Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

W niewoli. Daenerys i Żelaźni ludzie

JESTEM AUTORKĄ TYLKO DRUGIEJ CZĘŚCI OPOWIADANIA, PIERWSZĄ NAPISAŁ JEDEN Z AUTORÓW, KTÓRY JUŻ BRYLUJE NA TYM PORTALU. ZGADNIECIE KTÓRY?

***

Stałem na pokładzie "Ciszy", wpatrując się w horyzont, gdzie morze spotykało się z niebem jak dwie walczące bestie. Wiatr szarpał moimi czarnymi włosami, a sól osiadała na skórze, przypominając mi o mojej krwi - krwi Żelaznych Ludzi.  
Ale to nie morze było moim największym trofeum tego dnia. Nie, to ona - Daenerys Targaryen, Matka Smoków, Smocza Królowa, czy jak tam ją nazywali ci słabeusze z Westeros. Porwałem ją prosto z jej obozu, gdy jej smoki były zbyt daleko, by zareagować. Moi ludzie związali ją jak worek z solą i wrzucili do kajuty pod pokładem.  

Teraz była moja. A ja zamierzałem zrobić z niej dziwkę, zanim oddam ją braciom Nocnej Straży - niech czarni bracia mają trochę radości w swoim zimnym piekle. Zszedłem pod pokład, gdzie powietrze było ciężkie od zapachu soli, potu i strachu. Otworzyłem drzwi kajuty kopniakiem, a ona podskoczyła na łańcuchach, którymi była przykuta do ściany. Jej srebrne włosy opadały w nieładzie na nagie ramiona - moi ludzie już zdarli z niej tę dumną suknię, zostawiając ją w porwanej halce. Oczy, fioletowe jak burza, błyszczały nienawiścią.  
"Ty parszywy piracie!" - wysyczała, szarpiąc się w kajdanach.  

Zaśmiałem się głośno, podchodząc bliżej. Moja dłoń chwyciła jej podbródek brutalnie, zmuszając, by spojrzała mi w oczy. "Smoki. Gdzie one teraz są, królowo? Latają sobie po Essos, szukając swojej mamusi? Jesteś moja, Daenerys. I zanim dopłyniemy do Królewskiej Przystani, nauczysz się, co znaczy służyć prawdziwemu królowi."  
Moje palce wbiły się w jej skórę, a ona syknęła. Ale widziałem to - ten błysk w oku, mieszankę strachu i czegoś głębszego, czegoś, co Żelaźni Ludzie zawsze budzą w kobietach jak ona. Pociągnąłem jej koronkową halkę jednym szarpnięciem, odsłaniając blade, idealne ciało. Piersi unosiły się szybko, sutki stwardniały od chłodu kajuty. Przesunąłem dłonią po jej brzuchu, w dół, aż do uda, gdzie wbiłem palce mocno.  

"Nie!" - krzyknęła, próbując się wyrwać, ale łańcuchy trzymały ją mocno. Uklęknąłem przed nią, rozchylając jej nogi siłą. Moje usta znalazły drogę do jej intymności, a język wdarł się brutalnie, smakując jej słodycz zmieszaną ze słoną wilgocią. Wiła się, ale ciało ją zdradzało - biodra drgnęły mimowolnie, a z gardła wyrwał się stłumiony jęk.

Wstałem, rozpinając spodnie. Mój członek był już twardy jak żelazny miecz, gotowy do walki. Chwyciłem ją za włosy, ciągnąc głowę w dół.  
"Ssij, dziwko" - warknąłem, wciskając się w jej usta. Opierała się chwilę, ale moje pchnięcia były bezlitosne, głębokie, dławiące. Łzy spływały po jej policzkach, a ja czułem, jak jej język ociera się o mnie, zmuszony do posłuszeństwa.  
"Dobrze, tak właśnie. Uczysz się szybko."  

