan. O, jak bardzo nie znał swojej młodszej córki!
Wsiadły do ich rodzinnej Toyoty Sienna i zapięły pasy. To dzieci miały wpajane od małego. Jego dwuletnia Sierra stała na wjeździe do garażu. Starczało w środku miejsca na trzy samochody, ale wiedział, o czym czasem Sara wspominała, że musi bardzo ostrożnie wjeżdżać i zajmuje jej to sporo czasu jeżeli jego truck i Corolla Rooney, stały w środku Dlatego zwykle parkował na zewnątrz, na zimę miał mobilny daszek, co w zupełności wystarczało w razie opadów śniegu, które nie zdarzały się zbyt często w rejonie Okanagan, gdzie mieszkali. Ich miasto, Kelowna rozrastała się i wszędzie przybywało nowych domów. Stare, szczególnie blisko jeziora wyburzano, bo cena ziemi przy wodzie czasem przekraczała dwukrotnie wartość budynku. W zależności od wielkości konta i stopnia kredytu nowego właściciela czasem ten decydował się jednak na remont starego. Wówczas ludzie zawsze sprawdzali, jak dalece jest to opłacalne.  
Sara prowadziła ostrożnie i dobrze, miała na kącie jedną stłuczkę. Jonathan tez uważał się za niezłego kierowcę, miał do tej pory  tylko dwa drobne wypadki. Jeden z powodu własnej nieuwagi, drugi z winy innego kierowcy.
Do szkoły nie mieli daleko.
–  Jak wrócicie z powrotem? – zapytała Sara.
–  Zostaję u Jane, a potem mnie podrzuci, bo muszę się przebrać.
–  Gdzie macie party? – zapytała matka.
–  U Alison.
–  Dalej chodzi z Oliverem – oczy Megan zrobiły się większe.
–  Tak, ale ostatnio, się kłócą – Rooney rzuciła okiem na siostrę  –  ale on chodzi z Jane.
Wiem  –  powiedziała ciszej, młodsza.
Na szczęście Rooney nic więcej nie powiedziała. Nie tak dawno młodsza się wygadała, że czarnowłosy Oliver bardzo się jej podoba. Podczas tamtej rozmowy, czternastolatka ją zaskoczyła.
–  On nie jest zainteresowany czternastoletnimi dzieciakami.
Młodsza mogła to przyjąć inaczej i, prawdę mówiąc Rooney, sama przyznała w duchu, że powinna to powiedzieć inaczej. Jednak jej siostra, o zielono-brązowych oczach, wyraźnie nie poczuła się urażona.
Więcej, odpowiedź siostry ją nawet zaskoczyła.
–  Wydaje się fajnym chłopakiem i sądzę, że Jane nie jest dla niego odpowiednia.
–  Chcesz powiedzieć, że ty byłabyś bardziej? – Rooney uśmiechnęła się i prawie wyglądało, że z niej kpi.
–  Nie znam go aż tak dobrze, wyraziłam tylko swój osąd o Jane.
–  Lepiej, żeby tego nie wiedziała, bo od razu zrobiłabyś sobie z niej swojego osobistego wroga.
Następna wypowiedź siostry uświadomiła Rooney, że Megan nie jest już dzieckiem, za kogo ją uważała.
–  I to jest właśnie jeden z powodów ich kłótni. Jane jest zaborcza i zazdrosna. Nikt normalny tego nie lubi i jeżeli Oli to odkryje, a ona nic z tym nie zrobi, to zakończą tę relację.
Rooney popatrzyła na nią dłużej i zastanawiała się, jak ona to wszystko wie. Szukała pamięcią, czy z jej ust padło takie zdanie i czy istniała szansa, że Megan mogła to usłyszeć. Rozmawiały w pokoju starszej.
W pierwszej chwili chciała nawet pochwalić siostrę za słuszny osad, bo sama też tak uważała, ale ostatecznie zasygnalizowała tylko, ze się z nią zgadza.
