Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Dziewczyna z czarnym kryształem. cz 3

     Tugar wyszedł z komnaty. Z trudnością hamował gniew. Spotkało go już nie raz poniżenie, ale jeszcze nigdy przy obcym. Zastanawiał się, czy bardziej nienawidzi Arry, czy tego przybłędy.
Nie mógł zaczynać z księżniczką. Wiedział o jej mocy. Od początku zgodzili się na te pozorne małżeństwo. Co prawda liczył na noc poślubną, ale kobieta szybko wybiła mu to z głowy. Nie pozostawiła go z niczym. Cały czas w jego głowie tkwiły jej słowa.

,,Możesz się zmienić, wówczas wszystko między nami będzie inaczej".

     On nie miał najmniejszej ochoty się zmieniać. Nie cierpiał słońca, delikatności i tych wszystkich zasad panujących na Hopali. Czuł się wolny na Rauli. Wiedział, że pokoju pragną tylko mieszkańcy tej jasnej planety. Nie liczył, że po zwycięstwie jego braci zostanie królem, ale miał swoje osobiste plany. Wiedział, że królem ma zostać jego brat Rall. A wówczas będzie inna sytuacja i wszystko możliwe.
     Jego rodzinna planeta była inna niż Hopala. Pokryta mrokiem. Panowały tam całkiem inne warunki, żyły inne zwierzęta. Jako jedyny, a tego zupełnie nie rozumiał, wyglądał jak członek królewskiej linii Hopali. Żaden mieszkaniec Rauli nie przeżyłby minuty na słońcu bez specjalnych osłon. Mieli technologię mogąca zmienić Hopalę w drugą Raulę. I taki był tajemny plan. Aby tego dokonać, musieli zdobyć dojście do rdzenia jasnej planety. A kluczem do tego był tajemniczy owalny przedmiot wiszący w komnacie księżniczki. Niestety był chroniony mocą, o której ani Tugar, Rall, ani nikt z mieszkańców Rauli, jak również Hopali nie miał pojęcia. Tajemnice znała tylko Arra.
     Mężczyzna czasem zastanawiał się, jak to jest? Jak się tu znaleźli? Jak to wszystko działało? Dlaczego wybuchły księżyce Mony? Z jakich powodów żyli niezmienni od przeszło trzystu lat? Dlaczego nikt nie mógł mieć dzieci? Mędrcy Rauli twierdzili, że to ostatnie się zmieni, kiedy Hopala stanie się jak Raula. Przekonywano ich, że kobiety Hopali dadzą im dzieci. Nie rozważano odwrotnego wariantu. Męski ród Hopali miał zginąć. A jeśli zostaną nieliczni, będą niewolnikami? Czy będą zdolni się rozmnażać? O tym nikt nie wiedział, ale było to problemem marginesowym. Nadal najważniejszą sprawą pozostawało pokonanie Arry. I zmuszenie jej do oddania kontroli nad owalnym przedmiotem. Mędrcy Rauli twierdzili, że moc Arry jest ogromna, ale ograniczona. Nie zgadzali się z tezą, że Assai Arra on tai Ori. Czyli, że Księżniczka Arra jest Bogiem.
     Tagura bardzo drażniło też coś innego. Ten przybłęda też miałby być Bogiem? Przystojny blondyn nie był głupcem. Wiedział jedno. Jeżeli jest Bóg, to nie może być ich dwóch. I tu skłaniał się do prawd mędrców Rauli, że jego żona ma tylko wielką moc i nie jest żadnym bogiem. Pierwszy osobisty kontakt z Sosora przekonał go, że nie jest on również nikim szczególnym. Gdyby tak było, czy sam nie osłoniłby się przed śmiercionośnym promieniem broni?
     Żeby trochę się uspokoić, zaczął myśleć o obiekcie swoich marzeń. Wszedł do swojej komnaty. Nie zwracał uwagi na dwie ciemnowłose służki, kiedy go rozbierały i szykowały kąpiel. Miał swoje kobiety na siostrzanej planecie, ale przecież pragnął tylko jednej. Kamparsy. I ona zdawała się zwracać na niego uwagę. Niestety, była żoną jego brata, Ralla. Tagur rozważał, czy istnieje szansa, że Rall domyśla się, co tkwi w jego sercu. Jak do tej pory Rall nie dał tego po sobie poznać. Kamparsa była najpiękniejszą kobietą Rauli i wszystkim się podobała, więc to, że Tagur czasem na nią spojrzał, nie było niczym dziwnym. Piękna, o wielkich brązowych oczach, czarnych jak smoła, lekko falistych, sięgających do pasa włosach i wprost cudownej oliwkowej skórze. Miała śliczny głos, dłonie i całe ciało. Mądra, rozważna i ... Wszystko, co posiadała, Tugar uwielbiał. Poruszała się jak jatti, gazela pustynna z Hopali, jedyne zwierze wspólne dla obu planet. Tylko jatti z Hopali były nieco drobniejsze.
     Właśnie po ostatnim posiłku ze swoim bratem, zastanawiał się, jak może smakować mięso tego ślicznego stworzenia z Hopali. Tugar wiedział, że jest to na razie fantazja. Na Hopali, zabijano czasem ludzi, ale nikt nie śmiał zabić zwierzyny. A dla mięsa? I wówczas znowu poniosły go nerwy. Co za idiotyczne prawo! Zabicie jatti z Hopali było najgorszym rodzajem przestępstwa i jedyną kara za to było unicestwienie promieniami Karxty. Błękitnymi kamieniami z rdzenia Hopali. Śmiercionośne promienie każdej broni z Hopali miały źródło z tych właśnie kryształów. Na Rauli posiadano podobne, z rdzenia ich planety. Te dla odróżnienia posiadały krwisty kolor. Tagur zastanawiał się czasem czy tajemniczy klucz na ścianie nie ma w środku właśnie takiego kamienia. Nie chciał pytać żony, a sam nie mógł nawet zbyt długo stać blisko owalnego srebrnego przedmiotu, bo czuł się wówczas okropnie. Nie chciał nawet myśleć, co by się stało, gdyby dotknął tajemniczego klucza...
     Po kąpieli zapragnął relaksu. Wezwał czterech żołnierzy wyćwiczonych w sztukach walki i cztery tancerki. Najpierw chciał patrzeć na ich walkę. Mężczyźni pochodzili oczywiście z kasty ciemnowłosych. Żaden z klasy średniej nie mógł walczyć dla zabawy nawet przed księciem Hopali. Następny idiotyczny wymysł jego żony. Podobno pochodził z ksiąg. Niestety, nikt nie mógł tego sprawdzić, czy tak jest. Z drugiej strony sam Tagur nie wierzył, że Arra improwizuje. Byłoby to idiotyczne i praktycznie niemożliwe, żeby to wszystko, o czym Arra mówiła, sama wymyśliła. Tylko dlaczego te księgi może czytać tylko ona? Oczywiście ludność miała odpowiedź: Assai Arra on tai Ori. To była uniwersalna odpowiedź wyjaśniająca większość specjalnych zdolności złotowłosej.
     Czterech rosłych brunetów wstawiło się przed księciem. Tancerki ubrane w czerwień, zieleń, błękit i róż czekały na swoją kolej.
W wielkiej sali na podłodze ułożono maty. Oryginalnie takie zawody odbywały się na piasku, ale książę nie przepadał za światłem Mony i jej dwóch księżyców. Ostatnio zawody odbywały się coraz rzadziej. Tagur odczuwał, że mieszkańcy Hopali stawali się bardziej pokojowi. To oczywiście dawało walecznym i agresywnym wojownikom z Rauli wielką przewagę w nieuniknionej i oczekiwanej konfrontacji.
     Tagur usiadł wygodnie, na wyglądającym na obciągniętym skórą fotelu. Sosora mylił się co do swojej oceny ubrania. To, co miał na sobie, kiedy pojawił się na Hopali jaki i to w co ubrani byli ciemnowłosi wysłannicy Arry, było płótnem zrobionym ze specjalnej rośliny.
To też było zagadką. Ludzie nie mieli dzieci i żyli. Bardzo rzadko zdarzało się, że ktoś popełnił zły czyn. Zabił człowieka czy zwierze. Obraził księżnę lub jej męża. Czasem ktoś coś ukradł, ale to było jeszcze bardziej nietypowe. Wszystko, co dawała Hopala, było darmo.
     Rośliny żyły innymi prawami. Rosły. Dlatego miano ubrania z jedwabiu, bawełny i właśnie ze specjalnej rośliny, której materiał po przerobieniu na nici, wyglądał jak skóra. Kwiaty kwitły w ogrodach i na dalekich polach. Odradzały się, kiedy zwiędły. W świecie roślin wyglądało to na niekończący się cykl. Ptaki, ryby i ssaki żyły. Niezmiennie. Wszystkie zwierzęta jadły rośliny. Nikt nikogo nie zabijał.
     Dla przeciwności, na Rauli ludzie jedli mięso. Zwierzęta również się wzajemnie nie zabijały. Nikt nie wiedział, w jaki sposób się utrzymują w tej samej liczbie. Czyżby zabite dla skór czy mięsa pojawiały się nagle znikąd jak Sosora? Na szczęście dla mieszkańców Rauli proces ten trwał niezmiennie. Sądzono, że po zmianie rdzenia Hopali będzie się tak również i tam działo. Na razie wyglądało na to, że wszystko zostało zaplanowane przez nieznaną siłę. Od razu, bez żadnych prób i błędów.
     Arra miała moc tworzenia kopuł ochronnych. Od początku wiedziano o własnościach błękitnych kryształów na Hopali i czerwonych na Rauli. Znajdowały się one w wyznaczonych jaskiniach. Mieszkańcy pojawili się na obu planetach z pełną wiedzą. Jedyne co pozostawało tajemnicą to to, że księżyce Mony wybuchły z jakiegoś powodu. Być może księgi, które mogła czytać Arra, o tym mówiły, jednakże księżniczka nigdy o tym nie wspominała. Zarówno na Hopli, jak i Rauli nie było fabryk. Nikt nie musiał pracować. Miano owoce i jarzyny do jedzenia. Woda występowała wszędzie. W rzekach i w wielkiej wodzie.  
     Mieszkańcy Hopali, mieszkali, w jednej ogromnej osadzie. Nieliczni, którzy chcieli, mogli mieszkać w lesie, górach albo nad wielką wodą. Właśnie ci nieliczni twierdzili, że wszystko zostało dane przez nieznanych twórców, którzy kiedyś wrócą. A sama Arra jest ich przedstawicielem i nawet ona sama tego nie wie. Większość jednak uważała, że księżniczka jest bogiem i ona to wszystko stworzyła. Sama Arra ani nie potwierdzała, ani nie miała nic przeciwko, jeżeli ktoś twierdził inaczej, o ile okazywał jej należyty szacunek.
O tym wszystkim wiedział Tagur. Negował to, ale jednocześnie nie miał żadnego innego logicznego wytłumaczenia. Nie był szczęśliwy. Sądził, że będzie, jeżeli zdobędzie Kamparsę. Odrzucił dobrą radę Arry, że wszystko może się zmienić, jeżeli on się zmieni. I na tym polegała jego tragedia.

     Było mi tak dobrze i chciałem tak trwać...
Powiedziałem to cicho, ale wiedziałem, że Arra usłyszała.

     – Zrobiło się ciemno. Gdzie będę spał? Śpimy, prawda?
     – Tak, śpimy. Jest przygotowana twoja komnata. Jedyną osobą, która ci może zagrozić, jest Tagur. Dlatego otoczę komnatę ochroną.
     – Właśnie. Sądziłem, że ja mam moc. A to Ty ją posiadasz.
Złotowłosa nic nie odpowiedziała.
     – To wszystko jest trochę dziwne...
Jej oczy się otworzyły szerzej.
     – Co masz na myśli, Sosora?
     – To wszystko. Ty, Hopala. Moja misja. Same pytania. I jeszcze twój mąż jest zazdrosny.
     – On nie jest zazdrosny.
     – Chciał mnie zabić.
     – Jak sądzisz Sosora, kiedy mężczyzna jest zazdrosny?
     – Nie wiem. Nie jestem.
     – Wiem, ale kiedy myślisz, że może być?
     – Kiedy ktoś chce mu odebrać coś, co do niego należy. Tak sądzę.
     – A jeżeli chodzi o relację żona-mąż?
     – Czy chodzi ci o to, że nie należysz do niego?
     – Nie. Chodzi mi o to, że on mnie nie kocha. On nie jest zazdrosny. On jest głupi i nieszczęśliwy. Mógłby nie być, ale nie chce.
     – Wybacz, że zapytam. Jest twoim mężem. Ma do ciebie prawo, a mówiłaś, że ty i on... nigdy.
     – Skąd to przeświadczenie, że ma do mnie prawo? Kto dał takie prawo? Gdyby mnie kochał, a ja jego to i tak nie miałby prawa. Kochanie się jest wyborem, a nie prawem.
     – Och nie to miałem na myśli.
Arra popatrzyła na mnie całkiem inaczej.
     – Nie kłam! To miałeś na myśli. Mówiłam ci, że kocham ciebie. Ty mnie nie znasz, dopiero poznajesz, ale ja ciebie znam.
     – Przecież znałaś mnie z ksiąg! Jak mogłaś...
     – Dość! Nie będziesz mnie pouczał o moich uczuciach. Wyznałam ci miłość, a ty w to wątpisz. Ranisz mnie.
Poczułem. Jak mogłem być tak okrutny dla tej cudownej istoty. Drżała. Delikatnie przytuliłem ją do siebie.
     – Wybacz. To wszystko mnie przerasta. Nic nie pamiętam. Czy w księgach jest napisane, że miałem jakieś relacje w siedemdziesięciu sześciu poprzednich światach?
     – Tak. Miałeś.
     – Och! I mimo wszystko, wiedząc to, cały czas mnie kochasz.
     – Poprowadzę cię do twojej komnaty.
     – Co będziemy robić jutro? Mówiłaś, że pozostanę tu dłużej. Może Tagur nie jest zazdrosny, jak mówisz, ale z pewnością nie jest zadowolony z tego, że tu jestem. Szczególnie że wie o twoich uczuciach do mnie. Chciałbym poznać Hopalę, mogę? – Powiedziałem to i odczułem, że chwilowy żal u Arry znacznie się zmniejszył.
     – Tak, jutro pokażę ci moją planetę. A o Tagura się nie martw. On rzadko jest ze mną. Nie znosi światła.
Popatrzyłem na nią i coś odczułem.
     – Arra, ty wiesz więcej. O nim, o mnie...
Uśmiechnęła się i rzekła.
     – Masz rację Gwiezdny wędrowcze. Assi Arra on tai Omi.
Pocałowała mnie delikatnie w usta. Chciała się odsunąć, ale jej nie dałem. Znowu ją zapragnąłem. Tym razem, mnie wyczuła i delikatnie się wysunęła z moich ramion i szepnęła.
     – Chcę, żebyś mnie pokochał, a nie pragnął.
Znowu poczułem się źle.
     – Nie pamiętam, ale kiedy pomyślę, że mogłem być z innymi kobietami jak teraz z tobą...
– Nie byłeś. A teraz już chodźmy. Jutro nowy dzień.
Wzięła mnie za rękę. Jej słowa mnie uspokoiły. Szliśmy w otoczeniu tych samych służących. Miałem tyle pytań, ale pomyślałem, że muszę zadawać tylko istotne.
     – Dziewczyna z ciemnym kryształem, to jest moja misja. Czy pomożesz mi ją znaleźć?
Nie spodziewałem się odpowiedzi, a już z pewnością takiej.
     – Pomogę Ci.

Szliśmy jeszcze chwilkę.
     – To jest twoja komnata. Śpij dobrze. Jutro pokażę ci Hopalę.

     Tak jak się spodziewałem, drzwi same się otworzyły. Zobaczyłem łoże. Ubranie do spania, stół i krzesło. Kryształowy kielich z wodą. Wszedłem do środka, a Arra została za drzwiami. Odwróciłem się do niej.
     – Śpij dobrze, księżniczko.
Ona uśmiechnęła się i odeszła bez słowa. W miarę jak odchodziła, robiło się coraz ciemniej. Dopiero teraz zwróciłem uwagę, że wcześniej staliśmy w świetle. A przecież nie dostrzegłem żadnych pochodni czy świec. Widocznie Arra była również światłem.
     – Assai Arra on tai Ori – powiedziałem bezwiednie.