Wyszedłem z jej ust, patrząc na nią z góry. Potem odwróciłem ją twarzą do ściany, rozchylając pośladki. Wbiłem się w nią natychmiast, jednym mocnym pchnięciem, przełamując opór. Krzyknęła głośno, ale to tylko podniecało mnie bardziej.  
Rżnąłem ją ostro, brutalnie. Moje ręce ściskały jej biodra, wbijając paznokcie w skórę. Każdy ruch był jak sztorm - gwałtowny, niszczący.  

"Jesteś moją dziwką, Daenerys. Powiedz to!"  
Nie powiedziała, więc uderzyłem ją w pośladek, zostawiając czerwony ślad. Pchnąłem głębiej, czując, jak jej ciało poddaje się, wilgotne i gorące.  
"Powiedz!" - ryknąłem.  
"Jestem... twoją dziwką" - wyszeptała przez zęby, a ja wybuchnąłem śmiechem, przyspieszając tempo.  

Fale rozkoszy narastały, aż w końcu wytrysnąłem w niej głęboko, wypełniając moim nasieniem. Osunęła się na łańcuchach, dysząc, pokonana.
Ale to był dopiero początek. Stałem nad nią, dysząc ciężko, z członkiem wciąż pulsującym po wytrysku. Daenerys wisiała na łańcuchach, jej ciało lśniło od potu, a między udami ściekało moje nasienie wymieszane z jej wilgocią. Wyglądała jak zużyta lalka - srebrne włosy przylepione do twarzy, fioletowe oczy zamglone od łez i niechcianej rozkoszy. Ale ja wiedziałem, że to nie koniec. Nie dla niej, nie dla mnie.  

"To był tylko przedsmak królowo" - wyszeptałem, ocierając kciukiem jej dolną wargę, na której została kropla śliny zmieszana z moim smakiem. "Teraz nauczę cię, co znaczy być dziwką Żelaznych Ludzi."  
Rozpiąłem łańcuchy na jej nadgarstkach, ale tylko po to, by zaraz rzucić ją na kolana. Upadła z jękiem, jej ręce drżały, próbując się podeprzeć o wilgotne deski podłogi kajuty. Pociągnąłem jej głowę do tyłu, zmuszając, by spojrzała w górę.  
"Patrz na mnie, gdy cię rżnę" - warknąłem, a moje oczy, czarne jak otchłań, wbiły się w jej.  
Rozpiąłem pas całkowicie, zrzucając spodnie. Mój kutas, wciąż twardy i ociekający, kołysał się przed jej twarzą.  

"Otwórz usta, dziwko. I tym razem zrób to dobrze, bo inaczej obedrę cię ze skóry."
Zawahała się chwilę, ale mój but wcisnął się w jej żebra. Syknęła z bólu, a jej wargi rozchyliły się posłusznie. Wcisnąłem się w nią powoli, delektując się każdym calem - czułem, jak jej język ociera się o spód, jak gardło zaciska się w oporze. Pchnąłem głębiej, dławiąco, aż dotknąłem końca. Łzy popłynęły strumieniami po jej policzkach, a ona krztusiła się, ale nie pozwoliłem jej odetchnąć.  

"Ssij mocniej! Używaj języka, jak prawdziwa kurwa!"  
Moje biodra ruszyły rytmicznie, pieprząc jej usta jak cipkę - głęboko, brutalnie, bez litości. Słyszałem jej stłumione jęki, czułem, jak jej ręce chwytają moje uda, nie wiedząc, czy odpychać, czy przyciągać. Wyciągnąłem się na chwilę, plując na jej twarz. "Lubisz to, co? Twoja cipka jest mokra jak morze w sztormie."
Odwróciłem ją na czworaki, jak sukę. Moje ręce wbiły się w jej biodra, paznokcie rysowały krwiste ślady na bladej skórze. Rozchyliłem jej pośladki szeroko, plując na jej tyłek dla poślizgu.  

"Teraz wezmę cię tu" - powiedziałem, wciskając palec w jej ciasny otwór.  
Wiła się, krzycząc: "Nie!"  
Ale to tylko rozpaliło mnie bardziej. Wbiłem się w nią ostro - jej krzyk odbił się echem po kajucie, mieszając się z moim śmiechem. Była ciasna, gorąca, pulsująca. Rżnąłem ją bez opamiętania, każde pchnięcie głębokie i szybkie, jak fale rozbijające się o skały. Jedną ręką sięgnąłem pod nią, chwytając pierś brutalnie, szczypiąc sutek. Druga dłoń znalazła drogę do jej łechtaczki, pocierając ostro, zmuszając jej ciało do zdrady.
"Jęcz dla mnie!" - ryknąłem, przyspieszając.  
Jej biodra zaczęły drgać, mimo woli odpowiadając na mój rytm. Czułem, jak zaciska się wokół mnie, jak jej oddech staje się urywany.  

"Nie... nie mogę..." - wyszeptała, ale jej ciało mówiło co innego. Uderzyłem ją w pośladek mocno, zostawiając odcisk dłoni.  
"Możesz i będziesz! Dojdź dla swojego pana!" Pchnąłem głębiej, pocierając szybciej, aż w końcu wybuchła - jej krzyk rozkoszy wypełnił kajutę, ciało zadrżało w konwulsjach, a wilgoć spłynęła po udach. To podnieciło mnie do granic - wbiłem się z powrotem w cipkę, rżnąc jak wściekły. Wytrysnąłem drugi raz, wypełniając ją po brzegi, aż nadmiar ściekał na podłogę.  

Osunąłem się na nią, przygniatając jej ciało swoim ciężarem. Dyszałem w jej ucho: "Jesteś moją dziwką, Daenerys. A to dopiero początek rejsu."  
Wyciągnąłem penisa powoli, patrząc, jak królowa leży tam, złamana i ociekająca. Ale nie dałem jej odpocząć. Zawołałem dwóch moich ludzi - grubego, brodatego Victariona i chudego, złośliwego Balona.  

"Chodźcie, bracia! Czas podzielić się łupem. Zróbcie z tej smoczej kurwy prawdziwą dziwkę okrętową."

Weszli, ich oczy błyszczały pożądaniem. Victarion chwycił ją za włosy, wciskając swojego grubego kutasa w jej usta, podczas gdy Balon klęknął z tyłu, wbijając się w nią bez ceregieli. Krzyczała, ale ich śmiechy zagłuszyły wszystko. Rżnęli ją na zmianę, brutalnie, bez litości - jeden w usta, drugi w cipkę, potem zamiana. Ja stałem z boku, popijając ale, patrząc, jak jej ciało jest wykorzystywane, jak łzy mieszają się z potem i nasieniem.  
"Bierzcie ją mocno, chłopaki! Niech wie, kim jest!" - zachęcałem, a oni przyspieszali, wypełniając ją raz po raz.  
Gdy skończyli, zostawili ją na podłodze, drżącą i pokonaną. Podszedłem ostatni raz, unosząc jej podbródek.  

"Jutro powtórka, królowo. Aż do Królewskiej Przystani. Potem? Zobaczysz." Zaśmiałem się, wychodząc na pokład.  
Morze szumiało, a ja czułem się jak bóg - z jej krzykiem w uszach i smakiem zwycięstwa na ustach.Płynęliśmy do Królewskiej Przystani, a po drodze zamierzałem podzielić się nią z moją załogą. Niech każdy Żelazny Człowiek weźmie swój przynależny udział w łupie. Potem, gdy dotrzemy do Muru, oddam ją braciom Nocnej Straży - niech czarne kruki mają zabawę w śniegu. Będzie ich dziwką, złamana i posłuszna. A ja? Ja będę królem, jedynym prawdziwym władcą królestw.

***

Leżałam na wilgotnych deskach jak zbita marionetka, z nogami rozłożonymi szeroko, z ich nasieniem ściekającym po udach, mieszającym się z moją własną wilgocią, do której absolutnie nie chciałam się przyznać.  

Ciało bolało – każdy mięsień, każdy zakamarek, który ci barbarzyńcy sprofanowali. Ale najgorszy był wstyd. Nawet nie tyle ten, który czuje upokorzona kobieta. Wstyd matki smoków był tysiąckroć większy.

Euron Greyjoy – bo to musiał być on, ten Król Żelaznych Wysp we własnej parszywej osobie – stał nade mną, wciąż dysząc, z kutasem obwisłym i lśniącym. Patrzył na mnie jak myśliwy na upolowaną łanię. Zaśmiał się cicho, gardłowo.
„Patrzcie na nią, bracia. Smocza Królowa. A teraz? Zwykła okrętowa kurwa z rozepchaną cipą!”

Victarion i Balon rechotali jak hieny. Ich ręce wciąż śmierdziały moją skórą, moim potem, moim upokorzeniem. Chciałam krzyczeć, rzucić im w twarze przekleństwo w wysokim valyriańskim tonie, które paliłoby im uszy – ale gardło miałam zdarte, usta obolałe od ich brutalnych pchnięć. Więc milczałam. Milczenie też może być bronią.

Zamknęłam oczy na moment. Widziałam w umyśle Drogona – czarny cień na tle zachodzącego słońca, jego skrzydła jak burzowe chmury. Rhaegala i Viseriona, ich ogień tańczący na niebie. Gdzie jesteście, moje dzieci? Dlaczego nie czujecie mojego bólu przez naszą więź? Czyż nie jesteście częścią mnie? Czyż nie powinniście już czuć smrodu tego statku, słyszeć mojego krzyku w swoich głowach?
Otworzyłam oczy. Euron klęknął przy mnie, chwycił srebrny kosmyk włosów i szarpnął, zmuszając, bym spojrzała mu prosto w twarz.

„Myślisz o smokach, co? – wyszeptał, jakby czytał w mojej głowie. – Myślisz, że przylecą i spalą nas wszystkich. Ale nie przylecą, królowo. Bo jesteś tu sama. Tylko picz i gardło do usługiwania.”
„Mylisz się” – wychrypiałam. Głos był słaby, zdarty, ale słowa paliły.  
Zaśmiał się znowu, ale tym razem śmiech brzmiał mniej pewnie.

„A co mi zrobisz, smocza dziwko? Ugryziesz kutasa?”
Podniosłam głowę, choć każdy ruch sprawiał, że łańcuchy na kostkach wrzynały się w skórę.
„Nie muszę cię gryźć. Wystarczy, że poczekam.”
Jego oczy zwęziły się.
„Na co?”
„Na to, aż zapomnisz, że smoki nie wybaczają.”
Zaskoczyło go to na tyle, że puścił moje włosy. Przez sekundę widziałam w jego oczach coś, co prawie przypominało niepokój.
„Ty też nie zapomnisz tego statku. – warknął. – A teraz rozłóż nogi szerzej. Moi ludzie jeszcze nie skończyli.”

Dwóch następnych weszło do kajuty – śmierdzący rumem i potem, z oczami błyszczącymi jak u wilków przed rzezią. Jeden chwycił mnie za biodra i pociągnął na siebie, drugi złapał za włosy i wepchnął mi się do ust, zanim zdążyłam zacisnąć zęby.
I znowu zaczęło się to samo – pchnięcia, śmiechy, obelgi, mokre odgłosy, ból, który mieszał się z czymś, czego nienawidziłam w sobie najbardziej: z tym przeklętym ciepłem, które ciało produkowało mimo woli, mimo nienawiści, mimo upokorzenia.
Ale w głowie miałam tylko jedno. Jesteście głupcami, którzy porwali matkę smoków i myśleli, że oswoją.
Każde pchnięcie, każdy wytrysk, każda kropla ich nasienia na mojej skórze – to tylko paliwo. Paliwo dla ognia, który kiedyś was pochłonie.
Leżałam tam, godzina po godzinie, noc po nocy, podczas gdy „Cisza” ciągnęła ku Królewskiej Przystani. Ciało moje było ich zabawką, ich łupem, ich upokorzeniem. Ale umysł – umysł pozostał mój.

I w tym umyśle rodził się plan. Zemsta. Zemsta tak powolna i dokładna, że będą błagać o śmierć, zanim ją dostaną.Bo ja jestem Daenerys Stormborn z rodu Targaryenów.
Nie złamał mnie żaden khal, nie złamał mnie żaden uzurpator, nie złamał mnie żaden pan niewolników. I na pewno nie złamie mnie żaden śmierdzący pirat z Żelaznych Wysp.
Gdy nadejdzie czas – a nadejdzie – spalę ten statek. Spalę ich wspomnienia o mnie. I kiedy będą krzyczeć, paląc się żywcem, usłyszą tylko jedno. Dracarys.

Pewnego dnia Euron Greyjoy otworzył drzwi kajuty kopniakiem i ryknął na pokład: „Przyprowadźcie mi najgorsze ścierwo! Tego jąkającego się idiotę i tego kutasa-bez-kutasa! Niech smocza królowa poczuje prawdziwy smak dna!”

Pierwszy wszedł majtek – Krzywy Jeyne. Garbaty, niski, z twarzą pooraną bliznami i tylko kilkoma czarnymi zębami w ustach. Jego oddech cuchnął zgniłym mięsem i starym ale. Oczy miał wodniste, rozbiegane, a ręce drżały, gdy patrzył na mnie nagą, rozciągniętą na deskach.
„O-o-o… m-m-moje… p-p-panie… – jąkał, oblizując wargi. – T-t-to… t-t-to n-n-naprawdę… s-s-smocza… k-k-królowa?”
Podszedł bliżej, powoli, jakby nie wierzył, że wolno mu dotknąć. Euron i reszta załogi rechotali.
Jeyne uklęknął przy mnie. Najpierw tylko patrzył. Długo. Bardzo długo. Jego wzrok pełzał po moim ciele jak robaki.
„J-j-jakie… c-c-ciało… – wyszeptał drżącym głosem. – T-t-takie… b-b-białe… t-t-takie… g-g-gładkie…”
Jego ręce uniosły się i zaczęły mnie macać. Najpierw uda, potem brzuch, aż w końcu chwycił moje piersi. Obiema dłońmi, zachłannie. Ścisnął je mocno, ważył w dłoniach, ugniatał jak ciasto. Palce wbijały się w miękkie ciało, zostawiając czerwone ślady.
„T-t-takie… w-w-wspania-łe… – jąkał, dysząc ciężko. – T-t-takie… c-c-ciężkie… i… i… s-s-sutki… t-t-takie… r-r-różowe… p-p-piękne…”
Pochylił się i zaczął mnie całować. Długo. Obrzydliwie długo. Jego usta były mokre, śliskie. Wepchnął mi język głęboko, jęcząc przy tym jak zwierzę. Całował mnie zachłannie, nieporadnie, śliniąc całą brodę i moje policzki, szyję, potem piersi. Ssąc moje sutki, mlaskając głośno, gryząc je lekko swoimi resztkami zębów.

„S-s-smakujesz… j-j-jak… m-m-miód… – mamrotał między pocałunkami. – N-n-nigdy… n-n-nie… m-m-miałem… t-t-takiej… k-k-kobiety… t-t-takiej… s-s-szlachetnej…”
Gdy w końcu oderwał usta, był już czerwony na twarzy i dyszał jak po biegu. Rozpiął portki drżącymi rękami. Jego kutas nie był duży, ale twardy i pulsujący. Wlazł na mnie, rozchylił mi nogi szeroko i wszedł powoli, centymetr po centymetrze, jakby chciał zapamiętać każdy moment.

I zaczął rżnąć. Długo. Bardzo długo. Jakby chciał nacieszyć się mną na całe życie.
„O-o-o… t-t-tak… c-c-cipka… c-c-cipka… k-k-królewska cccipppaa… – jęczał, jąkając się przy każdym pchnięciu. – J-j-jest… t-t-taka… g-g-gorąca… t-t-taka… m-m-mokra… d-d-dla… m-m-mnie…”
Był nieporadny, ale wytrwały. Wchodził głęboko, powoli, potem przyspieszał, znowu zwalniał, kręcił biodrami, jakby chciał poczuć każdy zakamarek mojego ciała. Cały czas mówił, plując śliną:

„B-b-będę… p-p-pamiętał… t-t-to… c-c-całe… ż-ż-życie… t-t-twoje… c-c-cycki… t-t-twoja… c-c-cipka… o-o-o… j-j-już… j-j-już… n-n-nie… w-w-wypuszczę… zzzz z pamięci.”
Trwało to długo. Bardzo długo. Pot ściekał z niego na moje piersi, a on wciąż nie kończył. Brał mnie w różnych pozycjach – na plecach, na boku, znowu na plecach – jakby bał się, że to ostatni raz w jego żałosnym życiu. W końcu, po długich minutach, zadrżał cały, zawył i wytrysnął we mnie – gęsto, gorąco, długo.
Gdy się wycofał, z jego kutasa wciąż kapało…

Drugi mężczyzna wszedł chwilę później. Nazywali go Cienkim Tomem. Żeglarz, kiedyś przystojny, teraz z pooraną twarzą i pustym spojrzeniem. Miał obciętego kutasa – został mu tylko mały, różowy kikut, nie dłuższy niż mały palec, sterczący sztywno w zwodzie. Ale jaja miał całe. Duże, ciężkie, wiszące nisko. Załoga za drzwiami ryknęła śmiechem.
„Patrzcie na niego! – wrzeszczał Euron. – Tom znowu chce robić dzieci! Pamiętacie, jak obcięli mu pałę, bo zrobił brzucha córce lorda? A on i tak zapłodnił trzy inne!”
„Teraz ma tylko kikut, ale jaja jak byk! – darł się ktoś inny. – Może właśnie tej smoczej kurwie zmajstruje smoczego bękarta!”

Tom nie mówił wiele. Tylko patrzył na mnie z dziką, zwierzęcą żądzą. Podszedł, chwycił mnie za biodra i wepchnął ten żałosny kikut tak głęboko, jak tylko mógł. Bolało inaczej – upokarzająco, płytko, ale jego ciężkie jaja uderzały o mnie przy każdym ruchu.
Rżnął mnie z wściekłością jak wygłodniały zwierz. Szybko, mocno, jakby chciał udowodnić światu, że wciąż jest mężczyzną. Jego kikut był mały, ale on sam był silny i wściekły.
Gdy doszedł – to było coś przerażającego.Wytrysnął tak obficie, że aż krzyknęłam. Gorące, gęste strumienie zalewały mnie od środka, wylewały się na zewnątrz, spływały po udach wielkimi ilościami.  

Śmiali się wszyscy:
„Patrzcie! Tom bezkutaśny nadal ma najlepsze nasienie! Jeszcze jej brzuch urośnie!”
Leżałam tam, zalana, upokorzona do granic, czując, jak ich nasienie miesza się we mnie, jak spływa ze mnie na deski.

A w środku mnie rosła tylko jedna myśl – czysta, paląca: „Spalę was wszystkich. Na końcu Eurona.”

„Dracarys.”

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 3402 słów i 18927 znaków. Tagi: #MORZE #fantasy

2 komentarze

 
  • Użytkownik Fantazyjny999

    Tak fajny pomysł wyszło fajne opowiadanie czekamy na dalszy ciąg

    3 godz. temu

  • Użytkownik Historyczka

    Jesteśmy ciekawi Waszych opinii.  
    Czy wykorzystanie motywu ze znanego filmu i książki to dobry trop?

    8 godz. temu

  • Użytkownik AnnaAneta

    @Historyczka o tak, wg mnie bardzo dobry pomysł. Często popuszczam wodze fantazji oglądając jakiś znany film, serial czy książkę i "dorysowuje" co też mogło się dziać 😉

    1 godz. temu