–  Pewnie coś w tym jest. Nie jesteś takim głuptaskiem, za jakiego cię uważałam.
Spojrzała jeszcze raz i uświadomiła sobie, że nie wiele wie o swojej rodzonej siostrze.
–  Ja jeszcze nikogo nie mam, a tobie się marzy?
–  Tak to odebrałaś? – Megan prowadziła rozmowę na dystans i nie dała się wciągnąć w emocje, mimo że Rooney trochę prowokowała.
Zastanowiła się, czy może to powiedzieć i w końcu to uczyniła.
–  Wyglądało, chociaż mogę się mylić, że gdyby Oli nie był zajęty, byłabyś zainteresowana. Całowałaś się kiedyś?
Tym razem jednak czternastolatka zareagowała.
–  Co to ma do rzeczy? Myślisz jak połowa tych pustostanów? Sądzisz, że dojrzała relacja to spanie? Jak tak sądzisz, to żal mi ciebie.
–  Co się złościsz, przepraszam  –  starsza od razu spuściła z tonu i wycofała ciężkie działa.
–  Chłopak jest przystojny i sądzę, że ma dobrze poukładane w głowie. Najpierw musiałbym go poznać i nie myśl, że ja byłabym zainteresowana, by to rozpocząć. Kobieta powinna się cenić. To jest dla mnie nie do przyjęcia, że te puste wywłoki, wypacykowane i wpychające dodatkowe poduszki w stanik, myślą tylko o jednym, a już nie wyobrażam sobie, bym komuś sama, zaproponowała spotkanie czy chodzenie.
Rooney robiła wrażenie kompletnie zaskoczonej i już miała postawić następne pytanie, ale siostra uprzedziła jej myśli.
–  W mojej klasie chłopcy są jeszcze dziećmi.  
Ronney ważyła długo pytanie, które postanowiła postawić. Czy nie będzie wyglądało to śmiesznie i żałośnie? Jednak przebieg dotychczasowej rozmowy wskazywał na to, że może bezpiecznie je zadać.
–  Nie rozumiem, jak wiesz tyle, ale skoro tak, może mi coś poradzisz.
Przez sekundę obawiała się najbardziej śmiechu, bo to by bolało. Megan nie wyglądała na swoje lata i z pewnością miała trzy lub cztery lata do przodu bardziej rozwinięty umysł niż przeciętna osoba w jej wieku.
Dziewczyna patrzyła na siostrę i wyraźnie zastanawiała się nad odpowiedzią. Rooney nie zadała jeszcze pytania, ale jej młodsza siostra już wiedziała, czego ono ma dotyczyć.
–  Jeden facet cię kocha, to widać. Jesteś dobrą osobą, ale brak ci osobistej wiary w siebie. Nie kopiuj Jane, a nawet Ali. Szczerze, nie uważam, że to towarzystw dla ciebie. Znajdziesz swojego wybranego, tylko miej cierpliwość.
Szatynka obserwowała siostrę. Pierwszy raz w życiu spojrzała na nią kompleksowo. Po pierwsze dostrzegła, że jest chyba ładniejsza od niej. Tak przynajmniej czuła. Ale to miało marginesowe znaczenie. Wyglądało, że jest też mądrzejsza. Nie chodziła na party więc skąd wiedziała tyle o ludziach, o sobie i o niej? Ale nie to ją uderzyło najmocniej w jej wypowiedzi.  
–  Co, albo konkretnie kogo miałaś na myśli, mówiąc: Jeden facet cię kocha i to widać?
Wygląd miny Megan świadczył, że chyba teraz zechce się z nią droczyć, co nie często się jej zdarzało.
–  I chyba wzajemnie  –  nie dała nadal siostrze odpowiedzi.
–  Mów – w oczach Rooney zapaliły się złe ogniki.
–  No pomyśl sama. Rusz mózgiem – delikatnie puknęła ją w czoło.
Szatynka od razy rozpuściła się jak śnieg w kwietniowym słońcu.
