The ghostwriter: Buried

The ghostwriter: Buried

Powoli wyjmuję pierścionek, obracając go palcami pod światło. Musiał być drogi - brylant ma dość spore rozmiary, a we wnętrzu obrączki dostrzegam wygrawerowane ‘For Anabeth’. George czeka spokojnie aż podejmę decyzję, jak przystało na stereotypowego Anglika.  

- George… - zaczynam niepewnie. Myśli w mojej głowie szaleją niby stado wściekłych os. ‘Ana?’, pyta głos Dawida cicho. Czuję, jakby był tuż obok, całując poszczególne opuszki moich palców. Robił tak zawsze po osiągnięciu spełnienia. Leżeliśmy wówczas spoceni w zbełtanej pościeli, dysząc ciężko, a on czule muskał wargami moją dłoń, sprawdzając czy wszystko ze mną dobrze. Gdzie jest teraz? Potrzebuję jego uśmiechu, szarych oczu i dotyku ust. Zamiast tego mam jedynie parę miłych wspomnień, wydzielających zgniły zapach stęchlizny. - Oczywiście, zostanę twoją żoną.  

- To wspaniale! Bardzo się cieszę, Beth. Jestem pewien naszego szczęścia.  

- Ja również. - odpowiadam, zakładając pierścionek. Narzeczony całuje mnie z namaszczeniem, któremu brak namiętności. Najwyraźniej pisane mi spędzenie życia u boku automatu.  

- Pozwoliłem sobie sprawdzić terminy ślubów w urzędzie, mam nadzieję, że nie jesteś zła?  

- Nie, skąd.

- Dobrze. Znalazłem jeden wolny termin za miesiąc. Co ty na to?  

- Miesiąc? - wyrywa mi się, zdradzając obawę.  

- Tak. Zakładam, że nie urządzamy wesela. Wystarczy obiad w restauracji dla najbliższej rodziny i świadków, ewentualnie… - George rozsnuwa swoje wizje idealnego ślubu, a ja słucham go niczym echa. Znaczenie jego słów nie dociera do mnie, zupełnie jakbym siedziała w dźwiękoszczelnej kabinie. Myślami znów błądzę wokół Dawida. Zachowuję się niczym satelita, cień, względnie stalker. Co robi? Gdzie jest? Jak się czuje? Muszę przestać.  

- Możemy pojechać do ciebie? - wchodzę narzeczonemu w słowo. Zamiera z wpół otwartymi ustami.  

- Do mnie? Teraz?  

- Tak. - potwierdzam zdeterminowana. Nic nie mówi, odpala silnik i ruszamy w drogę. Wieczorem odległość wydaje się mniejsza. Zresztą George mieszka zdecydowanie bliżej Covent Garden niż ja. Puszcza mnie pierwszą przez próg swojego domu, zamykając drzwi. Byłam tu już kilka razy, ale dziś wszystko wydaje się być dziwnie obce. Błyszczące kafle imitujące mamur, skórzana kanapa, nawet srebrzyste klamki kierują w moją stronę tajemne oskarżenia. Nie patrzę na nie dłużej, tylko nachalnie całuję George’a, zdzierając sukienkę. Pomrukuje coś niewyraźnie. Odrywam się od niego gwałtownie.  

- Anabeth…  

- Ciii… - kładę mu palec na wargach, po czym klękam. Wolno rozpinam rozporek i delikatnie oblizuję jego męskość. Wsuwam członek  przyszłego męża do ust. Ssę go wpierw lekko, stopniowo intensyfikując pieszczotę. Czuję jak twardnieje, zyskując gotowość. George wzdycha głośno, wypychając biodra mocniej. Przerywam ssanie, ku jego wyraźnemu niezadowoleniu. - Spokojnie, to dopiero początek.  

Wstaję, ściągając bieliznę. Widzę pożądanie, które rozpala oczy mężczyzny. U Dawida było podobnie.  ‘Anabeth, jeśli to sen, nie budźmy się już nigdy’, zwykł mawiać, gdy przybiegałam do niego w nocy, okryta wyłącznie prześcieradłem. Luzuję krawat George’a, aby odpiąć plastikowy rząd guzików. Dotykam jego klatki piersiowej. Szczupła, bez olbrzymich mięśni, typowo ‘korporacyjna budowa’ z kilkoma pieprzykami na bladej skórze. Ciągnę go niecierpliwie ku sypialni. Podąża za mną, zrzucając spodnie i buty. Opadam na łóżko, George na mnie. Obdarza moje ciało mnóstwem pospiesznych pocałunków, niecierpliwie oczekując dania głównego. Zamykam oczy, usiłując zatracić się w odczuwaniu, co jest trudne ze względu na ogromne podniecenie, którym epatuje. Wślizguje się we mnie, kończąc po zaledwie kilku ruchach.  

