– Rozumiem. Możemy już lecieć? Wolisz zacząć od gór czy morza?
– Co to jest morze?
– To wielka woda.
– Dobrze niech będzie zatem morze.
– Chcesz widzieć mijane okolice, czy wolisz znaleźć się tam natychmiast?
– A możemy tak?
– Głuptasek. Gdyby tak nie można było, pytałabym?
– Prawda. Niech będzie natychmiast.
Zanim się spostrzegłem, staliśmy na piachu. Był inny niż ten na pustyni. Bardziej miękki. Trzy światła stały na błękicie. Zobaczyłem wielką wodę. Cudowny zapach, przyjemny chłód i kojący szum.
– Pięknie tu – powiedziałem.
Podszedłem do brzegu. Woda poruszała się łagodnie. Piasek iskrzył się błękitnie.
– Czy to kryształy z rdzenia planety?
– Tak. Gdybyś wyostrzył wzrok, dostrzegłbyś je wcześniej. Są wszędzie. W roślinach, w wodzie i w nas. Popatrz w moje oczy. Z bardzo bliska.
Podszedłem do Arry. Nie stałem jeszcze nigdy tak blisko niej. Patrzyłem w jej oczy. Przez chwilę nie mogłem się skupić. Była taka piękna, pachniała tak cudownie i ciepło z jej ciała wprost zniewalało nie tylko moje ciało i myśli. Musiałem się przemóc. W końcu dostrzegłem mieniące się delikatne ogniki w jej prześlicznych tęczówkach.
– Widzę, ale ty masz błękitne oczy. Ja mam brązowe.
– Sosora, ty nie jesteś z Hopali, zapomniałeś?
– Szkoda, że tak jest. Jesteś tak piękna i tu jest tak cudownie. Nadal nic nie wiem. Ma być jutro wojna, a ja muszę znaleźć dziewczynę z kryształem.
– A dzisiaj zwiedzamy Hopalę. Musisz nauczyć się kontroli zmysłów. Jeżeli chcesz osiągnąć sukces.
– Tak, masz rację. Z pewnością księgi mówią coś o niej. Powiedz mi, proszę. Co o niej piszą?
Arra popatrzyła na mnie ze smutkiem. Dostrzegłem w jej oczach łzę.
– Nie, mój umiłowany. Nie mówią ani słowa. Nic.
– Och, to jak ją znajdę? Szukam jej tak długo!
Arra stanęła obok i wzięła moją dłoń. Patrzyliśmy w bezkres oceanu.
– Jeżeli bardzo tego zapragniesz, znajdziesz ją.
Staliśmy tak bez słów. W końcu ona się pierwsza odezwała.
– Teraz pokażę ci lasy. I królewską, cudowną gazelę.
Poszliśmy do pojazdu. Wyglądał owalnie. Widziałem już taki kształt, tylko nie mogłem sobie przypomnieć gdzie i kiedy. Tym razem lecieliśmy nad wodą. Coraz szybciej i szybciej. Bezgłośnie. Nie odczuwałem szybkości. W końcu zaczął się drugi brzeg. Wąska nitka piachu, a potem bezkresna zieleń. Zwolniliśmy. W końcu zaczęliśmy opadać powoli w dół. Pojazd osiadł na małej polanie. Wyszliśmy. Las pachniał też ślicznie, ale całkiem inaczej niż woda. Pod nogami mieliśmy miękkie podłoże. Lekko wilgotne. Wpatrywałem się w wysokie drzewa to znów w podłoże. Rzeczywiście zacząłem dostrzegać delikatne błękitne iskierki.
– Teraz bądź cicho. Przywołam królewską jatti. Księżniczka zwinęła dłoń i wydawała dziwne odgłosy, kiedy w nie dmuchnęła. Zrobiła to drugi i trzeci raz. Trzymała mnie za rękę. Po chwili z gęstwiny wyszła jatti. Miała wielkie błękitne oczy. Nawet oczy Tagura nie były tak piękne. Była śnieżnobiała i miała delikatne włoski na całej postaci, poza kopytkami. (Znowu nie wiem, czemu określiłem tak jej kolor, jeszcze nie widziałem śniegu, przynajmniej nie pamiętałem, żebym kiedykolwiek widział). Jatti stawiała delikatnie nogi i musiałem przyznać, że nawet Arra tak pięknie i dostojnie nie chodziła. Głowę trzymała wysoko i patrzyła na nas. W końcu podeszła. Delikatnie poruszała nozdrzami. Podeszła bliziutko. Otarła głową o tors Arry. Potem popatrzyła na mnie. Przeszedł mnie dreszcz rozkoszy. Dosłownie. Jatti powoli uniosła głowę i zbliżyła ją do mojej twarzy. Czułem jej oddech. Zacisnąłem silniej dłoń na dłoni Arry.
