Pociąg donikąd cz 11

Aste wzięła go za rękę.

— Bardzo mi przykro Simonie. Bardzo.

Przez dłuższą chwilę nic nie mówili. Kierownik pociągu ogłosił, że dojeżdżamy do końcowej stacji w Edynburgu.

— Nie zdołam ci opowiedzieć o mojej trzeciej miłości — szepnęła.

— Zdołasz. Chcemy umrzeć i zrobimy to, ale mamy czas. Jestem ciekawy.

Wysiedli z pociągu. Simon był nadal bardziej zorganizowany. Znalazł kawiarnię znajdująca się mniej więcej w podobnej odległości między monumentem Scotta a mostem, z którego Aste chciała skoczyć.

— Chcesz dokończyć mi opowiadanie, to miejsce jest blisko obu naszych ostatnich miejsc.

Spojrzała na niego.

— Dobrze, Simonie.

Pojechali na ulicę Queensferry gdzie znajdowała się zupełnie przeciętna kawiarnia Coffee Nero. ( czarna kawa)

— Jest stąd dużo bliżej jest do mostu niż do tego gotyckiego kościoła.

— Tak, ale możemy tu zostać?

— Dobrze Simonie.

Zamówili dwie kawy i dwie szarlotki.

— To mogę zacząć — zapytała Aste.

— Tak, będę słuchać z uwagą.

Blondynka ponownie jak w pociągu poprawiła sukienkę i zaczęła opowiadać.

— O ile pamiętasz kupowałam płaszcz w deszczowy dzień.

— W tym ci nie będzie dobrze — usłyszałam.

Miała tyle lat co ja, może dwa lata mniej, lub więcej. Okazało się później, że była pół roku młodsza. Brunetka, wysoka, wysportowana. Chyba przyjechała na motorze.

— Tak, a co mi radzisz? — zapytałam.

— To — pokazał na płaszcz w kolorze wrzosowym.

Pomogła mi założyć.

— Super.

Popatrzyłam na nią.

— Jesteś lesbijką.

Uśmiechnęła się.

— Skąd wiesz, z pewnością zachowałam się bez zarzutu.

— Nie wiem. Zgadłam.

— Ty nie jesteś. Widzę w tobie smutek. Jesteś piękna, a nie powinnaś być smutna.

— Skarciłam miłość życia.

— To mocny powód, ale trzeba żyć. Dasz się zaprosić na obiad?

— Dobrze, ale nie jestem zainteresowana.

— Powiedziałam, że chce cię zaprosić na obiad, a nie że chcę iść z tobą do łóżka.

— To się nigdy nie stanie — powiedziałam uczciwie, lekko zaszokowana.

— Nie rozmawiajmy o tym, jestem Izolda.

— Nietypowe imię.

— Mój ojciec lubił Wagnera, wiesz kto to?

— Oczywiście, ma ciężką muzykę, ale preludia są wspaniałe.

— Wole inną muzykę, ale się zgodzę z twoją opinią. A ty jak masz na imię?

— Mam na imię, Aste — podłam jej dłoń.

— Ładne. Coś z mitologi wikingów, tak?

— Tak — nieco się speszyłam.

— Ładna czy coś takiego, obiło mi się o uszy.

— Boska piękność.

— Trzeba mieć pewność, że córka wyrośnie na śliczną dziewczynę inaczej byłoby to jak jakiś żart, ale widać, że rodzice trafili. Brzydka nie jesteś.

Trochę mnie peszyło, że jest taka bezpośrednia. Miałam chwilkę na przemyślenie. Gdyby facet by mnie zaczepił, z pewnością bym odmówiła. Czułam się z nią nieźle. Może miałam dość samotności i umartwiania się tym, że los mi nie sprzyja? W końcu po kilku minutach rozmowy wyraziłam zgodę. Cóż mogę zjeść obiad z kobietą.

— Pada nie chcesz iść dzisiaj?

— Aste, to od ciebie zależy. Możemy dzisiaj, jutro, za tydzień. Ja zaproponowałam, ale nie bierz pod uwagę kogo preferuję. Pewnie facetowi byś odmówiła.
Pominęłam jej wypowiedź, chociaż miała rację.
— To może koło szóstej, znasz jakąś dobrą restaurację?

— Do złych nie chodzę. Proponuje l'Angolo Bianco na ulicy Crawford.

— Dobrze, to o szóstej.

Miałam kilka godzin. Znalazłam gdzie jest i czy jest droga. Według informacji jedna z lepszych w Londynie pod względem smaku i wcale nie droga. Miałam nadzieje, że nie jest to lokal gdzie podają dwa strączki fasoli pod wielką metalową kopuła i kosztuje dwieście funtów. Obsługuje cię czterech kelnerów i czujesz się jak w potrzasku.

Ubrałam się dość ładnie, ale nie z przesadą. Wzięłam taksówkę, na szczęście deszcz przestał padać. Przy wejściu poproszono mnie o imię, a kiedy je podałam okazało się, że mamy zarezerwowany stolik. Nie była to taka restauracja gdzie jest ciemno, gra trio i obiad kosztuje dwieście funtów. Okazało się, że wyglądam zbyt dobrze jak na to miejsce. Izolda przyszła kilka minut później.

— Ładnie się ubrałaś — rzuciła tylko.— Zamawiaj co chcesz.

Popatrzyłam na nią.

— Jest tu pyszne jedzenie, wierz mi! Pasta, mięsa, sosy i desery.

Robiła wrażenie pełnej życia. Po kilku minutach zapomniałam o troskach. Brałyśmy małe porcje i razem jadłyśmy. Czy można kogoś polubić po godzinie? Widocznie tak, bo czułam się z nią wspaniale. Po dwóch godzinach już nie mogłam, ale każda łyżka czy widelec posiłku był wart.

— Chyba nie będę jadła dwa dni.

— Nie przesadzaj, smakowało ci?

— Bardzo i dobrze się z tobą czułam.

— Jestem miła i przyjacielska. Lubią mnie faceci i kobiety.

Wiedziałam już, że projektuje wnętrza i to tych, co mają kasę.

— Jak tu dotarłaś?

— Taksówką.

— Chcesz to cię odwiozę do domu.

Musiałam zrobić zawiedzioną minę, Izolda to dostrzegła.

— Chcesz kontynuować rozmowę?

— Było miło i zapomniałam trochę o troskach.

— Aste, wszystko jest wyborem. Nie wskrzesisz Rogera.

— Masz rację. Mam ochotę na dobre wino.

— Pijam rzadko, ale lubię tylko szampany.

— Tylko jak potem dojedziesz, jesteś autem?

— Myślałam o domu.

— Domu?

Popatrzyłam na nią ostrożnie.

— Mały głuptas. Sądzisz, że cię upiję i uwiodę?

— Nie. Nie obawiam się. Jesteś szczera.

— To wybieraj, twój dom albo mój.

— Jutro sobota, a pracuję od wtorku do piątku, dzisiaj wzięłam wolne.

— Tak ...

— Możemy pojechać do ciebie.

Chciałam zapłacić za siebie, ale stanowczo się sprzeciwiła.

— Zaprosiłam cię, nie ma mowy, żebyś płaciła. Innym razem to zrobisz.

To zabrzmiało naturalnie, pewnie też się dobrze poczuła w moim towarzystwie, przynajmniej takie robiła wrażenie.

Po czterdziestu minutach byłyśmy u niej. Miała piękny dom. Skoro dekorowała innych, sama musiała mieć ładny i w środku i na zewnątrz.

— Poczekaj, przebiorę się. Wyglądam przy tobie jak sierota.

Kiedy wróciła dopiero zobaczyłam jak jest piękna i zgrabna, bo umiała się ubrać. Założyła długa wrzosowa suknie do ziemi, miała czarne pończochy i szpilki. Rozpuściła włosy.

— Och, teraz ja się czuję skromnie.

— Nie czuj się. Są osoby, że w ubraniu z drugiej reki wygadałyby super. Ty masz ładną sukienkę, ale gdybyś się ubrała w ubranie za dwa tysiące dolarów i tak twoja uroda by górowała.

Poczułam wypieki.

— Sądzisz, że jestem aż tak ładna?

— Sama wiesz. Zaraz podam szampan. Włącz jakąś dobrą muzykę, mam różną.

Zniknęła w kuchni. Miała klasykę, jazz, folk i relaksującą. Włączyłam Katie Meulę. Bardzo ciekawy glos i osobowość. Izolda przyniosła kieliszki i butelkę czerwonego Dom Perignon.

Piłam kieliszek, patrzyłam na nią i słuchałam muzyki. I wówczas powiedziałam coś, o co bym się nigdy nie podejrzewała.

— Czy jestem dla ciebie atrakcyjna?

— Przepraszam?

— Czy ci się podobam?

Izolda popatrzyła na mnie jak na przybysza z Marsa.

— To pierwszy kieliszek, nie mogłaś się upić.

— Nie jestem pijana, dziecko by nie było. Chciałabym spróbować.

Izolda dobrze wiedziała, o czym mówię, ale chyba chciała mnie doprowadzić do powiedzenia wprost.

— Co byś chciała spróbować?

— Z tobą, pokochać się.

Nie zrobiła złej miny, ale powiedziała coś bardzo poważnego.

— Ile masz lat? Dwadzieścia dziewięć, trzydzieści dwa?

— Trzydzieści jeden.

— Próbują dziewczynki piętnastoletnie, czasem czternastoletnie. Rozmawiało się nam fajnie i wszystko chcesz popsuć.

— Nie, czuję się z tobą świetnie. Jesteś mądra, miła, masz styl. Mówiłaś, że ci się podobam.

— Powiedziałam, że jesteś ładna.

— Nie chcesz? Masz kogoś?

— Ile czasu byłaś z Rogerem, zanim poszłaś z nim do łóżka?

— Sporo, nie o to chodzi...

— Nie jestem typem do próbowania. Pomyliłaś adresy.

— Znaczy nie jestem da ciebie atrakcyjna? — zmartwiłam się.

— Aste, o co chodzi? Co ty robisz? Przestań.


Nie wiem dlaczego, wiedziałam, że chce ją tu i teraz. Całą. Ale widocznie się pomyliłam.

— Przepraszam. Nie chciałam próbować, ja...

Widziałam, że trochę się denerwuje.

— Tak nie buduje się relacji. Poznałaś, że preferuje kobiety, ale to za mało. Sądzisz, że dla mnie to nic? Spróbujesz, spodoba ci się i pojedziesz do domu. Masz gdzieś co ja będę czuła, tak?

— Nie. Jestem gotowa na całość i na pewno cię nie zostawię.

Wypiła cały kieliszek, a ja tylko patrzyłam. Kiwała głową, to znowu patrzyła na obrazy i dekoracje domu, który wyglądał idealnie pięknie. Podłoga z drewna, dywan, meble, lampy, obrazy i rzeźby. Każda z tych pojedynczych rzeczy była sama w sobie piękna, a razem odpowiednio dobrane, wyglądało idealnie.

— I co mam teraz zrobić? W życiu bym się nie spodziewała tego po tobie.

— Dobrze, że mnie nie wyrzuciłaś, wybacz.

— Och, dobrze, że zrozumiałaś. — odetchnęła.

— Co zrozumiałam — teraz ja byłam zaskoczona.

— No, że to był głupi pomysł.

— Nie, ja nadal chcę. Wszystko i wiem, że to nie jest przygoda.

Patrzyła na mnie kilka minut bez słów.

— Na pewno wiesz co robisz?

— Jestem niedoświadczona, bo w życiu bym nie myślała, że mogę tego pragnąć.

— Czyli chcesz tylko seksu?

— Nie. Chcę ciebie. Twoje słowa, gesty, myśli. Jaka jesteś, co i jak mówisz. Możemy tego nie robić i tak chce wszystko ci dać i wziąć co ofiarujesz.

— Nie próbowałam cię podrywać, nie zrobiłam niczego, nie powiedziałam niczego. I nie myślałam o tym.

— Czyli mnie odrzucasz?

— Nie, tylko wydaje mi się, że to za szybko. Dziesięć razy za szybko.


Wyczułam, że mi nie odmówi. Byłam świadoma co robie i czego chcę. Być może chciałam być szczęśliwa i być ze szczęśliwą osobą.

Dopiero kilka dni potem powiedział mi, że do tej pory była zawsze tą stroną męską, że tak to nazwała, bo faktycznie tak nie jest. Ja ją brałam, bardziej i bardziej. I chciałam rzeczy, o których wiedziałam, że istnieją, ale nie sądziłam, że mogę tego chcieć. Kochałam się z nią sześć godzin. Potem spałyśmy pięć i potem miałyśmy kolejne sześć godzin gorącej miłości. Przez trzy dni nie robiłyśmy nic innego.

