Przypadki Julii Adamskiej cz.13

Przypadki Julii Adamskiej cz.13- Zaintrygowałeś mnie – upiłam kolejny łyk czarnej, mocnej kawy.
- Taką miałem nadzieję. To teraz czas na trzecią, kluczową część pytania. Pojedziesz ze mną do Lwowa?
- Do Lwowa? – musiałam przyznać, że takiego pytania się nie spodziewałam.
- Zgódź się. Wyjedziemy w środę w nocy wrócimy poniedziałek wieczorem. Przez te kilka dni ani twoja ani moja firma się nie zawali. Zresztą twój tata uważa, że przyda ci się kilka dni odpoczynku…
- Za moimi placami spiskujesz z moim ojcem? – byłam nie na żarty wkurzona.
- Nie spiskuję. Po prostu udzielam sprawdzonych informacji.- Chciałbym pokazać ci  gwiazdy – wskazał na swój Świąteczny  prezent. – Na żywo wyglądają naprawdę obłędnie.
     
Zgodziłam się, nie wiem czy przeważyła kwestia wspólnego oglądania nocnego nieba czy po prostu hormony całkowicie mi zwariowały. Nie miałam ochoty roztrząsać jakie motywy mną kierowały. Myślę, że nawet Freud mógłby mieć problem z analizą mojej psychiki w tym momencie. Najzwyczajniej w świecie byłam pierwszy raz zakochana. Tak naprawdę, bez jakichkolwiek zasad czy ograniczeń. Gdyby Siergiej poprosił mnie żebym z nim pojechała na weekend na Kamczatkę to prawdopodobnie bez słowa wróciłabym do domu. Żeby spakować puchową kurtkę i ocieplane buty. Bez wahania.
     
Spakowanie bagażu zajęło mi sporo czasu. Właściwie pakowanie i rozpakowanie. Granatowa waliza leżała cały tydzień rozwalona na środku pokoju. Ciągle coś do niej wkładałam, by po pół godzinie wyjąć. Przed dzień wyjazdu stwierdziłam, że mam to wszystko w nosie. Jak mi czegoś zabraknie, to kupię na miejscu. Ta myśl nieco mnie uspokoiła.
     
Dość sprawnie przemieszczaliśmy się w stronę granicy. Drogi były niemal puste,  od czasu do czasu mijały nas jakieś ciężarówki, znacznie rzadziej samochody osobowe. Siergiej była naprawdę niezłym kierowcą, nic dziwnego, że monotonne kołysanie auta sprawiło, że szybko zamknęły mi się powieki. Obudziłam się dopiero po jakichś dwóch godzinach, zdezorientowana i z obolałą szyją. Dopiero po dłużej chwili dotarło do mnie, że nie znajduję się we własnym, wygodnym łóżku. Chociaż siedzenie obite miękką skórą też było całkiem przyzwoitym posłaniem.
- Może chcesz się zamienić? – widziałam, że Siergiej jest już zmęczony. Nic dziwnego oboje mieliśmy za sobą dzień pełen pracy, a potem czekała nas długa droga po polskich drogach.
- Nie trzeba. Dam radę – potarł wierzchem dłoni zmęczone oczy.
- Jasne. Za chwile wylądujemy na jakimś drzewie. Wolisz klon czy topolę? Siergiej, nie bądź upartym dzieckiem. Zdrzemnij się trochę. Obiecuję, że będę ostrożna dowiozę nas bezpiecznie – spojrzała na mnie badawczo i mocniej zacisnął ręce na kierownicy.
- Egzaminy na prawo jazdy zdałam za drugim razem, słowo. Jeszcze nikogo w życiu nie przejechałam, nawet stłuczki nie miałam – o urwanym tylnym zderzaku wolałam nie wspominać.
- No chyba masz rację – zjechała na pobocze. Oboje wyszliśmy z samochodu żeby trochę rozprostować kości. W tym samym momencie spojrzeliśmy w niebo, na którym niestety nie było widać ani jednej gwiazdy. Mimowolnie oparłam głowę na piersi Siergieja, a on otoczył mnie ramieniem. Przez dłuższy moment staliśmy w ciszy i czekaliśmy na to co miało się za chwilę wydarzyć.
- Wiesz co? – zapytał nagle i spojrzał na moje usta. Poczułam jak prąd przebiega wzdłuż mojego kręgosłupa.
- Mhm – może to nie była najbardziej elokwentna odpowiedź na świecie, ale jakoś nie bardzo mogłam się skupić, zwłaszcza że prawa dłoń Siergieja zaczęła gładzić mój spięty kark. Zrobiło mi się naprawdę gorąco. Patrzył mi głęboko w oczy. Miałam wrażenie, że zagląda mi do mózgu. Bez problemu czyta moje najbardziej skryte myśli. Napięcie między nami było ogromnie. Miałam wrażenie, że w powietrzu pojawią się prawdziwe iskry. Twarz Siergieja powoli zbliżała się do mojej. Musiałam bardzo się pilnować żeby głośno nie westchnąć, co nie było łatwe. Oprócz tego musiałam zapanować nad nogami, które miękły mi z każdą sekundą i nad sercem, które waliło jak oszalałe. Nagle z pobliskich krzaków wydobyło się głośne miauknięcie i dziki pisk. Jak na komendę odskoczyliśmy od siebie. Z zarośli wybiegły dwa pręgowane koty, przebiegły przez jezdnię i zniknęły w ciemności nocy.
- Czas się zbierać – powiedział Siergiej. A mnie zrobiło się żal. – Mamy szczęście, że nie były czarne – kiwnęłam głową, ale tak naprawdę byłam trochę zawiedziona.
Usiadłam na miejscu kierowcy i odpaliłam silnik. Samochód momentalnie reagował na nawet najdelikatniejsze ruchy kierownicą. Droga nadal była pusta, dzięki temu mogłam skupić się na myśleniu o mężczyźnie który drzemał obok. A może tylko udawał. W każdym razie oczy miał zamknięte, a jego klatka piersiowa unosiła się równym rytmem.

     Przy granicy znowu zamieniliśmy się miejscami. Celnicy nie za bardzo interesowali się nami ani naszymi bagażami. Udawałam, że nie widzę zwitka banknotów przechodzącego z ręki do ręki. Czasami lepiej nie wiedzieć za dużo… Siergiej kategorycznie zabronił mi prowadzić na Ukrainie. Nie żebym jakoś szczególnie nalegała. Drogi były bardziej dziurawe niż u nas, a kierowcy zachowywali się trochę jak kozacy na Dzikich Polach.  
     
Byłam naprawdę zmęczona, marzył mi się prysznic, gorąca herbata i naprawdę obfite śniadanie. Zajęłam obserwowaniem dość monotonnego krajobrazu. Tym czasem Siergiej rozmawiał z kimś przez telefon po ukraińsku. Byłam z siebie naprawdę dumna zaczęłam, że odróżniać  go od rosyjskiego. Tylko pozornie te dwa języki były podobne. Tak naprawdę miały całkiem inną melodykę. Ukraiński był o wiele bardziej miękki, a przez to przyjemniejszy dla moich uszu.

-  Za jakieś dwadzieścia minut będziemy na miejscu. Musimy jeszcze tylko kupić kwiaty – zastanawiałam się po co kupować kwiaty do hotelu, ale może tu są takie zwyczaje? Byłam zbyt zmęczona, żeby to wszystko analizować.

Lexaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1075 słów i 6163 znaków.

2 komentarze

 
  • Jjj

    To opowiadanie jest świetne, jedno z moich ulubionych zawsze nie mogę się doczekać kontynuacji.  :ciuch: