"Tomorrow, inshallah." - cz.9

-Madeleine, to nie jest nasze pierwsze spotkanie. -  James skończył słodzić herbatę i odłożył łyżeczkę. Zwyczajowo rozejrzał się dyskretnie po kawiarni, rzucił okiem przez szybę. Ulica żyła swoim własnym, wielkomiejskim życiem. Europejskie szare garnitury zlewały się z białymi szatami dumnych mężów i oddalonymi o kilka metrów czarnymi, zwiewnymi burkami, ciągnącymi za sobą gromadkę dzieci. Raz po raz hinduskie sari rozkolorowało bezkształtną ludzką masę, zdążającą we wszystkich możliwych kierunkach.
-Jak to!? – dziewczyna podniosła brwi. Zatrzymała się nad parującą Earl Grey.- Czegoś nie pamiętam?
-Oczywiście, że nie pamiętasz. – mężczyzna uśmiechnął się delikatnie. Miał około 35 lat, ciemnoblond włosy i dobrze ukrywany wschodniolondyński akcent Lower class. Półsportowy ubiór miał prezentować człowieka wyluzowanego, ale pewnego swoich racji i planów. – Byłaś jeszcze w szpitalu, kiedy odwiedziłem cię z Nicole z naszego zachodniego oddziału.  
-Nie pamiętam… - O’Hara spuściła wzrok.
-Nie szkodzi. Byłaś jeszcze zamroczona środkami przeciwbólowymi, a później, gdy przyszliśmy ponownie, zaczęli się już wokół ciebie kręcić…
-„Zaczęli się kręcić…”? Kto zaczął? Co ty opowiadasz?
-Jak ci się współpracuje z Robem?
-Rob?! – Madeleine ponownie podniosła brew. Całkowicie straciła zainteresowanie pachnącym bergamotką napojem. -Rob… Bardzo dobry rehabilitant… Tak myślę…. Dużo ze mną wytrzymał, na początku byłam naprawdę nieznośna.  
-Madeleine, kto namówił cię do programu Muslim Relief?
-Rob. No a kto miałby?
-Rob najpierw się pojawił jako przydzielony tobie rehabilitant, zdobył twoje zaufanie, a później namówił cię do skorzystania z pomocy organizacji, której wyznawcy zorganizowali zamach?  
O’Hara spuściła wzrok.  
-Wiem, jak to wygląda…. Ale ja tylko… Oni mi pomogli, chciałam tylko… dać swojemu życiu szansę…
-I to jest w porządku, Maddie! – James dotknął szczupłej dłoni. – Bardzo dobrze! Trzeba walczyć o siebie! Nie możesz się poddawać! Ale… czy to jest w porządku, że za namówienie ciebie do podpisania umowy Rob wziął  od Muslim Relief 50 tysięcy funtów?  
Mężczyzna puścił dłoń dziewczyny i sięgnął po filiżankę. Nieśpiesznie upił łyk, obserwując nawałnicę uczuć malujących się na twarzy z podłużną blizną.  
-Nie wiesz co o tym sądzić? – zaczął po chwili. – Ja ci nie powiem. Sama do tego dojdziesz, ale musisz zacząć myśleć samodzielnie, a nie tak jak oni chcą, żebyś myślała.
Ku zdziwieniu dziewczyny, James wychylił ostatni łyk i wstał gwałtownie. Rzucił na stół banknot z królową.  
-Odstaw te cholerne prochy od Amira i zobacz kim naprawdę teraz jesteś. –warknął, ale od razu złagodził głos. - Nie obiecuję, że będzie łatwo, ale będziemy z tobą.

Przechodząc obok wpatrzonej w niego, zszokowanej dziewczyny, położył dłoń na jej ramieniu.
-Nie śpiesz się. Zadzwoń do mnie za tydzień. I trzymaj się dzielnie.
Wyszedł pośpiesznie.

326 czyt.
100%53
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i obyczajowe, użyła 512 słów i 3109 znaków.

3 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 16 kwietnia

    Nadal bardzo ciekawie.Tylko tak krótko. To samo co od A...

  • angie

    angie · 14 kwietnia

    @agnes1709 Moja droga, 512 słów. Powinnam się nadstawić do  

  • AnonimS

    AnonimS · 14 kwietnia

    Zaskakujesz tymi zwrotami akcji.  Pozytywnie zaskakujesz . Timeo Danaos et dona ferentes jak mawiali Rzymianie.  Na tym świecie  trudno uwierzyć że ktoś chce coś zrobić bezinteresownie,  nieprawdaż?  😜. Pozdrawiam serdecznie Autorkę.