"Tomorrow, inshallah." - cz.14 (ostatnia).

Madeleine oparła gumowe stópki kul o pierwszy, marmurowy  stopień. Już wcześniej ustaliła z Amirem, że wejdzie, właściwie wydźwiga się na podium sama. Wiedziała, że pokonanie kilku schodów zajmie chwilę, ale była to chwila, dzięki której uwaga publiczności skupiła się na powoli ukazującej się kobiecej postaci.  

-Salom! Pokój z Wami! Nazywam się Madeleine O’Hara, pochodzę z Irlandii. 7 lipca wsiadłam do metra na stacji Liverpool Street… Ale dziś , tutaj nie przywiodły mnie protezy ufundowane przez  Muslim Global Relief. Długo, w codziennym bólu i zwątpieniu ćwiczyłam by móc stanąć na nogi. By móc tu przyjść samodzielnie. To nieistotne. To tylko środek do celu. Tak na prawdę dziś przyniosło mnie tu uczucie. Uczucie najmocniejsze i najprawdziwsze jakie w życiu dane mi było poczuć…

Nieznacznie oślepiona reflektorami z rogów sali  dziewczyna zmrużyła oczy. W pierwszym rzędzie wyszukała znajomą, uśmiechniętą twarz Amira. Odwzajemniła uśmiech. Spokojnie, dokładnie poprawiła chustę.  

-Nie interesowałam się polityką. Nie wiedziałam ile jest British Troops w Afganistanie, ani kim jest Abu Hamza. Nie odróżniałam sunnitów od szyitów. Wchodząc do sklepów za funta, prowadzonych przez pobożnych muzułmanów, nie  rozumiałam słów wypisanych na zawieszonych przy kasie obrazach z mieczami. Nie wiedziałam o czym śpiewają pod nosem, układając towar. W sumie nie do końca rozumiałam, co znaczy napis halal na witrynie sklepu mięsnego. Nie znałam słów adhanu, wezwania do modlitwy, choć słyszałam go wiele razy na londyńskich ulicach…  Byłam ślepa i głucha na to co mnie otacza.  

O’Hara przymknęła oczy. Wstrzymała na chwilę oddech.  
-„Terror.”  Termin ten z łaciny oznacza strach. – O’Hara rozejrzała się po sali. Pomimo oślepiających świateł zobaczyła skupienie na twarzach kobiet, mężczyzn, dzieci.  Zakazane słowo sprawiło, że słuchali, siedząc bez ruchu. -  Terroryzm to ostateczność. To walka bez względu na koszty. Walka wymagająca ofiary.  Tego nie trzeba tłumaczyć Irlandce. Dobrze to znam z historii mojego kraju. IRA. Walka polegająca na stawianiu oporu, gdy atak jest już tylko kwestią honoru.  Dlatego nie rozumiem dlaczego Shehzad Tanweer sięgnął po ten środek. Po co? Przecież Londyn jest już zdobyty!  

Chwila ciszy  wypełniła się szmerem, jaki przetoczył się przez salę. Zaskoczona publiczność poruszyła się jak pofałdowana tafla wody.

-Londyn zdobyty! – powtórzyła dobitnie O’Hara. Podniosła wysoko głowę i pustym wzrokiem powoli powiodła po sali, badając emocje tłumu. – Muzułmańskie patrole na ulicach, pilnujące by nikt nawet nie śmiał wypić piwa.  Największy w Europie meczet. Ruch uliczny wstrzymywany na moment płynącej z głośnika modlitwy. Ramadan świętowany w supermarketach na równi z Bożym Narodzeniem. I wreszcie - nasz praktykujący, islamski burmistrz. Włodarz stolicy najważniejszego państwa G8.  Sadiq Aman Khan. Naprawdę, czy do tego wszystkiego trzeba jeszcze było dołożyć marne cztery bomby domowej roboty?  
Amir rozglądnął się nerwowo, po czym ponownie wbił wzrok w Madeleine. Praktycznie już nie siedział, lecz zastygł jakby w gotowości do podejścia do mikrofonu.  

