Nigdy więcej 02

Nie mogę uwierzyć w to, co się dzieje. Czuję, jak strach szczelnie oplata moje ciało, lecz wiem jedno: nie mogę pozwolić na to, by odebrał mi zmysły i przejął nade mną kontrolę.  
Mężczyzna przez chwilę lustruje mnie wzrokiem, okazując niezdrowe zainteresowanie.  
W końcu patrzy mi głęboko w oczy, jakby chciał mnie zahipnotyzować.
- Witaj skarbie. Tęskniłem – jego głos podszyty jest kpiną i dobrze wiem, że chce mnie tym wyprowadzić z równowagi.  
- Naprawdę? Bo widzisz, ja jakoś specjalnie na ciebie nie czekałam – dużo wysiłku kosztuje mnie wypowiedzenie każdego słowa.
- Kotku, kogo próbujesz oszukać? Zmieniłaś się, wyrosłaś na piękną kobietę. Ale jedno nie zmieni się nigdy. Ciągle na ciebie działam – mówiąc to zbliża się do mnie, ograniczając bezpieczną przestrzeń.
- Mylisz się, wszystko się zmieniło. Wybacz, ale ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę, jest rozmowa z tobą – próbuję odejść, ale przyciąga mnie do siebie.  
Nasze twarze znajdują się niepokojąco blisko siebie. Czuję się jak w potrzasku. Delikatnie gładzi moje włosy, po czym jego palce wędrują po mojej szyi, wywołując tym fale dreszczy. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co robi. Po chwili jego usta zastępują miejsce dłoni i składa delikatny pocałunek w okolicy mojego ucha. Ze stanu odrętwienia wyrywa mnie szept.
- Mam nadzieję, że nie zdradziłaś nikomu naszej małej tajemnicy.
Milczę. Tak jak w ciągu ostatnich pięciu lat.

     Wpadam do mieszkania i z ulgą zatrzaskuje za sobą drzwi. Próbuję zapanować nad drżeniem całego ciała, ale z marnym skutkiem. Muszę zmyć z siebie dotyk, który wywołał we mnie tyle sprzecznych emocji.  
     Będąc w łazience, pozbywam się ubrań i wchodzę do kabiny prysznicowej. Nagle dopada mnie ciężar doświadczeń, a ja nie potrafię już dłużej udawać, że jestem w stanie poradzić sobie z tym, co niedawno się wydarzyło. Bezwładnie osuwam się po zimnej ścianie, pozwalając na to, by wewnętrzny chaos pochłonął mnie bez reszty.
     Jak mogłam być aż tak naiwna. Myślałam, że demony przeszłości odeszły już na zawsze, a ja zyskałam prawo do normalnego życia. Jedno, krótkie spotkanie bezlitośnie obdarło mnie ze złudzeń. Długo powstrzymywane łzy spływają po mojej twarzy, jednak płacz nie przynosi ukojenia. Spoglądam na metalową półkę z niezbędnymi drobiazgami, odnajduję maszynkę i sprawnym ruchem wyjmuję z niej ostrze. Dotyk zimnej stali na skórze, czerwień krwi spływającej po nagim ciele jest dla mnie jak głęboki oddech po ciężkim wysiłku. Jestem teraz jak płótno, a ciemne strugi tworzą na mnie abstrakcyjny obraz. Żałuję, że to uczucie jest tak ulotne. Zły nawyk powrócił z tą samą siłą, z jaką zostałam brutalnie zaatakowana przez powrót wspomnień, które zdążyłam zakopać gdzieś w najciemniejszym zakamarku duszy.
     Kiedy przestaję krwawić, poddaję się terapeutycznemu działaniu wody, po czym opuszczam swój azyl. Zakładam szlafrok, ignorując piekący ból świeżej rany na przedramieniu. Przypominam sobie o zapasie piwa w lodówce i już wiem, że dla mnie ten dzień nie zakończy się tak szybko. Gdy zabieram alkohol z kuchni, dociera do mnie, że już świta i prawdopodobnie większość społeczeństwa już niedługo przystąpi do celebrowania niedzielnego poranka. Normalni ludzie potrafią funkcjonować jak trzeba, a ja zawsze przeczyłam temu, co jest uznane za właściwe.
Jestem już spokojniejsza, negatywne emocje opadły do poziomu, umożliwiającego racjonalne myślenie. Włączam ulubioną muzykę, układam się na miękkim łóżku i wyruszam w podróż do przeszłości. Serce przyspiesza rytm, oddech staje się szybszy, a ja wracam do wydarzeń, które zmieniły mnie na zawsze. On wrócił. Moja pierwsza i jedyna miłość.

     Zanim go poznałam, byłam zupełnie inną dziewczyną. Swoim zachowaniem przypominałam skrzywdzone, dzikie zwierzę. Znalazłam się w zupełnie nowej dla mnie rzeczywistości, bałam się ludzi. Czułam strach przed tym, że ktoś może poznać moje tajemnice. Trwałam w swojej skorupie bezpieczeństwa, zamknięta na wszelkie gesty przyjaźni. Dopóki on nie postanowił mnie oswoić.
     Od najmłodszych lat byłam wyłącznie narzędziem w rękach moich rodziców, dzięki mnie mieli spełnić swoje chore ambicje. Według nich moja inteligencja i zapał do nauki były swoistą polisą na życie. Zostałam stworzona po to, by zapewnić im lepszą przyszłość.  
     Matka uderzyła mnie po raz pierwszy, gdy miałam siedem lat. Wszystko dlatego, że nie potrafiłam podać odpowiedniego wyniku do kolejnego zadania z matematyki, którą męczyła mnie cały sobotni dzień. Byłam zmęczona, cyfry zlewały się w jedną, czarną plamę. To właśnie w tym momencie poczułam jak jej dłoń ląduje na moim policzku. Zaskoczenie, przewyższało ból, który czułam. Wtedy też po raz pierwszy, a zarazem ostatni zadałam pytanie:, , Dlaczego mamusiu?”
     Nadal pamiętam bolesne mrowienie na mojej dziecięcej buzi i płynące łzy, które moczyły różowe wstążki wplecione we włosy. Słowa wypowiedziane przez matkę w tamtej chwili, towarzyszą mi przy każdej poniesionej porażce w życiu., , Jesteś beznadziejna. Nigdy nie będziesz najlepsza”.
     Potem było już tylko gorzej. Wraz z upływem lat zmieniał się kaliber uderzeń, które przyjmowało moje ciało, a także przedmioty wykorzystywane do dyscypliny. Była sprytna. Koncentrowała się tylko wokół miejsc, które były zakryte przez ubranie. Z moim lekcjami wychowania fizycznego, które mogły ją zdemaskować też świetnie sobie poradziła. Jej dobra koleżanka, która była lekarzem wypisywała mi zwolnienia z powodu chorego kręgosłupa. Był zdrowy w przeciwieństwie do psychiki mojej matki. Matka? W ten sposób się do niej zwracałam. W moich myślach figurowała jako, , ona”.
     Tylko ojciec wiedział, co tak naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami pokoju jego córki. Zdawał sobie sprawę z tego, że przygotowania do kolejnych sprawdzianów okraszone są agresją jego żony i moim cierpieniem. Nie reagował, nie zrobił nic. Może dlatego, że nigdy nie krzyczałam?

     Jednak na wszystko przychodzi czas. Wracając ze szkoły w pewne czwartkowe popołudnie, wiedziałam, że stanie się coś złego. Całą sobą próbowałam przygotować się na nadchodzące niebezpieczeństwo. Przechodząc przez próg swojego domu wiedziałam, że się nie myliłam. Ona tam była. Czekała na mnie.
- Gdzie byłaś smarkulo?! Lekcje skończyły się o czternastej, a jest już przed szesnastą. Gdzie się szlajałaś, mów natychmiast! – jej oczy rzucały we mnie niewidzialnymi piorunami, a twarz zaczerwieniła się od wściekłości. Wyglądała jak balon, który za chwilę pęknie od nadmiaru gromadzącego się w nim ciśnienia.
- Byłam w bibliotece mamo – podjęłam nieudolną próbę załagodzenia jej stanu. W rzeczywistości moje słowa tylko odwlekały w czasie to, co przygotowała dla mnie na dziś.  
- Kłamiesz! Wszystkie książki, jakich potrzebujesz są na twoim biurku, nie bądź bezczelna!
- Mamo, chciałam po prostu poczytać coś, co nie ma żadnego związku ze szkołą… - nie dokończyłam swojej wypowiedzi, gdy powietrze przecięła dłoń rodzicielki, lądując na moim prawym policzku.
- Twoim jedynym obowiązkiem jest szkoła i nauka. Takie ścierwo jak ty nie zasługuje na żadne przyjemności i czas wolny. Ludzie inteligentni mają prawo do zainteresowań, ale ty jesteś tylko głupią i leniwą gówniarą!
- Jak mam być inteligentną dziewczyną skoro jestem twoją córką? – nie wiem dlaczego to powiedziałam. To było jak wydanie na siebie wyroku. Z natychmiastowym wykonaniem.
Gniew matki osiągnął w tym momencie apogeum. Zaczęła okładać mnie pięściami na oślep, wydając przy tym dźwięki jak człowiek opętany przez demona. Nie próbowałam się bronić, nigdy tego nie robiłam. Jedno z uderzeń było na tyle mocne, że powaliło mnie na podłogę. Byłam już zupełnie bezbronna, a ona dopiero się rozkręcała. Ból pojawiał się w nowych miejscach, kopniaki lądowały na żebrach, brzuchu, a nawet twarzy. Coś się zmieniło. Jej uderzenia były mocniejsze i było ich więcej niż zwykle. Chciała mnie zabić, wiedziałam to.
Byłam już na granicy przytomności, kiedy usłyszałam krzyk, który nie należał do żadnej z nas. Przecież ja nigdy nie krzyczałam.

     Ojciec chciał załatwić wszystko tak, jak należy. Rozwód, odebranie praw rodzicielskich i wymierzenie kary dla matki. Dopiero wizja ostatecznej utraty jedynego dziecka otworzyła mu oczy. Błagał mnie o wybaczenie, ale nie chciałam z nim o tym rozmawiać. Ani o niej. Nie interesowało mnie to.
     Jego obojętność była dla mnie równie bolesna jak ciosy zadawane przez matkę. On też był odpowiedzialny za lata znęcania się nade mną, czas przepełniony smutkiem i bezsensownym cierpieniem. Było za późno na to, by cokolwiek naprawiać. Ale był to odpowiedni moment, by zacząć od początku. Postanowiłam, że nikt mnie już nie skrzywdzi. Nigdy więcej.
     
