Przypadki Julii Adamskiej cz.15

Przypadki Julii Adamskiej cz.15Uprzedzam pytania o kontynuację... Sesja, praca zawodowa i magisterka rozgrzebana... Będzie jak będzie. :)


- Babcia poprosiła mnie, żebym zrobił jej małe zakupy i skoczył do apteki. Będę powrotem za jakieś pół godzinki.
- Nie ma potrzeby. Babcia bardzo chce ci pokazać nasz rodzinny album. Zresztą wizyta w sklepie to nic ciekawego – musną ustami powietrze tuż nad moją głową i już go nie było. Od razu było widać kto ma decydujący głos w tej rodzinie.
- Pani jest bardzo ładna i wygląda na całkiem niegłupią – stwierdziła Oksana Piotrowicz, gdy jej wnuk zniknął za rogiem. W jej Polskim było słychać wschodni zaśpiew, podobnie jak u wnuka.  
- Dziękuję bardzo. Muszę przyznać, że to jeden z najoryginalniejszych komplementów jaki kiedykolwiek otrzymałam. Muszę stwierdzić, że niegłupia nie brzmi za dobrze – obie zaśmiałyśmy się głośno.
- Kocha pani mojego wnuka? – tym pytaniem całkowicie zbiła mnie z pantałyku. Zakrztusiłam się resztami herbaty i zaczęłam rozpaczliwie łapać powietrze, na szczęście Oksana porządnie klepnęła mnie w plecy. – To proste pytanie – stwierdziła po chwili. – Zresztą ja i tak już swoje wiem…
- To aż tak widać? – miałam nadzieję, że jednak nie…
- Kto chce ten zobaczy. Chodźmy do salonu pokażę ci ten album – najwyraźniej postawiła zrezygnować z oficjalnej formy. Jest tam parę ciekawych zdjęć Siergieja – dodała wesołym głosem.

Opasły  tom wylądował na niskim stoliku, a my rozsiadłyśmy się na kanapie.
- Świetnie mówi pani po polsku – z podziwem popatrzyłam na swoją gospodynię.
- Moja matka była w połowie Polką w połowie, a w połowie Rosjanką – wskazała na fotografię młodej kobiety ubranej w kwiecistą sukienkę i słomkowy kapelusz. Obraz był lekko nieostry, ale bez większego problemu dało się wychwycić rodzinne podobieństwo. Kilkanaście stron później wklejono zdjęcia ze znacznie późniejszego okresu. Jedno z nich przedstawiało Siergieja jako nastolatka. Nie zmienił się za bardzo przez ten czas. Zmężniał, na twarzy pojawiły się pierwsze, zdobne zmarszczki. Pewne rzeczy pozostały jednak niezmienne. Na przykład uśmiech, no i oczywiście oczy…
- Siergiej czasami zachowuje się jak idiota w gorącej wodzie  kąpany. Zupełnie jak mój mąż, a jego dziadek. Genów nie oszukasz – Okasana przewróciła kilka stron w albumie i pokazała mi zdjęcie postawnego mężczyzny ubranego w ślubny garnitur. – Ale gdy tylko poprosisz da ci gwiazdkę z nieba. Nie skrzywdź go. Jego pierwsza żona to była straszna – babcia wymruczała coś niewyraźnie. – Straszna jędza to była. Pamiętaj damy nie przeklinają – dodała i  puściła do mnie  perskie oko. Już wiedziałam, że z babcią można spokojnie planować napad na bank i ucieczkę na hulajnodze do Honolulu.  

