Bractwo-Rozdział 9

– Ryszardzie? – spytał Rudolf, jadąc za nim i jego nowymi żonami.
– O co chodzi?
– Zastanawiałeś się, jak powiesz Dawidowi o twoich nowych partnerkach? – Jego towarzysz zdębiał, a w wyobraźni widział, jak przyjaciel ze złowrogim spojrzeniem ścina mu głowę, jednym ruchem dwuręcznego miecza. Zimne ciarki przebiegły mu po plecach, wyraźnie blady odrzekł:
– A więc... – Z przodu Jasmin słysząc rozmowę, nie mogła się powstrzymać od śmiechu, lekko zwalniając, wtrąciła:
– Czy ten wasz przyjaciel jest aż tak straszny? Poznałam go przez dość krótki okres, ale wydawał się sympatyczny.
– Może dla ciebie, według niego jesteśmy rycerzami i mamy być wzorem cnót i wiary. Jestem między młotem a kowadłem. Obok mnie dwie piękności, na które cały życie czekałem, a po drugiej stronie przyjaciel, któremu wiele zawdzięczam... – Po twarzy widać było, że jest skołowany, najstarszej z sióstr zrobiło się żal mężnego rycerza, dodatkowo jej siostry mogłyby zejść znowu na złą drogę, a na to pozwolić nie może.
– Porozmawiam z nim, sam mówiłeś, że ma szacunek do kobiet, a do mnie robi maślane oczka – Oblicze Ryszarda uradowało się.
– Dziękuję ci – Kontynuowali drogę w ciszy, słońce nadal prażyło, jakby chciało wypalić wszelkie życie, a w tle pokazywało różne mary, którymi zachęcało nieostrożnych do wstąpienia w głębie piaskowego piekła. Całe sześć miesięcy zabrała im ta wyprawa, Ryszard i Rudolf z utęsknieniem wracali do domu.
Miasto Madryt rozwinęło się od czasu ich nieobecności, przybyło domów i innych budynków i więcej ludzi przewijało się wokół, nie wiedząc, co zostaną u Dawida, zakupili niezbędną żywność. Pół godziny później byli na miejscu, lecz wydawało im się, że pomylili miejsca. Zamiast zapuszczonego dworu, powitała ich naprawiona marmurowa brama oraz dwaj strażnicy, stojący przed nią, w tle widać było masę ludzi i pole pełne różnych zbóż, od winogron do pszenicy, wszystko przedzielone ścieżkami i małymi drewnianymi płotami, podjechali bliżej, gdy usłyszeli:
– Stać! Czego chcecie w posiadłości seniora Woodhalla? – Przed nimi stał młody Hiszpan z mieczem u boku i z twarzą ogorzałą słońcem.
– Mieszkamy tutaj. – odparł lekko zdziwiony Ryszard.
– Nie kojarzę was... Bez zgody nie wpuszczę. – odparł, kładąc rękę na uchwycie broni.
– Chyba szczeniaku potrzebujesz małej lekcji – Zdenerwował się Ryszard, zeskakując z konia.
– Powstrzymajcie się! – Usłyszeli, gdy mierzyli się wzajemnie wściekłym wzrokiem. Ku nim nabiegał w jasnej długiej szacie mężczyzna w wieku około trzydziestu lat, stanął przed nimi i skłoniwszy się lekko i kładąc swoją ręku na sercu, rzekł:
– Witam przybocznych w domu, czy podróż była bezpieczna?
– Oprócz licznych rozbójników, nie było nic, co mogło, by nam zaszkodzić. – odpowiedział, spoglądając na Rudolfa, lecz ten rozłożył ręce, pokazując, że jest tak samo zaskoczony, jak on.
