Rozbłysk światła nas ogłuszył, a potem powoli jasność ustąpiła i rozproszyła się, jak poranna mgła. Znowu na niebie widziałem trzy słońca. Patrzyłem we wskazanym przez Arrę kierunku.
Na niebie dostrzegłem czwartą jasną gwiazdę.
– Raula – szepnąłem.
– Tak, ukochany teraz obie siostry są w świetle.
Wrogowie zniknęli, został tylko czarny pył, który powoli opadał na ziemię.
– Muszę przekazać pewne informacje zarówno dla mieszkańców Hopali jak Rauli.
– Zanim to uczynisz, mam pytanie. Jak to się mogło stać? Wyglądało, że zaczynają się ciemności. No i to stało się tutaj, jak mogło wpłynąć na Raulę?
– Mówiłam ci, że to siostry. Poza tym mój klucz jest naprawdę cudowny. Kanał, którym poprzednio poruszał się Tagur i raz ja, ma ogromną przepustowość. Po aktywizacji klucza jeszcze bardziej zwiększył moc. Hopala była od razu bezpieczna. Raula czekała na to długo. Ludzie mają zawsze wybór, ale jeżeli idą złą drogą, w końcu upadną.
– Czy wszyscy Cię usłyszą?
– Tak i to znów dzięki temu przedmiotowi.
Arra wyjęła owalny srebrny przedmiot. Zdziwiłem się.
– Przecież dałaś go im i prawdopodobnie wybuch światła go zniszczył. Mówiłaś, że są dwa. To ten drugi?
– Nie. Pierwszy wrócił do mnie. To nie jest do zniszczenia, wiesz dlaczego? – uśmiechnęła się zagadkowo.
– Domyślam się.
– Chciałabym, żebyś był przy mnie, dobrze?
– Oczywiście.
– Zaczekajmy na naszych ludzi. W końcu zobaczysz kobiety, bo zwykle były w domach.
Poszliśmy do ogrodu.
– Ta okolica jest pustynna, ale mam tu swój ogród. Dobrze się czuję wśród kwiatów.
– Nie są zazdrosne?
– Czemu miałyby być?
– Bo pachniesz piękniej od nich.
Uśmiechnęła się tylko. Siedzieliśmy dobre pół godziny bez słów. Trzymała mnie za rękę.
– Chodźmy.
Kiedy wyszliśmy z jej pałacu, bo z ogrodu na plac droga prowadziła przez budynek, zobaczyłem tłumy. Tak jak powiedziała księżniczka wszyscy mężczyźni, których widziałem uprzednio na targu, przybyli z żonami. Arra popatrzyła na nich z miłością.
– Moi ukochani mieszkańcy Hopali. Ciemna planeta Raula przestała istnieć. W jej miejsce pojawiła się jasna planeta. Ponieważ ci, którzy na niej mieszkają, mają teraz całkiem nowe warunki, potrzebują waszej pomocy. Jeżeli są spośród was tacy, którzy chcą pomóc mieszkańcom Rauli w adaptacji, mogą przenieść się tam na czas nieokreślony. Nie grozi wam żadne niebezpieczeństwo.
Nie podzieliłam się z wami pewnymi sprawami, bo nie był na to czas. Ten czas jest teraz. Mój mąż faktycznie nie był moim mężem. Z tego powodu, że jest moim bratem. Mój drugi brat, Rall nie zmienił swojego serca i zginął wraz ze wszystkimi najeźćami. Mój brat, Tagur przybędzie wkrótce na Hopalę ze swoją wybranką. Okażcie mu pomoc i wybaczenie. Mieszkańcy Rauli będą mieli małe kłopoty z adaptacją życia w świetle, jak również w przejściu na dietę owocowo-warzywną. Kiedy światło okryło Raulę, już więcej nie będą mogli jeść mięsa. Jednakże ich przyzwyczajenie będzie sprawiać im kłopot przez kilka dni. Dlatego wasza obecność im pomoże. Po tym czasie możecie wrócić. Jednakże jeśli zechcecie zostać, możecie również to uczynić. Oczywiście każda para z Rauli może przybyć na Hopalę. I najważniejsze zostawiłam na koniec. Od tego dnia zobaczycie dzieci. Zwierzęta również zaczną się rozmnażać. Nadal nie będziecie się starzeć ani umierać. Z dniem dzisiejszym znoszę kasty. Jesteście od dzisiaj wszyscy wolni i równi. Jednakże ten, kto mi służył, może nadal to robić, o ile czynił to z miłości.
Mieszkańcy Hopali, przyjęli te wiadomości z radością, a Arra zakończyła przemówienie.
– Wracajmy do pałacu, wkrótce przybędzie Tugar i Kamparsa.
– Zmienił się?
– I to jak! Nie będziesz mógł uwierzyć.
– Arro, powiedziałaś, że pojawią się dzieci. Czy w takim razie będę cię mógł prosić o rękę i zostaniesz moją żoną?
Arra uśmiechnęła się tylko.
– Tylko tyle?
Zrozumiałem i ukląkłem.
– Zostań moją żoną, proszę. Kocham cię.
– Przyjmuję – szepnęła wzruszona – jednak najpierw muszę unieważnić mój związek z Tagurem i oficjalnie udzielić im ślubu. Właśnie głównie dlatego przybędą na Hopalę.
Patrzyłem na nią z wyczekiwaniem.
– Czuję, że chcesz mi coś powiedzieć.
– Tak. Wszyscy będą mieli dzieci, spośród tych, co będą chcieli. Jednakże my będziemy, je mieli, dopiero po siedmiu latach.
– Och, a to czemu?
– Nie mogę Ci powiedzieć. Powiem ci w odpowiednim czasie, chyba że sam to odkryjesz, to nie będę musiała.
Delikatnie pocałowała moje usta.
– Widzę, że mnie kochasz.
– Tak, miałaś rację. Mam to nadal, ale i bez tego nic się nie zmieni.
Zamiast odpowiedzieć coś, wtuliła się w moje ramiona. Czułem się taki szczęśliwy.
Trwaliśmy jakiś czas w tej pozycji, w końcu Arra delikatnie wysunęła się i powiedziała.
– Mój brat i jego ukochana przybyli.
W chwilę później jedna z dawnych służących zapukała do drzwi. Arra dała jej przyzwolenie wejścia i drzwi same się otworzyły.
– Pani moja, twój brat przybył z piękną kobietą.
– Wiesz, że nie jestem już twoją panią, Zahrra.
Była służąca, pochyliła się i objęła stopy księżniczki.
– Wiem, o pani. Jestem i byłam z tobą z miłości. Zaiste, nie jesteś moją panią. Assai Arra on tai Ori.
Arra położyła dłoń na jej głowie.
– Wstań, moja umiłowana. Wiem, że to widzisz i czujesz.
Młoda kobieta w czerwonej sukni podniosła się i wyszła z radością na twarzy. A ja znowu czułem zdziwienie. Po małej chwili usłyszałem kroki. O tak! Już po pierwszym spojrzeniu wiedziałem, że Tagur jest innym człowiekiem. Natomiast od Kamparsy biła dobroć. Choć innego rodzaju niż od Arry.
– Wybacz, Assai Arra. Nie jestem godny, by oglądać twoje oblicze.
– Bracie – szepnęła tylko księżniczka.
– Co mam zrobić by moje grzechy nie paliły jak ogień?
– To, że je dostrzegłeś i czujesz żal, wystarczy.
Nie mogłem uwierzyć, ale na twarzy mężczyzny dostrzegłem łzy.
– I ciebie przepraszam, Sosora. Wybacz.
Uklęknął przede mną i dotknął głową podłogi.
– Wstań, Tagur. Wszystko jest dobrze. Cieszę się.
Arra uśmiechnęła się do Kamparsy i powiedziała.
– Dobrze, że uwierzyłaś i nie zwątpiłaś w moje słowa. Chcecie być tu, czy na Rauli?
Ona zwróciła swoje piękne, ciemne oczy na Tagura i zapytała.
– Co postanowisz, umiłowany?
– Wiesz co mam w sercu. Raula nas potrzebuje. Musimy być dobrym przykładem dla nich, ale jeżeli Arra zezwoli, będziemy odwiedzać Hopalę.
– Dobrze miły. Zrobimy tak. Będziemy mogli was widywać? – Kamparsa zwróciła się do złotowłosej.
– Kiedy tylko będziecie mogli. A jak znosisz światło, bracie?
– Będzie lepiej. Tylko proszę, nie pytaj o jedzenie. Tak mi przykro.
– Dobrze. Jeżeli chcesz pełnej wolności od tego ciężaru, musisz zobaczyć Ammi. Bo to zależy od niej.
Kamparsa patrzyła z pytaniem w oczach. Spoglądała to na Tagura to na Arrę.
– Powiedziałaś mi wiele, możesz więcej? – zwróciła się do księżniczki.
Arra uśmiechnęła się ślicznie i rzekła.
– Oszczędzę nam czasu. Podejdź, proszę.
Kamparsa podeszła zupełnie blisko. Arra wzięła jej twarz w dłonie i zetknęła czoło z jej czołem. Trwało to nie więcej niż kilka oddechów. Kiedy w końcu oderwały czoła, twarz Kamparsy promieniowała.
– Dziękuję. Assai Arra on tai Ori.
Oboje skłonili głowy i wyszli. Po chwili dostrzegłem ich w ogrodzie. Pojawił się srebrny statek. Weszli do środka i statek uniósł się bezgłośnie do góry. Za moment zniknął. Czułem się wzruszony.
– Mówiłaś, że musisz unieważnić małżeństwo i udzielić im ślubu.
– Właśnie to zrobiłam. A jak wrócą, zrobię to oficjalnie.
Para wróciła o czasie, kiedy światła Mony i jej księżyców zbliżały się do horyzontu. Widziałem po wyrazie twarzy Tagura, że Ammi mu wybaczyła. Zdawał się jeszcze bardziej uduchowiony i szczęśliwy. Spędziliśmy miło czas. A ja wciąż czekałem. W końcu Arra popatrzyła na mnie.
– No tak. Sosora nie może się doczekać oficjalnego unieważnienia ślubu. Jako księżniczka Arra, królowa Hopali i Rauli oficjalnie znoszę małżeństwo Arry i Tugara. Od tej chwili również, ty Tagarzei ty Kamparso jesteście mężem i żoną. Wiem, że będziecie się kochać i być sobie wierni, ale żeby się stało zadość prawu, przysięgnijcie.
– Przysięgam – rzekł Tagur.
– Nie trzeba przysięgać, wystarczy, że powiem tak – odrzekła Kamparsa.
Nie wiedziałem, jak zareaguje na to, Arra, ale po chwili zrozumiałem. I to jeszcze bardziej mnie zdziwiło.
– Wielka jest twoja miłość i mądrość, Kamparso.
– Dziękuję ci jeszcze raz, Ori – szepnęła czarnowłosa.
Stali chwilkę, a potem wyszli. Nie zdziwiło mnie, że wyszli ciągle z twarzami zwróconymi w naszym kierunku.
Złotowłosa była rozluźniona.
– Już się nie troskaj, Sosora. Ponieważ jestem twoja, możemy spać razem.
– Będziemy spać, prawda?
Arra popatrzyła na mnie z uśmiechem.
– Strach cię obleciał, gwiezdny wędrowcze? Bardzo chciałeś tego, a kiedy już możesz, nie chcesz?
– To nie tak. To zależy od ciebie.
Podeszła do mnie i delikatnie pogładziła mój policzek.
– Dobrze, wiem, co czujesz i myślisz... – szepnęła.
Życie na siostrzanych planetach płynęło w szczęściu. Przybywało małych dzieci. Widziałem, jak dorastają. Rodziły się następne. Kamparsa została matką ślicznych bliźniaków. W miarę upływu czasu zauważyłem i Arra to potwierdziła, że co raz mniej ludzi miało nowe dzieci. A my wciąż tylko spaliśmy. Nawet nie poznałem drugi raz, smaku jej ust.
Minęło sześć lat i trzy miesiące od czasu kiedy na niebie pojawiło się światło Rauli.
