Nigdy więcej 01

Jest cisza. Do mojej głowy nie dociera nic oprócz niej. Potem pojawia się światło, a wraz z nim przeszywający ból. A więc jednak nie spędzam tego poranku samotnie. Mój stary, dobry przyjaciel kac postanowił mnie odwiedzić. Zbieram wszystkie siły i macam okolice łóżka w poszukiwaniu cennej butelki z wodą. Następnie przysysam się do niej niczym glonojad do akwarium. Może dzięki temu będę wyglądać jak te wszystkie panie z pierwszych stron gazet? Usta niczym pontony, które utrzymują je na oceanie pseudo popularności. Na samą myśl o tym parskam śmiechem. Dobry humor mnie nie opuścił, nie jest ze mną tak źle jak sądziłam.  

Odpychając resztki snu, kontroluję stan mojej sypialni. Panuje w niej wszechogarniający pierdolnik. Ubrania z wczorajszego wieczoru znajdują się wszędzie tam, gdzie nie jest ich miejsce. Musiałam chyba czegoś szukać, bo zawartość półek zdobi każdy fragment podłogi. Głównie to książki, ale tylko te, do których mam sentyment. Mniej ważna reszta znajduje się poza moją świątynią. Zwlekam się z łóżka i próbuję przyzwyczaić swoje ciało do innego położenia niż leżenie plackiem. Postanawiam położyć rzeczy na jedną stertę, odkładając tym samym generalne sprzątanie na później. W jednej chwili dociera do mnie, czego tak zawzięcie szukałam w nocy. Tak, mogłam się domyślić. Pod łóżkiem spoczywa winowajca kaca, czyli do połowy opróżniona butelka wódki i moja największa świętość w całej kolekcji -, , Mały Książę”. To już taka moja mała tradycja, że podczas niektórych pijackich sesji, czytam fragmenty i zalewam się łzami, dopóki nie padnę pokonana przez nadmiar alkoholu. Na szczęście nie zdarza się to często, więc póki co nie grozi mi ani wakacyjny pobyt w psychiatryku okraszony niezwykłymi atrakcjami, ani regularne spotkania z grupą wsparcia rozpoczynające się od:, , Mam na imię Kamila i jestem …”.  

