Kaja obudziła się pierwsza. Leżała nieruchomo, wsłuchując się w spokojne oddechy Oli i Marty. Poranne światło wpadało przez uchylone drzwi tarasu, malując ich nagie ciała miękkim, złotym blaskiem. Marta spała zwinięta w kłębek, wtulona w plecy Oli, a Ola leżała na wznak, z jedną ręką pod głową.
Kaja przez dłuższą chwilę nie ruszała się. To był ich ostatni poranek w tym miejscu. Dziesięć dni, które wydawały się jednocześnie wiecznością i chwilą. Patrząc na śpiące przyjaciółki, czuła w piersi dziwną mieszankę ciepła i smutku. Westchnęła cicho i delikatnie pogłaskała Martę po ramieniu.
Marta zamruczała i powoli otworzyła oczy. Przez chwilę patrzyła na Kaję, a potem uśmiechnęła się sennie i wtuliła się mocniej w Olę.
– Hej… – szepnęła, westchnąwszy głęboko.
– Hej – odpowiedziała Kaja cicho, głaszcząc ją po plecach. – Dobrze spałaś?
Marta poruszyła się ostrożnie i skrzywiła twarz, wydając ciche westchnienie.
– Jako tako. Wszystko mnie jeszcze boli, ale… w dobry sposób. – Westchnęła znowu i pocałowała Kaję w ramię. – Jakbym wczoraj naprawdę coś w sobie przesunęła.
Ola też się obudziła, słysząc ich głosy. Przekręciła się i przytuliła Martę od tyłu, całując ją delikatnie w kark. Westchnęła głęboko, wtulając nos w jej włosy.
– Dzień dobry – mruknęła ciepło, głaszcząc ją po brzuchu. – Jak się czujesz dzisiaj?
Marta westchnęła znowu i wtuliła się mocniej w Olę, jednocześnie sięgając ręką do Kaji.
– Dobrze… i dziwnie jednocześnie. Czuję się taka… pełna. I szczerze mówiąc moja cipka jest troszkę obolała, ale to fobry ból.
Leżały we trzy przez dłuższy czas, przytulone w leniwej ciszy. Słońce powoli rozświetlało taras. Ola pocałowała Martę w kark, Kaja głaskała jej ramię, a Marta westchnęła znowu, zamykając oczy.
– Nie mogę uwierzyć, że to już koniec – powiedziała w końcu Marta cicho, westchnąwszy głęboko. – Jeszcze tydzień temu bałam się nawet rozebrać na plaży. A teraz… czuję się jakby to wszystko było częścią mnie.
Ola pogłaskała ją po brzuchu i pocałowała w ramię.
– Bo jest. Wszystkie się zmieniłyśmy. – Westchnęła i przytuliła się mocniej. – Ja też. Jeszcze na początku myślałam, że będę tą, która pilnuje porządku. A skończyłam… no, sama wiesz.
Kaja uśmiechnęła się i pocałowała Martę w ramię, a potem westchnęła cicho.
– A ja? Myślałam, że będę tą najdzikszą. I byłam. Ale najbardziej cieszy mnie to, że byłyśmy razem. Że mogłyśmy być sobą. Bez udawania. Bez strachu.
Marta kiwnęła głową, a w jej oczach pojawiły się łzy. Westchnęła drżąco i przytuliła się mocniej do obu dziewczyn.
– Ja najbardziej. Jeszcze kilka dni temu nie wyobrażałam sobie, że będę mogła tak otwarcie mówić o tym, czego chcę. A wczoraj… chciałam wszystkiego. I dostałam. I nie żałuję ani sekundy.
Leżały tak jeszcze chwilę, przytulone, czując ciepło swoich ciał. Ola pocałowała Martę w czoło, Kaja pogłaskała jej plecy, a Marta westchnęła głęboko, zamykając oczy.
W końcu wstały i przygotowały śniadanie na tarasie. Usiadły przy stoliku – nagie, jak zawsze – z kawą, owocami i jogurtem. Słońce przyjemnie grzało skórę.
– Co robimy dzisiaj? – zapytała Ola, nalewając kawy i westchnąwszy cicho.
– Myślę, że spokojnie – powiedziała Kaja, głaszcząc Martę po ramieniu. – Ostatnie opalanie, spacer po plaży, pakowanie. Chcę po prostu być z wami.
Marta kiwnęła głową i westchnęła.
– Ja też. Żadnych wielkich rzeczy. Tylko my.
Po śniadaniu dziewczyny siedziały jeszcze chwilę przy stoliku na tarasie, patrząc na morze. Słońce grzało przyjemnie, ale w powietrzu już czuło się lekki smutek. Ola westchnęła głęboko i odstawiła kubek.
– Chodźmy się przejść – powiedziała cicho. – Chcę ostatni raz zobaczyć wszystko.