- To było niesamowite, Beth. Byłaś taka… Dzika i namiętna… - mruczy mi wprost do ucha, a ja patrzę obojętnie w sufit. - Zostaniesz na noc?  

- Właściwie, muszę wyjechać, George. - mówię, tworząc szatański plan. Jestem niewdzięczną, rozpieszczoną egoistką, która ma za nic uczucia innych. Czas, bym to otwarcie przyznała.  

- Wyjechać? - pyta, a jego oczu nabierają zdumionego wyrazu oszukanego dziecka.  

- Wiem, że wybrałam nie najlepszą porę, ale nie mogę tego przełożyć ani odwołać.  

- Nie wspominałaś nic o wyjeździe.  

- Wyskoczył dość nagle… Przepraszam, zapomniałam poinformować cię wcześniej. To tylko parę dni, wrócę nim zaczniesz tęsknić. - zapewniam, czując się okropnie. Nienawidzę się w tym momencie tak, że najchętniej rozszarpałabym siebie na kawałki.  

- Kiedy wyjeżdżasz?  

- Rano.  

- Odwiozę cię do domu.  

- Nie musisz.  

- Chcę.  

Ubieram się bez słowa, bo chyba nie zostało nic, co możnaby powiedzieć. George zawozi nas pod zaciemniony dom. Jadąc, sprawdzam najwcześniejsze połączenia z Londynu do Katowic. Jest! Ósma czterdzieści, lotnisko Luton. Rezerwuję bilet i płacę przelewem.  

- Dziękuję za przemiły wieczór. - rzucam na pożegnanie.  

- Kocham cię. Wracaj szybko. - prosi George, a ja czekam na piorun, który mnie ukarze. Nic takiego nie następuje. Mój narzeczony odjeżdża spokojnie w akompaniamencie poruszanego oponą żwiru. Idę do pokoju, wytrącona z równowagi. Pakuję najistotniejsze rzeczy, szczególną uwagę poświęciwszy bieliźnie. Od dawna kolekcjonowanie fikuśnych kompletów stanowi moją prywatną obsesję. Na zewnątrz sztywna sekretarka z nakrochmalonym kołnierzykiem, pod spodem ponętna kusicielka. Ot, takie rozdwojenie jaźni. Jeszcze tylko powiadomię ojca o wyjeździe i będę gotowa. Wchodzę bezszelestnie do jego nory, przyłapując go na piciu.  

- Doktor ci zabronił.

Wzdryga się zaskoczony moją obecnością.  
- Umieram. Gorzej nie będzie. - odpowiada cicho, w oczach lśnią mu łzy.  

- Co się dzieje, tato?  

- Nic. Myślałem o tobie. O tym, jak sobie poradzisz kiedy odejdę. Tony zabierze ten dom…  

- Nie martw się. Poradzę sobie. Wychodzę za mąż. Za George’a. Niczego mi nie zabraknie, tato… Niczego prócz ciebie. - dodaję ostatnie słowa z zawahaniem. Ojciec i ja zawsze mieliśmy problem, jeśli chodziło o wyrażanie uczuć. Oboje zbyt bardzo baliśmy się potencjalnego odrzucenia, by zdjąć codzienne maski. Nigdy nie powiedziałam, że go kocham ani nie usłyszałam tego. Żyliśmy obok siebie bardziej jak dwa samotne wilki, polujące na własnych terytoriach niż rodzinna wataha. Moje obecne wyznanie stanowiło swoisty przełom w relacjach.  

- George to dobry chłopak. Kochasz go, Beth? - pyta tata. Milczę, spuszczając wzrok. - Kochasz?  

- Wyjeżdżam jutro rano na kilka dni. - oznajmiam wymijająco. Pytanie ojca, a raczej moja odpowiedź obnażyła twarz samolubnej, wyrachowanej suki.  

- Dokąd?  

- Do Polski. Dzwonili z wydawnictwa. Chodzi o parę drobnych kwestii, które należy wyjaśnić. - kłamię bez zająknięcia. Ojciec wzrusza ramionami, zapijając wódką zaserwowaną nieprawdę. Dalej w menu przewidziano pożegnanie polane fałszywą troską i posypane skrywanym wstydem. - Pa, tato. Mi także nie pasuje ten wyjazd. Wrócę, jeśli poczujesz się gorzej, ale póki co nie mam wyboru.  

- Skoro musisz jechać, dam sobie radę. - mówi. Kiwam głową, po czym całuję jego pomarszczony jak rodzynka policzek. Wychodzę pospiesznie, nie chcąc dłużej nikogo zwodzić. Jestem podła, wiem. Mam wszystko, lecz zamiast się cieszyć wolę szukać kolejnych przyjemności. Chciwość, tak. Inaczej nie sposób nazwać mojego ciągłego pragnienia, aby zdobyć więcej niż mogę. Nie zasnę dziś. Emocje buzują we mnie niczym wściekłe fale. Siadam przed ekranem laptopa, próbując powstrzymać sztorm gładkim falochronem słów.  

***

- Jak idzie praca? - zapytałam, pochylonego nad klawiaturą Dawida. Podniósł na mnie nieco nieobecny wzrok, zdziwiony moją obecnością. Przez ułamki sekund patrzyłam jak jego źrenice ulegają gwałtownemu rozszerzeniu wskutek, panującego poza bladą poświatą monitora, półmroku.  

- Ana… Idzie dobrze. Myślałem, że wychodzisz dzisiaj. - odpowiedział wyraźnie zaskoczony moim widokiem.  

- Miałam wyjść, ale… Wolałam posiedzieć z tobą. - odparłam, wyciągając spod bluzki butelkę wina.  

-Nie powinniśmy… Tamto to był wypadek. - tłumaczył targany jakimś poczuciem winy. Zdjęłam koszulę i rozpięłam stanik, pozwalając, by opadł niczym jesienny liść. Wyjęłam korek z butelki, po czym wylałam alkohol na piersi. Bordowa ciecz spływała słodkim wodospadem wzdłuż rozgrzanej skóry.  

- Ups… To także wypadek. - wyszeptałam, śledząc uważnie wyraz jego twarzy. Zeszłam spojrzeniem niżej, zauważając wyraźne wybrzuszenie, oznaczające się na spodniach Dawida. Uniosłam lekko brew. - A jak nazwiemy to? Kolejnym wypadkiem?  

- Jesteś niemożliwa… - wymamrotał ze świecącymi oczami - Chodź, chyba zaschło mi w gardle…  

***

Kończę pisanie, wypełniona nagłą pustką. Napisanie następnych linijek jest zwyczajnie niemożliwe. Zerkam na zegarek, odliczający czas do odlotu. Minęło zaledwie kilka minut. Równie dobrze mógłby stanąć. Wypijam szklankę wody. Minuta. Już niedługo będę daleko stąd. Nikt mnie tam nie zna. Nikt oprócz niego. Przeglądam zapakowane rzeczy z wnikliwością godną obsesji. Pięć minut. Znudzona włączam jakiś przypadkowy film pełen ładnych ludzi i ich surealistycznych problemów. Dzięki migającym scenom, czas łaskawie nabiera rozpędu. Wkrótce zmierzam na Brookfield Park, łapiąc posapujący autobus. Resztę podróży pamiętam jak przez mgłę - lotnisko, samolot, lot, znów lotnisko. Biorę taksówkę, prosząc by zawiozła mnie pod adres, który Dawid podał na umowie. Czuję rosnącą ekscytację niczym nastolatka podczas pierwszej dzikiej imprezy. Wyobrażam sobie bez końca jego mieszkanie - łóżko, kanapę, blat kuchenny…
Przez szybę obserwuję toporny krajobraz Katowic. Niegdysiejsza świątynia przemysłu, przerobiona na nowoczesną metropolię tworzy przedziwną, lecz zarazem intrygującą miejską hybrydę.  Kierowca próbuje zagadywać, ale szybko ucinam rozmowę.  

-To tutaj. - rzuca taksówkarz, gdy stajemy przed ciężkim, typowo robotniczym blokiem spoglądającym setkami identycznych okien. Ogromny betonowy potwór rozlany po horyzont działa przygnębiająco. Sądziłam, że Dawid mieszka, gdzie indziej. Gdzieś, gdzie jest więcej słońca, radości, życia…  

- Dziękuję. - mamroczę zbita z tropu. Płacę za kurs i staję na pustym, zakurzonym podwórku, trzymając kurczowo rączkę walizki. Niepewnie brnę po dziurawym chodniku pod duże drzwi z numerem dziesięć. Mimo ich fatalnego stanu, odrapany domofon wciąż broni swobodnego dostępu. Wybieram sto dwa i czekam cierpliwie. Nic się nie dzieje, więc po dłuższej chwili oczekiwania siadam na denku walizki. Dzwonię do niego, pchana jakąś głupią nadzieją.  

