Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Krew. cz. 12.

Tkwił w swojego rodzaju uśpieni, dlatego nie odczuwał czasu długości jazdy. Czul się źle. Jego życie straciło sens, a teraz jeszcze służby bezpieczeństwa pod pretekstem bezpieczeństwa jego i kraju, zabrały go gdzieś, w jakieś nieznane mu miejsce.
Carlson siedział spokojnie i w odróżnieniu od Alexa zwracał uwagę na czas podróży. Prawdopodobnie wyjechali już z miasta i kierowali się na północny wschód, gdzie w środku Angeles National Forest, po zjeździe z dwójki, znajdowała się tajna baza CIA. Tam właśnie przebywała rodzina Higginsa, ale agenci mieli w planie całkowicie odizolować Foresta i zamknąć go w pokoju bez okien, przynajmniej do czasu przebywania w tym zespole budynków, rodziny Higginsa.  

Nagle samochód się zatrzymał. Carlson odsunął czarną osłonę i miał zamiar zapytać kierowcę o powód zatrzymania, ale nie zdążył, bo otrzymał strzałkę w szyję z usypiającym go natychmiast środkiem nasennym. W tej samej chwili pozostali agenci z tyłu też poczuli gaz. Zanim sięgnęli po pistolety, spali jak niemowlaki. Kierowca rządowego Tahoe zdjął maskę przeciwgazową i otworzył drzwi. Jego kompan spał już od dobrej minuty. Bez pośpiechu otworzył wszystkie drzwi, zabrał broń i urządzenia do komunikacji, które z pewnością miały lokalizatory. Ułożył wszystkich agentów na leśnej ściółce, bo zjechał nieznacznie w las, zanim ich uśpił, skuł ich własnymi kajdankami w bardzo dziwaczny sposób, utrudniający do maksimum wyzwolenie, wziął ciało śpiącego Alexa na ręce i po dziesięciu metrach znalazł się przy innym czarnym Tahoe. Posadził uprowadzonego dla dobra narodowego, byłego architekta, na siedzeniu pasażera, zapiął mu pasy. Wrócił do tamtego wozy, wprawnym ruchem wyjął mały czarny plastikowy przedmiot, umieszczony pod kierownicą i schował do kieszeni. Zamknął drzwi i wsiadł do swojego wozu. Po chwili ruszyli. Jechali dobre piętnaście minut kiedy Alex zaczął się budzić. Nie wiedział, że wracają do miasta.
– Kim pan jest? 
Spojrzał na człowieka, którego chyba widział pierwszy raz.
– Czy jest pan także agentem CIA, to pan kierował tamtym autem, czy jedziemy tym samym  wozem?  
W tym momencie przypomniał sobie, że mężczyzna, z którym rozmawia, ma identyczną twarz jak kierowcy Tahoe, który czekał na policyjnym parkingu.
– Byłem kiedyś agentem. Nazywają mnie Duchem. Za jakiś czas powiem ci jak mam na imię, ale kiedy to się stanie, będzie zależało od ciebie.
– Czyli wpadłem z jednego więzienia w inne? Może lepiej mnie od razu zastrzel, świat oszczędzi trochę tlenu. I tak nie mam po co żyć.
– Żyjesz, więc Bóg ma wobec ciebie jakiś plan.
– Ktoś mi to niedawno to mówił. - przypomniała sobie wczorajsze zdanie Beatrice. 
Przypomniała sobie cała wypowiedź nastolatki i poczuł coś po raz pierwszy.  
– Daruj sobie, Duchu, dobre rady. Gdyby Bóg wiedział, czego pragnę, nie odbierałby mi tego co kochałem.
– To nie On ci to zabrał, prawda? Jeżeli nie masz innych powodów, żeby żyć, co powiesz o zemście?
– Zemsta to zła rzecz. – odparł bez zastanowienia Forest.
Duch tylko się uśmiechnął.
– Calm miał rację, a to dobry i genialny glina. Jesteś porządnym człowiekiem.
– A ty skąd wiesz, że ze mną rozmawiał?
– Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie, a to...
– Będzie zależało ode mnie, kiedy się zacznę o tym dowiadywać, prawda? Ty prowadziłeś tamten wóz. Oni coś mówili o bezpieczeństwie narodowym...
– Słuchaj Alex, jesteś trochę starszy ode mnie i pewnie to wiesz, ale na świecie są dwa gatunki ludzi. Dobrzy i źli. Oni raczej nie należą do tych dobrych.
– A ty?
– Może sam ocenisz, trochę później. Obecnie jesteś trochę zdezorientowany. Oczywiście cierpisz z powodu straty. Masz pytania?
– Czy Nicholas Higgins jest zamieszany w zamach.
– Aha, czyli zaczynasz wątpić, że jest dobrym, chociaż bogatym człowiekiem. Spędzam dużo czasu sam, a skoro mamy jechać jeszcze blisko godzinę, to trochę ci poopowiadam. Wybacz, że nie wspomniałem wcześniej. Bardzo mi przykro z powodu twojej straty.
– Tak, dziękuję. Chociaż jak wiesz, twoje współczucie nie przywróci do życia moich bliskich i ukochanej córki.
Duch był na tyle inteligentny i uważny, że zaczął się z miejsca zastanawiać, czemu Forest powiedział właśnie tak. Czyżby jego córka była mu droższa od reszty rodziny? Oczywiście nie zapytał o to i pomyślał, że może nigdy o to nie zapyta. Cierpliwość była jego mocną stroną, a bycie taktownym, nie mniej silną.  
– Wiem, że nie przywróci. Powiedziałem to, bo tak czuję, a nie dlatego, że tak wypada. Chcę ci opowiedzieć pewną historię. Czytałeś Biblię?
– Nie, nigdy.
– Dobra książka. Mądra. Oczywiście ignoranci sądzą, że to bzdury. Żebyś nie stracił wątku, w ten sposób odpowiem ci na pytanie, czy Higgins jest w to zamieszany. Pewnie nie jest, ale czy jest dobrym i miłym człowiekiem, sam ocenisz. Zaraz jak skończę ci tę historię, zrozumiesz czy tak jest, czy nie. W starym Izraelu rządził pewien bardzo zły i chytry król. Pojęcie dobry i zły jest czasem dyskusyjne. Ja mówię, jaki był w oczach Boga. Zrobił wiele złego, w oczach Pana, ale kiedy Ten wysłał proroka, by mu ogłosił, co go czeka za jego postępowanie, wówczas tamten się nawrócił. Niestety pozornie. Zły człowiek zawsze zostanie zły. Miał pałac zbudowany z kości słoniowej, więc sobie możesz wyobrazić jak musiał być bogaty. Ale takim nigdy dość. Zapragnął winnicy sąsiada. A ten, mimo że Achab był królem, mu ją odmówił. Wówczas żona króla, notabene sto razy gorsza od niego, uknuła spisek i oczerniła sąsiada, tak, że go skazano i zaraz potem zabito. I tak Ahab wszedł w posiadanie winnicy. Bóg mu wybaczył wszystkie zbrodnie a tej nie, może dlatego, że Ahab nie żałował swojego czynu. Być może był aż tak wielkim hipokrytą, że uważał, że to nie jego wina, tylko Jezabel. Jego fałszywi prorocy namówili go na wojnę. Wszyscy w liczbie czterystu mówili mu, że Pan jest z nim, więc niech jedzie i zwycięża. Oczywiście każdy w środku wie, kim jest i sam król wiedział, że jest draniem. Poprosił męża swojej córki, by z nim jechał na tę wojnę. W odróżnieniu od niego, Jozafat był dobrym królem. Panował w Judzie. Chciał być pewny czy Pan jest za tym, by jechali na tę wojnę o Ramot w Gileadzie. Nie do końca go przekonało czterystu proroków Ahaba i w końcu usłyszał jednego, który rzeczywiście był prorokiem Bożym i powiedział, że jeżeli Ahab pojedzie na tę wojnę, zginie. Ten prorok miał na imię Micheasz. Jednak siła perswazji robi swoje i Jozafat pojechał z Ahabem. I teraz ta część dla ciebie. Ahab sądził, że przechytrzy samego Boga, bo absolutnie w niego wierzył. Poprosił Jozafata, by założył jego zbroje. Jak mógł wiedzieć, że król Aramu nakazał swoim ludziom nie atakować nikogo innego tylko samego Ahaba? Kiedy jednak ci okrążyli Jozafata i zobaczyli, że to nie Ahab, odstąpili od niego.
– A co z Ahabem?
– Dostał jakąś zabłąkaną strzałą i umarł w swoim powozie.
– Co to ma do mnie i Higginsa?
– Pomyśl.
– Chcesz powiedzieć, że Nick wiedział, że jest tam bomba?
– Być może nie. Jednak wiedział, że może coś jest nie tak z jego wozem.
– Skąd?
– Od swojego druha. – twarz Ducha się nieco zmieniła. – od Kimbleya.
– Masz dowody?
– Nie ufasz mi?
– Nie wiem komu mam ufać, a komu nie. Jak na razie ufam...
– Porucznikowi Calmowi, Nadii Higgins i przede wszystkim córce Nicka, Beatrice, ufasz, a masz tylko ich słowa.
Forest posłał nieznajomemu dłuższe spojrzenie.
– Masz jakiś dar?
– Przetrwania. Całe CIA chce mojej śmierci od sześciu lat, a nawet nie potrafią mnie odnaleźć.
– To nie jest dowód.
– Rozumiem, że fakt, iż cię uwolniłem, nie wystarczy. Pewnie by cię trochę trzymali, a później zabili. To ich metody. Ja proponuję ci współpracę. Będę cię chronił, uczył jeżeli zechcesz. Razem znajdziemy winnych i ich ukażemy.
– To samo obiecywał Carlson.
– Kłamał. Ten ryży dupek jest mendą. Oni kłamią w zależności od potrzeb. Jeżeli mieliby korzyści z tego kto zlecił, by podłożyć bombę, śmierć twojej rodziny nie miałaby dla nich żadnego znaczenia. Sam się przekonasz. Nie sądź, że byłem lepszy od nich. Byłem gorszy.
– Chcesz powiedzieć, że wszyscy w CIA to szubrawcy?
– Nie. Większość jest zwiedzona i sądzi, że czyni dobrze. Ci, co chcą świadomie dobra, są usuwani. To najbardziej odstępcza i kłamliwa organizacja w Stanach. W dużym skrócie kreują coś, by potem to zwalczać. Bo z tego są duże pieniądze dla innych i trochę dla nich. Pieniądze są motorem działania tego złego świata. Nie ważne co ci będę mówił, musisz sam się przekonać.
– Skąd wiesz tyle o rodzinie Higginsów?
– Interesują mnie wszyscy, którzy współpracują z moim wrogiem, Jonathanem Kimbleyem.
– A jego skąd znasz?
– Był moim szefem. Zdradził mnie, kraj, a potem chciał zabić. I nadal chce. Mógłbym go zabić już wiele razy, ale czekam, aż jego własny strach go zabije.
Dojechali do przydrożnej stacji benzynowej z małą kawiarnią bardzo niskich cenach, przez to popularnej w całej Ameryce północnej, firmy Tim Hortons. Nie trzeba wspominać, że sam właściciel stał się miliarderem. Na parkingu stało kilka aut i dwa trucki, typu pick-up.
Wybawca Alexa zaparkował Tahoe blisko kilkunastoletniego trucka i wrzucił do skrzyni ładunkowej, miedzy graty znajdujące się za szoferką, torbę z super-marketu.
– Wrzuciłeś ich lokatory?
– Szybko się uczysz. Wyjąłem również główny z wozu. Gdybym zniszczył lub porozdzielał, wiedzieliby od razu, że coś jest nie tak. Nie zabrałem Carlsonowi twojej komórki, bo i tak byś nie mógł z niej korzystać.
– Kierowca tego pick-upa nie będzie miał kłopotów?
– Nawet go nie zatrzymają. Zorientują się, że ich wykiwałem. I oni dbają o bezpieczeństwo! Wysłali po ciebie trzech agentów, a jednego zostawili w wozie. Leży gdzieś niedaleko kwatery głównej policji z niewielką ilością niegroźnego narkotyku we krwi. Nie powinien otwierać okna, ale kto tego nie zrobi na widok policjanta i to przed kwaterą główną.
– No dobrze, ale Carlson i inni mogli cię poznać.
– Wyglądałem jak ich prawdziwy kierowca.
– Nie obawiasz się, że na torbie, w czarnym Tahoe i wszędzie indziej zostawiłeś odciski palców?
– Naprawdę szybko łapiesz. To nie moje odciski. Twarz również nie jest tego, którego znali jako mnie. Na razie mam na sobie dokładną maskę kierowcy Carlsona.
– Nie za bardzo rozumiem.
– Wszystko ma swój czas. Zjedzmy coś. Nie jest to Avra, ale jedzenie jest jadalne i raczej nie zaszkodzi, chyba że jesz tylko tutaj.
– Nie obawiasz się, że zacznę krzyczeć, albo cię zdradzę?
– Jesteś dobrym i uczciwym człowiekiem. Nie zrobisz tego nawet za podwójna fortunę Higginsa.
– A jest bogaty?
– Jego majątek opiewa na jakieś tysiąc trzysta milionów. Pewnie ma coś jeszcze na boku. Biedny nie jest.
Weszli do kawiarni.  
– Na co masz ochotę? Do domu mamy dwadzieścia pięć minut, zrobię ci tam do jedzenia, co bardziej lubisz.
– Może ty coś zamów dla siebie. Zagadywałeś mnie, ale nadal mam ten stan i pewnie długo będę miał.
– Tak, każdy inaczej przeżywa śmierć bliskich.
Alex usiadł przy stole. Kim był tajemniczy nieznajomy? Robił wrażenie, że kontroluje sytuację. Czy na pewno mógł mu zaufać? Dlaczego zaufał Calmowi? Dlaczego poczuł to co poczuł do Beatrice? Z tą odpowiedzią nie miał problemu. Przypominała mu córką i to nie tylko z urody. Oczywiście wiedział, że to nie jest Cynthia. Pomyślał o Emile i Brianie. Nawet nie zdołali poczuć, że umierają. Czy tam w zaświatach, o ile takie istnieją, mają mu za złe, że wziął ich do restauracji? Mogli pójść, do jakiejś innej. Mogli iść do Avry w sobotę. Cynthia tak się cieszyła, że znowu spędzi z nim czas, więc wybrał piątek. Teraz mógł puścić wszystko, co dotyczyło ich wzajemnej relacji. Wiedział, że go pragnęła. Oczywiście nigdy by do tego nie dopuścił. Czuł, że córka pogodziła się z losem, że nie może być z nim blisko w ten sposób, ale wiedział to z całą pewnością, że poza miłością córki miała do niego i inną. A on? To było najdziwniejsze. Nie mógł się oszukiwać sam przed sobą. Z pewnością gdzieś w jego środku, to było. Czy dlatego Bóg ich skarał? Gdyby tak było, powinien zabić jego, a nie ich. Miał różne myśli. Nieznajomy cytował Biblię, więc musiał chyba wierzyć w Boga. Duch miał rację w tym, że to nie Bóg, o ile istniał, zabił mu rodzinę. Ale jeżeli jest i jest wszechmocny, mógł do tego nie dopuścić. Ale... Tak, Alex złapał się na tym, że jest bardzo egoistyczny. Na świecie dziennie działo się trochę dobra i cały ocean zła. Zostawił te myśli, bo z pewnością mu nie pomagały. Czy chce zemsty? Z pewnością pragnie ukarania sprawców. Jaki ma mieć stosunek do Nicholasa Higginsa? Czy był aż takim potworem, że wiedział, iż wysyła ich na śmierć? Nieznajomy dużo wiedział. O źródle jego informacji Alex nie miał pojęcia. Nie mógł mu nie wierzyć, a jednocześnie wierzyć ot tak, byłoby objawem naiwności. Musiał poczekać na twardsze dowody. Skąd nieznajomy wiedział, że Alex go nie zdradzi? Co jeżeli skontaktuje się z kimś, komu z pewnością ufa, ze Scottem Calmem i ten uzna działanie nieznajomego, byłego agenta CIA, jako kryminalne i poprosi o współpracę i o ujawnienie danych o nim? Tylko był w tym jeden problem. Calm dał mu swoją wizytówkę, a ta została w jego wełnianych spodniach, a te albo Carlson zabrał, albo nadal są na posterunku policji. Komórkę zabrał również. Skoro Duch uznał, że mu się nie przyda, miał pewnie rację. Raczej nie będzie dzwonił na policję, a numeru komórki dedektywa raczej nie znajdzie. Podobnie Beatrice i Nadii. Stracił z nimi kontakt. Chyba słyszał, jak mówiły, że mieszkają w San Diego. Od pół godziny jest osobą poszukiwaną, zagrażającą bezpieczeństwu narodowemu, więc jakakolwiek próba nawiązania kontaktu z władzami skończy się źle.  Tak, wyglądało, że Duch mu częściowo ufa, ale też chyba czeka na coś decydującego. Alex nie wiedział, co to jest, ale intuicyjnie wyczuwał, że tym czymś jest jego całkowite zaufanie do Ducha. I znowu Alex nie wiedział, na co sam czeka. Wiedział jednak jedno, gdy to się stanie, nie będzie miał dłużej wątpliwości. Dostrzegł swojego wybawcę, jak ten niesie dwa papierowe kubki. Wyglądał tak przeciętnie i rozmawiał tak otwarcie.  
– Zamówiłem dwie gorące czekolady. Nie wiem, czy lubisz bardzo słodkie, czy nie. Dodają wszędzie cukier.
– To prawda. Ludzie lubią cukier.
– To nie jest tak. Wiesz jaka choroba jest najbardziej rozpowszechniona na Ziemi?
– Rak?
– Na szczęście nie. Cukrzyca. Dają cukier wszędzie, bo powoduje cukrzyce. Nie bezpośrednio, ale pośrednio, bouszkadza trzustkę. Każda choroba to pieniądze. Nie chodzi, by zabić, bo to jednorazowy zysk dla kompanii pogrzebowych. Chodzi o to, by ludzie byli chorzy, żeby ich leczyć, ale nigdy nie wyleczyć. Wkrótce zarażą cały świat jakimś świństwem i zaoferują szczepionki. Będą nakłaniać ludzi wszelkimi sposobami, do szczepionek, które zrobią więcej złego niż dobrego. Jeszcze w czasie mojej aktywności w tym interesie, już obiło mi się to o uszy.
– Jesteś zwolennikiem konspiracji?
– Alex – Duch popatrzył na niego z lekkim uśmiechem – wybacz, ale nie masz pojęcia o otaczającym cię świecie. To słowo, które wymieniłeś, moje byłe miejsce legalnej pracy nakręca każdego dnia. Najważniejsze by się kręciła kasa. Jeszcze ważniejsze, by wszystkich kontrolować. Wówczas w razie potrzeby znajdziesz tego, kto ci przeszkadza i go wyeliminujesz.
– Zabijają?
– To już powoli nie jest konieczne. Czasami jeszcze tak. Możesz mi wierzyć lub nie. Nigdy byś już nie uzyskał wolności. Nigdy. Zwykle w takich sytuacjach dana jednostka żyje najwyżej dwa lata.
– Nie mogę w to uwierzyć! Czy z tobą jestem wolny?
– Pobędziesz przez jakiś czas, a kiedy uzyskasz równowagę psychiczną i nie będziesz chciał umrzeć, zrobisz co, zechcesz. Calm cię nie uratuje. Jeżeli będzie chciał cię bronić, zabiją go. Skąd wiesz, że nie jestem w stanie ofiarować ci więcej niż on? Skąd wiesz?
– Nie wiem. Byłoby naiwnością z mojej strony ci od razu zaufać.
– Czemu zaufałeś Beatrice? Czemu Calmowi?
Alex zamilkł. Nie mógł wiedzieć, czy nieznajomy mówi prawdę. Ale zaraz! Jaki miałby cel, by go ratować? Wspominał coś o Kimbleyu, jako o swoim wrogu. Nie potrzebował jego, by go znaleźć. Czy istniał lub mógł istnieć inny cel, jaki miał, niż bezstronna pomoc? Alex rozważał jego słowa. Wyglądało naprawdę na to, że tamci go chcieli ukryć gdzieś, bez możliwości kontaktu. Kto stał za tym pomysłem? Przecież nie policja. Musiał się tego dowiedzieć. I to teraz.
Pociągnął mały łyk napoju. Gorąca czekolada była naprawdę słodka. Duch musiał mieć z pewnością jakiś dar poznawania, bo od razu podsunął mu dwa małe papierowe kubeczki.
Alex pokręcił głową.
– Jak to robisz?
– Umiem obserwować. Chcesz wiedzieć, dlaczego CIA cię zabrało, prawda?
– Tak.
– To pomysł Kimbleya, Oldreya, ale ktoś ma w tym interes. To łączy się z tym, że twój dom zniszczono. Nie mam pewności i dowodów, ale założę się, że Kimbley rozmawiał o tym z Higginsem. On nadal gra dobrego ojca i męża, ale to nie jest dobry człowiek. Sam pomyśl. Gdybyś ty dostał informację, że coś może być nie tak z twoim samochodem, co byś zrobił?
– Samochód podjechał pod wejście restauracji. Wówczas mógł wybuchnąć.
– To prawda, dlatego nie mówią, że Higgins jest potworem. Jest jeszcze inna hipoteza, ale nawet o niej nie myślę. Grywasz w szachy?
– Nie umiem.
– To bardzo mądra gra. Jedna z mądrzejszych. Calm grywa. Ciekawe czy by wygrał ze mną.
– Co mają do tego szachy?
– Nauczę cię i wówczas wytłumaczę.
– Chciałbym ci ufać.
– Rozważałeś już, co mogę zyskać, pomagając ci, prawda?
– Tak. Nie widzę innych powodów niż to, że chciałeś mnie uratować.
– Nie bądź naiwny, poszukaj alternatyw. Może chcę wzbudzić w tobie nienawiść do Nicholasa.
– Nie do Beatrice i Nadii?
– Ty to powiedziałeś, nie ja. – Duch odprowadził wzrokiem odjeżdżającą ciężarówkę.
Forest jeszcze nie wiedział, że Duch jest doskonałym analitykiem, psychologiem. Zadawał odpowiednie pytania i rozpracowywał odpowiedzi. Dodatkowo, co brunet już odkrył, miał nadnaturalne dary, które pomogły mu przetrwać sześć lat i z ofiary polowania stała się sam myśliwym.  
– Za jakiś kwadrans zorientują się, że coś poszło nie tak. Skułem ich tak, że nie tak szybko się uwolnią. Kiedy ich znajdą, a to też trochę potrwa, wyślą ich w bardzo złe miejsce. Pewnie do Iranu czy gdzieś do Afryki, oczywiście nie razem.
– A Kimbley?
– Szlag go trafi. Jedziemy. Dobrze, że dali ci zastępcze ubranie.
Alex dopiero sobie uświadomił, że to nie Carlson mu zabrał wizytówkę porucznika Calma. Przynieśli mu świeże spodnie i koszulę. Sam zostawił ją w wełnianych spodniach.
Wyszli z kawiarni i po chwili ruszyli w kierunku miasta aniołów.
Nieznajomy musiał mu całkowicie ufać. W odróżnieniu od agentów wcale nie ukrywał gdzie mieszka. Pewnie był to jeden z wielu jego domów-kryjówek. Dojechali. Duch otworzył garaż i wjechali do środka, a drzwi garażu się zamknęły. Forest pomyślał po raz drugi czy naprawdę nastąpiła tylko zmiana jednego więzienia na drugie? Miał nadzieję, że nie.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użył 3475 słów i 20056 znaków, zaktualizował 30 paź 2021.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Teraz się skomplikowało. Zjawia się jakiś tajemniczy Duch i odbija Alexa. Może jednak jakaś vendetta na wspólnym wrogu, który to wszystko uknuł?

  • AlexAthame

    @dreamer1897 To się wyjaśni wkrótce i nie będziesz musiał obgryzać paznokci. Gdyby nie Duch, Alex by marnie skończył, a może i nie, bo miał już alternatywę, o której nawet nie wiedział. System władzy jest bardzo niesprawiedliwy i nie wszyscy mają tyle szczęścia co Forest.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Nie zdradzasz żadnych szczegółów, które mogłyby choć trochę poprowadzić w konkretnym kierunku.