Drugiego dnia obudziłam się obolała, ale dziwnie ożywiona. Moje ciało wciąż pamiętało noc – każdy mięsień protestował, a między udami czułam przyjemne, ciężkie pulsowanie.
Służące khalasar umyły mnie, natarły słodkimi olejkami i ubrały w suknię, która miała być godna wielkiego święta - najważniejszego w dothtrackim kalendarzu - Święta Ogiera.
Była to prawdziwa kreacja – głęboka czerwień i złoto Wysogrodu, ale przetworzona na dothracki sposób. Suknia uszyta była z najcieńszego jedwabiu i lekkiej wełny, tak miękkiej, że zdawała się płynąć po skórze. Górna część ciasno opinała talię i piersi, a dekolt był tak głęboki i szeroki, że niemal całkowicie odsłaniał moje ciężkie piersi. Materiał ledwo zakrywał sutki – wystarczyło, żebym głębiej odetchnęła, a różowe otoczki niemal wyłaniały się na światło dnia. Spódnica była rozcięta po bokach aż do bioder, tak że przy każdym kroku ukazywały się całe nogi i fragmenty nagich pośladków. Na ramionach miałam jedynie cienkie, złote łańcuszki, które spływały między piersiami i łączyły się z szerokim pasem wysadzanym drobnymi rubinami.
Daenerys ubrana była podobnie, choć w jej barwach – czerni i czerwieni smoka. Jej suknia miała jeszcze głębszy dekolt; materiał był tak cienki i luźny, że gdy wiatr zawiał mocniej, lewa pierś niemal całkowicie się odsłoniła. Na głowie nosiła prostą, złotą koronę z trzema smoczymi zębami, a ja – wplecione we włosy świeże kwiaty i złote łańcuszki, które brzęczały przy każdym ruchu.
Gdy wyszłyśmy z namiotu, powitał nas ryk tysięcy gardeł.
Pochód ruszył przez wielką równinę w stronę świętego wzgórza. Dothrakowie stali po obu stronach ścieżki, tworząc żywy korytarz. Na nasz widok wybuchali dzikim, ogłuszającym wiwatem.
– Khaleesi! Khaleesi!
– Klacze! Piękne klacze!
– Spójrzcie na te cycki! Bogowie zesłali nam boginie!
– Margaery! Róża! Pokaż nam więcej! Pokaż nam swą różę!
– Daenerys! Twoja grota jest już mokra dla ogierów?!
– Będziemy was ujeżdżać aż będziecie rżeć jak klacze!
Śmiali się głośno, gwizdali, uderzali dłońmi w uda i piersi. Niektórzy otwarcie chwytali się za krocza, demonstrując nabrzmiałe wybrzuszenia pod spodniami. Inni wykrzykiwali najbardziej wulgarne rzeczy, jakie słyszałam w życiu:
– Te sutki są stworzone do ssania!
– Chcę zobaczyć, jak ta róża z Wysogrodu będzie kwitła pod moim kutasem!
– Dzisiaj ogiery dostaną prawdziwe klacze!
– Będziesz rżała głośniej niż moja najgłośniejsza klacz, Tyrellówna!
Daenerys szła obok mnie z wysoko uniesioną głową, ale widziałam, jak jej policzki są zarumienione, a sutki wyraźnie sterczą pod cienkim materiałem. Ja uśmiechałam się słodko, jakby to wszystko było tylko kolejną dworską maskaradą – choć między moimi nogami już robiło się ślisko.
W końcu dotarłyśmy na szczyt wzgórza, gdzie stał wielki kamienny ołtarz otoczony płonącymi misami. Tam czekało kilku starych khalów i khaleesi oraz kapłan – stary, pomarszczony Dothrak w stroju z końskiej skóry i kości.
Gdy stanęłyśmy przed ołtarzem, kapłan uniósł ręce.
– Dzisiaj – zawołał donośnym głosem – dwie wielkie klacze zostaną osiodłane na chwałę Wielkiego Ogiera!
Tłum ryknął z aprobatą.
Najpierw kazano nam uklęknąć. Dwóch młodych wojowników podeszło z tyłu i nałożył nam na głowy lekkie, ozdobne siodła – zrobione z miękkiej skóry, ozdobione złotem i czerwonymi frędzlami. Siodła były małe, symboliczne, ale pasowały idealnie do naszych głów. Potem przypięto nam do szyi szerokie, skórzane chomąta z mosiężnymi kółkami – jak prawdziwe uprzęże dla klaczy.
– Jesteście już nie niewiastami – ogłosił kapłan. – Jesteście klaczami. Klaczami godnymi najlepszych ogierów khalasar!
Tłum znowu zawył.
Ceremonia trwała długo. Kapłan chodził wokół nas, intonując pradawne słowa, a jego głos niósł się nad równiną:
– Te klacze będą dosiadane… mocno i głęboko. Będą czuły ciężar ogiera na swoich grzbietach, jego gorący oddech na karku, jego pot spływający po ich skórze…
– Będą ujeżdżane bez litości, aż ich nogi będą drżeć, a łona ociekać nasieniem wielu ogierów…
– Będą rżeć z rozkoszy i upokorzenia, bo klacz musi wiedzieć, kto jest jej panem…
Potem zaczął opisywać ogiery, które nas „dosiądą”:
– Wybrano najlepszych… najsilniejszych… tych z największymi, najgrubszymi przyrodzeniami, jakie kiedykolwiek widziano w khalasar. Ogiery, które nie znają zmęczenia. Które potrafią brać klacz godzinami, bez przerwy, raz za razem…
– Ogiery narowiste, dzikie, które nie słuchają nikogo poza instynktem. Które gryzą, kopią, rżą głośno, gdy wypełniają klacz po brzegi…
W końcu kapłan skinął ręką.
Z bocznego wejścia wyszło czterech Dothraków – przebranych za ogiery. Mieli na sobie tylko skórzane maski z końskimi uszami i grzywami, a ich ciała były nagie, wysmarowane olejem, lśniące w słońcu. Każdy z nich był potężnie zbudowany, z szerokimi ramionami i umięśnionymi udami. Ale to, co przykuwało wzrok, wisiało między ich nogami.
Ich kutasy były ogromne – nawet w spoczynku ciężkie, grube, długie, kołyszące się przy każdym kroku. Dwóch z nich już zaczynało twardnieć na nasz widok. Jeden miał przyrodzenie tak masywne, że niemal sięgało mu do połowy uda. Drugi był nieco krótszy, ale grubszy – prawdziwy „koński kutas”, jak szepnęła mi kiedyś jedna z dothrackich białogłów.
Kapłan wskazał na nich kolejno:
– Ci czterej zostali wybrani spośród tysięcy. Największe przymioty. Największa wytrzymałość. Najdzikszy temperament. To oni będą waszymi pierwszymi ogierami dzisiaj. Będą was dosiadać, ujeżdżać, pokrywać… aż będziecie jęczeć jak prawdziwe klacze.
Daenerys spojrzała na mnie kątem oka. W jej oczach widziałam mieszankę dumy, podniecenia i lekkiego strachu.
Ja tylko uśmiechnęłam się delikatnie, czując, jak mój sutek znowu wysuwa się spod materiału sukni na widok tych czterech „ogierów”.
– Niech się zacznie prawdziwe Święto Ogiera – powiedział kapłan, a tłum eksplodował radością.
Dwóch pierwszych „ogierów” podeszło bliżej. Ich kutasy już wznosiły się ciężko, nabrzmiewając na naszych oczach.
A ja, Margaery Tyrell, klacz z Wysogrodu… poczułam, jak moja cipka zaciska się w oczekiwaniu.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
3 komentarze
Historyczka
A może starzy arcykapłani użyją magii by swe moce powiększyć, co by mnie posiąść?
Historyczka
Genialny Artiste napisał już dalszą część... doskonałą zaiste... W roli głównej jest... smok!