– Nasz mentor jest aktualnie w podróży, nadzoruję ważną misję, jednak postaram wam się wszystko wyjaśnić. Proszę za mną. A ty wojowniku za zbytnią niecierpliwość musisz udać się na medytacje, myślę, że kontemplując do rana o cierpliwości, nie dopuścisz się takiego błędu. – Spojrzał się na strażnika z wściekłością w oczach. Tamten zbladł i skłoniwszy się mu, odszedł do jednego z pobliskich budynków.
– Musicie mu wybaczyć, dopiero od niedawna przeszedł na rangę wojownika – ciągnął dalej, prowadząc ich do głównego budynku. Przystanął i kontynuował:
– Jak widzicie, ten gmach przeszedł generalny remont, w ściany wkruszyliśmy twoje kamienie, uczony – Zwrócił się z podziwem do Rudolfa.
– Ja uczony?
– Tak, seniorita Jasmin oraz senior Ryszard mają rangi przybocznych, są to ludzie najbliżsi mentorowi, odpowiadają wyłącznie przed nim. Potem są mistrzowie, którzy mają dane przydzielone zadania, ja na przykład, zarządzam budynkami, dbając o ich stan i przydzielając im role. Później idąc w dół, są kapitanowie, dowodzący własną drużyną w liczbie dziesięciu osób, wojownicy to pełnoprawni członkowie, mający prawo do noszenia naszych szat i ukrytych ostrz. A na końcu są rekruci, póki nie osiągną wyższej rangi, są na uboczu Zakonu, pracując na polu i trenując. Ach zapomniałem się przedstawić. Jestem Diego de la Vega, szlachcic pochodzący z Leónu. Kwatery dla przybocznych są na samej górze, drzwi do waszych komnat reagują na kamienie zawarte w waszych ukrytych ostrzach, każdy z nich emanuję inaczej, stąd idealnie nadają się jako klucze. Niestety seniorita Jasmin nie ma jeszcze swoich, dlatego musicie poczekać na mentora. Czy mam przydzielić pokoje dla tych dwóch panienek? – Spojrzał na Basre i Siwe.
– One są ze mną – odpowiedział od razu Ryszard.
– Niechaj tak będzie – Skłonił się lekko, a z podwórza słychać było tętent koni i znajomy głos wołający:
– Diego! Przyszykuj prowiant dla naszych ludzi, dwóch z nich ma rany... – zaczął Dawid, lecz przerwał, widząc towarzyszy. Podbiegł do nich i uściskał mocno, wyglądał inaczej, jego twarz zdobiła broda, a oczy zdradzały zmęczenie.
– A więc to są twoje siostry... Widać, że uroda jest u was dziedziczna – Uśmiechnął się, widząc, że wszyscy są cali i zdrowi, dziewczęta zrobiły tak, jak inni ludzie zakonu, położyły prawą rękę na sercu i lekko skłoniły się, mówiąc:
– To dla nas zaszczyt spotkać mentora – zaskoczyły tym Jasmin, kto mógł przypuszczać, że są zdolne do takiego gestu.
– Mi również. Chodźcie za mną, pewnie jesteście zmęczeni po podróży. Diego zajmiesz się moją drużyną na zewnątrz? – spytał swojego podwładnego.
– Będzie to dla mnie zaszczytem, mentorze – Skinął głową i wyszedł, a Dawid poprowadził ich do swojego pokoju, a jednocześnie gabinetu. Zamknął drzwi, wskazując, by wszyscy usiedli przy długim drewnianym stole. Splótł ręce przed siebie i spojrzawszy na Ryszarda, rzekł:
– Mam wrażenie, że to ty będziesz miał mi najwięcej do wyjaśnienia. Szczególnie interesuję mnie, czemu dwie piękności patrzą tylko na ciebie...

1 komentarz

 
  • Almach99

    No, no. Niezla hierarhia jest w zakonie. Troche brzmi jak sekta.  
    Skad nasz zakon zdobyl tyle zlota Na remontu w tak krotkim czasie?
    I jak Tu wytlumaczyc przyjacielowi 2 egzoryczne pieknosci?