- Halo?  

- Cześć…  

- Ana? Hej, nie spodziewałem się prędko cię usłyszeć. Myślałem…

- Jestem w Polsce. - przerywam mu podniecona jakbym wołała ‘niespodzianka’, wyskakując zza kanapy.  

- W Polsce? Gdzie konkretnie? - pyta z nutą niepokoju.  

- Pod twoim blokiem. - oznajmiam radośnie.

- O… Nie mówiłaś, że przyjedziesz.  

- Suprise! Nie cieszysz się?  

- Bardzo się cieszę. Słuchaj, przyjadę do ciebie za parę minut, ok?  

- Czekam niecierpliiiiwie. - przeciągam głoski wymownie. Rozłącza się szybko. Próbuję rozpracować zastaną sytuację. Nie jestem przecież naiwna i wyczułam pewien dystans ze strony Dawida. Dystans, może nawet chłód. Coś było nie tak. Jakby nie chciał mnie tutaj. Może go podmieniono, bo zdecydowanie był inną osobą niż ta, którą poznałam w Anglii. Czyżby miał tu rodzinę? Inną kobietę? Byłam chwilowym przerywnikiem, kimś spoza jego świata, kto miał nigdy do niego nie wejść… Wszystkie wątpliwości pryskają natychmiast, gdy wysiada z samochodu, niosąc bukiet moich ukochanych goździków. Nic nie mówi, po prostu stapiamy nasze ciała w jeden gorący węzeł kończyn. Bez trudu odnajduję jego rozchylone wargi, wyciskając na nich namiętny pocałunek.  

- Chodźmy na górę. - mówi, odpychając mnie delikatnie. Wyciąga klucz, po czym wchodzimy w półmrok klatki schodowej, tchnącej wszelkimi możliwymi zapachami od obiadu do toalety. Przesiąknięta dymem papierosowym winda dojeżdża na szóste piętro pośród mało subtelnych turbulencji. - Wiem, że to nie są warunki, jakie zwykle cię otaczają.  

- W porządku. Ważne, że ty mnie otaczasz. - zapewniam, choć mam ochotę zwymiotować. Solidne, lecz zdezelowane drzwi strzegą lokum Dawida dwoma skorodowanymi zamkami. W środku jego pałac wygląda podobnie. Obtłuczone kafelki, zapylone okna, stare meble, wysłużone sprzęty…  

- Ana, ja… - przywieram do niego, błądząc dłonią pod jego koszulką. Wyczuwam znajome zarysy barków i żeber. Dawid milczy, rewanżując się rozpięciem mojej bluzki. Przypiera mnie do ściany, odwróciwszy tyłem. Ma teraz łatwy dostęp do suwaka ołówkowej spódnicy. Wypinam się mocniej, chcąc go wreszcie poczuć. Pociąga zamek, szarpiąc materiał w dół. Zaraz potem ten sam los spotyka rajstopy oraz czarną koronkę majtek. Kładzie dłonie na moich pośladkach, ścisnąwszy je kilka razy, następnie sunie palcami w górę ku piersiom. Pięści je intensywnie, a ja zalewam się wilgocią.  

- Wejdź we mnie. - nakazuję niczym bohaterka podrzędnego filmu pornograficznego. Przerywa pieszczotę, aby zdjąć spodnie. Po chwili wsuwa się w moje rozpalone wnętrze. Jedną rękę splata z moją na twardej płaszczyźnie ściany, drugą zaczyna pocierać łechtaczkę, przez co jestem bliska wybuchu. On też długo nie wytrzymuje. Szczytujemy jednocześnie. Rozpięta koszula przylepia się do moich spoconych pleców. Dawid ujmuje mnie za prawą dłoń, pokrywając ją krótkimi pocałunkami. Obdarzam go ciągle zamglonym spojrzeniem.  

- Anabeth, jeśli to sen, nie budźmy się już nigdy. - szepcze, owiewając mi twarz oddechem.  

- Nigdy. - oświadczam poważnie. Mężczyzna chwyta moją lewą rękę, chcąc także ją uhonorować i nagle zamiera z wargami zawieszonymi tuż nad jej wierzchem.  

- Piękny brylant. Pewnie kosztował więcej niż zarabiam przez kwartał.  

- Chciałam powiedzieć ci wcześniej. George mi się oświadczył. Za miesiąc bierzemy ślub. - informuję spiętym tonem. Dawid odkłada moją dłoń na bok, jakby miała go poparzyć.  