     Podszedłem do łóżka. Nie było całkowicie ciemno, ale też nie tak jasno, kiedy była ze mną. Na to nie zwróciłem uwagi. Zdjąłem ubranie i założyłem białą nocną koszulę. Położyłem się do łóżka i nakryłem cienkim bawełnianym płótnem. I wówczas pomyślałem, że nie wiem, jak wygląda moja twarz. Jak do tej pory nie widziałem w tym budynku żadnego lustra. Skąd wiedziałem, że coś takiego istnieje? Postanowiłem zapytać o to jutro złotowłosej. Patrzyłem w sufit.
     – Gdzie jesteś dziewczyno? Czy na wszystkich poprzednich planetach też cię tak szukałem? Bez żadnego znaku, czy też żadnej informacji? Czy kiedykolwiek cię odnajdę?
     Postanowiłem zapytać o to również księżniczkę. Przecież Arra obiecała pomóc. Może są informacje jak mam jej szukać. Jeżeli tak, to mogą być tylko w księgach. I wówczas uświadomiłem sobie następną rzecz.
Księżniczka Arra zdawała się odpowiadać mi tylko, kiedy pytałem. Naprowadzała mnie, ale sama z siebie z niczym nie wychodziła. Jutro będzie dobry dzień, żeby o tym porozmawiać. Zanim te myśli całkowicie mnie opuściły, zasnąłem.

     Obudził mnie śpiew ptaków. Usiłowałem sobie przypomnieć czy widziałem drzewa. Bo to dom dla ptaków. Wstałem.
Widocznie lista niespodzianek jeszcze się nie wypełniła. Pomyślałem, że dobrze by było się wykapać, ale bez towarzystwa pięknych pomocy. Kiedy tylko to pomyślałem, zobaczyłem drzwi. Czyż moja komnata miała inne pomieszczenie? Miałem prawie pewność, że wczoraj ich nie widziałem. Mogłem się mylić, przecież wieczorem nie było zbyt jasno.
     Otworzyłem je ufnie. W drugim pomieszczeniu zobaczyłem wielką wannę jak pierwszym razem, kiedy służące mnie myły. (Zupełnie nie myślałem, skąd przychodzą mi do głowy te wszystkie nazwy, jak na przykład wanna...).
Wanna wypełniona wodą pachniała subtelnie i cudownie. Ależ tak, woda pachniała, jak Arra!
Obok znalazłem gąbkę. I coś jeszcze. Kiedy zacząłem pocierać tym o mokrą gąbkę, pojawiły się bąbelki.
     – Mydło!
Myłem się, tym razem wszędzie, bo nie musiałem się krępować. Kiedy skończyłem, pomyślałem, że dobrze by było spłukać się porządnie. I kiedy tylko ta myśl powstała w moim umyśle, ze ściany zaczęła lecieć woda. Woda z mydlinami zniknęła bezgłośnie, a ta, która płynęła, spłukiwała moje ciało. Kiedy skończyłem, znalazłem spory miękki materiał do wycierania.
     – Lustro – powiedziałem dość głośno.
Niestety tym razem czary nie działały.
     – Chciałbym zobaczyć, jak wyglądam... proszę.
A więc to tak! Magiczne słowo. Proszę.
Lustro sięgało od podłogi aż do mojej wysokości. Patrzyłem długo.
     W lustrze zobaczyłem przystojnego bruneta z dwudniowym zarostem. Miałem ładnie umięśnione ciało. Niczego mi nie brakowało. Patrzyłem na czoło, jakbym szukał jakichś blizn. Potem spojrzałem na ręce, nogi i tors. Być może moje ciało się regenerowało, bo nie dostrzegłem nawet najmniejszego zadraśnięcia. Wyglądałem na trzydzieści kilka lat. Na głowie miałem może dwa lub trzy siwe włosy.

Podczas rozmyślania o tym, wszedłem do sypialni. Założyłem spodnie i bluzę.
     Na targu pamiętałem mężczyzn w różnym wieku. Nie widziałem dzieci, ale również bardzo starych ludzi. Kobiety? Tylko Arra i służące. Czyżby na Hopali było więcej mężczyzn? Coś mi mówiło, że są, tylko nie pokazują się publicznie. O to też chciałem zapytać księżniczkę. Otworzyłem drzwi sypialni. Oczywiście dwie ciemnowłose pomoce już na mnie czekały.
     – Wolałeś sam się umyć, panie? – zapytała jedna z nich.
     – Nauczyłaś się mojego języka?
Opuściła subtelnie oczy i wyszeptała.
– Nie, Panie. Pewnie to Ori Arra sprawiła, że rozumiesz nasz język.
Musiałem zadowolić się taką odpowiedzią.
     – Chciałbym zobaczyć księżniczkę Arrę.
     – Tak, Panie. Ori Arra czeka na ciebie ze śniadaniem, w salonie.

     Ruszyłem przodem. Nie wiedziałem, jak wielki jest pałac. Nie miał przepychu, ale wszystko było w dobrym gatunku. Podłoga i ściany. Żadnych ozdób. I wówczas się przeraziłem. Nie mam potrzeb fizjologicznych. Czyżbym miał następny sen? Bardzo tego nie chciałem.
Weszliśmy do wielkiej sali. Tym razem nie będę jadł tylko z księżniczką. Dostrzegłem Canę i niestety Tagura. W sumie około tuzina mężczyzn. Z kobiet, tylko Arrę.
     – Dobrze spałeś? – zapytał mnie mąż księżniczki.
Wydawał się miły. Trochę mnie tym zaskoczył. I wówczas pomyślałem o czymś i ta myśl wydała mi się okropna. Czyżby spali razem? Mówiła, że nigdy. Tym razem myślałem tylko o samym spaniu. A nawet i w tym wypadku świadomość tego nie była dla mnie miła.
     – Witaj, Sosora. Poznaj moich ministrów. Męża już miałeś przyjemność poznać.
– Raczej nieprzyjemność – prawie szepnąłem.
I w tej chwili pomyślałem, że jestem niesprawiedliwy. Dlaczego miałem taki stosunek do Tagura? Być może on mnie nie lubił, ale ja nie powinienem postępować podobnie.
     – Spałem dobrze, mój Panie – odezwałem się do księcia.
     – Nie jestem twoim Panem. Jestem tu zwykłym błaznem. Gwarancja pokoju z ludźmi z Rauli. Nie znoszę warzyw, owoców i światła. A co do pokoju, niedługo się będziecie nim cieszyć. Rall jest gotowy. Mówię to, bo Arra i tak pewnie to wie. Co z tego, że jest moją żoną. Nie mogę z nią nawet spać, nie mówiąc o innych sprawach.
– Tagur, zamilcz. Nikt cię nie stworzył błaznem. Sam chciałeś nim być. A ja nie jestem tą, z która pragniesz spać, tylko z Kamparsa, nieprawdaż?
Książę pobladł.
     – Zamilcz, kobieto. Jeżeli jest tu jakiś szpieg mojego brata, jestem trupem.
     – Mieszkańcy Hopali, są szczerego serca, nie tak jak z Rauli. Wszyscy mają szansę stać się lepszymi. Do ostatniego oddechu. A co do pokoju, na razie go mamy. A ty zachowuj się, jak przystało na księcia.
     Usiadłem na wskazanym miejscu. Dalsza część śniadania upłynęła bez żadnych incydentów. Ku mojemu zdziwieniu Tagur zajadał tylko to pikantne różowe paskudztwo.
     Wspólne śniadanie dobiegło końca. Wszyscy powoli opuszczali swoje miejsca, nie zapominając oddać czci księżnej. Ku mojemu zdziwieniu niektórzy skłaniali czoła i w moim kierunku. Natomiast książę był jakby nieobecny. Zjadł wszystkie rarytasy i siedział skamieniały, podpierając głowę na dłoniach.
     – Jesteś gotowy, Sosora? – zapytała Arra. – Zdawała się ignorować całkowicie obecność Tagura.
     – Tak. Mam do ciebie kilka pytań, ale najpierw chciałbym wiedzieć, jak pojedziemy. Końmi?
     – To nie są konie, ale są podobne do tych zwierząt, które pamiętasz. Zmęczyłby się, a my wrócilibyśmy w zimie...
     – Nie mam nic przeciwko, by spędzić z tobą tyle czasu – przerwałem jej.
Uśmiechnęła się krótko i skończyła zaczęte zdanie.
     – A musimy wrócić przed jutrem.
     – A to czemu?
     – Nie domyślasz się? – zapytała z zagadkowym wyrazem twarzy.
     – Nie mam pojęcia.
     – Jutro jest ważny dzień.
