Przemyślenia - V

Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Zmrużyłem oczy gdy przesuwający się promień porannego słońca opadł na moją twarz. Przewróciłem się na bok i przeciągle ziewnąłem obserwując wnętrze swojego nowego mieszkania. Wciąż dokładnie pamiętam dzień, w którym się tutaj wprowadziłem. Chwilę gdy zamknąłem za sobą drzwi i rzuciłem na łóżko wypchaną po brzegi torbę. Chwilę gdy rozłożyłem na dwóch półkach swoje ulubione książki i chwilę gdy zawiesiłem na ścianach stare plakaty Led Zeppelin i Gwiezdnych Wojen. Te parę książek i plakatów wraz z laptopem, garstką ciuchów oraz pieniędzmi było wszystkim co zabrałem z domu. W końcu podniosłem się z posłania i poszedłem przemyć twarz. Łyk wody i po chwili już byłem na ziemi w pozycji do pompki. Tak naprawdę nie wiem co by było gdyby nie te parę ćwiczeń, które robiłem każdego ranka. Czułem, że zbliżają mnie do mojego nowego celu i że przede wszystkim uspokajają mnie.

                                                                                  *

Nie minęło dobrze 10 sekund od dzwonka, a klasa była już cała opustoszała. Leniwie wstałem z krzesła i zacząłem się pakować.
- Nie śpieszy ci się do domu, to była chyba wasza ostatnia lekcja? - spytał mnie nasz matematyk.  
Uczył nas od niecałego roku, ale ja już zdążyłem go polubić. Nie dość, że ciekawie i dobrze prowadził zajęcia, to jeszcze jako jedyny zachowywał się wobec mnie normalnie. Pozostali nauczyciele wciąż najchętniej wysłaliby mnie na terapię.
- Niezbyt, obiecałem pomóc wychowawcy na auli, bo za niedługo ma być tam jakieś przedstawienie czy coś takiego. – odpowiedziałem zakładając plecak.
- I tylko ty się zobowiązałeś? - zakreślił ręką spory łuk po sali, żeby na końcu wskazać na drzwi - po reszcie nie było raczej widać, żeby mieli zostać w szkole.
- Na to wychodzi, ale i tak nie mam co robić przez większość czasu, więc przynajmniej nie będę się nudził. - wzruszyłem ramionami.
- Naprawdę? Nie chcę być wścibski, ale doszły mnie słuchy, że chcesz iść do mundurówki. Z takimi planami powinieneś mieć dużo do roboty.
- Tak, po szkole chcę się dostać do wojska. – wzruszyłem ramionami.
- Rozumiem, czyli miałem rację, że czeka cię trochę roboty.  
- Miał Pan rację. – przytaknąłem – Ale i tak muszę mieć rok przerwy po szkole. Według specjalistycznych badań, jestem zbyt osłabiony fizycznie i psychicznie po wypadku. Muszę odczekać swoje.  
Nauczyciel spojrzał na mnie zamyślony i po chwili wypalił - Rozumiem. A nie myślałeś o studiowaniu czegoś związanego z matematyką? Jesteś w tym naprawdę dobry.  
- Przez chwilę myślałem, ale chyba nie wysiedziałbym za biurkiem. Ja muszę być w ciągłym ruchu.  
- Jasne, rozumiem. To w takim razie rusz się stąd, bo inaczej przegadamy całą przerwę. - zaśmiał się.  
- Już się zbieram… - zacząłem i zasunąłem za sobą krzesło - …do widzenia.  
- Trzymaj się.  

Przez chwilę krążyłem bez celu po korytarzach, ale czas płynął bardzo powoli i do końca przerwy wciąż było dużo czasu. Postanowiłem usiąść pod jedną ze ścian i coś zjeść. Jednak nawet nie zdążyłem jeszcze nic wyciągnąć z plecaka, a już zobaczyłem przed sobą małe szare buty.
- Hej... Yyy, nie przeszkadzam? - spytała, trzymając ręce kurczowo za plecami.  
Spojrzałem dookoła wyciągając kanapki.  - Chyba nie.  
- Mogę? – wskazała na podłogę obok mnie.
- Jasne. - odpowiedziałem i wziąłem swój plecak między nogi.  
Uśmiechnęła się i usiadła obok mnie. - Dawno nie rozmawialiśmy... Jak się trzymasz?  
Jakoś spodziewałem się tych słów. - A nie najgorzej. Jak widzisz mam tutaj przy sobie dobre jedzonko, a od paru sekund też świetne towarzystwo. - Pomimo, że patrzyłem przed siebie wiedziałem, że się zarumieniła.  
- Haha… - zaśmiała się zakłopotana, po czym szybko dodała - …jak w takim razie wytrzymałeś te trzy miesiące bez rozmów ze mną... i z wszystkimi innymi?
- Jakoś dałem radę, a nawet polubiłem swoje własne towarzystwo.  
- Aaa, rozumiem. - wydukała.  
- Przynajmniej nikt się mnie od tych trzech miesięcy nie czepia i nie muszę sobie załatwiać spokoju. – rzuciłem rozpakowując kanapkę.  
- Co? Więc to prawda? Z tym chłopakiem. – poczułem na sobie jej wzrok.
- Może. - odpowiedziałem i oddałem się jedzeniu.  
- Wciąż pamiętam taką sytuację… - zaczęła po paru minutach. - …pamiętam twoje oczy, ten wzrok. – natychmiast odłożyłem jedzenie.  
- Nie zaczynaj o tym mówić, dobra? Nie mam najmniejszej ochoty o tym rozmawiać. - uciąłem jej zanim zdążyła coś dopowiedzieć. Nastała cisza, a po chwili po korytarzu rozniósł się brzdęk dzwonka.  
- Przepraszam. - rzuciła cicho, podniosła się i z opuszczoną głową ruszyła przed siebie. Wydawało mi się, że odchodząc skuliła się, bo wyglądała na dwa razy mniejszą niż była w rzeczywistości.  
- Ejj! - stanęła w miejscu gdy podnosiłem się z ziemi. - Chciałabyś pójść do kina? - powoli odwróciła się w moją stronę i lekko podniosła głowę.  
Spojrzała na mnie zaskoczona, po czym uśmiechnęła się delikatnie i poprawiła włosy wsuwając samotny kosmyk za ucho.  
- Jasne.

