Bractwo-Rozdział 12

Ich wędrówka na południa trwała już kolejny tydzień, byli wymęczeni i brudni. Słońce grzało swoim blaskiem, a na niebie nie było żadnej chmury, która przyniosłaby zbawienny deszcz. Każdy miał dość i za zgodą wszystkich zdecydowali się rozbić obóz z daleka od ludzi, jednak zbliżając się, ujrzeli małe miasteczko, a z jego okolicy usłyszeli krzyki, pogonili zmęczone konie i zobaczyli żołnierzy Królestwa Aragonii, jak mordują cywilną ludność muzułmańską, a z chat brzmią śmiechy żołdaków i jęki bólu kobiet. Dawid podjechał do przywódcy atakujących i zeskoczywszy z konia, spytał:
– Co tu się wyrabia?
– Czyścimy naszą ziemię z niewiernego gówna, nie widać? – odburknął szlachcic.
– To są niewinni, nie odpowiedzieli na żaden dżihadem – odparł Dawid gniewnie.
– A co nas to obchodzi? Jest wojna, a na niej wszystko dozwolone, o widzę, że swój towar też macie, dajcie się nam z nimi zabawić, moimi żołnierzom znudziły się miejscowe – Mężczyzna oblizał się lubieżnie na widok Jasmin i jej sióstr, dziewczynom ciarki przeszły po plecach. Dawid miał dość, podszedł do niego bliżej i wbił mu ukryte ostrze prosto w serce, szepnął do konającego:
– Piekło czeka na ciebie, oby diabeł nie był taki łagodny, jak ja. Inni zauważyli upadające ciało szefa, z halabardą rzucił się na zabójcę, wrzeszcząc:
– Panowie! Zabili Sergia, do broni – Szybko został uciszony przez nadlatujący sztylet, Basra spytała z zainteresowaniem:
– Co teraz?
– Wybijcie to ścierwo do nogi, to dekownicy i dezerterzy. Według moich informacji walki toczą się dalej na południe – Zaczęła się rzeź, później nazywana przez okolicznych mieszkańców, masakra krwawej piątki. Tego dnia padło ponad czterdziestu żołnierzy, skończywszy swą robotę, zrzucili ciała do masowego grobu, przedtem sprawdzając, czy nie mają złota przy sobie, w końcu martwym już na nim nie zależy. Po czym bez podziękowań ruszyli dalej, tutaj pomimo ratunku ludzie bali się ich i nie mogli liczyć na nocleg. Do zamyślonego przyjaciela podjechał Ryszard i zagadnął go:
– Myślisz, że kiedyś będą mówić o nas bohaterowie? – Jego towarzysz pokręcił przecząco głową i ze smutkiem rzekł:
– Tak się nie stanie, wprawdzie wyznajemy szlachetne ideały i pragniemy spokoju dla naszych owieczek oraz nawrócenia pogan, jednak tam, gdzie ostrze, tam jest strach, niepokój. W oczach wielu będziemy uznawani za morderców, rodziny zabitych będą nas nienawidzić, a nawet ścigać w ramach zemsty, podjęliśmy się nieciekawego zadania, przyjacielu, kto wie, czy wojując mieczem i nam nie przyjdzie od niego zginąć – Depresyjny nastrój udzielił się każdemu i dopiero dzień drogi dalej, ciszę przerwała Siwa:
– Popatrzcie! – We wskazanym przez nią kierunku toczyła się zażarta bitwa między uzbrojonymi w długie proste miecze rycerzy pod paskowanym żółto-czerwonym sztandarem oraz wojowników z wykrzywionymi szablami, walczącymi pod znakiem półksiężyca. Z tej odległości nie można było stwierdzić która strona zwycięża. Dawid machnął ręką, mówiąc:
– Ta potyczka nas nie interesuję, bardziej chcę przybyć pod oblężenie Almerii, dostaliśmy informację, że po obu stronach konfliktu znajdują się osoby, którymi trzeba się zająć. Jest to Saladyn Śmiały, wielki fanatyk swojej religii, brutalnie pozbywa się wszelkich niemuzułmanów, gdy zdobył twierdze Vella z miejsca usunął każdego chrześcijanina oraz tych swoich rodaków, którzy z nimi żyli w przyjaźni. Ich ciała zamknął w ogromnej klatce, którą umieścił tuż obok murów... Mam obawy, co zrobi, będąc postawiony pod presją. Drugi nasz cel to Fernando de la Cruz, zwolennik ścisłej kontroli poddanych i życia według surowych nakazów naszej religii, jest sadystą, którego bawi ludzkie cierpienie. Ostatnia jego ofiara zginęła w żelaznej dziewicy, za frywolne zachowanie... Nawet nie będę wymieniał dalej, co robił, mogę tylko stwierdzić, że tamta kara była pestką w porównaniu do innych. Musimy się rozdzielić, by ci panowie nie zebrali swojego żniwa, drużyny mieszane, ja idę z Jasmin, a wy druga drużyno. Pytania? – Ryszard, sprawdzając swój miecz, rzekł:
– Jak zidentyfikujemy cel? – Ich przywódca wyjął jeden rulon ze swojej torby, rozwijając go.
– Proszę o to opis, ale zapoznajcie się z nim już w drodze, my musimy dostać się do środka miasta, gdzie jest Saladyn. Powodzenia towarzysze – Uściskał dłoń z towarzyszem i rozdzielili się.
Dawid schował konie w jaskini i zapieczętował ją zaklęciem, z daleka ujrzeli ogromną kamienną twierdzę, otoczoną trebuszami i wojskiem, non stop miotane były ogniste pociski w mury, które pomimo licznych zniszczeń, wydawały się niezniszczalne. W dzień przedostanie się za mury, graniczyło z szaleństwem, przeczekali więc ukryci w gęstych zaroślach na jakimś wzgórzu, Jasmin szepnęła do kompana:
– Możesz mi powiedzieć, dlaczego wybrałeś nam akurat taki cel?
– To nie zadanie dla Ryszarda, on jest bardziej typem wojownika, który nie lubi się przekradać, jest jak rzucony oszczep, widzisz, że leci, ale i tak się go boisz. Do Saladyna potrzeba precyzji i skrytości. Jeśli miałbym dać porównanie, my jesteśmy sztyletami, a on młotem. Dobra zakładaj kaptur i maskę, czas na nas – W ciszy zsunęli się po wzgórzu, ogłuszyli wartownika i przedostali się na ziemię niczyją, na której zalegli zarówno atakujący, jak i obrońcy. Okrążyli mur, by nadlatujące ogniste pociski, nie zdradziły ich pozycji, używając linki z hakiem, wspięli się na mury, mieli szczęście, że zaczepienie kotwiczki zlało się z dźwiękiem niszczonego budynku. Zabrali linę ze sobą i skierowali się na dachy, dzięki wyciszonym butom, nie musieli obawiać się o hałas. Drogę do kasztelu przebyli bez zabicia kogokolwiek, któż by miał się spodziewać, napastników na takiej pozycji? Głównego zamku broniły kolejne mury, oświetlone we wszystkich miejscach pochodniami. Zdawało się, że nie ma innego wyjścia, gdy nagle podmuch wiatru zgasił źródła światła z drogi i z bramy głównej, uznając to za podarunek od losu, przeniknęli przez główną bramę.
   W komnacie sypialnej za półprzezroczystym parawanem Saladyn ruszając intensywnie biodrami, poganiając nagą chrześcijańską niewolnicę, którą jego ludzie nie dawno pojmali:
– Dalej szybciej. O tak, właśnie do tego kobiety niewiernych psów się nadają, do zapłodnienia i urodzenia sług lojalnych prawdziwemu prorokowi. O właśnie tak – Skończył z uśmiechem na twarzy, nachylił się nad swoją ofiarą i delikatnie klepiąc w pobity policzek, powiedział:
– Jak mi tak posłużył z parę nocy, pożyjesz dłużej, szczególnie, jak zajdziesz w ciąże – Roześmiał się w głos, a biedna dziewczyna skuliła się na ogromnym łożu, chlipiąc po cichu. Arab usiadł na łóżku i nie ubierając się, wyszedł na balkon z pełnym kielichem wina, uśmiechnął się do samego siebie, poczeka na posiłki z samej Grenady od samego Emira Mustafy, a do tego czasu te psy mogą próbować zdobyć te mury, on za to poużywa z dziewkami. Z zamyślenia wyrwał go szelest za jego plecami, odwrócił się i dostrzegł schowane za straszną maską oczy, które wyrażały jedynie pogardę, poczuł ból w klatce piersiowej, spojrzał w dół, dostrzegając chowające się ostrze, cały świat zawirował, a on upadał na posadzkę, zastanawiając się, w jaki sposób intruzi się przedostali i gdzie popełnił błąd. Złoty kielich z głośnym hukiem upadł, rozlewając wino, które zmieszało się z krwią.
   Jasmin splunęła na ciało i słysząc kroki, ukryła się w ciemnościach komnaty, Dawid pozostał, by uspokoić zgwałconą dziewczynę i grać wabika. Drzwi się otworzyły, do pokoju wtargnęło trzech strażników, dwóch niemal natychmiast unieszkodliwiła ostrzem w tył głowy, trzeciego zwaliła z nóg, przyparła kolanem do podłogi i wzniosła swój oręż do ostatecznego ciosu... Chrześcijanka krzyknęła:
– Proszę tylko nie Hassana!
– Daj mi jeden powód, bym go oszczędziła.
– Ja go kocham, jesteśmy razem od początku jego służby tutaj, niestety nic nie mógł zrobić, Saladyn był jego dowódcą. – Zabójczyni zeszła z wojownika, który natychmiast podbiegł do ukochanej, pozwalając, by mogła wypłakać swoje smutki. Dawid sprawdził, czy nikt nowy nie nadchodził i spytał się ocalonego:
– Czy Rachid będzie lepszym dowódcą od tego tutaj? Jeśli nie będziemy musieli tutaj zostać...
– Jest wyznawcą proroka i nie lubi chrześcijan, ale bez powodu nie będzie ich uciskał.
– Skoro tak – Podszedł do martwego Saladyna i wcisnął mu w dłoń miedzianą monetę z wybitą literą "Z” i ruszył tą samą drogą, co jego towarzyszka chwile wcześniej, czyli przez okno na dach. Hassan wyszedł na balkon i rzekł do wspinającego się:
– Jesteście aniołami, które zsyła Allah dla cierpiących?
– Nie młodzieńcze, jesteśmy demonami nocy, których przyciąga metaliczny smród krwi i woń okrucieństwa – Żwawym ruchem przeskoczył na wierzchołek budynku i tyle było ich widać.
   Druga drużyna nie miała, tak wesoło, właśni stali przed swoim celem, okrążeni przez jego rycerzy, Basra rzuciła do swojego męża:
– Ryszardzie musiałeś?
– Nie godzi się bez tego... – odparł, mocniej ściskając rękojeść miecza.
– Zabić szpiegów! – krzyknął Fernando.

1 komentarz

 
  • Almach99

    Popraw to zdanie z Dzijadem.
    Troche mi nie pasuje ta bitwa z dezerterami. Wyciecie w pien 40 zbojow przy pomocy sztyletow tylko...  
    Scena z Saladynem naprawde Na plus.
    Co ten Ryszard zmalowal tym razem?

  • krajew34

    @Almach99 nie sztyletami a ukrytymi ostrzami :) które są wzmocnione kamieniemi, wiesz są wytrzymalsze, ostrzejsze i tak dalej, a przede wszystkim można zmieniać ich długość, poprawię to zdanie

  • Almach99

    @krajew34 niby tak. Z tym, ze to byla otwarta walks. Spodziewalem sie bardziej akcji w ukryciu, cichaczem, z zaskoczenia

  • krajew34

    @Almach99 wiesz oni nie wiedzieli co się dzieje, a byli wymęczeni podróżą, by działać po swojemu.

  • Almach99

    @krajew34 pisz dalem 😃

  • krajew34

    @Almach99 :)