     – Twoje urodziny?
Znowu się uśmiechnęła, ale trochę smutno.
     – Inwazja. Czy myślisz, że inaczej Tagur by się zdradził?
     – Och! Dacie radę? Czegoś nie rozumiem. Wanna, woda ze ściany i to, że nie mam potrzeb fizjologicznych, a przecież jem i piję.
– Zacznę od ostatniego... poczekaj.
Podeszła do mnie blisko. Położyła mi dłoń na oczach.
     – Możesz już otworzyć.
     Siedzieliśmy w jakimś pojeździe. Wykonanym prawdopodobnie z tego samego metalu co broń na błękitne promienie i ten klucz do zdjęcia bariery pola siłowego w więzieniu. Przestałem już traktować to doświadczenie jako sen.
     – Hopala jest specjalna. Każde pożywienie jest spalane całkowicie. Pewnie nie zwróciłeś uwagi, że się nie pocisz. Mamy bardzo zaawansowaną technologię, ale żyjemy najprościej, jak potrafimy. Oni myślą, że ktoś nam to zostawił albo że ja im to tworzę, ale tak nie jest.
Popatrzyłem na nią i zapytałem.
     – Jesteś Bogiem?
     – Nie, ale jest lepiej, że tak myślą. Są z tym szczęśliwi. To pojazd, który nas przeniesie w kilka miejsc. Tagur przenosi się na Raulę kanałem czasoprzestrzennym. Ten korytarz istnieje od początku. Dla niego i innych. Byłam raz na Rauli, o czym on nie wie.
     – Czy oni mają lepszą broń niż wy?
     – Broń nie może być lepsza. Broń jest zła, wiec może być tylko gorsza. Ich, tak zwani mędrcy wierzą, że wygrają. Zdobędą klucz do rdzenia Hopali i zmienią ją w drugą Raulę. Prawda jest taka, że każdy z nich, jeśli tu przyleci, nie będzie mógł wrócić. Raula i Hopala są siostrami. Są też matkami. Czy matka pozwoli, by jej dzieci się wzajemnie zniszczyły?
     – Czyli?
     – Gdyby wiedzieli, czym jest mój klucz... Wszystko będzie dobrze, niestety wiele ludzi zginie. O ile można tak powiedzieć. Tak naprawdę nikt nie ginie.
     – Powinnaś uprzedzić ludzi...
Odkręciła głowę w moim kierunku i pogładziła mi policzek.
     – Nie obawiaj się, nikt z Hopali nie zginie.
Poczułem coś. Literalnie.
     – Tagur?
Spojrzała na mnie z miłoscią.
     – Troszczysz się o swojego wroga? On jest również z Hopali, tylko o tym nie wie.
     – Czemu przeniosłaś się na Raulę?
     – Wiesz.
     – Właśnie, tego nie rozumiem. Rozmawiałaś z Kamparsą!
     – Ona jest jedyną osobą, która może pomóc Tagurowi i jest jedną z dwóch osób, które mają do niego uczucie.
     – Chcesz powiedzieć, że...
Mam do niego uczucie, ale jest zgoła inne niż do ciebie. To raczej współczucie, siostrzana miłość. On nie wie. Jestem jego siostrą.
     – Czyli Rall jest również twoim bratem.
     – Tak. Tylko Rall urodził się na Rauli. To skomplikowane...Kamparsa próbowała mu wytłumaczyć, ale Raul jest jeszcze bardziej zapatrzony w siebie niż Taugar.
Nagle coś sobie przypomniałem. Pojazd nadal stał w ogrodzie. Nie zaczęliśmy jeszcze podróży.
     – Czemu tu nie ma luster?
Księżniczka wzdrygnęła się na chwilę.
     – Zauważyłeś, że wszyscy na Hopali są piękni wizualnie. Księgi mówią o jednej starej planecie, bardzo daleko stąd. Żył tam kiedyś piękny mężczyzna. Był tak piękny, że zakochał się sam w sobie. I to miało dla niego tragiczne skutki. Dlatego księgi radziły, by nie było luster w całym zamku.
     – Jedno już jest. Chciałem zobaczyć, jak wyglądam. Myślałem, że może wówczas sobie coś przypomnę. Niestety, to nic nie pomogło.

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użył 4334 słów i 24281 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.