     W wieku 16 lat byłam już inną dziewczyną. Przynajmniej takie sprawiałam wrażenie. Proces potrwał krócej niż się spodziewałam. Zarówno matka, jak i ojciec odpowiedzieli za to, co się stało. Matka została skazana za katowanie mnie w imię wyższych wartości, natomiast ojciec za ciche przyzwolenie dla całej sytuacji. Najważniejsze jednak dla mnie było to, że nie mieli już do mnie żadnych praw. Na mocy wyroku sądu przestali już być moimi rodzicami. Byłam wolna.
     Dzięki temu, co się stało zyskałam jeszcze coś niezwykle ważnego, a mianowicie bezwarunkową miłość. Zaopiekowała się mną babcia, która rzekomo zmarła tuż przed moimi narodzinami. Tak, rodzice okłamywali mnie przez całe życie. Byłam zdumiona, kiedy odwiedziła mnie w szpitalu, zaraz po otrzymaniu informacji od funkcjonariuszy policji. Wytłumaczyła mi od początku do końca, dlaczego rodzice wmówili mi historię o nieżyjącej babci i zadbali o to, bym we wszystko uwierzyła. Najbardziej oczywiście zależało na tym mojej niezrównoważonej mamusi, ponieważ to właśnie ona była punktem zapalnym w tej popieprzonej bajce.
     Ojciec przyprowadził swoją wybrankę do rodzinnego domu pod koniec liceum. Babcia powiedziała mi, że od początku była wobec niej nieufna, wszystko ze względu na jej przenikliwe spojrzenie, kryjące w sobie fałsz. Nie lubiła jej, ale tolerowała wybór, jakiego dokonał syn. Był w niej zakochany, ale to nie była odwzajemniona miłość. Mojej matce chodziło wyłącznie o pieniądze, należące do rodziny ojca, która swoją drogą była obrzydliwie bogata. O tym też nie miałam pojęcia.  
     Bardzo szybko okazało się, że mam przyjść na świat, więc konieczne było podjęcie konkretnych decyzji. Moja matka naciskała na ślub, ale babcia była sceptycznie nastawiona do tego pomysłu. Uważała, że młodzi potrzebują czasu, by sprawdzić się w nowej roli i lepiej się poznać. Nie spodobało się to jej przyszłej synowej, która od dawna realizowała swój plan. Nie tak miało być, dziecko było jej przepustką do lepszego życia.  
     Mój ojciec już wtedy był pod ogromnym wpływem partnerki. Pewnego dnia zażądał od babci pieniędzy na zorganizowanie ślubu i zakup mieszkania, a kiedy stanowczo odmówiła, powiedział, że nigdy w życiu nie zobaczy wnuczki.  
     Po tej opowieści zrozumiałam, skąd wzięła się nienawiść, którą darzyła mnie moja matka. A właściwie ona, ta, która mnie urodziła. Postanowiła urodzić dziecko, które miało zapewnić jej lepszy byt. Kiedy tak się nie stało, nie byłam jej już do niczego potrzebna.

     Nie miałam żalu do babci za to, że o mnie nie walczyła. Nie była świadoma tego, że kobieta, która wychowuje jej wnuczkę to psychopatka. Postanowiła wynagrodzić mi lata rozłąki, otaczając mnie najlepszą opieką na świecie. To dzięki niej poznałam wszystkie pozytywne emocje, które dotąd były mi obce, a przede wszystkim poczułam się kochana.
     W moim życiu zmieniło się wszystko. Cały mój dotychczasowy świat wywrócił się do góry nogami. Chciałam wymazać z pamięci bolesne wspomnienia i być po prostu szczęśliwa.
Wkraczając w okres dojrzewania, gdzieś w głębi duszy byłam maleńkim dzieckiem, stawiającym pierwsze kroki. Moje serce miało w sobie tyle wolnej przestrzeni do miłości, ale nie potrafiłam nią nikogo obdarzyć. Do pewnego momentu.
     Pierwszy raz spotkałam go pewnego popołudnia w parku, znajdującym się niedaleko mojego nowego domu. Przechodził obok ławki, na której łapałam pierwsze letnie promienie słońca. Zwrócił uwagę na okulary, które niepostrzeżenie wysunęły się z mojej torebki. To była miłość od pierwszego spojrzenia. Niemożliwie zielone oczy obserwowały każdy milimetr mojej twarzy, podczas gdy ja tonęłam w tej niesamowitej chwili.  
     Był idealny, perfekcyjny w każdym calu. Delikatnie brązowe włosy, pozostawały w lekkim nieładzie. Cudowne oczy, jedyne w swoim rodzaju, ozdobione iskierkami rozbawienia. Nieskazitelna skóra w odcieniu karmelu, upstrzona w kilku miejscach piegami. I usta wygięte w zawadiackim uśmiechu. Byłam zachwycona. W myślach wertowałam wszystkie przeczytane w tajemnicy romanse, wiedząc, że to właśnie ta chwila, w której spotkałam chłopaka, który na długo zagości w moim życiu. Dziś już wiem, że spotkałam ucieleśnienie zła, człowieka, który zmienił mnie już na zawsze.