–  To nie tak. Jest mi bliski, ciebie też kocha. To jest NORMALNA MIŁOŚĆ.
–  Czy ja dałam do zrozumienia, że nie? Potrafię odróżnić. Zwróciłaś uwagę na Kindrę i jej ojca?
Teraz Rooney się wprost zdumiała. Ile razy Megan widziała Kindrę i pana Simpsona razem?
–  Też tak odebrałaś siostro?
–  Tam definitywnie coś jest nie tak.
–  Cholercia, jesteś bystra. Słuchaj, Megan – Rooney ją ciepło przytuliła – uważasz, że poleciałam po bandzie, że go pocałowałam? Przysięgam na Boga, że po prostu go kocham jak ojca.
–  Wiem i on to wie. I mama również. Na szczęście mamy dobrych i kochanych rodziców.
Rooney trzymała ją nadal w ramionach.
–  Czy czujesz, że kocha cię mniej? Z pewnością to nieprawda.
–  Nie przejmuj się, a raczej ciesz z tego, że tak jest. To mit, że rodzice kochają dzieci identycznie. Nic nie jest idealne na tym pieprzonym świecie.
–  A tobie co?  –  szatynka puściła ją nagle i popatrzyła jej prosto w oczy.
–  A jest idealny? Większość patrzy na swoje buty i tylko ich czubki. Ja? Może jestem inna, bo odczuwam innych. Tych bliskich i tych daleko. Czy sądzisz, że jest mi więcej żal zakatowanego psa w Vancouver od tego w Indiach? Każde zwierze chce żyć, podobnie każde dziecko chce być kochane, mieć co jeść i gdzie spać. Ludzie są egoistami i dlatego tak jest. Będzie dobrze dopiero kiedy WSZYSCY staną się dobrzy.
–  To się nigdy nie stanie.  –  szepnęła Rooney.
–  Ale powinno. Co do Jonathana, jestem szczęśliwa, że kocha ciebie, a ty jego. Że kocha mamę, a mama jego. Ja? Pewnie mnie kocha, chociaż nie widzi jak ja jego bardzo. Jednak nie robię z tego problemu. Gdyby mnie nie kochał, to wówczas bym przynajmniej zapytała. O miłość nigdy nie wolno żebrać.
–  Chodź tu mądralo – Rooney usiadła i pokazała swoje uda tuż przy biodrach. Megan zrozumiała, bo cóż było tu do pojęcia. Położyła się na łóżku siostry, na którym siedziały i ułożyła głowę na wskazanym miejscu. Rooney patrzyła na jej buzie z taką miłością, że brunetka czuła się nieco zawstydzona, ale w sensie, że uważała, że jej się aż tyle nie należy.
Rooney na tym nie zaprzestała, zaczęła gładzić jej głowę i zawijać kosmyki włosów za ucho.
–  Wiem, że to głupie, bo tylko tak na razie umiem okazywać uczucie i dlatego już go dwa razy pocałowałam. Ciebie też bym chciała, ale czuję się z tym dziwnie, więc pocałuję tylko twój policzek, mogę?
–  Jasne, zawsze możesz. 
Megan podniosła swój korpus i patrzyła na siostrę.
–  Bardzo cię kocham, nigdy ci tego nie mówiłam.
–  Nie musiałaś, zawsze to wiedziałam, mam nadzieję, że wiesz, że ja kocham ciebie tak samo.
Rooney uśmiechnęła się miło.
–  Przed chwilą mówiłaś, że nie kocha się identycznie.
Brunetka odwzajemnia jej uśmiech.
–  Powiedziałam tak, ale naprawdę kocham cię więcej niż ty mnie.
–  Wcale nie, wariatko. Chcesz, żebym cię pocałowała w usta, zboku?  – śmiała się serdecznie.
–  No dobrze, niech ci będzie, że kocham tak samo.  –  odparła Megan.
Rooney znowu popatrzyła na siostrę.
