Przypadki Julii Adamskiej cz.17

Przypadki Julii Adamskiej cz.17Kolejna pobudka miała miejsce około południa. Niebo było jasnoniebieskie niczym oczy Siergieja. Tym razem to ja obudziłam się pierwsza. Mój narzeczony leżał na brzuchu i oddychał głęboko. Pocałowałam go delikatnie w kark i wysunęłam się z pomiętej pościeli. Zamruczał coś niewyraźnie pod nosem i przewrócił się na prawy bok. Na szczęście się nie obudził.  
     
Dobór odpowiedniej garderoby nie był łatwą sprawą. Wyjście na ulicę w wieczorowej sukience od pierwszej po południu też raczej nie wchodziło w rachubę. Musiałam myśleć nieszablonowo. Włożyłam własne czarne rajstopy. Na szczęście były dość grube. Sweter Siergieja zastąpił mi sukienkę. Był na tyle długi i niestety o wiele za szeroki. Na szczęście w salonie wisiały zasłony, użyłam jednego ze sznurów, które podtrzymywały kosztowną materię. W ten sposób uzyskałam nieco dziwny pasek w stylu Etno. Jako odzienie wierzchnie posłużył mi mój własny płaszcz, męski szalik osłonił zdecydowanie zbyt głęboki dekolt. Na sprzedawczyni w pobliskim spożywczaku moja niecodzienna stylizacja nie zrobiła żadnego wrażenia. Widać nie jedno dziwadło już widziała w swoim życiu, za to wzbudziłam sympatię dwóch amatorów napojów wyskokowych. Panowie wręczyli mi trzy lekko nadwiędnięte kwiatki, najprawdopodobniej zwinięte z pobliskiego klombu.  
     W mieszkaniu nadal panował przyjemny półmrok i cisza, ewidentny sygnał, że znajdował się tam gdzie go zostawiłam. Bardzo mnie to ucieszyło, postanowiłam zrobić mu małą niespodziankę. Poruszenie się w obcej kuchni sprawiało mi sporo problemów. Minęła dłuższa chwila zanim zorientowałam się gdzie co stoi.
     
- O, a co to? Kawa do łóżka? – najwyraźniej aromat małej czarnej wyrwał mojego narzeczonego z czułych objęć Morfeusza.
- Kawa i śniadanko – może niezbyt wykwintne, ale pobliski sklep nie oferował zbyt wiele. – Szampana i kawioru na dole niestety nie mieli…
- Jaka szkoda, nadrobimy innym razem – Siergiej upił łyk kawy i spojrzał na mnie roziskrzonym wzrokiem. – W życiu nie dostałem śniadania do łóżka –  i to był  punkt dla mnie, za pomocą kilku grzanek z dżemem udało mi go całkowicie się zaskoczyć. – Która właściwie jest godzina? – wskazówki budzika stojącego na nocnej szafce jednoznacznie wskazywały na drugą po południu. – Cudownie, z rodzicami jesteśmy umówieni na siedemnastą. Mamy jeszcze jakieś dwie i pół godziny.
- Zwariowałeś?  Czy ty myślisz, że ja pokażę się twojej matce, a przede wszystkim  babci w takim stanie? W twoim swetrze?
- W zasadzie mi tam się podoba. Zwłaszcza dekolt, opuszkiem palca przesunął po moim obojczyku.
- Tobie to się chyba się wszystko podoba?
- Ty mi się zawsze podobasz. We wszystkim, a już najbardziej bez niczego…
- Rozpustnik…
- I zbereźnik – uśmiechnął się szelmowsko.
     
Starałam się przemknąć na górę tak aby nikt z domowników nie zauważył jak bardzo niekompletny jest mój strój. Siergiej wszedł do domu objuczony wielkim bukietem kwiatów i tortem czekoladowym. Wyszorowana i pachnąca pomaszerowałam do swojego  pokoju. Z dźwięków dobiegających z dołu wywnioskowałam, że wieść o naszych zaręczynach została przyjęta z wielkim entuzjazmem. Bałam się myśleć co by się stało gdybym powiedziała „nie”. Na szczęście nie musiałam odmawiać.
     
Impreza przebiegała w miłej, domowej atmosferze. Moja przyszła teściowa wyglądała na zadowoloną, a babcia Oksana wręcz promieniała. Cieszyłam się, że siostra Siergieja przyprowadziła na kolację swoje dzieciaki. Maluchy robiły mnóstwo zamieszania, a przez to skutecznie odwracały uwagę wszystkich stołowników od mojej osoby. Wieczór się skończył, a ja poczułam ogromną ulgę. Byłam strasznie wyczerpana. Niewiele spałam zeszłej nocy, z nerwów niewiele zjadłam. Marzyło mi się łóżko, ciepła kołdra i kubek mocnej herbaty. Przebrałam się w pidżamę i wskoczyłam pod kołdrę. Powieki strasznie mi ciążyły i miałam pewność, że zasnę w ciągu pięciu minut. Głośnie pukanie wyrwało mnie z objęć Morfeusza. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się skąd dochodzi ten natarczywy dźwięk. Niepewnym krokiem podeszłam do drzwi balkonowych i dosłownie zamarłam wpół kroku…
- Co ty tu robisz? I jak tu wszedłeś?
- Jak to co chciałem cię zobaczyć. A wszedłem normalnie, po drabinie…
- Idioto, normalnie wchodzi się drzwiami – odsunęłam się lekko i wpuściłam go do pokoju.
- Drzwiami, drzwiami… To takie nudne…
- Ja przez ciebie oszaleję i osiwieję przed trzydziestą.
- Przecież mówiłaś, że  lekka siwizna jest sexy…
- Ale u facetów. U facetów kochanie…  
- To znaczy, że mam odwołać farbowanie?
- Wariat – czubkami palców musnęłam  niesforne pasemko włosów, które opadło mu na czoło.
- Nie wiem ja ty… – ziewnęłam głośno – Ale ja dosłownie padam z nóg – zdecydowanym ruchem pociągnęłam go w stronę łóżka, nie zamierzałam rezygnować ze swojej ulubionej poduszki.

Lexaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 894 słów i 5095 znaków.

4 komentarze

 
  • ansik

    Będzie kontynuacja??

  • transfixed

    super  ;)

  • Lolisss

    W koncu kolejna! Szkoda ze krótka no ale oby sie szybko następna pojawiła ;))