– Ona cię zaakceptowała, możesz to zrobić.
Wiedziałem co mam zrobić. Zamknąłem oczy. Poczułem delikatne dotknięcie na czole. Otworzyłem oczy. Widziałem tylko cudowne oczy gazeli...
Ocknąłem się z głową na kolanach Arry.
– Co się stało?
– Musiałeś stracić przytomność.
– Ona mi coś przekazała, to była samiczka, prawda.
– Tak. Pamiętasz, co ci przekazała?
– Niestety nie, ale wiem, że to było ważne. Jak oni mogą coś takiego zabijać!
– Inne jatti mają brązowy kolor. Ta jedyna jest biała. Jak śnieg gór. Chodź, pokażę ci szczyty.
Lekko oszołomiony poszedłem ze złotowłosą do pojazdu. Musiała mnie podtrzymywać, ponieważ nadal kręciło mi się w głowie.
– Czujesz się dobrze, Sosora?
– Zaraz dojdę do siebie.
Pojazd wzniósł się do góry. Lecieliśmy, a ja czułem nadal dziwne zawroty głowy. Nadal nie mogłem pojąć, kim trzeba być, by zabijać takie stworzenia. Zobaczyłem góry. Srebrne i u góry białe.
– To białe to śnieg?
– Tak. Zatrzymamy się tam – wskazała na najwyższy szczyt.
– Jaki jest śnieg?
– Zimny, ale nie obawiaj się, będzie ci ciepło.
Po chwili wylądowaliśmy. Panował szum. Zrozumiałem, że to ruch powietrza.
– Zimno.
– Poczekaj, miły.
Księżniczka dotknęła kciukiem mojego czoła. Poczułem ciepło.
– Dotknij śniegu.
Posłusznie pochyliłem się i wziąłem do ręki zimny puch. Po chwili została mokra plama.
– To woda – zdziwiłem się.
– Tak, a widzisz tam. To lód. Również woda tylko jeszcze w innym stanie. Twarda.
– Arra, możesz zdjąć ochronę? Chcę poczuć zimno.
– Dobrze.
Poczułem przenikliwy chłód. Powietrze poruszało się to szybciej, to wolniej.
– Wysoko tu?
– Bardzo. Niebo jest bardziej błękitne i jest mało powietrza.
– Tak, czuję zawrót głowy, ale całkiem inny, niż kiedy królewska jatti mnie dotknęła. Możemy już wracać. Nie czuję palców.
– Dobrze, pomogę ci.
Z pomocą Arry weszliśmy do pojazdu.
– Tu chyba nikt nie mieszka, prawda.
– Trójka ludzi. Widziałam ich dwa razy. To jedyni ludzie z Hopali którzy są starzy, chociaż oni zawsze tacy byli.
– Och, doprawdy? A kim oni są?
– Oni napisali moje księgi.
Zareagowałem prawidłowo.
– Znajdźmy ich, z pewnością coś wiedzą o dziewczynie...
– Nie możemy tego zrobić – ucięła.
– Dlaczego? – zapytałem błagalnie.
– Nie możemy dzisiaj, a może wcale.
Poddałem się łatwo.
– Dobrze, skoro mówisz.
Poczułem jej dłoń na policzku.
– Ammi ci wszystko powiedziała.
– Ammi?
– Królewska Jatti. Zapomniałam ci powiedzieć, że tak ma na imię.
– Tak ją nazwałaś?
– Nie, ona mi to powiedziała.
– Aha. Skoro mi powiedziała, czemu nie wiem.
– Mówiłam ci, że musisz popracować nad sobą. Wszystko w swoim czasie.
– Popatrz, Arro. Jak Mona jest nisko. Tak szybko minął nam czas?
– Tak. Musimy wracać.
– Pewnie Tagur się złości?– próbowałem zażartować.
– Nie ma go. Jest tam – wskazała na niebo.
– Tam jest Raula?
– Tak.
– Widzisz ją.
– Assai Arra on tai Omi – uśmiechnęła się Arra.
– Mówiłaś, że nie jesteś.
– Kobiety są zmienne, nie wiedziałeś – roześmiała się.
Lecieliśmy bez słów. Delikatnie przysunąłem ramie do jej ciała.
– Szkoda, że muszę szukać tej dziewczyny. Dobrze mi z tobą, Arra.
Odwróciła głowę. Nie wiedziałem, że dwie łzy spłynęły po jej policzkach.
Przybyliśmy do miasta kilka minut przed zmrokiem. Zjedliśmy razem kilka moich ulubionych owoców. Co było miłe, byliśmy tylko we dwoje i ona wkładała mi do ust te małe kosmate ciemnoróżowe kulki. Chciałem z nią jeszcze być, ale powiedziała, że musi coś zrobić, a mi przyda się sen. Więc poszedłem do swojej sypialni. Tym razem nie rozbierałem się i nie myłem. Leżałem i rozmyślałem o Ammi, co takiego mi przekazała. Nie bardzo to szło, bo piękna twarz Arry stała mi przed oczami. Na granicy snu i jawy zobaczyłem inną twarz. Piękną, o kolorze brązu. Osoba ta miała na sobie białą zwiewną sukienkę. Na złotym łańcuchu wisiał na jej torsie czarny kryształ.
– Musisz mnie znaleźć, inaczej wszystko stracone.
Obudziłem się. Tym razem nie śpiew ptaków przerwał mój sen. Szum. Inny niż wiatru w górach, inny niż fal morza. Złowrogi, miarowy. Wstałem szybko i wybiegłem z komnaty. Tym razem nie było służących. W całym wielkim gmachu nie było nikogo. Poczułem dziwne uczucie. Bałem się, ale nie o siebie. O Arrę. Pobiegłem do jej pomieszczenia. Tam, gdzie znajdowały się księgi. Tym razem przeczucie mnie nie omyliło. Siedziała przy stole, a w dłoni trzymała owalny metalowy przedmiot. Na jej licu królował spokój.
– Nie bój się. Wszystko będzie dobrze.
– Czy to jest kryształ z Rauli, zapytałem?
– Tak, skąd wiesz?
– Domyśliłem się. Jest piękny.
Dotknąłem palcem śliczny czerwony kamień. Arra patrzyła zdziwiona.
– Co?
– Dotknąłeś.
– Tak?
– Nikt nie może tego dotknąć i żyć, tylko ja.
– Może mnie zaakceptował.
Tym razem nie powiedziałem tego żartem.
– Może masz rację. Nie wiedziałam, że tak może się stać.
– Gdzie wszyscy?
– Pod ziemią. Są tam specjalne pomieszczenia. Dla ich bezpieczeństwa.
– A Ammi i zwierzęta.
– Hopala ich ochroni.
– A co to za złowrogi hałas?
– Szwadrony żołnierzy Rauli przybywają.
– Gdzie?
– Mniej więcej tam skąd spadłeś z nieba, chcesz zobaczyć?
– Nie bardzo chcę tam jechać. Nie boję się, tylko nie bardzo mam ochotę.
– Mówiłam ci, że mamy technologię.
Nagle na stole pojawił się przedmiot. Mniej więcej o wielkości mojego przedramienia. Prostokątny i płaski. Nagle zobaczyłem obraz pustyni. Roiło się tam od ludzi w czarnych pancerzach. Cała okolica spowita była gęstym dymem, podobnym, kiedy przybył pierwszy raz Tągur.
– Jest ich tysiące. A co to za wielkie urządzenie?
– To właśnie chcą wprowadzić do rdzenia Hopali, ale najpierw muszą mieć to – pokazała na owalny przedmiot z czerwonym kamieniem.
– I oczywiści go im nie dasz?
– Dam, dlaczego nie?
Zdziwiłem się.
– Do tej pory byłaś rozsądna. Czemu ta zmiana?
Uśmiechnęła się.
– Tego im nie dam.
W drugim ręku trzymała identyczny przedmiot.
– Replika?
Zmarszczyła czoło.
– Skąd znasz to słowo?
– Nie wiem. A jak poznają, że ich oszukałaś?
– Wcale ich nie oszukam. Zmuszą mnie, a ja zapytam, czy mnie uwolnią, jeżeli im to oddam. I oni się zgodzą.
– Ale replika nie zadziała.
– Nie rozumiesz. Ja im dam co chcą. To zadziała.
– Tak, nie rozumiem. Jeżeli to dostaną, zmienią Hopale w Raulę. Stanie się ciemność i wszyscy zginą. A co jest tym drugim?
– Dowiesz się, ale nie dzisiaj, a może i wcale.
– Powiedziałaś to już trzy razy.
Uśmiechnęła się i powiedziała.
– Obiecuje już więcej tego nie powiedzieć, zgoda?
– Nie, że mi przeszkadza. Nie rozumiem.
– Sosora, ufasz mi prawda?
– Nie, że ci ufam. Kocham cię. To wiem.
– A dziewczyna z czarnym kryształem?
– Tak, muszę ją szukać, ale na razie musi poczekać.
Arra wyglądała na rozbawioną z powodu tego, co powiedziałem.
– Och, to już najważniejsze sprawy nie są ważne? Siedemdziesiąt sześć żyć jest bez znaczenia, bo pokochałeś Arrę?
– Tak. Właśnie tak.
Spoważniała.
– Powiem ci zatem. Oni myślą, że zmienią Hopale w Raulę, tymczasem oni zmienią Raule w Hopalę. Ci, którzy tu przybyli, zginą.
– Twój brat?
– Nie mówiłam, że zginie. Ty tak pomyślałeś. Rall i jego wojsko. Powiedziałam o tym Kamparsie. Ona zatrzymała Tagura.
– Zaufałaś jej.
Dotknęła palcem mojego nosa i szepnęła.
– My kobiety musimy czasem sobie ufać.
– Ale Tagur miał setki kochanek, ona mu wybaczy?
Znowu się uśmiechnęła.
– Miał jedną i zawsze ta samą, Kamparsę.
– Och, co ty mówisz! I wcale się nie zorientował. A Rall?
– Rall nie lubi kobiet. Ma swojego kochanka. Gdybyś go zobaczył, sam byś się zakochał – roześmiała się.
– Głupie żarty. Nie gustuję w mężczyznach.
Zrobiła śmieszne oczy.
– Nie? A sam pomyślałeś, że Tagur ma oczy piękniejsze niż moje.
– Wiedziałaś o tym?
Tym razem powiedzieliśmy to razem.
– Assai Arra on tai Omi.
Zaczęliśmy się śmiać.
– To niczego nie dowodzi. Najpiękniejsze oczy ma Ammi.
Arra zmarszczyła czoło i powiedziała.
– Wstręciuch.
– Wybacz, ale to prawda.
– Kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz, dałam jej swoje oczy, a ona mi dała swoje. Aż do czasu. Stałem jak zamurowany.
– Arra, kochałbym cię, nawet gdybyś była brzydka. Wybacz, jestem głupcem.
– To się jeszcze zobaczy. Masz dobre zamiary, to ważne.
– Jesteś taka zagadkowa.
– Kobiety takie są.
– Ale ty jesteś Ori!
– Ori jest jeszcze bardziej tajemniczy, wierz mi. Dobrze, miły. Przygotuj się.
– Znaczy co mam robić? Mam cię bronić, nie mam żadnej mocy?
– Głuptas. Chodzi mi tylko o tego Magilja, tego ładnego.
Zaczęła się śmiać.
Śmiała się chyba z minute, a ja nie wiedziałem co powiedzieć. W końcu przestała.
– Chodź, idziemy powalczyć, bądź dzielny. Pamiętaj, że oni już są martwi.
W momencie na naszych ciałach pojawiły się białe zbroje. Lekkie i niekrępujące ruchów. Wiedziałem w jakiś sposób, że mogą dużo wytrzymać. Wyszliśmy na plac przed domem. Po chwili pojawiło się setki żołnierzy z Rauli. Prowadził ich przystojny blondyn.
– To Rall?
– Tak, a ten obok to Magilio.
Przyjrzałem mu się dokładnie.
– Przystojny, ale nie mój typ.
Faktycznie, Magilio był piękny jak kobieta, ale ponieważ był ponoć mężczyzną, to razem nie pasowało. Przez chwile pomyślałem, co oni mogą robić ze sobą. Znowu nie wiedziałem, skąd miałem takie informacje i poczułem się niezbyt dobrze. Nie na tyle, by wymiotować, poza tym, czy to możliwe bym mógł?
– Przegrałaś Arra. Oddaj klucz, a daruję ci życie.
– Po moim trupie, dupku.
Z dłoni Arry wystrzeliły promienie. Pół setki napastników padło trupem i zamieniło się w czarny pył. Promienie miały oczywiście błękitny kolor. Rall i jego świta miała jakąś ochronę. Po chwili z ich strony wystrzeliły czerwone promienie. Tym razem miałem pewność, że to ja otoczyłem nas kopułą, nie Arra. Co więcej, przez nią przebiły się białe, o pomarańczowej poświacie, fale. Sprawiły więcej spustoszenia niż promienie Arry. I kiedy myślałem, że zniszczę ich wszystkich, okryli się jakąś czerwoną poświatą. Po chwili poczułem słabość, a co gorsze zobaczyłem, że Arra osuwa się na ziemię... Ostatnimi częściami świadomości pomyślałem, że użyli tajemniczej broni, o której Arra nie wiedziała.
Kiedy się ocknąłem, byłem skuty połyskującym polem o czerwonej poświacie. Obok siedziała Arra w podobnej sytuacji.
– Mówiłem ci, że przegrasz. Dawaj klucz. Jeżeli nie, zabiję tego gościa – wskazał na mnie.
– Arra, nie dawaj im tego.
Rall podszedł i uderzył mnie w twarz.
– Milcz, przybyszu.
– Jeżeli wam to oddam, darujecie mi życie i mojemu gościowi?
– Co do siebie, masz moje słowo. A co do niego – wskazał na mnie – dam go Tagurowi. On postanowi i uczyni z nim, co zechce. Podobno próbował się do ciebie przystawiać, prawda to?
– To ja go chciałam. Jesteście obaj przystojni, ty i twój kochanek, ale jeszcze bardziej głupi niż Tagur.
– Jak śmiesz obrażać mojego króla, kukło – odezwał się Magillo.
– Kukło? Jestem księżniczką Hopali, pięknisiu.
Rall szepnął coś do swojego kochanka.
– Wybacz, Arro. Magillo jest impulsywny.
– I tak już nie żyje. Złamał prawo Hopali, obraził Assai Arrę – rzekła księżniczka.
Rall zaczął się śmiać.
– Tak, tak. Assai Arra on tai Ori. Wiem, wiem. Dawaj klucz. Tylko, bez sztuczek.
Arra zrobiła smutną minę i wyjęła z kieszeni sukni owalny przedmiot. Mogła to uczynić, ponieważ jej promieniste obręcze znikły.
– Uwolnij go również.
– Zgoda, jeżeli obieca nie rozrabiać.
– Dobrze, masz moje słowo.
Moje kajdany znikły również.
– No i po co było tyle zachodu? – Rall robił wrażenie uradowanego, ale hamował emocje.
– A co z moim ludem? – Arra zachowywała dumę i królewskie maniery.
– Zginą. Tylko tobie obiecałem życie, chociaż nie wiem, jak długo wytrzymasz naszą ulubioną ciemność.
– Jesteś podły, Rall – prawie zasyczała, a on zdawał się mieć z tego powodu, że ją poniżył, wielką satysfakcję.
Król Rauli zabrał z jej dłoni przedmiot i odszedł, śmiejąc się głośno. Udał się do wielkiej maszyny. Wraz z nim zniknął Magillio i reszta świty. W minutę później zaczęły się wibracje.
Nasilały się z każdą chwilą. Modliłem się w duchu, by Arra miała rację. Ona pochyliła się bliżej i szepnęła.
– Nie martw się, miły. Assai Arra on tai Ori.
Zaczęło się robić ciemno. Wojska Ralla wznosiło wiwaty. Nagle zrobiło się zupełnie ciemno.
Prawdę mówiąc, zwątpiłem, ale tylko na chwilę. Zrozumiałem bowiem, że nie jest zupełnie ciemno. Od postaci księżniczki biła błękitna poświata. I nagle nie wiadomo skąd pojawiła się przed nami Ammi. Podeszła do Arry i wydała dziwny odgłos. Tym razem zrozumiałem. Znaczyło to, oddaję ci twoje oczy. Po chwili zniknęła. Zrobiło się zupełnie ciemno, tak bardzo, że nawet poświata bijąca z postaci Arry zdawał się gasnąć.
Poczułem dłoń księżniczki.
Odwróciłem do niej twarz.
– Kocham cię, Arro. Zawsze cię kochałem.
Patrzyła na mnie. Dostrzegłem łzy w jej przepięknych oczach, ale tym razem były to łzy szczęścia.
– Wiem.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Pumciak
Opowiadanie zaczyna robić się coraz bardziej ciekawe czekam na cd.