–  Słuchaj, mała. Czy... czy może wiesz w takim razie, kto jest dla mnie odpowiedni?
–  Jako towarzystwo czy jako chłopak?
–  Jako chłopak.
–  Zack.
–  Zack Hopkins? Nie ma mowy. Jest dwa pietra poza moim zasięgiem.
–  Jak będziesz sądzić, że jesteś królewną i czekasz, ze książę przyjedzie po ciebie na białym koniu, to tak myśl dalej.
–  Sama mówiłaś, że się o to nie prosi i że chłopak powinien pierwszy.
–  Tak, ale masz głowę na karku i możesz jej użyć. Czasem wystarczy jedno spojrzenie, by to dostrzegł, by ciebie dostrzegł.
–  Okej. Sama nie wiem, może się odważę... kiedyś.
Megan pokiwała głową na boki.
–  Kiedyś, znaczy nigdy. Ale nie mogę zmuszać. Mnie się podoba Oliver, to wszystko.
– Mam mu coś szepnąć?
–  Na twarzy brunetki pojawiły się chmury burzowe.
–  Ani się waż. Jest zbyt mocno pochłonięty Jane, mam czas. Na niektórych, czternaście lat działa jak płachta na byka.
–  Bo to za wcześnie.
–  Trzeba wiedzieć, czego się chce. Interesy muszą się zgadzać. Ja potrzebuje kompana do rozmów, może spacerów. Na tamto naprawdę mam czas.
–  Ja chyba też – Rooney się zarumieniła.
–  Myślałam o pocałunku, siostro.
Teraz Rooney cała spłonęła rumieńcem i ten nie tylko pojawił się na twarzy, ale i szyi.
–  Cholera – szepnęła.
–  Nikomu nie powiem, kochnie – teraz Megan ją objęła.
Posiedziały chwilę w milczeniu i w końcu młodsza wstała.
–  Idę robić lekcję.

Rooney teraz przypomniała sobie tę rozmowę, która odbyły dwa tygodnie temu. Czy coś zmieniła w swoim życiu? Nic. Nie posłała tego odpowiedniego spojrzenia Zackowi i dalej kumplowała się z Jane, Allison i jej chłopakiem Luckiem Petersonem.
Dojechały.
–  Po południu pracuję, ale mogę się urwać, jak będziecie chciały podwózki.
–  W sumie powinnam wziąć moja Toyotę, mogłabym odwieźć Megan, a potem pojechać do Jane sama.
–  A co z tobą kochanie – Sara zwróciła się do młodszej córki.
–  Wezmę autobus, w końcu to tylko dziesięć minut dłużej.
Mieszkali na Mc Almadine court niedaleko South Ridge drive, a szkoły miały blisko college na KLO. Rooney chodziła do przedostatniej klasy w KSS na ulicy Raimer, a Megan do średniej szkoły na Gordon, a za rok miała zacząć uczęszczać do tej samej szkoły co siostra.
–  To do zobaczenia wieczorem, skarbie – powiedziała Sara do Megan. Rooney wyszła z samochodu i przytuliła krótko siostrę, bo ta wyszła na zewnątrz.
–  Pewnie się zobaczymy koło czwartej w domu. Zadzwonię albo wyśle tekst i może cię zabierzemy, jak Jane nie będzie miała niczego w planie.
–  Jasne – Megan uśmiechnęła się i poszła w kierunku szkoły. Dziesiątki dzieci szły piechotą, dojeżdżały na rowerach, niektóre wysiadały z samochodów jak ona lub już siedziały na betonowych murkach, czekając na dzwonek wieszczący początek lekcji, które miały się zacząć za dwadzieścia minut.
Po chwili kremowa Sienna ruszyła do KSS ( Kelowna Secondery School) W sumie Rooney mogła dojść tam na piechotę, bo odległość od tych szkół nie przekraczała dwustu metrów.
–  Pogodzicie się z tatą? –  zapytała córka.
–  Przecież się nie gniewamy.