- Zatem gratulacje. Życzę szczęścia, zdrowia, dobrego seksu… - wylicza, nerwowo przeczesując włosy.  

- Dawid, przestań.

- Nie, nie przestanę! Po co w ogóle przyjechałaś?!  

- Bo nie chcę się budzić, rozumiesz! Chcę spędzić z tobą ostatnie dni mojej wolności… Zanim… Zanim… - zacinam się. ‘Zanim tata umrze, a ja sprzedam się za życie na wysokiej stopie, gdyż alternatywą jest widok obrzydliwie usatysfakcjonowanego moją nędzą Tony’ego.’ To planowałam powiedzieć, ale nie mogę wykrztusić słowa. Wierzę, że wypowiedziany koszmar, od razu się spełni. Drżę, tłumiąc łzy. Ja przecież nie płaczę. Jestem pieprzonym ideałem! Dawid nie wytrzymuje i wybiega, trzaskając drzwiami. Zostaję sama ze swoimi łzami. Boleśnie obudzona, odarta z wszelkich ochronnych warstw. Prawdziwie naga. Martwa.

2 770 czyt.
97%329
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 2599 słów i 15403 znaków

Komentarze (9)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • Iks

    Iks 11 gru 2018

    Od kilkunastu minut sterczę nad pustym polem do komentarza i próbuję wymyślić coś oryginalnego, czym mógłbym Ci Autorka sprawić dodatkową frajdę, a tymczasem kolejna część czeka. Nie będę więc tym razem upierał się przy oryginalności i standardowo pochwalę Twój talent i lekkość pióra, którą niełatwo ukazać w pełni pisząc teksty z szyldem "dramat". Brawo!

  • KatiaZula

    KatiaZula 22 sie 2018

    Okay, w końcu dotarłam. Strasznie jestem powolna ostatnio o dialogach już pisałam, więc nie będę powielać, jest dobrze narracja jest w dalszym ciągu świetna. Zaciekawiłaś mnie jeszcze bardziej ostatnim akapitem tego rozdziału. Zazwyczaj seksy w opkach mnie odstraszają, albo są tam waginy i członki, albo jakieś cipy i kutasy, a Ty piszesz o tym lekko i tak... naturalnie. Jestem zdecydowanie na tak

  • AnonimS

    AnonimS 18 lip 2018

    Aż się cofnałem po przeczytaniu Afterlife żeby poczytać od początku. I tu dyskusja zażarta . Laura, z tego co widzę trochę ludzi czyta...i Ty chyba też przeczytałaś , tylko czy zrozumiałaś? Bo Twoja krytyka nie ma nic wspólnego z merytoryczną oceną ...  Co do samego utworu . Trochę mi się rozjaśnia w łepetynie o co chodzi w cyklu. Pewnie jak przeczytam pierwszą część to całkiem ogarnę temat. Pozdrawiam

  • Laura

    Laura 12 lip 2018

    @samenudy czy ktoś czyta te brednie? czy tylko autorka ma kilka kont i nimi się dowartościowuje? zlepek historyjek ściągniętych z różnych powieści, opowiadań, spiętych wyświechtanymi sloganami. To jest jakieś cofanie się w rozwoju, autorka proponuje ludziom: z powrotem na drzewo ...

  • AuRoRa

    AuRoRa 12 lip 2018

    Kolejna pochłaniająca do ostatniego słowa część. Niebanalna historia w połączeniu z emocjami,  czekam na następną część

  • agnes1709

    agnes1709 8 lip 2018

    Czas oczekiwania mi się dłuży

  • Ja1709niezalogowana

    Ja1709niezalogowana 1 lip 2018 ip:94254247

    Robi się coraz ciekawiej i muszę przyznać, że wsiąknęłam. I co teraz? Znowu pozostało czekać. Dlaczego tak jest, że wszelakie badziewie wyłazi co chwila, a to, co fajne i niejako uzależniające, zdecydowanie za wolno? To chamstwo Oklaski i dalej, dalej proszę

  • dreamer1897

    dreamer1897 28 cze 2018

    Anabeth, jeśli to sen, nie budźmy się już nigdy- epickie   
    Like ode mnie, zielone serduszko i czekam na powiadomienie o kolejnej części.

  • Black

    Black 28 cze 2018

    Jestem zachwycona!  Główna bohaterka jest niebanalna i w dodatku obciążona kosmicznym bagażem emocjonalnym. Dramat, kocham   Trafia do ulubionych i czekam na kolejną część