Należy mi się rozgrzeszenie ze stanu, do którego doprowadziłam się wczoraj. Po miesiącach zakuwania i braku wolnego czasu organizm potrzebował zresetowania. Moi znajomi ze studiów nigdy by mi nie wybaczyli, gdybym po raz kolejny odmówiła im wyjścia na jedno szybkie do baru. A jak powszechnie wiadomo, lubi się ono przekształcić na kilka głębszych, co skutkuje takim samopoczuciem, jakie towarzyszy mi właśnie dziś. Powolnym krokiem zmierzam do kuchni i kątem oka dostrzegam pewien cień obok, co skutkuje lekkim wzdrygnięciem. Owym cieniem było moje obicie w lustrze. Pięknie. Przestraszyłam się siebie samej, ale w zasadzie to nic dziwnego. Przyglądam się swojemu odbiciu i nie wierzę, że mogłam doprowadzić się do takiego stanu. Moje włosy chyba postanowiły zwiać poprzedniej nocy, bo każdy z nich sterczy w inną stronę. Cienie pod oczami, jakich nie powstydziłaby się sama pani panda i gęba wielkości cynkowanego wiadra w domu mojej babci. Bosko. Dobrze, że dzisiaj nigdzie się nie wybieram. Gdyby było inaczej, to byłabym doskonałą aktorką w najlepszych horrorach i to bez charakteryzacji. Wizyta w kuchni musi poczekać, czas na prysznic. Zrzucam z siebie pięć rozmiarów za dużą koszulkę, która pełni rolę piżamy i wpełzam do kabiny prysznicowej. Jeden ruch ręką i czuję na sobie zbawienny wpływ ciepłej wody. Stopniowo sprawiam, że moje ciało otula coraz gorętszy strumień, co daje mi niewypowiedzianą ulgę. Czuję jak wracam do normalności, chociaż nadal nie w pełni. Kiedy dochodzę do wniosku, że zmyłam z siebie wszystkie potworności, okrywam się ręcznikiem i podchodzę do umywalki. Tym razem ignoruję odbicie w lustrze, myję zęby i wklepuję w twarz kilogram odżywczego kremu. Okrywam szczelnie swoje ciało puszystym szlafrokiem i głośno wzdycham. Zbieram w sobie cały zapał i ruszam do kuchni. O ile sypialnia jest moją świątynią, to kuchnia jest moim królestwem. Zapachy, konsystencje, a przede wszystkim smak to moja odskocznia. Chwilę zastanawiam się nad tym, na co mam ochotę. Zdecydowanie coś niezdrowego, z dużą ilością kalorii i tłuszczu. Włączam ekspres i zabieram się za komponowanie posiłku. Bułeczki z poprzedniego dnia zagrają tu kluczową rolę, ponieważ moim marzeniem są zapiekanki. Wyciągam pieczywo, przekrawam wzdłuż i smaruję masłem. Włączam piekarnik, po czym wyjmuję z lodówki pieczarki, ser, szynkę i pietruszkę. Siekam każdą z tych rzeczy i układam na wcześniej przygotowanych bułkach, całość ląduje w piekarniku. W tym samym czasie ekspres daje znać, że czas na kawę. Wyciągam z szafki swój ulubiony kubek z kotkiem i nalewam do niego orzeźwiającego płynu. Gdy napawam się nim, do moich uszu dociera dziwny szum, dobiegający z korytarza. Podnoszę się leniwie w poszukiwaniu źródła nieprzyjemnego dźwięku. Okazuje się, że w przedpokoju następuje jego apogeum, więc nie pozostaje mi nic innego jak zapolować na ową wkurwiającą rzecz. Przybieram pozycję rasowego myśliwego i czaję się na swą ofiarę. Czuwam, przygotowuję się do skoku i jest! To mój kochany złomowaty telefon emitował te dźwięki. Spoglądam na wyświetlacz i dociera do mnie, że jestem pozbawiona możliwości wyboru. Dzwoni Em, nowo nabyta przyjaciółka. Jak na moje standardy gości zdecydowanie od niedawna w moim życiu. Poznałyśmy się około dwóch lat temu i od tamtej pory jesteśmy towarzyszami niedoli z różnym skutkiem. Z ciężkim westchnięciem odbieram komórkę.
- Halo…
- Hej! Dobić się do ciebie to naprawdę sztuka. Dlaczego nie obierasz? Dzwonię do ciebie od kilku godzin. – Odpowiedziała z wyrzutem.
- Przepraszam, niedawno wstałam. Wczoraj trochę zabalowałam i musiałam odpocząć.
- Ach, no tak! Przecież wczoraj miałaś ostatni egzamin. Jak poszło?
- Nie ma o czym mówić. Misja zakończona sukcesem.
– To super! Słuchaj, właściwie to jestem niedaleko, może mogłabym wpaść? Jest jedna rzecz, którą musimy koniecznie przedyskutować!
- Mam się bać? – odpowiadam z powątpieniem. Znając pomysły tej wariatki, może okazać się, że planuje wycieczkę do Ciechocinka lub innego absurdalnego miejsca.
- Dowiesz się, jak uchylisz wrota swojej twierdzy.  
- Ok, ale przychodzisz tu na własną odpowiedzialność. Dzisiaj trochę odstraszam, więc przygotuj się na najgorsze.  