- Widzę, że panie znalazły wspólny język – stwierdził  Siergiej. Na blacie w kuchni położył dwie wypchane reklamówki. - Jesteś głodna? – zapytał mimochodem.
- Chyba sobie żartujesz – babcia Oksana była naprawdę oburzona. – Głodny gość w moim domu. Też sobie wymyśliłeś…
- No tak babcia żywego głodnym nie wypuści… - uśmiechnął się do babci, a potem zwrócił w moją stronę. – Czy dzisiejszy wieczór ma pani wolny?  
- No nie wiem… Muszę się zastanowić. Wie pan taki łobuz mnie tu przywiózł i całkowicie o mnie zapomniał.
- Ten łobuz chce się zrehabilitować i dlatego ma zaszczyt zaprosić panią na kolację dziś wieczorem.
- Jak pani myśli? Zgodzić się? – zerknęłam w stronę Oksany.
- Ja tam bym się zgodziła… Ale po jednym warunkiem. Ten łobuz nie potrafi ugotować absolutnie niczego.
- Babciu, no wiesz! – Siergiej zaczerwienił się po same koniuszki uszu.
- No dobrze herbatę umiesz zrobić i kawę parzysz całkiem niezłą… - Oksana czułym gestem potargała ciemną czuprynę wnuka. – Także miła ma zgadzaj się, ale pod warunkiem że ten nicpoń zaprosi cię do restauracji. Dobrej restauracji. Słyszysz!
- Babciu nie rób ze mnie truciciela i sknery w jednym… - po tych słowach cała nasza trójka wybuchła głośnym śmiechem.
Na szczęście w mojej walizce znalazło się miejsce dla tak zwanej „małej czarnej” i klasycznych czółenek. Może nie był to najmodniejszy strój na świecie, ale z pewnością odpowiedni do każdej, nawet eleganckiej restauracji. Żeby nieco podrasować całą stylizację usta i paznokcie kosmetykami w czerwonych kolorach. Jeszcze tylko kropla perfum, płaszcz i byłam właściwie gotowa do wyjścia. Niestety za oknem lało i nie było można liczyć na nawet krótki spacer po mieście. Nie traciłam nadziei. Może jutro pogoda się poprawi?
     
Jechaliśmy przez zalane deszczem ulice Lwowa. Stare kamienice były naprawdę urzekające. Wkrótce zatrzymaliśmy się przed jedną z nich.
- Zapraszam – Piotrowicz z wyjątkowo tajemniczą miną otworzył mi drzwi. Chwilę potem nad moją głową rozłożył czarny parasol. Byłam mu za to wdzięczna, moja fryzura i makijaż były uratowane.
     
Przeszliśmy przez odrapane wejście i znaleźliśmy się na nieco odrapanej klatce schodowej. Mozaiki na podłogach i kuta balustrada były zaledwie wspomnieniem świetności. Powoli wspinaliśmy się po stromych schodach.
- Już jesteśmy – moim oczom ukazały się drzwi. Solidne, ale zwykłe drewniane drzwi. – Zapraszam – przez szparę wpadła smuga światła.
- To na pewno nie jest restauracja – stwierdziłam rozglądają się bacznie po pomieszczeniu.
- Spostrzegawcza jesteś. Nie powiem… To moje mieszkanie. Mogę pomóc ci zdjąć płaszcz czy zamierzasz od razu uciekać?  
- Chyba zostanę… Pada jest zimno, no i jestem głodna… A ktoś tu obiecał mi kolację.
     
Na środku salonu stał pięknie nakryty stół. Całe mieszkanie było piękne, wypełnione antykami, które doskonale komponowały się z meblami w nico nowocześniejszym stylu.
- Zapraszam do stołu. I obiecuję, że niczego sam nie gotowałem...
- Wyczarowałeś?
- Aż tak zdolny nie jestem. Po prostu zamówiłem z restauracji. Uznałem, że tak będzie bezpieczniej…
     
Jedzenie było naprawdę smaczne, tak jak i wino. Ale mi tak naprawdę było wszystko jedno co właśnie jem. Całą swoją uwagę skupiłam na mężczyźnie siedzącym naprzeciwko. Ciemny garnitur doskonale podkreślał błękit oczu. Oboje przez dłuższą chwilę milczeliśmy, chyba żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć. Atmosfera w pokoju jakoś zgęstniała.
- Wiesz, chciałem cię o coś zapytać…  
-Tak!? – poczułam jak zasycha mi w gardle.
- Napijesz się wina?
- Chętnie – obserwowałam jak ciemnoczerwony płyn trafia do dwóch kieliszków – Bardzo dobre… - napój był lekko cierpki i o głębokim smaku. – Ale chyba nie tego miało dotyczyć twoje pytanie.
- Masz rację. Może to wydać ci się dziwne, no i oczywiście nie musisz odpowiadać od razu…
- Wiesz trochę mnie przerażasz…
- Zawsze jak się zdenerwuję gadam straszne głupoty. Przepraszam postaram się przejść do rzeczy – upił kolejny łyk wina z kieliszka. – Wyjdziesz za mnie? – muszę przyznać, że zostałam całkowicie zaskoczona. Na dłuższą chwilę odebrało mi mowę.

Lexaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1251 słów i 7258 znaków.

4 komentarze

 
  • an

    ciekawie się zapowiada.  kiedy c-d?

  • Lexaa

    @an Trudno powiedzieć. Jak wspominałam we wstępie...

  • Edyta

    Bardzo bardzo fajne

  • Malawasaczka03

    Meeerga♥♥♥

  • nastolaka

    Tak:*<3 niech sie zgodzi <3:*