"Tomorrow, inshallah." - cz.10

-Nie podobam ci się! Przyznaj to! Powiedz to głośno! – Madeleine gwałtownie odsunęła się od mężczyzny, odwróciła na drugi bok  i wtuliła w poduszkę. Dwie tytanowe łydki, uderzając o siebie,  wydały głuchy odgłos.
-Opowiadasz głupoty! – huknął Amir i chwycił dziewczynę za bark wymuszając powrót do leżenia na lewym boku. – Tłumaczyłem ci! Czego nie rozumiesz!
-To jest dla mnie dziwne! Dziwne i … trudne.
- Madeleine… - mężczyzna złagodził głos i pogładził dziewczynę po włosach.- To jest piękne! W ten sposób wyrażam do ciebie szacunek. Nie widzisz tego?
-Nie chcesz się ze mną kochać, bo…
-…bo cię szanuję. I szanuję twoje i swoje ciało. Tak nakazuje moja religia. – Amir przesunął dłoń wzdłuż bladego ramienia. – Cudownie jest wtulać się w ciebie, całować twoje usta, patrzeć ci w oczy. Ale nie mogę i nie będę się z tobą kochać dopóki nie będziesz… - wziął głęboki oddech. - … nie będziesz moją żoną.
O’Hara uniosła brew. Przełknęła ślinę. Wtuliła policzek w poduszkę.  
-Nie podobam ci się… - szepnęła przymykając oczy.
Amir wstał gwałtownie, narzucił na goły tors białą koszulę i w sekundzie znalazł się po drugiej stronie łóżka.  Przesunął drzwi zbudowanej szafy, tak że tuż przed nim ukazała się tafla lustra.
-Siadaj! – pociągnął dziewczynę za rękę, sam sadowiąc się tuż obok.
Madeleine podniosła się, ale zgarbiła, pozwalając kruczoczarnym włosom spłynąć po zawstydzonych policzkach.  
Mężczyzna delikatnie uniósł jej brodę w górę. Skierował wzrok na odbicie.
-Spójrz jaka jesteś ładna. – przeciągając palcami po gładkiej skórze odgarnął ciemny kosmyk.  
Dziewczyna rzuciła okiem, ale szybko wbiła wzrok w podłogę. Wierzchem dłoni pogładziła bliznę, chcąc choćby na chwilę ją zakryć.  
Amir podniósł się nagle i wyszedł do drugiego pomieszczenia. Wrócił niosąc ciemną chustę. Brak reakcji dziewczyny, nie licząc niewielkiego zdziwienia, ośmielił go w działaniu. Delikatnie odgarnął ciemne włosy i ułożył na nich jedwabny materiał. Ponownie skierował wzrok Brytyjki na odbicie w lustrze.
-Spójrz jaka jesteś piękna. Moja… habibi…  

209 czyt.
100%45
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i obyczajowe, użyła 388 słów i 2237 znaków.

5 komentarzy

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 17 kwietnia

    Kiedy na islam przechodzi? Coraz krótsze tę części

  • AlexAthame

    AlexAthame · 16 kwietnia

    Tak....Religia mu nakazuje.Oczywiscie musi zostać muzułmanka.Najlepsza i jedynie prawdziwa religia.Opowiadanko spoko.Zobaczymy co dalej napiszesz, Angie.

  • Somebody

    Somebody · 15 kwietnia

    A jak dla mnie to ją dużo nauczy. Bo przecież nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. W każdej religii, czy narodzie są jednostki zarówno dobre jak i złe. Szufladkowanie kogoś na podstawie koloru skóry, czy też przekonań jest atawizmem i powrotem do czasów inkwizycji. Wzajemne zianie nienawiścią nic nie da. Tak samo jak zwalczanie ognia ogniem spowoduje jedynie większy pożar. Brawa dla autorki za podjęcie kontrowersyjnego tematu.

  • AnonimS

    AnonimS · 15 kwietnia

    Zaskakujące ale dla mnie trudne do zrozumienia.

  • Speker

    Speker · 15 kwietnia

    No tak, ciapaty już ją przekręcił. Zaskakujące, teraz korzysta z pieniędzy muzułmanów, zakocha się w islamiście, przejdzie na religię, której wyznawcy zgotowali jej taki los, ciekawe...