- Myślę, że jakoś przeżyję. Za jakieś 15 minut będę, to pa! – I już jej nie było. Ciekawi mnie, co ta bestia wymyśliła. Wracam do kuchni i zaglądam do piekarnika. Jeszcze chwila i będę mogła w końcu się najeść. W oczekiwaniu na pokarm sączę kawę, rozmyślając nad tym, co zrobię z nadmiarem czasu. Do wczoraj żyłam na zwiększonych obrotach, więc będzie to duża odmiana. Może powinnam gdzieś pojechać razem z Em, żeby naładować akumulatory. Przede wszystkim się wyśpię, tak! Będę spać tak długo, aż zgniję i wtedy żaden wyjazd nie będzie potrzebny. Coraz bardziej intensywny aromat zapiekanek unoszący się w powietrzu, daje znać, że czas na posiłek. Zakładam różowe rękawice kuchenne i wyjmuję z piekarnika złociste bułeczki z dodatkami. Ledwo powstrzymuję się przed ślinotokiem i stawiam jedzenie na stole. Nakrywam dla dwóch osób, z nadzieją, że przyjaciółka skusi się na wspólne śniadanie. Kiedy wszystko jest już gotowe, do moich uszu dociera ciche pukanie. Mój gość jest już na miejscu. Docieram do drzwi i je otwieram. Na powitanie Em ofiarowuje mi bliżej nieokreślony wyraz twarzy.
- O Jezu… - Mówi z rezygnacją.
- Wystarczy Kamila. Przestań się tak gapić, tylko właź już do środka.
- Chyba to była długa noc, co? Wygląd twojej mordki mówi wszystko. A może… Nie spędziłaś jej sama? Opowiadaj! – Nie no, tego już za wiele.
- Po pierwsze czy mogłabyś przestać się wydzierać? Chyba widzisz, że dzisiaj funkcjonuję nieco gorzej niż zwykle. Po drugie, zanim uraczę cię opowieścią o swoim bujnym życiu seksualnym, idź do kuchni i usadź swoje cztery litery przy stole. Zrobiłam śniadanie i chętnie się podzielę.  
- Czyli jednak coś było, ha! Dobra, dawaj to żarcie jestem głodna jak wilk! Od rana latam po mieście z wywieszonym jęzorem.  
- Ale, ale co to za słownictwo? Damie nie przystoi kalać swej kwiecistej mowy, tak prostackimi wyrażeniami – Jak ja kocham z niej drwić. Z wzajemnością. Em zostawia swoje rzeczy w przedpokoju i w końcu docieramy do kuchni. Lokujemy się przy stole, a ja zaczynam nakładać posiłek. Prosta rzecz, ale pachnie zniewalająco. Spoglądam na towarzyszkę i zastanawiam się, co jej chodzi po głowie, ponieważ patrzy na mnie, jakby chciała mnie poinformować o czymś niezwykle ważnym.
- Co jest? – Pytam z zaciekawieniem.
- Kami… Wiesz co, nie powinnaś tego jeść. – Jej powaga w tej sytuacji jest co najmniej dziwna.
- Nie powinnam tego jeść, bo?
- Przecież to jest strasznie tłuste, a ty ostatnio trochę się zaokrągliłaś. Na twoim miejscu przerzuciłabym się na jakieś warzywa. Dwa liście sałaty i jakaś marchewka. To by było odpowiednie śniadanie. – A to jędza. Zastanawiam się nad sensem jej słów. Faktycznie, może nie wyglądam jak bliska krewna anoreksji, ale lubię swoje ciało. Zdobyłam ostatnio nadprogramowe kilogramy, jednak to nie oznacza, że przeszłabym pomyślnie casting na modelkę plus size. Już mam ją mordować, ale babsko wybucha głośnym śmiechem. Wybaczam.
- Zamknij się i żryj. Smacznego.
- Ależ ty milutka. Dobra to co z tym bzykaniem? – Mówiąc to porusza znacząco brwiami.
- Daj spokój. Byłam ze znajomymi oblewać egzamin, nie szukałam potencjalnego kandydata do dzikiego seksu. Nikogo nie szukam. – Znowu to samo. W każdej naszej rozmowie musi przewinąć się temat braku faceta u mego boku. Nuda.
- I to jest problem. Jak długo jeszcze masz zamiar być sama? Nie rozumiem cię, w końcu nie jesteś siostrą bliźniaczką Shreka. Zawsze ktoś się koło ciebie kręci, a ty go zlewasz.
- Bardzo ci dziękuję za ten wątpliwej jakości komplement, ale to nic nie zmienia. Nie mam zamiaru zmuszać się do związku z kimś, kto mnie kompletnie nie interesuje. Może kiedyś spotkam kogoś wyjątkowego. Na razie jest dobrze tak, jak jest.
- Nie chcę cię rozczarować, ale książę na białym koniu tudzież w czerwonym Ferrari to tylko bajki. Bywa różnie, co nie zmienia faktu, że fajnie jest czasem przytulić się do mężczyzny.
- Jeżeli mam taką potrzebę, to przytulam się do misia. To mi wystarcza. Lepiej powiedz, co cię do mnie sprowadza. Chciałaś coś ze mną obgadać.
- Idę jutro z Bartkiem i jego znajomymi do klubu. Gwiazdą wieczoru będzie jakiś tam znany DJ. Pomyślałam, że skoro masz już z głowy naukę, to wybierzesz się z nami. Co ty na to?
- I ten DJ jest tak sławny, że nie masz pojęcia jak się nazywa? Oj Emilio, co z ciebie wyrośnie. Wiesz, że nie lubię chodzić do takich miejsc. Bezsensowna łupanka i stado nawalonych małolatów.  
- Przestań marudzić, tylko zgódź się. Chociaż raz zrób wyjątek i idź z nami, będzie super. Obiecuję, że będziesz mogła wyjść, jak tylko poczujesz, że masz dosyć. Proszę…