— Zakochałaś się?

— Chyba już w tej restauracji. Ona się broniła, ale po maratonie chyba do mnie dołączyła. Byłam z nią dwa lata. Każdy dzień był letnim popołudniem. Ale widocznie nie jest mi pisane zaznawać szczęścia. Poczułam, że to nie to. Nie zdradzała mnie, ale widocznie jej miłość się wypaliła.

Czy dałam za wiele? Czy nie zostało we mnie nic do zdobycia? Poczułam, że nasze rozmowy tracą duszę, a potem i nasze noce i czasem dnie. Nic się nie zmieniło i wszystko się zmieniło. Mieszkałam u niej.

W końcu musiałam porozmawiać.

— Izoldo, czy ty mnie już nie kochasz?

— Tracę to. Staram się, ale to ulatuje. Jesteś cudowna, dobra, miła, idealna w łóżku. Przykro mi. Zostawię ci dom.

— Nie chce twojego domu, chcę ciebie i twoją miłość.

— Możesz mnie mieć dzień i w nocy, co do drugiej sprawy, nie potrafię. Czuję się jak dziurawy garnek. Wybacz. Próbowałam, wierz mi.


Cóż wiedziałam, że miłości nie można zatrzymać. To było trzy miesiące temu. Miesiąc temu przeniosłam się do Yorku. Tydzień temu postanowiłam to skończyć. I o to jadę pociągiem donikąd. Chce stanąć na moście i skoczyć.

Aste wstała, pocałowała Simona w usta, tak delikatnie, jak Laura i wyszła. Simon zapłacił za kawę i ciastka i zadzwonił po taksówkę. Zamówił kurs do monumentu Scotta.

Dojechał tam za kilkanaście minut. Nie czuł nic, a właściwie tylko jedną rzecz. Czy Aste już skoczyła? I od tego momentu zaczął o niej myśleć. Znał ją kilka godzin, a czuł jakby znał ją całe lata. Czy ona też to tak odebrała? Obydwoje pragnęli miłości i ta ich zawiodła. Mogłaby tak żyć jeszcze pięćdziesiąt lat, tylko po co? A na nowe próby nie było ich stać. Simon wiedział, że dzisiaj poznał dwie cudowne dusze. Laurę i Aste. To dobry koniec, pomyślał. Wszedł razem ze zwiedzającymi. Poprzednio dobrze zapoznał się z planem gotyckiej budowli. Wiedział jak iść i gdzie i kiedy. Wszedł już wysoko. Zabić się można skacząc z sześciu metrów. Najwyższa wieża miała dziesięć razy tyle. Był co najmniej czterdzieści metrów nad ziemią.

Pomyślał, że Aste powinna żyć. Poznać dobrego mężczyznę, bo jej miłość z kobietą była chyba ucieczką. Laura. Czy możliwe by go polubiła? Wiedział, że go polubiła. Wiedział więcej. Widział to w jej oczach. Chciał dla niej szczęśliwego życia. Dużo radości, dużo miłości i zero zawodów i trosk.

Wiedział, że to musi być szybka decyzja. Nie chciał by ktoś z nim negocjował. Musi wejść tam i skoczyć, zanim ktoś zacznie go prosić by tego nie robił. Obserwował parę. Robili wrażenie zakochanych. Pokazywali sobie okolicę i o czymś cicho rozmawiali. Teraz. Laura, Aste. Czy spotka swoja Beatrice? Co mu powiedziała? Że ma żyć i być szczęśliwy. Aste i Laura. Czy piękna i delikatna blondynka zmieniła zdanie? Powinna. Powinien ją był zatrzymać, wytłumaczyć. Z pewnością są odpowiedni ludzie dla niej. Ona nie potrzebowała ludzi, potrzebowała jednego serca. Delikatnego, wrażliwego. Simon znał taką osobę. Szkoda, że ta osoba zaraz umrze. Zrobił krok.

Za chwilę spadnie jak pikujący jastrząb...

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użył 2416 słów i 13714 znaków, zaktualizował 18 wrz 2020.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto