Wakacje z Gosią część 8

Wakacje z Gosią część 8Siedziałem w betach na łóżku, a Gosia była w łazience.
Nagle przyszła mi do głowy pewna myśl. Wstałem i otworzyłem drzwi.
Gosia brała prysznic w kabinie odgrodzonej od reszty łazienki kotarą.
Ściągnąłem slipy i odsunąłem zasłonę. Gośka stała do mnie tyłem.
-Pomyślałem, że umyję ci plecy – powiedziałem stając tuż za nią.
Objąłem ją kładąc dłonie na piersiach. Pomasowałem je chwilkę całując ramiona Małgorzaty.
-Ale plecy są z drugiej strony – zaśmiała się.
Wziąłem do ręki gąbkę, namydliłem i zacząłem je masować. Zjeżdżałem niżej. W końcu odłożyłem
gąbkę i myłem plecy dłonią nie zapomniawszy, aby zataczać kręgi po zgrabnych pośladkach.
-Mmm... - słodki odgłos wydobył się z jej ust – tak mi rób... Tak mi dobrze...
Robiłem to więc. Masowałem dokładnie krąglutkie pośladki. Gosia stanęła w szerszym rozkroku więc
wsunąłem rękę między jej nogi. Pieściłem myszkę.
-Aaa... Aaa... - Gosia zaczęła cicho jęczeć.
Opierała się pełnymi dłońmi o ścianę i wypięła bardziej tyłeczek w moją stronę.
Wodziłem palcami po jej sromie.
Cudowne uczucie.
Bardzo lubiłem tak drażnić manualnie jej myszkę. Wkładałem palce do środka i posuwałem nimi, jakbym
był w niej swoją buławą. To było bardzo przyjemne dla nas obojga.
Poczułem, jak mój mały powoli nabiera rozmiarów. Podnieciłem się bardzo. Naprawdę byłem
napakowany energią na maksa. Mógłbym ją wziąć w tej chwili
-Dobrze. Teraz ja – stwierdziła odwracając się do mnie.
Zamieniliśmy się miejscami. Oparłem się plecami o ścianę.
Namydloną gąbką szorowała mój tors i nie robiła tego wcale lekko.. Szybko dotarła do pasa. Odłożyła
gąbkę na bok i namydlała mojego sztywnego członka. Myła go, ale dużo delikatniej. Jemu poświęciła też
dużo więcej czasu. To było takie podniecające.
-Odwróć się – poleciła.
Gdy to zrobiłem namydlała mi plecy, a potem poczułem jej dłoń na pośladkach. Wsunęła palec między
nie i przesuwała nim.
-Super to robisz – odezwałem się.
-Pamiętasz nasze wspólne kąpiele, gdy byliśmy dziećmi?
-No pewnie.
Przed oczami mignęły mi fragmenty tych chwil...
Odwróciłem się twarzą w stronę Gosi i przytuliłem ją mocno. Przylgnęliśmy do siebie z całych sił.
Miałem ją w ramionach. To było takie piękne i mistyczne. Chciałem, by zatrzymał się czas i ta chwila
trwała wiecznie.
Przed dziewiątą dzwoniły zwykle dzieciaki.
Wideo-rozmowy to był fajny wynalazek i byłem jak najbardziej za.
-No hej – Sylwia szczerzyła zęby w uśmiechu, a siedzący obok Marcin dzielnie jej sekundował – jak tam
nasze starsze pokolenie?
-Dzięki, fajnie. Odpoczywamy sobie bez was – uśmiechnąłem się.
-A my wreszcie nie czujemy nad sobą waszej kurateli – teraz Marcin włączył się do rozmowy.
-Jak się bawicie? - Gośka też się zainteresowała.
-Super jest .
-Mam nadzieję, że wy też. Jak tam nasze piękne polskie góry? Chyba byliście trochę się przejść i
zobaczyć co nieco?
-Młoda nie bądź bezczelna. A wy znajdujecie czas na naukę, czy tylko miziacie się pod ławką?
-Spoko – Sylwia jak zawsze nie traciła rezonu – po powrocie będziemy czytać Szekspira w oryginale.
-Ale czy ze zrozumieniem? – zastanowiłem się głośno.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę o wszystkim i o niczym, jak zwykle w lekkim i zabawnym tonie.
Tak mniej więcej wyglądały wszystkie nasze rodzinne rozmowy.
Pełen luz i swoboda.
-Nie, no, dzieciaki nam się udały – stwierdziła Goska przy śniadaniu – jak myślisz, kombinują coś razem?
-Pewnie tak.
-Ale pewności nie ma.
-No, co ty Gosia? Dwoje młodych, zdrowych nastolatków... Nie będą sobie przecież oglądali paznokci u
rąk...
-U nóg bardziej...
-No właśnie... - uśmiechnąłem się - Zresztą kontynuowaliby rodzinną tradycję...
-No, tak... - na twarzy Gosi pojawiła się zadyma – my w ich wieku...
Przytaknąłem.
Faktycznie...
My w ich wieku
-Nie wiem czy nie za dużo daliśmy im luzu i swobody – kontynuowała.
-Na razie nie przegięli, a potem, jakby co, można dokręcić śrubę.
-Żeby tylko nie było za późno.
-Jej... - żachnąłem się – nie myśl w takich kategoriach... Najwyżej zostaniemy dziadkami.
-Ani mi nie mów – wzdrygnęła się.
Zaliczaliśmy z Gosią kolejne atrakcje Beskidów. Jeździliśmy od miejscowości do miejscowości i
łapaliśmy ile się tylko dało. Jakby nie patrzeć, to były to nasze pierwsze wspólne wakacje, których nie
spędzaliśmy w domu Gosi. Chcieliśmy je więc wykorzystać na maksa.
Niestety, Gośka za żadne skarby nie dawała się namówić, aby zdobyć pieszo jakiś szlak. Tłumaczyła się,
że nie ma odpowiedniego obuwia. Szkoda, ale może z drugiej strony to dobrze, bo od mojej ostatniej
wędrówki szlakiem też minęło sporo lat.
Przy gruncie też było fajnie...
Na jej widok, jak zwykle zaparło mi dech w piersiach, ale dziś jeszcze bardziej niż kiedykolwiek.
Ustylizowała się niesamowicie.
Włosy uformowane w kucyki nadały jej twarzy kuszący niewinno-dziewczęcy wygląd. Poza tym miała na
sobie biały t-shirt sięgający zaledwie do pępka. Białe pełne majtki z czerwoną oblamówką oraz
skarpetki na stopach. Brakowało tylko pluszowego misia w ręce. Gdyby nie piersi wyglądałaby tak, jakby
jeszcze należała do tego nietykalnego, nienaruszalnego grona niegotowych, a więc całkowicie
aseksualnych istot.
Zarost wzgórka łonowego odciskał się na fakturze cieniutkiego materiału i działał bardzo stymulująco.
Gosia właściwie nie depilowała okolic bikini, ograniczając się tylko do przystrzygania od czasu do czasu
swego intymnego trawniczka.
Mnie to absolutnie nie przeszkadzało, a nawet nieźle kręciło.
Niebezpieczne myśli ogarnęły moją głowę. Zapłonąłem również niebezpiecznie. Myśli były bardzo
grzeszne, wyuzdane, ostre i perwersyjne. Zawstydziłem się ich trochę.
Gosia podeszła do mnie.
Staliśmy tak naprzeciwko siebie.
Zaczęła ściągać mi koszulę. Potem rozpięła mi spodnie i ściągnęła je w dół. Po chwili zrobiła tak ze
slipami.
Chyba trochę śmiesznie wyglądałem mając w okolicy kostek swą prawie całą garderobę.
-Chodź – powiedziała kładąc się na łóżku.
Szybko uwolniłem się z zawadzających ubrań, ściągnąłem skarpetki i położyłem się obok Gosi.
-Czy wiesz o czym marzy dziewczyna, gdy dorastać zaczyna?
-Nie wiem – pokręciłem przecząco głową.
-Ona chce, aby ktoś ja wreszcie i porządnie przeleciał – roześmiała się.
-A ty? Też o tym marzyłaś?
-Mhm... I chciałam, żebyś to był ty i spełniło się...
-Żałowałaś kiedykolwiek?
-Nigdy – odparła stanowczo.
Przyciągnąłem ją mocno do siebie. Zaczęliśmy się całować gorąco i namiętnie. Nasze języki splotły się w
szalonym tańcu. Spijałem słodycz gosinych ust.
Jak ona niesamowicie smakowała.
Nie raz i nie dwa się całowaliśmy, ale za każdym razem czułem tę wielką magię.
Sięgnąłem ręką do biodra Gosi i chciałem ściągnąć jej majteczki, ale powstrzymała mnie raptownie łapiąc
za rękę.
-Zaczekaj.
Z niechęcią przestałem.
-Mówiłeś kiedyś, że chciałeś poznać moje tajemnice – odezwała się przytulając się do mnie jeszcze
mocniej.
-Tak, wszystkie bez wyjątku...
-Wiesz, co kiedyś lubiłam robić?
Pokręciłem przecząco głową.
-Ściągałam ze ściany w łazience lustro, kładłam na podłogę, stawałam nad nim w rozkroku, bez majtek i
patrzyłam na swoją cipkę... Zresztą lubiłam stawać naga przed lustrem i patrzeć na siebie... Jak rosną mi
cycki, jak pojawia się zarost...
-Dojrzewanie to niesamowita sprawa – uśmiechnąłem się.
-A ty? Jak to pamiętasz?
-Czy ja wiem? - zastanowiłem się – w majtkach czasem robiło mi się ciasno, jak były jakieś momenty w
filmie, czy coś... Rano też postawiony namiot... Kiedyś zauważyłem włosy na małym...
Gosia słuchając mnie, bawiła się moim członkiem. Przebierała po nim palcami, chwytała do garści.
Skojarzyło mi się to z joystickiem. Powiedziałem jej to.
Roześmiała się wesoło.
-Ja się pobawię twoim joystickiem, a ty potem moją myszką...
-Pełna komputeryzacja – śmiałem się i ja...
-Pokaż mi, jak to robisz...
-Ale, co? - spytałem.
-Jak się onanizujesz.
Spojrzałem na nią zdziwiony, ale po chwili objąłem swojego żołnierzyka dłonią i zacząłem nią rytmicznie
poruszać w górę i w dół. Nagle olśniła mnie myśl.
-Mam pomysł.
Usiadłem na łóżku tyłem do Goski dotykając stopami podłogi.
-Siądź za mną.
Uczyniła tak spuszczając nogi po obu moich stronach. Przyciągnąłem ją do siebie, aż przylgnęła piersiami
do pleców i poprowadziłem jej rękę w stronę krocza. Teraz ona objęła mojego ptaszka dłonią. Zacisnęła
dłoń i zaczęła wykonywać te charakterystyczne ruchy.
-Tak to właśnie jest z chłopakami – wyszeptałem.
Jej pieszczota zaczęła na mnie działać i to coraz silniej. Fakt, nie robiła tego, jak ja to robiłem. Jej ruchy
były gwałtowniejsze. Nie wyczuła jeszcze tego momentu i sprawiała lekki ból. Syknąłem. Wtedy
zwolniła i zaczęła delikatniej. Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie... właśnie Gośkę, tak, jak
wyobrażałem sobie wtedy, podczas tych onanistycznych seansów.
-Tak faceci walą konia? - spytała.
-Aha...
-Pierwszy raz walę konia facetowi. Zastanawiało mnie zawsze dlaczego właśnie konia?
-Nie wiem – wyjęczałem.
Jej ręka znów poruszała się coraz szybciej. Zupełnie tak, jakby wyczuła, że się zbliżam do końca.
Rzeczywiście, po chwili wytrysnąłem na swój brzuch. Sporo się tego zebrało. Oddychałem ciężko.
Gosia trzymała w ręce mojego penisa. On wiotczał, karlał, kurczył się w jej dłoni.
Dotknęła mokrej plamy na moim podbrzuszu. Podniosła palec do ust. Językiem zlizała przylepioną do
niego kroplę.
Kuźwa... ale to było zajebiste...
Gosia opadła plecami na łóżko. Pochyliłem się nad nią. Złapałem za gumkę jej majteczek i ciągnąłem je.
Trzymałem materiał w prawej ręce i przyłożyłem go do twarzy.
Łapczywie wdychałem jej intymny zapach. Patrzyłem na Gośkę.
Uklęknąłem przed nią, gładząc dłońmi jej nogi.
-Sezamie, otwórz się – szepnąłem cicho.
Tak mi się jakoś z sezamem skojarzyło.
Magiczne hasło zadziałało. Gosia rozłożyła szerzej nogi. Moim spragnionym oczom ukazała się jej cipka.
To intymne miejsce między nogami. Ten „kwiat paproci”.
Kiedyś spotkałem się z takim określeniem i bardzo mi się spodobało.
Kwiat paproci, sezam... Kurde...
Dotknąłem ustami sromu Gosi. Muskałem wargami jej wargi. Rozszerzyłem je i językiem sunąłem po
szparce. Była już wilgotna.
Genialna, oralna pieszczota...
Bardzo smakowała mi wydzielina jej pochwy. To boski nektar, który spijałem zawsze dużymi łykami.
Rozkoszowałem się nim, jak żadnym innym. Nie znam cudowniejszego.
Sekretna słodycz Gośki na moich wargach. Nikt nie smakuje tak, jak ona, a szczególnie, gdy była
maksymalnie podniecona i rozgrzana do czerwoności, zapominająca o całym świecie.
Jej źródełko tryskało, jak szalone.
Nie chciałem uronić ani jednej kropli...
Podniosłem się z klęczek. Oparłem jedną ręką o łóżko. Drugą przytrzymywałem swego penisa i
przytknąłem głowicę do mokrej szparki.
Powoli zagłębiałem go w jej wnętrzu.
Teraz, gdy był już cały w środku, opierałem się obiema rekami o łóżko i poruszając tylko biodrami
wchodziłem w Gosię raz po raz.
Za każdym pchnięciem przesuwała się do góry, by po chwili wrócić. Moje pchnięcia były mocne. Bardzo
chciałem, aby poczuła mnie całego.
Bo byłem cały jej, tak, jak ona była cała moja.
Moja kobieta, moja kobieta, moja...
Gosia jęczała z rozkoszy.
Miała zamknięte oczy i prawy policzek opierała o poduszkę. Objęła mnie mocno nogami w pasie.
Stanowiliśmy nierozerwalną całość. Byliśmy jednością.
-Kocham cię – mój głos był nieco chrapliwy – kocham cię, kocham cię – powtarzałem.
-Ja... ciebie... też... - wyjęczała Gosia.
To, co się w tej chwili z nami działo było mistyczne, niesamowite i sięgające wszystkich, niedostępnych
zwykle bram.
-Zaraz wytrysnę – odezwałem się.
Wysunąłem członka z wnętrza Gosi, by wytrysnąć nasieniem na jej brzuch. Spermy było naprawdę dużo.
Zaczęła spływać po brzuchu Gośki.
Nie zważając na to, opadłem delikatnie na nią, objąłem mocno. Gosia znów oplotła mnie nogami w pasie
i leżeliśmy tak oddychając głęboko. Łapczywie łapaliśmy powietrze.
Byliśmy tacy szczęśliwi, spełnieni, wniebowzięci, po prostu boscy...
Tak, boscy, to dobre określenie.
-Uwielbiałam kiedy do mnie przychodził w ten późno wieczorny czas.... - Gosia rozpoczęła kolejną swą
niesamowitą opowieść, którymi czasem mnie raczyła.
Kiedyś pisała wiersze i krótkie opowiadania także o lekkim zabarwieniu erotycznym. Nie miałem okazji
ich jeszcze przeczytać, bo broniła się przed tym, ale miałem nadzieję, że wkrótce ją do tego namówię.
Bardzo byłem ciekawy
- Światło w moim pokoju dawno już było zgaszone, a ja leżałam pod kołdrą czekając aż On wreszcie się
pojawi... I przychodził... - tutaj zmysłowo zawiesiła głos.
Przyznaję, że zabrzmiało to tak trochę dziwnie, ale nie przerywałem tylko cały zamieniłem się w słuch.
Uwielbiałem je. Kiedyś pisała przecież wiersze i opowiadania, a fantazję miała niezłą.
-Najpierw bardzo cicho skrzypiały drzwi... - kontynuowała - Potem te kilka kroków od drzwi do mojego
łóżka... Stawał przy nim i długo, długo patrzył na mnie śpiącą... Jakby zastanawiał się co On tu do
cholery robi... Normalnie czułam na sobie jego wzrok... Czułam, jak mnie lekko i nieśmiało dotyka...
Robiło mi się gorąco. Naprawdę gorąco. I tak jakoś... no... perwersyjnie
-Wreszcie się decydował... Zdjął piżamę i nagi wsunął się do mnie pod kołdrę... Bardzo powoli i
delikatnie... Potem przywarł do moich pleców, bo zwykle spałam zwrócona twarzą do ściany w długiej
koszulce i majtkach... Czułam jego naprężoną męskość na swojej pupie lub plecach... Była twarda, jak
stal i jak stal gorąca... Przy tym bardzo delikatna i miękka w dotyku... Nie raz i nie dwa chciałam sięgnąć
ręką i objąć ją... Zamknąć w swej dłoni...
Gorąco, nie, już nie było gorąco. Teraz przepływała przeze mnie lodowata fala, a po chwili znów gorąca i
tak na zmianę. A Gosia ciągnęła opowieść dalej:
-Ale nie mogłam wykonać żadnego ruchu... Jakby coś mnie paraliżowało... Przeżywałam więc chwilę w
całkowitym bezruchu... Bałam się nawet drgnąć, by jej nie spłoszyć... I ten ciepły oddech na mojej szyi...
Niesamowity...Podniecałam się z każdą mijającą sekundą... Pragnęłam go coraz bardziej... Pragnęłam by
wreszcie mnie dotknął, wziął bardziej zdecydowanie w ramiona, przytulił, pocałował namiętnie i dotykał
mnie... Dotykał tych wszystkich moich miejsc, które dotychczas tylko ja dotykałam...
Ja też byłem podniecony. Mój penis też już był twardy, jak stalowy pręt i gorący bardzo.
-Gotowa byłam dać mu wtedy wszystko... Całą siebie... Czekałam z niecierpliwością każdej nocy aż
przyjdzie... Cała zamieniałam się w słuch wyławiając z nocnej ciszy znajome dźwięki...
Kiedyś postanowiłam go zaskoczyć... Nie ubrałam nic pod spód... Całkiem naga leżałam pod kołdrą...
Czekałam drżąca z niecierpliwości i podniecenia... On wtedy, akurat, przyszedł później niż zwykle...
Wsunął się pod kołdrę i nagle znieruchomiał... Delikatnie odrzucił kołdrę... Czułam, jak patrzy na mnie...
Normalnie czułam, jak jego wzrok ślizga się po moim ciele... Jak żarłocznie pochłania mój widok...
Patrzył tak na mnie i patrzył... Patrzył bez końca... Aż zrobiłam się mokra między nogami... I to jeszcze
bardziej niż zwykle... Chciałam by wreszcie wykonał jakiś bardziej zdecydowany ruch... Aby wyciągnął
rękę i położył dłoń na mej piersi... Moje sutki już dawno stały na baczność, a piersi były twarde... Albo,
aby wsunął rękę między moje nogi i masował moją szparkę... Pragnęłam tego bardzo. Jak jasna cholera...
A On tylko patrzył... I patrzył i patrzył...
Zamilkła, a mnie różne myśli przelatywały przez głowę. Co to za opowieść?
Chyba nie została przez nikogo molestowana czy wykorzystana?
-Kto to był? - odważyłem się wreszcie zapytać, gdy cisza trwała za długo.
-Mój sen... Mój najwspanialszy erotyczny sen, jaki kiedykolwiek śniłam... Jedyny i niepowtarzalny...
Uff...
-Już myślałem, że to... - odezwałem się z ulgą w głosie.
-Nie... Żadnych takich, chociaż to chyba teraz w modzie...
Zapadła cisza.
-Wiesz... Muszę ci się do czegoś przyznać... - odezwałem się.
Spojrzała na mnie z dużym zaciekawieniem
-Tak?
-Gdy dowiedziałem się, że bierzecie z Michałem ślub, to zaczęła mnie prześladować cholerna wizja.
Wciąż mi się śniło, że... Wciąż widziałem jego brudne łapy na Twoim ciele. Widziałem, jak dotyka Cię, a
raczej nie dotyka, tylko maca.... I ten lubieżny uśmiech na jego mordzie... Te niepokojące błyski w jego
oczach i ślina w kąciku ust... Widziałem jego brudne usta przy Twoich. Widziałem, jak wsuwa swój jęzor
pomiędzy Twe wargi... Jak przyciska Twą głowę, że nie możesz złapać tchu.... Jak zrywa z Ciebie
bieliznę... Jak uderza Cię mocno w twarz... Jak rozkłada Twe nogi i napiera sztywnym i twardym kutasem
pomiędzy nie.... Widziałem jego brudną męskość, zatopioną całą w Twoim środku... Widzę, jak bronisz
się nieporadnie i ostatkiem sił...
Słyszałem Twój krzyk.... To było takie dzikie i brudne pożądanie... Taka zwierzęcość w pełnej formie... I
wreszcie, na koniec, widziałem te jego brudne spełnienie, a Ciebie skalaną jego nasieniem w
zakrwawionej dziewiczą krwią pościeli... Taką jakąś podloną... Zbrukaną... Nie mogłem jednak nic
zrobić.... Mogłem się tylko obudzić...
Siedzieliśmy dłuższą chwilę w milczeniu. Gosia nagle wzdrygnęła się i otuliła kołdrą.
-Brr... Ale mnie zimno przeleciało – stwierdziła – może zapalimy?
Podniosłem się i wziąłem papierosy i zapalniczkę.
-I co mi jeszcze możesz opowiedzieć?
-No, czy ja wiem... - zastanowiłem się głęboko biorąc haust papierosowego dymu.
Jak na złość nic mi nie przychodziło do głowy. Biłem się z myślami, wreszcie zacząłem dukać opowieść.
Nigdy nie byłem zbyt dobrym oratorem.
-Odkąd pamiętam, to zawsze o tobie marzyłem. To znaczy, odkąd tylko zainteresowałem się
dziewczynami, to była zawsze niejaka Gosia. Onanizowałem się często myśląc o tobie. W tych moich
wizjach robiliśmy takie rzeczy, że... - tu zabrakło mi słów – spełniają się dopiero teraz...
I wiesz... Uwielbiam jak mnie całujesz, jak dotykasz, jak pieścisz mnie całego... Uwielbiam, gdy
przytulasz się do mnie całym ciałem. Gdy czuję Twe ciepło i oddech na piersi. Uwielbiam to zawieszenie,
niby w próżni, gdzie leniwie przepływają sekundy a oprócz nas, nie liczy się nic... Uwielbiam kiedy oplatamy się ramionami. Jak przywieramy do siebie szczelnie – zacząłem się rozkręcać i coraz bardziej
pochłaniały mnie wypowiadane przeze mnie słowa - Uwielbiam upajać się zapachem Twego ciała....
Uwielbiam go... Narkotyzuję się nim.... Uwielbiam całować twoją twarz. Wbijać zęby w Twoją szyję.
Uwielbiam ssać Twe sutki nabrzmiałe z podniecenia, spijać wilgoć z Twych warg. Uwielbiam Twój
smak... Uwielbiam wydzielinę Twej pochwy i spijam ją łapczywie, do końca, uważnie, by nie uronić ani
kropli tego cudownego nektaru... Uwielbiam, gdy bierzesz do ust mojego penisa i ssiesz go zapamiętale.
Uwielbiam jak wchodzę w ciebie wbijając się aż po kres... - przerwałem na chwilę chcąc złapać trochę
więcej powietrza.
Poczułem rosnące podniecenie. Naprawdę jarało mnie to, co szeptałem Gośce do ucha. Ją chyba też, bo
wsunęła rękę między nogi i przebierała palcami po szparce. A to nakręciło mnie jeszcze bardziej.
Kontynuowałem:
-Uwielbiam, jak jęczysz z rozkoszy i krzyczysz w ekstazie... Uwielbiam nasze spełnienie... Uwielbiam,
gdy potem uspokajasz się powoli oddychając ciężko i głęboko... Patrzę wtedy na Ciebie i tulę mocno...
Wiem, że nie wypuszczę Cię ze swych rąk... Nie wymkniesz mi się tak łatwo... Uwielbiam, gdy leżymy
obok siebie, prawie bez ruchu trzymając się za ręce, zapatrzeni w sufit i pełzające po nim cienie. Niczego
więcej do szczęścia nam nie potrzeba. Czuję wtedy jak jesteśmy ze sobą blisko. Najbliżej jak tylko
można. Czuję, że jesteśmy jednością. Czuję całkowite wzajemne oddanie. Bez reszty, bez, pamięci, bez
zbędnych słów. Czuję jak bardzo Cię kocham, pragnę i potrzebuję. Czuję, że naprawdę Cię mam. Że
jesteś moją Kobietą. Tylko moją..
-Twoją? - spytała zmysłowym szeptem – naprawdę twoją?
-Naprawdę... Poza tym nie masz pojęcia, jak bardzo mnie kręcisz – kontynuowałem – normalnie nie
wiem co się ze mną dzieje, gdy jesteś w pobliżu... Pałka cały czas mi stoi, a wystarczy, że ściągniesz
ubranie, to mam wrażenie, że mi wyskoczy z majtek... Mógłbym to z tobą robić wciąż i wciąż, bez
końca...
-Więc pokaż mi to... Tu i teraz... Weź mnie.. Jeszcze raz...
Położyłem się na Gosi. Objąłem ją i całowałem gorąco. Gosia wodziła dłońmi po moich plecach.
Potem uniosłem się lekko i wsunąłem buławę pomiędzy jej nogi.
-Aaa... - jęknęła Gośka wbijając we mnie paznokcie.
Uwielbiałem, gdy tak robiła. Ten ból był rozkoszny.
-Kocham cię Darek – wyszeptała.
-Ja też bardzo cię kocham ...
Odpłynęliśmy znowu w ten nasz cudowny Raj.
Raj, który niby utraciliśmy dawno temu, odtwarzaliśmy sobie właśnie tutaj. Nasz prywatny Eden. Eden
stworzony przez Nas. Takie małe, wydzielone miejsce na ziemi, oddzielone od reszty świata czterema
ścianami...
Jak najbardziej realny i rzeczywisty świat. Nasz Ogród rozkoszy.
W ogrodzie tym było wszystkiego pod dostatkiem. Mieliśmy siebie i niczego więcej nie
potrzebowaliśmy. Ze wszystkiego mogliśmy korzystać bez żadnych ograniczeń. Tu było nam najlepiej.
To był nasz Eden. Pomieszanie naszego świata intymnego i szarej rzeczywistości.
Tu byliśmy naprawdę sobą. Bez żadnych upiększeń, bez nadmiernego makijażu, bez tej całej
cywilizacyjnej otoczki. Prawdziwi. Z krwi i kości.
Ja, to byłem Ja i wiedziałem, że Gosia to Gosia.
Nie oszukiwaliśmy siebie.
I tak chcieliśmy zostać.
Oboje wiedzieliśmy, że nie możemy tego tak po prostu zostawić. Nie możemy tak po prostu przeminąć,
po raz drugi, obok siebie. To by było nie fair w stosunku do nas samych. Naprawdę źle to by wyglądało.
Gdybym na to pozwolił byłbym dupkiem.
Patrzyłem na śpiącą Gosię siedząc w fotelu i paląc papierosa.
Ranek nadpływał powoli. Można powiedzieć, że była to nasza „zielona noc”.
Wakacje się kończyły. Nasz pobyt tutaj też. Jutro ewakuujemy się stąd, w sobotę odbieramy nasze
dzieciaki z lotniska.
Nie żałowałem jednak końca tych wakacji.
Coś mi się wydawało, że będą one jeszcze trwały...


Koniec

darjim

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i obyczajowe, użył 4215 słów i 23302 znaków. Tagi: #wakacje #dojrzali #delikatnie #uczucie

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Gazda

    Piękna historia. Szkoda że już koniec

  • darjim

    @Gazda niestety. Mam jednak w zanadrzu i inne historie

  • elninio1972

    Koniec? ...  :smh: jak to koniec ...

  • darjim

    @elninio1972 Mnie też jest przykro, bo polubiłem swoich bohaterów. Mam inne opowieści, które będę publikował.

  • elninio1972

    @darjim bardziej mi chodziło o to co stało się  z bohaterami, tymi starszymi i mlodzszymi ...

  • darjim

    @elninio1972 Żyli długo i szczśliwie.

  • elninio1972

    @darjim  :smiech2:

  • darjim

    @elninio1972 👍