Przez chwilę zastanawiam się nad jej propozycją. Może to nie taki zły pomysł, dawno nie byłyśmy razem na żadnej imprezie.
- Już nie jęcz. Pójdę, ale…
- Wiedziałam, że mi nie odmówisz! Będzie zajebiście, zobaczysz!  
- Dziewczyno daj mi skończyć. Pójdę, ale nie wiem na jak długo wystarczy mi siły, żeby przetrwać w tej dżungli.  
- Nie będzie tak źle, jak ci się wydaje. W co się ubierzesz?
O nie… Kiedy Emilia wypowiedziała te słowa, wiedziałam, co za chwilę nastąpi. III wojna światowa to niedopowiedzenie. Chociaż na co dzień nie mam większych problemów, by dogadać się z przyjaciółką, to kwestia ubrań jest naszym polem krwiożerczej walki. Otóż kochana Emilia ubzdurała sobie, że jest jakąś ikoną stylu, traktując mnie przy tym jak totalne bezguście. Za nic nie dociera do niej, że czuję się dobrze w tym, co wybieram sama. Najchętniej wcisnęłaby mnie w landrynkową sukienkę i szpilki wysokości wieży Eiffla.
Biorę głęboki wdech i dzielę się z nią tragiczną informacją.
- Wybiorę coś z szafy i tyle. To tylko wypad do klubu, a nie herbatka z Królową Elżbietą.
- Co?! Chcesz mi powiedzieć, że planujesz założyć te swoje szaty pokutne?! W takich ciuchach chodź sobie po bułki do sklepu albo do szkoły. Nie pozwolę ci wyjść tak na imprezę, po moim trupie.
- W takim razie powiedz jak chciałabyś zginąć? Preferujesz śmierć szybką, czy też efektowną. Powiedz proszę, wolisz Hannibala czy pana Zenka ogrodnika?
- Jesteś psychiczna. Pokaż zawartość tej swojej nieszczęsnej szafy.
- Dobrze, ale w zamian za te tortury pozmywasz po śniadaniu. Deal?  
- Dobra, dobra. Nie gadaj tyle, tylko pokazuj.
Od początku wiedziałam, że do tego dojdzie. Przedstawienie czas zacząć. Prowadzę Emilkę do swojej sypialni, zupełnie zapominając o bałaganie, który się tam znajduje. Otwieram drzwi przed przyjaciółką i w tym właśnie momencie zaczynam żałować swojej decyzji.
- Coś ty tu robiła w nocy? Masz tu niezły burdel.
- A ty co, z policji jesteś? Nie wiem czemu używasz tego brzydkiego słowa na, , b”, nie widzę tu żadnych skąpo odzianych dam do towarzystwa.  
- Racja, tylko ich tutaj brakuje. Ale nie jesteśmy tu po to, by przeprowadzać test białej rękawiczki. Sprawdźmy, co kryje w sobie twoja szafa.
Z ciekawością przyglądam się, jak Em lustruje wzrokiem moje równo poukładane ubrania. Przegląda też te, które są na wieszakach. Robi to niechętnie, jakby materiały były pokryte obleśną mazią.
- Czy słyszałaś kiedykolwiek o istnieniu kolorów? Kolory to te wszystkie poza czarnym. Różowy, zielony, niebieski… Mówi ci to coś?
- Tak, obiło mi się kiedyś o uszy. Nie uwierzysz, ale nawet były obecne w moim życiu. Ale potem zmądrzałam.
- Na twoim miejscu nie byłabym tego taka pewna. Jak ty możesz tu cokolwiek znaleźć poza szarymi i białymi wyjątkami?
- Wbrew pozorom nie jest to takie trudne. Wiem, gdzie odkładam każdą rzecz i oto cała filozofia.
W międzyczasie dziewczyna zawzięcie wertowała wieszaki, zapewne w poszukiwaniu jakiejś kiecki lub czegoś w tym stylu. Gdy coś ją zainteresowało, rzucała ubranie na łóżko.
- Nie masz tu żadnej sukienki? Niektóre bluzki można byłoby uznać za kobiece, ale na imprezę potrzeba czegoś ekstra.  
- Nie założę żadnej sukienki, zapomnij.  
- Ale dlaczego? Poczułabyś się zupełnie inaczej, seksownie, ponętnie…
- Wystarczy. Seksownie czuję się w spodniach, pokazywanie kolan było dobre w podstawówce, kiedy walczyłam z chłopakami o tytuł króla blizn.
- Szkoda, że twoje doświadczenia z płcią przeciwną kończą się na tym etapie. O, a co to takiego? – Mówiąc to, Emilia wyciągnęła z szafy mój nowy nabytek. Zakup poczyniony w stanie typowej, kobiecej depresji. Legendy głoszą, że ma to nawet szczególną nazwę: PMS. Była to bluzka, która pomimo swojego czarnego koloru przypadła do gustu mojej przyjaciółce.
- Jestem zaskoczona. W końcu coś, co choć odrobinę podkreśli twoją kobiecość. Prześwitujące rękawy i te wycięcia… Miałaś jakieś zaćmienie umysłu, jak ją kupowałaś?
To zupełnie do ciebie niepodobne.
- Można tak powiedzieć. Ale miałam przeczucie, że się przyda. Mam rozumieć, że bluzka zyskała twoją aprobatę i to już koniec inspekcji? Nie wiem czy przeżyłabym ciąg dalszy.
- Nie narzekaj, dziś wyjątkowo byłam łagodna jak baranek. W nagrodę poproszę kawę i ciastko.  
- Nie był to żaden wysiłek, ale w porządku. Napoję cię i nakarmię.

Spędziłam jeszcze trochę czasu z Emilią, po czym dziewczyna pobiegła na randkę ze swoim chłopakiem. Musiałam wrócić do rzeczywistości, mieszkanie wymagało przeprowadzenia porządków. Nienawidzę sprzątać, a jeszcze bardziej nie znoszę bałaganu. Początkowo szło mi opornie, zmęczenie dawało o sobie znać. Jednak obiecałam sobie, że jeśli to skończę, nadrobię zaległości w nic nie robieniu. Ta myśl towarzyszyła mi przez cały czas, dzięki czemu sprzątanie przebiegało przyjemnie szybko. Wieczorem z ulgą położyłam się do łóżka, otulając się szczelnie kołdrą. W chwili wytchnienia zaczęłam rozważać słowa mojej przyjaciółki. Może rzeczywiście powinnam się odblokować i nieco bardziej otworzyć się na facetów? Zawsze stawiałam granicę, której nikomu nie pozwoliłam przekroczyć. Czas na zmiany. Z tą myślą odpłynęłam do krainy snu.

Następnego dnia, późnym popołudniem rozpoczęłam przygotowania do wyjścia. Coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że wyrażenie chęci na wspólną imprezę w klubie, nie było najlepszym pomysłem. Nie miałam serca odmówić Em, teraz było już na to za późno. Szybki prysznic nieco mnie rozluźnił, jakby woda zmyła część ogarniających mnie wątpliwości. Z radością zabrałam się za robienie makijażu. Może nie byłam ekspertem w tej dziedzinie, ale lubiłam podkreślać swoją urodę za pomocą kosmetyków. Następnie założyłam wybraną wczoraj bluzkę, czarne spodnie i trampki. W takich ubraniach czuję się swobodnie i jestem sobą. Na myśl o tym, że mogłabym mieć na sobie falbaniastą sukienkę i utrzymywać równowagę w niebotycznie wysokich szpilkach, przebiega mnie nieprzyjemny dreszcz.
Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do niewielkiej torebki i spryskałam się ulubionymi perfumami. Zapach wanilii i słodkiej kawy dodał mi pewności siebie. Gotowa do opuszczenia mieszkania stanęłam w przedpokoju i przyjrzałam się swojemu odbiciu w lustrze. Moje długie kasztanowe włosy swobodnie opadają na plecy. Złociste oczy bacznie mnie obserwują, nie opuszcza ich pewien odcień smutku. Niewielki nos i małe, ale pełne usta ozdabiają owalną twarz. Zakładam jeszcze skórzaną kurtkę i oceniam całość. Wyglądam nieźle, pomimo swojego niewielkiego wzrostu czuję się kobieco, a czerń tylko podkreśla mój charakter. Uśmiecham się do siebie i ruszam na podbój świata. Ta noc należy do mnie.