     Był pierwszą osobą, której zaufałam. Tak po prostu, bez zbędnych pytań rzuciłam się w otchłań naszej relacji. Zahipnotyzował mnie. Byłam zafascynowana starszym od siebie chłopcem, który jest zainteresowany właśnie mną. Wiedział co robić, by mnie nie spłoszyć.
     To dzięki niemu poznałam smak pierwszej miłości. Długie rozmowy, nieprzespane noce. Spacery po plaży, wspólne wpatrywanie się w rozgwieżdżone niebo. Pierwszy dotyk jego dłoni na mojej skórze pamiętam do dziś. Tak jak nasz pierwszy pocałunek, moment, w którym nasze usta połączyły się w jedność.
     Po raz pierwszy poczułam, że komuś na mnie zależy. Nie musiałam spełniać określonych wymagań, żeby w końcu ktoś mnie docenił. Akceptował mnie taką jaką jestem naprawdę. Nie oczekiwał niczego w zamian. Do czasu. Mój anioł stróż, wyśniony ideał nie był tak doskonały jak mi się wydawało.
     W każdej bajce przychodzi moment na zakończenie. Nasze zakończenie nie było szczęśliwe. Wystarczyło kilka pieprzonych minut, by zniszczyć to, co zdołałam zbudować do tej pory. Okazało się, że żyłam w świecie iluzji, kurtyna opadła szybciej niż tego się spodziewałam.
     Osoba, którą pokochałam całą sobą zabrała mi wszystko. Zadała mi ból, na który nie byłam przygotowana. Doprowadziła mnie do krawędzi rozpaczy. Odebrała coś, co należało tylko do mnie.
     Niewinność.

Black

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 2659 słów i 15027 znaków, zaktualizowała 6 lut 2018.

5 komentarzy

 
  • AnonimS

    Jak widzisz nadal czytam Twoje dzieło. Nie chcę używać górnolotnych określeń ale to jest bardzo dojrzałe. Nie unikasz trudnych tematów. I dlatego to co piszesz ma takie oddziaływanie. Pozdrawiam

  • Black

    @AnonimS Bardzo mi miło, że po raz kolejny mnie odwiedzasz. Górnolotne określenia zostawmy poetom.. Nie unikam i unikać nie będę, także mam jeszcze parę ważnych tematów do poruszenia;)

  • candy

    pozamiatane <3

  • Fanka

    Dołączam się do komentarzy niżej  :bravo:  
    Pozamiatałaś wszystkich !  :bravo:

  • Black

    @Fanka Dziękuję bardzo:D

  • Fanka

    @Black  :hi:

  • Somebody

    Cudnie napisane. Zdecydowanie dreszczyk jest  :bravo:

  • Black

    @Somebody Dziękuję bardzo i kłaniam się nisko:D

  • agnes1709

    Nie, no brak mi słów, kurwa, no nie wiem, co mam napisać. Dziś pogniotłaś wszystkich autorów na Lolu... WSZYSTKICH!!! Powiem tak! Jeśli przeszedł dreszczyk, opowiadanie jest dobre, tu przeszedł ich cały BATALION, zinterpretuj więc sama:D KOCHAM CIĘ!!! pe.es. Wciskam serduszko, dwie łapki i mam nadzieję, że trójka nie po 10-ciu miesiącach:nunu:

  • Black

    @agnes1709  Trójka będzie zdecydowanie szybciej mój skarbie. Nikogo nie gniotę moja droga, tutaj jest pełno autorów, którzy dostarczają dreszczy:D Kocham szalenie i dziękuję za czas poświęcony na czytanie <3

  • agnes1709

    @Black Zawsze, dawaj tylko to czytanie:D

  • MrHyde

    @agnes1709 czuję się pognieciony ;)

  • agnes1709

    @MrHyde To dobrze, zasłużyła:kiss:

  • MrHyde

    @agnes1709 ;)