Kto odgadnie? Czy ów potwór mnie... posiądzie?
Fantazyjny999
Jwst jeszcze jedna klacz na to święto ...
Historyczka
@Fantazyjny999 ?
Fantazyjny999
@Historyczka najznakomitsza z możliwych polska klacz z lubelskiej ziemi ....
Historyczka
@Fantazyjny999

A może Margeary to inne wcielenie Marty?
Fantazyjny999
@Historyczka byś to może bo urodna niczym ona ... Ach ci dothrakowie znawcy koni porwali najpiękniejsza klacz ozdobę pięknej krainy ... Jarl wyruszy na swych okrętach by ją zdobyć dla siebie ....
Historyczka
@Fantazyjny999
Żagiel bojowej łodzi jarla już mocno napięty...
Fantazyjny999
@Historyczka żagiel napięty na potężnym maszcie więc płynąć będą szybko...
Historyczka
@Fantazyjny999

No tak... potężny maszt wróży najpierw forsowny rejs a następnie gwałtowny i bezlitosny szturm...
Fantazyjny999
@Historyczka czy ona na to będzie gotowa... Nawet niewola u dothrakow może jej na taki sztorm nie przygotować...
Historyczka
@Fantazyjny999
Niewola u tych ogierów zmieni biedną niewiastę niechybnie... Jej... "duszyczka" zostanie mocno popsowana...
A potem na to nałoży się najazd takich swawolników... jakże można się nań przygotować???
Fantazyjny999
@Historyczka mocno popsowana duszyczka może zacząć pragnąc takiego najazdu ...
Historyczka
@Fantazyjny999
No niewątpliwie czeka na wyzwolicieli z okrutnej niewoli Dothraków...
Powita ich szeroko otwarta...
Fantazyjny999
@Historyczka a oni spragnieni takiego widoku nie omieszkają pokazać jak zacnie ich rozochocil ten widok
Historyczka
@Fantazyjny999

Szeroko otwarta duszyczka zapewne wleje w serca mocarnych zdobywców wiele zachęty...
Czy nie sprowokuje ich do jeszcze bardziej zaciętych szturmów?
Fantazyjny999
@Historyczka napewno bo nic tak nie prowokuje do większych starań niż ewekt podjętych szturmów