- Mówiłam ci, że będzie zajebiście – Em szczerzy się do mnie od ucha do ucha. Muszę przyznać jej rację. Od dawna nie miałam w sobie tyle pozytywnej energii. Chociaż stopy wysyłają sygnały, że to był już naprawdę ostatni taniec, a w głowie szumi od nadmiaru hałasu, to czuję się doskonale.
- Jest super! Tylko niepotrzebnie kazałaś każdemu koledze Bartka tańczyć ze mną, zachowujesz się jak stara swatka.
- Oj tam, oj tam. Widzę, że ci się to podoba.
- Może mi się podoba, co nie oznacza, że w trybie ekspresowym wyląduję przy ołtarzu.
- Przestań marudzić, idę do baru, czego sobie życzysz moja droga koleżanko? – spoglądam na zegarek i składam usta w podkówkę, jak niemowlę, które zamierza wybuchnąć głośnym płaczem.
- Będę się już zbierać. Jeszcze nie jestem w stanie wytrzymać nocnego maratonu.  
- Już? Dopiero pierwsza, co będziesz robić w domu?
- Pójdę spać. Naprawdę było super, ale chcę już wracać.
- Ok, odprowadzę cię do taksówki. Tylko pójdę po Bartka.
- Nie trzeba, poradzę sobie. A jeżeli chodzi o Bartka to idź już do niego, żeby żadna cizia ci go nie ukradła.
- Dobrze, tylko zadzwoń jak już dotrzesz na miejsce. Chyba nie chcesz, żebym podniosła alarm i postawiła na nogi wszystkie służby w tym kraju?
- Dobrze mamo, dam ci znać. Baw się dobrze. – Mówiąc to cmokam ją w policzek, a potem kieruję się w stronę schodów. Jestem zmuszona przeciskać się przez masę mniej lub bardziej pijanych ludzi, w akompaniamencie bluzgów rzucanych pod nosem. Zebrało się tu chyba pół miasta, pomimo późnej pory ludzi ciągle przybywa. Docieram do prowizorycznej szatni i ustawiam się w kolejce, by odebrać swoje rzeczy. Ukradkiem obserwuję obściskującą się w kącie parę. Dziewczyna ma maksymalnie szesnaście lat, ale usilnie próbowała zawyżyć swój wiek wyzywającym strojem i makijażem zbyt ostrym dla jej delikatnej twarzy. Znając realia, myślę, że równie dobrze nastolatka może być o wiele młodsza, a jej kochanek nie ma pojęcia o tym, że działa na granicy prawa. Po chwili mężczyzna, odrywa się od niej, chwyta za dłoń i opuszczają klub w doskonałych nastrojach. W pobliżu nie znajduje się już nic wartego zainteresowania, tylko ludzie napływający do środka, którzy chcą się zabawić w letnią noc. Nagle coś wokół mnie się zmienia, jakby ciało instynktownie przygotowywało się na nadchodzące niebezpieczeństwo. W powietrzu unosi się znajomy zapach, który odbił się bolesnym piętnem w mojej duszy. Zimna dłoń dotyka mego nagiego ramienia, a ciało ogarnia paraliżujący strach. Odwracam się gwałtownie i z przerażeniem odkrywam szokującą prawdę. Mój najgorszy koszmar właśnie się spełnił.
On wrócił.

2 197 czyt.
100%202
Black

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 3702 słów i 21009 znaków, zaktualizowała 26 kwi 2017.

2 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 30 maj 2018

    Wreszcie dotarłem i bardzo mi się było podoba co piszesz. Znam stan kaca i też uważam że tłuste jedzenie jest najlepsze. Ja osobiście wolę jajecznicę na bekonie ... . A na poważnie..masz bardzo kwiecisty, obrazowy język np "Cienie pod oczami, jakich nie powstydziłaby się sama pani panda i gęba wielkości cynkowanego wiadra w domu mojej babci. Bosko." . Niedługo przeczytam kolejne części ..... Pozdrawiam

  • Fanka

    Fanka · 25 wrz 2017

    Hej Dziewczyno nie wiem czemu nie dodajesz nowych czesci! Opowiadanie jest NIESAMOWITE! Swietnie sie czyta! Mam nadzieje ze dodasz nowa czesc Masz nowa Fanke