Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Krew cz. 3.

Na dźwięk zdrobnienia swojego imienia córka posłała jej dłuższe spojrzenie, a na jej buzi pojawił się na chwilę uśmiech. Skończyła zmywanie i wyszła z kuchni. Rodzice zostali sami.
– Nie powinna nazywać go cipą, pewnie dlatego tak jej odpowiedział. – szatynka nawiązała do zaistniałej sytuacji przy obiedzie.
Jej ton wskazywał, że w końcu pragnie nawiązać nieco cieplejszą rozmowę ze swoim małżonkiem.
– Chyba nie jest tak źle między nimi. Raczej są za sobą. Brian jest nieco zamknięty, ale nigdy nie zauważyłem, żeby nie miał do niej uczucia. 
– Też tak odbieram. Co do syna, może zrobiliśmy gdzieś błąd w jego wychowaniu – przyznała.
Alex miał ustalone zdanie w tym temacie. Wiedział, kto zrobił błąd, ale nie chciał tego wspominać, szczególnie w tej chwili, kiedy żona weszła w miły ton.
Bywało już nieraz, że wyglądało, że zaczyna być miła, by nieoczekiwanie powrócić do wyciągania mało istotnych wydarzeń z przeszłości i wówczas kończyło się to tym, że Alex przerywał rozmowę, żeby bardziej nie zaogniać sytuacji. Dlatego w tej chwili uznał, że lepiej na tym zakończyć rozmowę. Gdyby żona wyraziła chęć kontynuacji, zamierzał zostać z nią w kuchni i dalej rozmawiać w ciepły i przyjacielski sposób.   
– Dziękuję za obiad, skarbie – powiedział i pocałował ją w policzek.
Spojrzała krótko, prosto w jego oczy. Gdyby coś powiedziała, lub dotknęła jego dłoni,by go zatrzymać...
– Pójdę popracować.
Popatrzyła na niego inaczej, milej.
– Powinni ci więcej płacić.
– Powinni, ale nie jest tak źle.  
Chciał ją nawet przytulić i pocałować, ale nauczony doświadczeniem, nie zrobił tego. Nadal jednak nie tracił nadziei, że w końcu zacznie być dla niego bardziej ciepła i zauważy jego starania w kierunku, żeby ich wspólne życie miało więcej słonecznych dni, a nie samych deszczowych i burzowych, jak to miało miejsce od miesięcy. Po chwili wszedł do swojego gabinetu. Chciał poprawić nieznacznie prawie już ukończony projekt. Spodziewał się niezłej premii za swoją pracę. Właściciel firmy, dla której pracował, był zadowolony kiedy przejrzał projekt nowego osiedla, dla ludzi z większym kontem bankowym. Najtańszy dom miał tam kosztować milion sto tysięcy a najdroższy prawie dwa. 
Nie upłynęło pięć minut, a zdołał dopiero przejrzeć miejsce planu, które zamierzał zmodyfikować, kiedy do pokoju, bez pukania weszła Cynthia. Miała na sobie bawełnianą sukienkę w kwiaty. Podeszła do niego i pocałowała go w policzek, bardzo blisko ust.
– Dziękuję za kwiaty i głównie za to, że się wstawiłeś. – jej uśmiech i ciepły buziak wynagrodził wszystkie niezbyt miłe chwile ostatniej godziny.
– Nie ma za co. Mam nadzieję, że mama się nie przyczepi, że ci je kupiłem.
– Jest dziwna i jej nie rozumiem. Rzadko zaglada do mojego pokoju. Jesteś fajnym, seksownym gościem. Gdybym ja miała takiego faceta, traktowałabym go jak króla.
– Hej, trochę szacunku. Jestem twoim ojcem – powiedział to, ale naprawdę w środku się ucieszył.
Popatrzył na nią krótko. Musiał przyznać, że ma bardzo ładną córkę.
– Założyłaś dla mnie? – spojrzał na jej twarz, a potem na kreację.
– Głupi, mam randkę – zarumieniła się i szybko wyszła szybko.
Znowu gafa, pomyślał, kiedy cicho zamknęła drzwi. Po co jej to powiedziałem, mogłem stwierdzić, że ładnie wygląda, pomyślał.
Siedział w gabinecie jeszcze z godzinę. Wszedł do kuchni. Talerz z niedokończonym obiadem zniknął. Nie chciał myśleć, czy Brian zaszedł, czy raczej żona poszła do jego pokoju, by dopilnować, by zjadł. Chyba go nie karmiła, uśmiechnął się w środku. Dziwne, ale Emile nie widział, że zachowuje się w stosunku do dorosłego chłopaka, jakby miał pięć lat. Co dziwniejsze jemu to chyba nie przeszkadzało. Chwilę nasłuchiwał, ale nie słyszał nikogo na górze. Córka pewnie wyszła na spotkanie, a syn grał w komputerową grę. Wszedł do salonu. Pusto. Czyżby żona wyszła również? Odczuł drganie komórki. Kto to może być o tej porze, pomyślał. Dochodziła już siódma.
< Mam pewien problem, wpadniesz pomóc? >  
Cynthia. Kiedy ostatnio jej pomagał? Rok temu? Po minucie zapukał do jej pokoju.
– Otwarte – usłyszał z wewnątrz.
Siedziała za biurkiem w tej samej sukience. Kwiaty stały na stoliku przed kanapą. Miała spory pokój z łazienką. Naprzeciw kanapy miała łóżko, stolik z lampką. W linii biurka, przy którym się zwykle uczyła, stał regał z książkami, a obok szafa z ubraniami. Bałagan zniknął.
– Nie wiesz gdzie mama? Zwykle o tej porze czyta jakiś kryminał lub romans w salonie.
– Poszła z Brianem do malla. Podobno dostał pracę w sklepie ze sprzętem do gier komputerowych, poza tym chciał kupić dla siebie jakąś fajną koszulę a mama dla siebie sukienkę.
– Dobrze, że chociaż ty wiesz o wszystkim.
– Przeprosił mnie, więc ja zrobiłam to również. Może się zdziwisz, ale nie jest między nami tak źle. Nie wiem o wszystkim, ale staram się ogarniać zaistniałe sytuacje.
Ucieszył się ponownie, bo nie pamiętał, by była dla niego dawno taka miła. Znał ją na tyle, iż wiedział, że nie zachowuje się tak tylko po to, żeby jej pomógł. Czyżby kwiaty i to, że stanął w obronie jej dobrego imienia, na to wpłynęła?
– Nie poszłaś na spotkanie? – siedział już przy niej i patrzył w jej zapiski i książkę.
– Nie rozumiem, jak ten faktor wpływa na to – pokazała zapis w książce, pomijając całkowicie jego pytanie.
– Daj mi sekundę – powiedział cicho.
Zapoznawała się z tematem. Wszystko, co miało coś wspólnego z matematyką, było dla niego jak deser po obiedzie. Patrzył na liczby i wykresy, ale część jego uwagi absorbowało zachowanie córki. Wiedział już, że sukienkę założyła nie z powodu randki. Przypomniał sobie, że kiedyś jej powiedział, że dużo lepiej wygląda w sukience niż w spodniach. Oczywiście odpowiedział jej wówczas na zadane pytanie w tej kwestii. Jednak nie to go absorbowało. Czuł, jak delikatnie napiera na jego ramię, swoim.
– Myślę, że zrozumiesz. Jestem gotowy, żeby ci wytłumaczyć – zaczął.
– Super. Wiedziałam, że mi pomożesz.
Tłumaczył jej kilka minut. Sądząc po jej minie, myślała intensywnie. Obserwował subtelnie jej buzię. Ruch brwi, mimika twarzy i ruchy głowy wskazywały, że problem staje się coraz bardziej przejrzysty.  
– Rozumiesz? – spojrzał jej w oczy.
Uśmiechnęła się.
– Rozumiem, ale pamiętasz, jak to zawsze sprawdzałeś?
– Tak. Sprawdzałem. Zrobimy stymulację. Jak wpłynie na wynik końcowy jeżeli tę wartość – wskazał końcem długopisu pewną zmienną – zwiększymy o dziesięć procent, a popyt spadnie o pięć wartości w dół?
– Dziesięć procent sprawiłoby załamanie rynku na giełdach, ale rozumiem, że to przykład. Powinno być maksymalnie trzy, a druga wartość nie może spaść bez konsekwencji, do mniej niż dwóch procent.
– Racja. Dałem, takie wartości, by ci było łatwiej i szybciej to wszystko przeliczyć.
Pokiwała głową. Wzięła komórkę. Teraz ta wieloczynnościowa maszyna wyparła gazety, zegarki, aparaty fotograficzne i kamery oraz kalkulatory. Po dwóch minutach podała wynik. Alex wiedział, że Cynthia już wszystko zrozumiała.
– Dobrze. Pomogłem?
– Jasne. Wiesz...
– Co takiego córeczko? – czuł, że pytanie będzie dotyczyć czegoś innego.
– Moglibyśmy w końcu poprawić naszą relację. To była moja wina... dwa lata temu. Byłam głupia.
Przypomniała sobie wszystko, właściwie nigdy o tym zupełnie nie zapomniał.
– Nie zrobiłaś wówczas niczego złego, po prostu coś wymknęło się spod kontroli.
Miał na końcu języka, by jej wspomnieć, że sam próbował wielokrotnie żeby wrócili do dobrych stosunków jakie mieli od czasu kiedy przestała byćjuz dzieckiem, ale bez rezultatów, jednak nie powiedział nic. Do dziesiątego lub nawet jedenastego roku życia wprost go uwielbiała i wolała zawsze spędzać czas z nim niż z mamą czy bratem. Czuł jej spojrzenie od dłuższej chwili. Czyżby miał usłyszeć coś ważnego? 
– Nie zdziwiłeś się, że mam spotkanie?
– Czemu miałbym? Jesteś mądrą dziewczyną, a w tym wieku ludzie zaczynają się spotykać.
– Próbuję znaleźć właściwą osobę. Większość facetów to palanty. Innego rodzaju niż Brian.
– Dobrze, że on tego nie słyszy, a tym bardziej jego mama.
– Dobrze to ująłeś, tato. Ona... mama jest dziwna. To już mówiłam. To przez nią Brian taki jest. Pewnie świadomie lub podświadomie pasuje mu, że mama tak go traktuje. Był czas, że się zastanawiałam czy ona i on...no wiesz...
– Cynthia!
– Sam widzisz, jak się zachowuje. Robi z niego dziecko, którym dawno nie jest. A co do tego co powiedziałam przed chwilą, to już tak nie myślę, moje przypuszczenia okazały się bezpodstawne. On...
– Co on?
– Nie dostrzegłeś, prawda?
– Nie. Nie wiem, o czym mówisz.
– Najpierw sądziłam, że lubi facetów, bo definitywnie nie interesują go kobiety. Ani w jego wieku, ani starsze. – zaakcentowała ostatnie słowo.
– Czyli?
– On chyba nie dorósł do tego. Do dorosłych relacji. Emocjonalnie, duchowo. Fizycznie, nie wiem. Rozmawiamy czasem, jest dziwny, ale normalny. Oczywiście nigdy go o te sprawy nie pytałam. Szanuję prywatność, szczególnie z powodu, że jest moim bratem.
– Dobrze, zostaw to. Zbyt mocne wchodzenie w czyjeś życie, nie wychodzi na dobre. To twój starszy brat, pewnie nie we wszystkim się zgadzacie, ale nawet gdybyście, to nie powinnaś wchodzić w te sprawy, to jego prywatna sprawa. Sama przed chwilą wspomniałaś, że szanujesz jego prywatność. Być może masz rację. Nie wszyscy dorastają tak szybko. – popatrzył na córkę, pewnie o sekundę za długo.
Być może niepotrzebnie to wszystko powiedział, a może i tak miała poruszyć ten temat. Czyżby prawdziwym powodem tego faktu, że siedzi teraz przy jej biurku, w jej pokoju, nie była ekonomia, którą studiowała? Po jej spojrzeniu wyczuł, że z pewnością wyczuła aluzję co do wieku wchodzenia w dojrzałość, nie musiał, a nawet nie chciał dodać słów ,,jak ty”. Z drugiej strony, miała wakacje, a skoro chciała rozwiązać problem, który studiowała w tej chwili, znaczyło, że naukę traktuje bardzo poważnie.
– Masz rację. Co do naszej relacji... Chciałabym, by się poprawiła. Przyznaję, że się trochę wyżywałam na tobie przez ostanie dwa lata. Ja zaczęłam wtedy...
– Kochanie, to minęło. – nie za bardzo chciał o tym rozmawiać.
Wstała i stanęła z boku jego krzesła.
– Nie mam powodzenia. Czy coś mi brakuje?
– Trudno mi o tym mówić, jesteś moją córką i jako taka jesteś dla mnie piękna. Nie jesteś głupia. Nie wiem wiele o tobie, więc nie mogę wyrokować. Uroda to nie wszystko, czasem ważniejsze jest, jak rozmawiamy i w jaki potrafimy wychodzić z problemów.
– Zmieniłam się przez te dwa lata – nabrała znowu powietrza w płuca.
– Jesteś bardzo ładna, jeżeli chciałaś to usłyszeć. – lekko się zmieszał.
– Co do innych spraw, o których wspomniałeś, nie jestem konfliktowa i potrafię się dogadywać.
– W takim razie, nie rozumiem, dlaczego jeszcze nikogo nie poznałaś. – nie chciał jej zbyć, ale rozmawianie o tym nie szło mu zbyt łatwo i nie czuł się zbyt komfortowo.
Właściwie od urodzenia pozostawała jego oczkiem w głowie i to nigdy się nie zmieniło. Owszem była zimna, niemiła, zadziorna, oschła i niesprawiedliwa przez ostatnie dwa lata, ale to nie mogło zmienić tego co czuł do niej w swoim sercu. Alex nie był głupi, wiedział, do czego zmierza. Od tego czasu urosła może dwa centymetry. Co zauważył, chociaż prawdę mówiąc, nie chciał tego widzieć, że powiększył się jej biust i dorównywał lub nawet zdawał się być większy niż Emile. Alex miał pewność, że wówczas Cynthia chciała czegoś, co nie powinno nigdy mieć miejsca. Żona wyczuła i zrobiła mu awanturę po chmury. Prawda była taka, że on robił wszystko by do niczego nie dopuścić, a jedyną osobą, która do tego parła, była Cynthia. On jednak nigdy nie przyznał tego przed żoną, nawet gdy już wyglądało, że wszystko minęło. W tej chwili zrozumiał, że to nigdy się nie skoczyło, a późniejsze reakcje córki były atakiem i złością tylko z tego powodu, że w jej oczach ją odrzucił. Nie doszło do niczego, chociaż w kulminacyjnym punkcie znalazła się blisko niego w samej bieliźnie. Jej zachowanie i słowa świadczyły, że pragnie zbliżenia. Jak bardzo bliskiego nie wiedział i nie chciał wiedzieć. Wcześniej kupił jej raz kwiaty, z innego powodu niż urodziny. Oczywiście tego dnia i Emile je otrzymała. O ile pamiętał, żona przyjęła ten fakt zupełnie naturalnie, że kupił kwiaty jej i córce.
– Muszę jeszcze popracować. – powiedział cicho.
Tak naprawdę już prawie skończył projekt, lecz obawiał się, że jeżeli tu jeszcze zostanie, Cynthia będzie kontynuować rozmowę w temacie, który nie bardzo mu pasował.  
– Rozumiem. Dziękuję za pomoc. – usiadła ponownie przy biurku.
Chciała powiedzieć mu coś ważnego, ale teraz ona uznała, że nie jest na to właściwy czas.
Wycofał się i zamknął cicho drzwi. Zszedł i po chwili znalazł się ponownie w swojej pracowni. Pozostało mu jedynie zmodyfikowanie trasy dla uprawiających jogging. Osiedle miało wszystko, co potrzebowali bogaci ludzie. Przewidział kilka sklepów, siłownię i większy basen, bo każda posesja miała posiadać swój. Dla bezpieczeństwa zaprojektował solidny mur z kamerami. Pomyślał o Cynthii. Wiedział, że opuścił jej pokój, bo chciał oddalić jej następny krok, który z pewnością chciała zrobić.
Emile i Brian wrócili za dwie godziny. Po minach widać było, że mieli dobry czas. Twarz syna wyrażała zadowolenie, jednak nic nie powiedział czy powodem był sam czas spędzony z mamą, czy coś innego, a dotyczące przyszłej pracy.
– Chyba dostał tę pracę. – powiedziała Emile kiedy leżeli już w łóżku.
– To super. W końcu to coś, co robi dziennie.
– Manger tego sklepu był zachwycony. Wyglądało, że nasz Brian ma większe zdolności w temacie niż reszta personelu.
– Byłaś przy tej rozmowie? – zdziwił się nieco.
– Chciałam iść, ale mężczyzna, który jest tam kierownikiem, zanim zaczął decydująca rozmowę z Brianem, zaproponował mi cappuccino i ciastko. Miałam odmówić?
– To miło ze strony managera. Wracając do naszego syna, czy mu będą odpowiadały godziny i reszta współpracowników? 
– Jestem dobrej myśli. Oni wszyscy tam wyglądali na zafascynowanych tymi grami. Chciałam cię przeprosić za to przy obiedzie. – wtuliła się w niego mocniej niż zwykle.
Zaskoczyła go solidnie. Tym, że przeprosiła i jeszcze bardziej tym, że go przytuliła. Ostatnio kochali się cztery miesiące temu. Czyżby tego chciała? Nie miał pewności i dla sprawdzenia delikatnie ją pocałował. Zwykle nie pozwalała nawet na to. Poza innymi sprawami, w tej wyraźnie się nie zgadzali. Teraz nawet oddała mu pocałunek.
– Chcesz? – zapytał
Jednak chyba źle odczuł jej zachowanie.
– Nie jestem już młoda, to minęło.
Po chwili odwróciła się plecami.
Ciekawe, dlaczego u mnie nie minęło, pomyślał. Wiedział z informacji otrzymanych z internetów i usłyszanych, że u kobiet apetyt na sek wyraźnie malał w okresie zbliżającym przekwitanie, ale nie sądził, by to u niej już nastąpiło. Musiał istnieć inny powód jej zachowania, niestety nie miał na ten temat bladego pojęcia. Alex nigdy nie był natarczywy w tych sprawach. Ponieważ nie był to jedyny problem w ich małżeństwie, zastanawiał się, czy Emile go jeszcze kocha. Co do swoich uczuć nie miał wątpliwości. Początkowe dziesięć lat ich małżeństwa wyglądało całkiem inaczej. Cóż, na plus musiał zapisać, że dzisiejszy dzień ich małżeństwa, poza zgrzytem podczas obiadu, musiał uznać za udany. 
Tylko na jak długo tak będzie, pomyślał. Pozostawał jeszcze jeden problem, który tkwił w zakamarkach jego głowy i serca od blisko trzech lat, ale teraz z pewnością nie był odpowiedni czas, by o tym rozmyślać. Poczuł, że ogarnia go sen.
Czwartek zaczął się lepiej niż każdy dzień od ostatnich miesięcy. Wyglądało, że Cynthia i Brian się zupełnie pogodzili, syn był dobrej myśli odnośnie pracy. Miał zacząć w sobotę i może dlatego był bardziej otwarty niż zwykle. W pracy Alex przedstawił projekt i koło południa szef go zaakceptował.  
– Dobra robota, Alex. Sądzę, że ucieszysz się z solidnego bonusu.
Podał kopertę z czekiem. Mężczyzna nie mógł uwierzyć. Spodziewał się w porywach dwunastu tysięcy, a czek opiewał na ćwierć setki. Uniósł brwi ze zdziwienia.
– Dziękuję Paul, nie spodziewałem się aż takiej sumy.
– To nie wszystko – uśmiechnął się właściciel firmy, Paul Miller. – dostałeś super zniżkę na nowy wóz. Mam znajomości u dealera. – podsunął kolejny papier. 
– To... czy to możliwe? Oni coś a tym zarobią?
– Nic. Zarobią na innych. Wiedziałem w dniu, kiedy cię przyjąłem, że powziąłem słuszną decyzję.

Atmosfera w domu wyraźnie się poprawiła, a kiedy ogłosił wielkość bonusu, wszyscy się wręcz ucieszyli. Znali go z tej strony, że w takich momentach mogli się spodziewać drogich prezentów. Brian dostał pracę i miał zacząć w południe w sobotę. W piątek rano zaraz po śniadaniu zadzwoniono do Emile z prośbą czy może wziąć zmianę koleżanki. Samotna matka miała małe dziecko i w sobotę musiała płacić krocie za opiekę nad maluchem. Szatynka miała pracować od pierwszej po południu do siódmej trzydzieści.
– To super się składa, mamo. – rzekł Brian – będziesz mnie mogła zawieść i przywieść do pracy. Kończę o ósmej, a twoja praca jest po drodze, jakieś piętnaście minut jazdy od malla.
– Jasne synu, nie ma sprawy. – odrzekła.
– Muszę być w pracy do południa, ale mogę się urwać, synu. – rzekł Alex.
– Daj spokój, Alex. Mam po drodze. – żona rzadko nazywała go po imieniu.
Córka patrzyła na nich bez słowa.
– W sobotę chciałam iść na basen i siłownię – rzekła smutno.
– O której? – zapytał ojciec.
– Na dziesiątą, a planuję wrócić w południe.
– To...
– Jest w porządku, tato. Pojadę w obie strony autobusem.
– Jak na mnie trochę poczekasz, to cię odbiorę.
– Dobrze, ale nie kłopocz się.
– W czym kłopot, dodatkowe pięć minut mi nie przeszkodzi, a dojazd autobusem zabierze ci z pewnością czterdzieści minut.
– To w dni powszednie, w soboty i niedziele jest gorzej, jednak widzę, że jesteś nieźle zorientowany w rozkładach jazdy naszej komunikacji miejskiej. Prawdę mówiąc, Los Angeles ma chyba najgorszy system komunikacji autobusowej na świecie. Właśnie w weekendy już kilka razy mi się zdarzyło, że autobus wcale nie przyjechał. Na piechotę bym doszła szybciej. Myślałam o rowerze, ale po siłowni i pływaniu jestem padnięta. Skoczymy potem do malla, tato?
– Tylko mnie nie odwiedzajcie. – odrzekł szybko Brian.
– Jasne synu. – rzekł ojciec.
Piątek minął podobnie jak dzień poprzedni i Alex pomyślał, że być może powrócą dobre czasy, jakie mieli dawniej. Emile nie była łatwą osobą i ich małżeństwo nigdy nie było usłane różami, ale wolał taką atmosferę niż ciągłe narzekania i kłótnie.
W sobotę czas upłynął mu szybko. W zasadzie mógł wyjść z pracy już o jedenastej trzydzieści, ale nie chciał pospieszać córki. Raz w tygodniu pływała, a dwa razy chodziła na siłownię. Nie używała ciężarów, ale starała się utrzymać ciało w dobrej kondycji. Biegała dwa kilometry każdego dnia. Dojechał przed siłownie dokładnie o dwunastej i wysłał jej wiadomość, że już jest na miejscu.  
< Będę za pięć minut, dzięki >, odpisała.
Pod wiadomością dostrzegł serduszko.
Dostrzegł córkę już z daleka. Maszerowała w czarnym, obcisłym kombinezonie. Miała ze sobą małą torbę na kostium do pływania, ręcznik i resztę potrzebnych rzeczy.
Po chwili doszła i wsiadła do środka wozu.
– Dziękuję – zapięła pas i poprawiła się na siedzeniu.
– Skończyłem nieco wcześniej, dlatego jestem już teraz.
– Poczekałabym – posłała mu uśmiech.
Dojechali do domu dwadzieścia po dwunastej.
– Chcesz iść do malla zaraz?
– Może coś najpierw zjemy, dobrze?
– Jasne. Co byś chciała?
– Przygotujesz coś dla mnie? – jej oczy się uśmiechnęły. – pomogłabym, ale chcę się lepiej umyć. Biorę krótki prysznic po pływaniu, ale w domu jest bardziej komfortowo.
– Jasne, to zrozumiałe. Umiem przyrządzić kilka potraw, tylko powiedz, na co masz ochotę.
– Mama zrobiła wczoraj naleśniki. Zrób mi jeden z serem. Jeden.
– Wystarczy?
– Zjadłam energetyczny batonik, nie po to zrzucam kalorie, by potem więcej jeść.
– Wyglądasz dobrze, nie musisz dbać o linię w tym wieku.
– Trzeba trzymać rękę na pulsie, zaniedbasz raz, a potem trudno zrzucić. Dziwne, że ty masz super sylwetkę, a przecież nie ćwiczysz.
– Owszem. Robię pompki i gimnastykuje się kilka minut rano. Super sylwetkę? Przesadzasz. 
Umył ręce i wszedł do kuchni. Przygotował dwa naleśniki dla siebie i jeden dla niej. Zaznaczyła, że zje tylko jeden. Przyszła za dziesięć minut. Miała na sobie znowu bawełnianą sukienkę, ale inną niż w czwartek. Sukienka sięgała nieco przed kolana. Utrzymana w różu od ciemnego aż do jasnego, o prostym kroju.
– Chcesz trochę jogurtu waniliowego na wierzch? Dodałem nieco rodzynek do masy serowej.
– To super, właśnie miałam ci to powiedzieć. – posłała mu ciepły uśmiech.
Zaczęli jeść. Do picia przygotował dwie szklanki wyciskanego soku z pomarańczy. 
– Smakuje?
– Jest znakomity. Podoba ci się sukienka? Kupiłam w tym tygodniu.
– Bardzo ładna. Dobrze ci w różu.
– Dziękuję. Mam ciemną karnację po tobie.
– No tak, mama ma nieco jaśniejszą skórę.
– Czyli Brian ma to po niej.
– Na to wygląda.
Pozmywała gdy zjedli.
– Coś zrobię na górze w pokoju i możemy jechać do malla, chyba że jesteś zmęczony.
– Czuję się dobrze – odrzekł spokojnie.
Wyszedł z kuchni i wszedł do salonu. Usiadł wygodnie na kanapie ze skóry. Wziął magazyn z szybkimi samochodami i zajął się przeglądaniem modeli aut, na które nigdy go nie będzie stać.
Cynthia przyszła do salonu po kilku minutach.
– Jedziemy do malla? – zapytał.
– Możemy najpierw chwilkę porozmawiać?
– Jasne, skarbie. O czym byś chciała porozmawiać?
– Muszę ci bardziej objaśnić, to czego nie zdołałam w środę.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użył 3972 słów i 23053 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Relacje w rodzinie to ważna sprawa, ale intymnie z własną córką? Ważne, że nie doszło do niczego, ale w przyszłości to może się wyjaśnić

  • AlexAthame

    @dreamer1897 To bardzo skomplikowane. Alex czuł, że nastawienie Cynthi szło w złą stronę. Jednak jest dobrym człowiekiem i nie chce wylewać dziecka z kąpielą. Nie rozumie postepowania córki, ale też nie chce tracić jedynej osoby, która go z pewnością kocha. Musi stąpać po brzegu krateru. Sądził, że to się skończyło, jednak rozumie, że się mylił. W opowiadaniu pokazuje dwie rożne rodziny, ale jak łatwo się domyśleć, w pewnym momencie ich drogi się przetną. Wszyscy planujemy przyszłość, szczególnie najbliższą, często się ziszcza, lecz życie jest nieprzewidywalne.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Jak napisałeś, że skonfrontujesz te rodziny to jestem ciekaw jak to się wydarzy. Czwórka przede mną.

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Inaczej po co bym pisał o dwóch rodzinach? Powoli zbliżamy się do tego punktu gdzie się spotkają.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Czekam na to!