–  Widzę, że coś poważnego jest w powietrzu. Ja to wiem i Megan też. Najechałyśmy na tatę, ale on próbował kilka razy pogodzić się z tobą. Czekasz, aż kogoś pozna?
–  Po twarzy Sary przebiegł grymas.
–  To wtedy się rozwiodę.
Rooney nic nie powiedziała, co nie znaczyło, że nie chciała. Czekała aż Sara zatrzyma vana.
–  To miłego dnia, kochanie – matka robiła wszystko by wyglądać na rozluźnioną.
–  Chwileczkę, musimy porozmawiać – powiedział prawie ostro, a z pewnością zdecydowanie, szatynka.
–  Nie mamy o czym. To moja sprawa.  –  ucięła Sara.
–  Czyli co? Przekreślisz lata udanego związku, przez jedno nieporozumienie? Nie zależy ci na nim? Widziałam, że wiele razy chciał się pogodzić. Odrzucałaś jego starania, a teraz słyszę, że jak się z kimś prześpi, to się rozwiedziesz? Jesteś aż taką egoistką!
Sara nigdy jeszcze tak nie zareagowała. Uderzyła Rooney w twarz. Dziewczyna się tego nie spodziewała. Sięgnęła torbę z książkami i otworzyła drzwi.
–  Przepraszam, skarbie. Wybacz!  –  szepnęła matka.
Dziewczyna zatrzymała się w miejscu. Policzek palił, ale bardziej bolało w środku.
–  Wybaczę, jak się pogodzicie. Nie spodziewałam się tego po tobie.
Sara zaczęła płakać, nie zważając, że ktoś może widzieć.
–  Wybacz mi, masz rację. To moja wina. To dobry człowiek, zawiniłam. Wróć tu na chwilkę, proszę.
Rooney popatrzyła do góry. Stała niezdecydowana. Trzeba wybaczać, pomyślała. Wróciła do wozu i usiadła obok mamy. Sara wytarła szybko łzy.
–  Wybacz. Jak chcesz, to mnie uderz.
Jej słowa zaszokowały dziewczynę. Nigdy by się nie spodziewała, że jej mama może tak powiedzieć.
–  Zwariowałaś! Kocham cię. Jak mogłabym to zrobić?
–  Czyli sądzisz, że ja cię nie kocham, bo cię uderzyłam? Wybacz, przepraszam. Kocham cię tak samo mocno jak ojciec. Może więcej. Nie wiem, czy ty mnie kochasz jak jego.
Szatynka od razu przypomniała sobie rozmowę z siostrą. Czyżby mamie też chodziło o ten pocałunek, który widziała? Rooney nie miała problemów z tym, żeby pocałować mamę w usta, oczywiście dokładnie tak jak pocałowała ojca. Nie umiała inaczej okazywać miłości jak tylko w ten sposób. Nie chciała tego zrobić teraz, na parkingu szkoły, do której chodziło trzy tysiące uczniów, ale nie to był największy powód, że tego nie zrobiła. 
–  Kocham go, kocham Megan, ale dla ciebie mam więcej miłości niż dla nich, nie widzisz tego?
Sara zaczęła znowu płakać.
–  Wszystko się popierdoliło. Nie wiem co zrobić. Tęsknie za nim, a z drugiej strony tak ciężko mi się przyznać do pomyłki. Pogodzę się z nim, bo wiem, że mnie nadal kocha. Nie byłabym zbyt szczęsliwa gdyby ktoś się koło niego zakręcił, ale wiem, że mnie nadal pragnie. Widzę jak na mnie patrzy. Pogodzę się z nim, obiecuję ci. Wybacz mi, powinnam siebie trzasnąć. Wybaczysz?
–  Już ci wybaczyłam. Tylko pogódź się z nim. Kocham cię, mamo.
–  I ja ciebie, córeczko – Sara znowu wytarła łzy.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użył 3538 słów i 19753 znaków, zaktualizował 17 lip o 10:09.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto