Przypadki Julii Adamskiej cz.14

Przypadki Julii Adamskiej cz.14Samochód zatrzymał się przed starannie utrzymaną przedwojenną willą. Bryła budynku pięknie komponowała się z otoczeniem. Wszystko razem wyglądało niemal jak ilustracja z bajki.
- Podoba ci się? – zapytał z uśmiechem.
- Bardzo. Naprawdę. Gdzie ty mnie właściwie przywiozłeś? Bo na pewno nie do hotelu.
- Do hotelu – obruszył się. Z tylnego siedzenia wziął ogromny bukiet kolorowych kwiatów. Wygładził szary sweter i powiedział poważnym głosem – Chodź wreszcie poznać przyszłą teściową. Wszyscy czekają na nas ze śniadaniem… - poczułam jak moje nogi wrastają w ziemię, a twarz tężeje. Nie byłam w stanie wykonać  nawet najmniejszego ruchu, dziwiłam się sama sobie, że jeszcze oddycham…  - Ale masz minę! – Siergiej parsknął śmiechem. – Żartowałem. Po prostu chciałem żebyś poznała moich rodziców – w tym momencie miałam ochotę go zabić. Najzwyczajniej w świecie udusić. I pewnie wcieliłabym swój plan w życie gdyby na ganku nie pojawiła się starsza kobieta w towarzystwie dużego, płowego psa. Trudno, poczekam. Wszak zemsta najlepiej smakuje na zimno…
     
Zostałam usadzona przy wiekowym stole i próbowałam dojść do siebie, robiąc dobrą minę do złej gry. Nie znosiłam takich niespodzianek. Dziwnie się czułam w obcym domu, pośród obcych ludzi. Za to Siergiej wyglądał na ukontentowanego. Gładził psa po pysku i wychwalał głośno moje zalety. Gdyby choć tego co plótł była prawdą… Gdyby to wszystko było prawdą prawdopodobnie wyrosłyby mi pierzaste skrzydła i zamieszkałabym na jakiejś chmurce, która płynie na lwowskim niebie. Niestety nie miałam żadnych zadatków na anielicę. Na szczęście, anioły są za idealne, za nudne.
     
Pani Nina tylko jednym uchem słuchała wynurzeń potomka. Widząc moje zażenowanie starała się skierować rozmowę na inne tematy. W końcu nie wytrzymała i wypaliła – Synku, może byś się w końcu uciszył. Idź lepiej do samochodu i przynieś walizki. Siergiej został zmuszony do przerwania swojego monologu.
     
Podniosłam się z miejsca i chciałam pójść za nim i na osobności go ochrzanić. Nie pozwolono mi.
- To zajęcie dla mężczyzny – stwierdziła starsza kobieta. – Trzeba od czasu do czasu pozwolić im się wykazać – dodała z uśmiechem.
Na moim talerzu pojawił się kolejny kawałek ciasta, a filiżankę ponownie napełniono herbatą. Prababka mego ojca miała zwyczaj mawiać, że porządny dom poznaje się po herbacie jaką się podaje . W tym wypadku nie miałaby raczej powodu do narzekań. Napój był mocny i aromatyczny, a przy tym podany w bardzo ładnej filiżance.
Mimowolnie zaczęłam się przyglądać swojej gospodyni. Pani Nina była bardzo elegancką kobietą i wcale nie wyglądała na swój wiek. Bardzo szybko znalazłam kilka cech, które łączyły ją z synem. Przede wszystkim oczy. Były równie niebieskie i tak samo przenikliwe. Po drugie uśmiech. Odejmował jej kilkanaście dobrych lat. W trakcie rozmowy dowiedziałam się, że przez lata pani Nina uczyła języków obcych na uniwersytecie. Przede wszystkim angielskiego, ale zdarzało jej się prowadzić lektoraty z niemieckiego. Teraz co prawda była na emeryturze, ale zdarzało jej się czasem coś tłumaczyć bądź udzielać prywatnych lekcji.
- Żeby nie zwariować z nudy i nie tetryczeć – roześmiała się głośno. Jakoś nie umiałam sobie wyobrazić tej energicznej kobiety jako okutanej w chustkę babuleńki. Na pierwszy rzut oka było widać, że to właśnie ona dzierży w domu, a reszta domowników nie mając wyjścia poddaje się tej łagodnej tyranii.  
     
Jeszcze w Polsce dowiedziałam się co nieco o rodzinie Siergieja. Ojciec był architektem i nadal był czynny zawodowo. Była jeszcze siostra Tania. Ta podobnie jak mama wybrała karierę pedagogiczną. Przybliżała studentom zawiłości fizyki. Kilkanaście lat temu wyszła za mąż za faceta, którego imienia za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć. Tania mała też dwoje dzieci. Siergiej przepada siostrzeńcami i chyba z wzajemnością. Pokazywał mi kilka  rodzinnych zdjęć. No i jest jeszcze babcia Oksana, prawdziwa głowa rodziny. Siergiej bardzo liczył się z jej zdaniem.  
- Pani bagaże są już na górze – ciepły głos Niny sprawił, że wróciłam do rzeczywistości. – Siergiej pokaże pani pokój.  
Ruszyliśmy po schodach wykonanych z pięknego, ciemnego drewno, które na moje oko wyglądało na dąb.
- Jesteśmy na miejscu – Siergiej nacisną na klamkę i przepuścił mnie w drzwiach. „Mój pokój”  prezentował się naprawdę uroczo. Jego centralny punk stanowiło łóżko z ramą wykonaną z kutego żelaza. Innym pięknym meblem była drewniana toaletka z dużym lustrem. To właśnie obok niej znajdowały się moje bagaże ustawione w równym rządku.
- Mam nadzieję, że ci się podoba.
- Bardzo. Naprawdę – całe otoczenie było jak z przedwojennej pocztówki.  
- To wspaniale. Masz ochotę na drzemkę czy wolisz spacer? – bez większego zastanowienia wybrałam to drugie. Wiedziałam, że gdy zdecyduję się na sen to na krótkiej drzemce się nie skończy. Prawdopodobnie prześpię resztę dnia, a w nocy będę wariować z bezsenności. A nie oto tu przecież chodziło.
     
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Zostało mi jeszcze sporo czasu. Gorący prysznic postawił mnie na nogi niczym najlepsza kawa. Teraz pozostawała kwestia doboru odpowiedniej garderoby. Z walizki wyciągnęłam zwykłe jeansy i ciemnozielony sweter, który ładnie podkreślał kolor moich włosów. Do tego botki na płaskiej podeszwie i kolczyki w kształcie koła. Na dole okazało się, że nie będziemy sami. Naszym towarzyszem okazał się Max, który nie chciał spuścić Siergieja z oka. Na mój widok radośnie zamachał ogonem i polizał mnie po rękach.
- Lubi cię – z wyraźnym zadowoleniem stwierdził mój towarzysz.
- I ja go też bardzo lubię – podrapałam psa za uchem. Zwierze pomimo swego rozmiaru było bardzo łagodne i przyjacielskie. Max bez problemu dał sobie przypiąć czerwoną smycz. We troje wyszliśmy do ogrodu, a potem na ulicę. Szliśmy właściwie w milczeniu, które tylko od czasu do czasu przerywało psie szczekanie. Nie było mi z tym źle. Wręcz przeciwnie. W pewnym momencie poczułam na swojej dłoni chłodną dłoń Siergieja. Nasze palce splotły się podobnie jak na lodowisku.
- Tam za rogiem mieszka moje babcia. Może ja odwiedzimy? W odpowiedzi kiwnęłam tylko głową, no bo i co miałam powiedzieć. Trochę przerażało mnie poznawanie całej rodziny jednego dnia, hurtem.

Siergiej energicznie zastukał we framugę i popchnął ciężkie drzwi. Chwilę potem znaleźliśmy się w ciemnym korytarzu. Babcia najwidoczniej nie zauważyła naszego nadejścia. Dopiero głośnie szczeknięcie psa sprawiło, że starsza pani wyłoniła się z kuchni. Serdecznie wyściskała i wycałowała wnuka, a potem przyszła kolej mnie. Nie spodziewam takiej dawki serdeczności od całkowicie obcej osoby. Oboje zostaliśmy usadzani przy kuchennym stole i napojeni herbatą. Obok parujących kubków pojawił się talerz pełen ciastek. Zrobiło mi się jakoś tak swojsko i domowo. Babcia Siergieja patrzyła na mnie łagodnym wzrokiem i uśmiechała się enigmatycznie. Podeszła do wnuka i szepnęła mu coś  na ucho.

Lexaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1286 słów i 7359 znaków.

4 komentarze

 
  • ...

    Kiedy next? :)

  • Lexaa

    Muszę ogarnąć życie. Sesja, praca, praca mgr... Te sprawy są teraz dla mnie najważniejsze.

  • Tutuś

    Świetne opowiadanie, moim zdaniem jedno z najlepszych. Czekam z niecierpliwością na next

  • Farmaceutka

    Cudowne. Uwielbiam czytać to opowiadanie.