To stałe się pewnej nocy. Wiedziałem, że jestem gotowy. W zasadzie byłem już dawno, ale jakbym sam się sprawdzał. I nawet teraz, to bardziej wyszło od niej niż ode mnie.
Nad ranem obudził mnie jej słodki pocałunek.
– Dobrze spałeś?
– Tak, dziękuję.
– Mam dla ciebie dobrą wiadomość, będziemy mieli dziecko. Córeczkę.
– Och, to cudownie – szepnąłem wzruszony. To będzie ostatnie dziecko, na Hopali, prawda?
– Tak, umiłowany. Dobrze wiesz.
Wszyscy się ucieszyli z tej nowiny. Powoli ciało Arry się zmieniało. W końcu przyszedł ten dzień.
– Jestem już gotowa – powiedziała – a ty?
– Jestem od dawna.
Patrzyła w moje oczy.
– Będzie inaczej, prawda?
– Tak – szepnęła. – Ona się po prostu pojawi. Nie może być inaczej.
I tak się stało. Czekałem i sądziłem, że zobaczę. A przecież powinienem wiedzieć, że nie mogłem. Przyszła na świat między mrugnięciami powiek. Ucieszyłem się i zaraz posmutniałem. Ponieważ wiedziałem. Wiedziałem wszystko. A Arra jakby czekała i na to.
– Nie smuć się, ukochany.
– Ty wiedziałaś?
– Tak. Od początku. W końcu jestem Ori.
– Chcę to zrobić, jak jest napisane w księdze, dobrze?
– Oczywiście, najdroższy
Arra trzymała naszą śliczną córeczkę na rękach. Podszedłem do ściany. Zdjąłem owalny przedmiot z czerwonym kamieniem i podałem go żonie.
– Zamknij oczy – poprosiłem.
Ona zrobiła to posłusznie.
– Moja podróż dobiegła końca. Już wiem, czemu w twoim pałacu nie było luster. Wiem to już od dawna. Od przeszło siedmiu lat. A teraz niech jedno się pojawi, proszę. Możesz już otworzyć oczy, najukochańsza.
Arra otworzyła swoje śliczne oczy i spojrzała na mnie. I dopiero wówczas razem spojrzeliśmy w lustro. Była nadal uśmiechnięta. Miałem na sobie całkiem inne ubranie. Ciemnowłosa kobieta trzymała dziecko, a na jej szyi wisiał złoty łańcuch z czarnym kryształem.
– Wiedziałam, że mnie w końcu odnajdziesz, Aros.
– Tak, Grace. Moja miłości.
Słyszałem jeszcze cichutkie kwilenie naszej córeczki. Wszystko powoli rozpuszczało się jak poranna mgła w promieniach słońca.
Epilog
Samolot wylądował szczęśliwie. Wciąż smutna Grace wsparta na ramieniu córki wyszły z budynku lotniczego dworca. Nie miały nawet bagażu. To wszystko stało się tak szybko.
– Prywatny szpital na ulicy Świętego Leonarda – powiedziała do taksówkarza.
– Prosimy się pospieszyć, mój tata umiera – dodała córka.
– Pewnie już umarł. Z takim uszkodzeniem mózgu – szepnęła Grace.
– Nie mów tak, mamo. Zawsze trzeba mieć nadzieję, on by wierzył.
Taksówkarz wyglądający na hindusa ruszył szybko. Szpital nie był daleko, może z 15 kilometrów od lotniska. Jechali autostradą M 1, a potem skręcili w autostradę Oceanu Spokojnego. Kierowca jechał naprawdę szybko.
Weszły do recepcji.
– Pewnie jesteśmy za późno. Mój mąż miał wypadek, nazywa się Aros Os.
– Nie wie pani, jaki doktor nim się zajmuje?
– Och, wyleciało mi...
– Dr Rowena Mobbs.
– Och, ta śliczna blondynka. Jest na dyżurze. Zaraz się połączę.
Kobiety nie czekały długo. Rawena była naprawdę ładna.
– Jestem Grace Os, mój mąż miał wypadek. Od pani otrzymałam wiadomość, ale to było 36 godzin temu. Pewnie jesteśmy za późno...
Rawena patrzyła na nią przenikliwym wzrokiem.
– Mózg pani męża jest kompletnie rozbity, a to dziwne, bo z zewnętrznych obrażeń ma tylko rozciętą wargę.
– Ma, więc żyje? – Grace otworzyła szerzej oczy.
– Jest w stanie śmierci klinicznej. To nawet nie jest śpiączka. Sądziliśmy, że umarł, ale raz na jakiś czas jego mózg przesyła fale delta. Jak w czasie głębokiego snu. Myślę, że czekał na panią...
– Czy możemy go zobaczyć?
– Oczywiście.
Razem trzy kobiety pojechały na trzecie piętro.
Aros leżał podłączony do wielkiej ilości rurek. Wyglądał jakby spał.
– Ma szanse wyjść z tego? – zapytała Weronika.
– To byłby cud nad cudy. Gdyby pani widziała samochód. Rozbity, częściowo spalony. Uderzył w niego wielki truck. Czym zajmował się mąż? – zapytała Rawena.
– Był znanym pisarzem. Wydał 76 pozycji i pisał ostatnia.
– Teraz rozumiem. Specjalista od powieści fantasy. Sosora. Aros Os. Oczywiście. Bardzo lubiłam jego książki.
Grace uśmiechnęła się gorzko. Wypaliła szybko i dopiero zastanowiła się, że nie powinna tego powiedzieć.
– On też by panią polubił. Lubił piękne kobiety.
Rawena umiała się znaleźć.
– Pani jest też piękną kobietą, a co do tego, co pani powiedziała... z pewnością znaczyła pani dla niego wiele.
– I dlatego mnie zostawił...
Rawena wyjęła swoją komórkę.
– Nie każdy człowiek, który jest śmiertelnie ranny, zostawia taki znak.
Przed oczami Grace ukazał się obraz z komórki. Na częściowo rozbitej przedniej szybie był czerwony napis ,,Grace".
– Napisał to własną krwią. Miał zewnętrznie tylko rozbitą wargę.
Grace patrzyła na męża, a z jej oczu płynęły łzy.
– Może to moja wina, tak ostro zareagowałam, ale zranił mnie.
Na ekranie oscylatora pojawiły się fale...
– O znowu, tym razem się nasiliło.
Córka Grace i Arosa patrzyła w ekran.
– Zaraz, zaraz, to alfabet Morse’a. Znam się trochę na tym.
Wyjęła notatnik i zaczęła notować.
– Boże ... to dla ciebie, mamo.
Na kartce było zapisane jedno słowo.
WYBACZ.
Grace patrzyła, a z jej oczu płynęły tym razem wodospady łzy.
– Wybaczam, kochanie.
Sygnał się urwał.
– Odszedł. Był chyba dobrym człowiekiem, więc jest już w dobrym miejscu – szepnęła Rawena.
Grace przestała płakać. Jej twarz się wypogodziła.
– Wybaczam. – powtórzyła cicho.
Machinalnie ujęła w dłoń swój naszyjnik. Czarny kryształ wiszący na złotym łańcuszku.
*
Szedłem tęczowym korytarzem pachnącym jak polne kwiaty. Na końcu zobaczyłem jasne, ciepłe światło o kolorze jasnego bursztynu.
– Mam nadzieję, że tym razem to jest realne – powiedziałem do siebie.
– Witaj w domu, Sosora – usłyszałem głos jakby wielu wód. Wiesz, kim jestem. Masz jakieś pytanie?
– Spojrzałem w stronę świata, które przyjmowało kształty człowieka.
– Czy ona była...
– Tak. W pewnym sensie tak. Assi Arra on tai Ori, ale to dłuższa historia. Zobaczysz ją. Nie powiem za jak długo, bo tu nie płynie czas. Chodźmy, czekają na nas.
Czułem się nareszcie dobrze. Nie tylko, że On sam mnie przywitał. On wita tak każdego. On kocha tak samo każdego. Cieszyłem się, że wkrótce przybędzie tu Grace, moja córka. Jej dzieci. W końcu zrozumiałem, kim jest Assai Arra.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.