                                                                                  *

Niezależnie od tego jak bardzo lubię garnitur, nic nie mogło mnie zmusić do tego bym męczył się w marynarce choćby parę sekund dłużej. Szybkim krokiem zszedłem do toalety i natychmiast pozbyłem się jej, po czym zacząłem rozpinać kolejne guziki swojej, jeszcze przed paroma godzinami, śnieżnobiałej koszuli. Odkręciłem kran i zacząłem obmywać zimną wodą swoją twarz. Kto mądry wymyślił, żeby w maju chodzić w garniturze? No kto? Gdy już się w miarę orzeźwiłem, podniosłem z parapetu marynarkę i zarzucając ją na ramię opuściłem toaletę. Parę chwil później oddychałem świeżym powietrzem w pobliskim parku, gdzie z każdej strony dochodziły mnie podniecone lub zdołowane głosy innych maturzystów. Nie musiałem długo czekać, aż zobaczyłem grupkę idących w moją stronę chłopaków. Wszyscy byli z równoległej klasy, ale z nimi jako jedynymi potrafiłem się dogadać po tym jak "niesamowicie mocno się zmieniłem".
- I jak? - zawołał jeden z nich - jak poszło?
- Łatwiutko, szczerze spodziewałem się czegoś trudniejszego po tej matmie. - odpowiedziałem witając się z każdym z nich.
- No, czyli każdy zadowolony, znaczy się browar się należy. - zaśmiał się drugi z nich.  
- W czym jak w czym, ale w tym wypadku masz wyjątkowo rację. - rzucił kolejny.
Ruszyliśmy jednomyślnie w stronę monopolowego prowadząc w tym czasie dosyć głośne rozmowy o tym, które zadania były banalne, a z którymi egzaminatorzy przegięli lub po prostu rozmawiając o tym jak nasi ambitni nauczyciele przycinali komara będąc w komisji egzaminacyjnej. Zaledwie parę minut później obładowani nowo zakupionym ekwipunkiem rozpoczęliśmy swoją "rundkę zwycięstwa" po okolicznych osiedlach prowadzących nas na pobliskie pola. To dopiero tam wynikła prawdziwa wymiana zdań zarówno na tematy naukowe jak i te inne. W pewnym momencie część chłopaków odłączyła się od grupy w celu sprawdzenia jednej ze ścieżek idących z rozwidlenia, do którego chwilę wcześniej dotarliśmy. Ostatecznie zostałem na nim sam z Piotrkiem, chłopakiem z paczki, z którym dogadywałem się najlepiej. Chwilę staliśmy w ciszy sącząc swoje napoje, gdy nagle Piotrek postanowił ją przerwać.
- W sumie, mam takie pytanie. Bo wiesz, matury maturami, ale nie chciałbyś może dorobić parę groszy? Potrzebuję kierowcy, a ty jesteś jednym z bardziej ogarniętych jakich znam. - powiedział spokojnie i znowu przechylił butelkę do góry.  
Znałem go zdecydowanie dłużej niż te 2 lata spędzone w liceum i wiedziałem jak bardzo interesował się motoryzacją. Już parę razy proponował mi różne samochodowe robótki, którymi czasami decydowałem się zająć.
- Kierowcy? Miła odskocznia od grzebania w smarach. Na czym to by polegało?
- Mój znajomy pracuje w pewnym muzeum, trzymają tam kilkanaście ładnych aut. Za niedługo będzie tam jakiś pokaz i potrzebują ludzi, którzy w garniakach będą wjeżdżać autami na rampę.
- W garniakach? Widzisz jak wyglądam? – zaśmiałem się i wziąłem kolejnego łyka.
- Widzę haha. Na spokojnie, muzeum jest klimatyzowane. Nie spocisz się tak, a będziesz miał okazję pojeździć klasykami i to jeszcze za kasę.
- No dobra, ale gdzie jest haczyk? – spytałem.
- Tu, że jeśli rozwalisz auto, to pociągną cię do odpowiedzialności. Więc najlepiej trafić w rampę i najlepiej zatrzymać się na niej, a nie w ścianie. No chyba że chcesz spłacać takie auto przez resztę życia. W przyszłym tygodniu będzie podpisanie umów i zaczniemy trenować. – widząc moją pytającą minę po chwili dodał – Wiesz, trenować wjazdy i zjazdy z ramp. Wszystko musi być wyuczone, bo inaczej nie pozwolą nam wsiąść do nich podczas pokazu. To co? Piszesz się?
- A kiedy dokładnie ten pokaz? I za ile wszystko?
- Pierwszy tydzień czerwca, a płacą 20 za godzinę na rękę. Liczą się w tym wszystkie godziny przygotowawcze jak i te podczas pokazu. To jak? – spytał wyciągając rękę w moją stronę.
- Ale trenować w garniaku nie będę. – zaśmiałem się i przybiłem naszą nową umowę.
- Dobra haha, ja też nie zamierzam. Chodźmy za nimi bo się jeszcze pogubią. – wskazał na sylwetki, które zdołały już sporo się od nas oddalić i ruszył w ich stronę.

Dodaj komentarz