-Szybka matematyka: w Londynie jest osiem milionów ludzi. Milion z nich to muzułmanie. Dziś mam dołączyć do tej społeczności. Ale cóż znaczy jeden człowiek więcej w stosunku do miliona. Na tej sali jest sześćset osób. To wciąż niewiele w stosunku do miliona. Ale jeden człowiek może wpłynąć na życie sześciuset ludzi. A śmierć sześciuset osób może przerazić milion. Wszystko zależy od numeru jeden.  
Amir zerwał się na równe nogi, ale zdążył zrobić tylko krok w kierunku mównicy. Publiczność, jak wzburzone morze, też nagle zamarła w bezruchu ciszy przed burzą.  Dzwoniąca Nokia skupiła na sobie oczy i uszy zapełnionej sali. O’Hara powoli wyciągnęła telefon z kieszeni. Nie wyglądała na zaskoczoną ani zawstydzoną dźwiękiem przychodzącego połączenia. Drugą rękę wyciągnęła w kierunku Amira, jak gdyby stopując go w miejscu, w którym już się zatrzymał.

-Nie ma boga prócz Allaha, a Mahomet jest jego prorokiem. – mocny głos kobiety zmieszany ze standardową melodią Nokii echem odbił się od marmurowych ścian. - Nie ma boga prócz Allaha, a Mahomet jest jego prorokiem.
O’Hara podniosła wyżej dzwoniący telefon, jakby przy jego pomocy składała ślubowanie.

- Nie ma boga prócz Allaha… - prawy kciuk nacisnął zielony guzik "Odbierz" starego aparatu. Impuls elektromagnetyczny przeskoczył do dwóch, rozmieszczonych wzdłuż bionicznych protez, ładunków wybuchowych.

***
Wszystkie informacje zawarte w tym opowiadaniu są prawdziwe. Nie tylko liczba ofiar czy nazwy stacji. Także "Muslim Global Relief", największy w Londynie i całej UE meczet, burmistrz Londynu, Sadiq Aman Khan. "Britain First" to nacjonalistyczna organizacja organizująca m.in. kontr-patrole "Christian Patrols" w dzielnicach muzułmańskich. Wielu Polaków mieszkających na Wyspach wspiera i współpracuje z tą organizacją. W czerwcu 2017 członek "Britain First" dokonał zamachu wjeżdżając vanem w ludzi wychodzących z meczetu w Finsbury Park (8 rannych, 0 ofiar śmiertelnych).





377 czyt.
100%84
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i obyczajowe, użyła 917 słów i 5392 znaków, zaktualizowała 21 kwi o 10:44.

4 komentarze

 
  • Somebody

    Somebody · 20 kwietnia

    Jak dla mnie trochę poszłaś na łatwiznę. Zemsta? Naprawdę? Bardzo spłycone i dość przewidywalne. Obiecywałam sobie o wiele więcej po tobie. Przykro mi to pisać, bo technicznie napisane jest świetnie, zresztą jesteś bardzo dobrą autorką. Cóż, może niepotrzebnie narzekam.

  • AnonimS

    AnonimS · 20 kwietnia

    Oko za oko, ząb za ząb jak mawiali w starożytnym Babilonie. Masz rzadką umiejętność przekazania,  w niewielu słowach bardzo dużo treści.  Poza tym zaskoczyłaś mnie pozytywnie znajomością tekstów wyznawców islamu.  I ta końcowa scena.  Czuć namacalnie ten strach i niedowierzanie ludzi zgromadzonych na tej sali. I ta straszliwa świadomość Amira kiedy zdał sobie sprawę jaki błąd popełnił. O'Hara miała być przykładem na nawrócenie się mimo że wyznawca Allaha ją ookaleczyłem.  A stała się  narzędziem zemsty. I odeszła na własnych warunkach nie żebrząc o litość. Żałuję że to już koniec .

  • agnes1709

    agnes1709 · 20 kwietnia

    No nieźle!

  • AlexAthame

    AlexAthame · 20 kwietnia

    No cóż, brałem to pod uwagę. W końcu ona już umarła 7 lipca. Doskonałe zakończenie.