Marta kiwnęła głową i wstała, biorąc Olę i Kaję za ręce.
– Ja też. Chcę zapamiętać każdy kąt.
Kaja uśmiechnęła się smutno i ścisnęła ich dłonie.
– No to idziemy. Razem.
Wyszły z domku i ruszyły znajomą ścieżką w stronę plaży. Słońce świeciło jasno, a morze było spokojne, jakby chciało pożegnać je łagodnie. Szły powoli, trzymając się blisko siebie. Czasem któraś zatrzymała się, żeby dotknąć sosny, spojrzeć na basen czy po prostu westchnąć.
Na plaży rozłożyły ręczniki w tym samym miejscu, gdzie spędziły tyle godzin. Marta usiadła między Olą a Kają i westchnęła głęboko.
– Pamiętacie pierwszy dzień? – zapytała cicho. – Bałam się nawet zdjąć stanik. A teraz… czuję się tu jak w domu.
Ola pogłaskała ją po ramieniu.
– Pamiętam. Byłaś taka nieśmiała. A dzisiaj… patrzę na ciebie i nie mogę uwierzyć, jak bardzo się zmieniłaś.
Kaja położyła głowę na ramieniu Marty i westchnęła.
– Wszystkie się zmieniłyśmy. Ja myślałam, że będę tą, która zawsze chce więcej. A okazało się, że najważniejsze jest to, że jesteśmy razem.
Leżały tak przez chwilę, patrząc na morze. Słońce grzało skórę, fale delikatnie uderzały o brzeg. Czasem któraś westchnęła, czasem pogłaskała drugą po ręce lub plecach. Nie było potrzeby wielu słów. Była tylko bliskość.
Potem ruszyły dalej – w stronę basenu. Tam usiadły na leżakach, wspominając pierwsze dni, kiedy bały się rozebrać. Marta roześmiała się cicho.
– Pamiętacie, jak się kłóciłyśmy, czy zostać, czy nie? A teraz… nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej.
Ola kiwnęła głową i westchnęła.
– Ja też. To miejsce dało nam więcej, niż się spodziewałyśmy.
Z basenu poszły do ogrodu. Spacerowały wśród kwiatów i palm, czasem zatrzymując się, żeby dotknąć liścia czy kwiatu. Kaja westchnęła głęboko.
– Będę za tym wszystkim tęsknić. Za tym poczuciem wolności. Za tym, że mogliśmy być nagie i nikt nas nie oceniał.
Marta przytuliła się do niej.
– Ja też. Ale zabieramy to ze sobą. W sercach.
W ogrodzie spotkały Laurę i Diego. Laura uśmiechnęła się ciepło i przytuliła każdą z nich.
– Dziewczyny… to już koniec? – zapytała miękko.
Ola kiwnęła głową.
– Tak. Lot po południu.
Diego uścisnął im dłonie.
– Było mi bardzo miło was poznać. Jesteście wyjątkowe.
Laura spojrzała na nie z dumą.
– Pamiętajcie – to, co tu przeżyłyście, zostaje z wami. Nie traćcie tego.
Pożegnały się ciepło, z lekkimi łzami w oczach. Potem ruszyły dalej – w stronę domku. Po drodze spotkały Lena i Michała. Michał przytulił Martę dłużej niż innych.
– Trzymaj się – powiedział cicho. – I daj znać, jak będziecie w Polsce.
Marta uśmiechnęła się, czując lekki ucisk w gardle.
– Na pewno.
W domku spakowały ostatnie rzeczy. Każda walizka przypominała im o czymś innym. Marta westchnęła, trzymając w rękach mały kamyk z plaży.
– Zabieram to ze sobą. Żeby pamiętać.
Ola i Kaja uśmiechnęły się i też wzięły po małej pamiątce.
Po spacerze i ostatnich pożegnaniach z miejscem dziewczyny wróciły do domku numer 12. Drzwi zamknęły się za nimi z cichym kliknięciem, a w środku zapanowała ciężka, nostalgiczna cisza. Słońce wpadało przez okna, oświetlając puste półki i porozrzucane rzeczy. Marta stanęła w progu i westchnęła głęboko.
– To już naprawdę koniec – powiedziała cicho, patrząc na walizki stojące przy łóżku.
Ola podeszła do niej i objęła ją ramieniem, przytulając policzek do jej głowy.
– Jeszcze nie. Jeszcze mamy kilka godzin. Chodźmy spakować resztę razem.
Kaja kiwnęła głową i otworzyła swoją walizkę.
– Tak. Razem będzie łatwiej.
Zaczęły pakować powoli, jakby chciały przeciągnąć każdą chwilę. Marta składała sukienki, które nosiła na plaży, i westchnęła, dotykając materiału.
– Pamiętacie, jak pierwszego dnia bałam się nawet wyjść z domku w pareo? A teraz… pakuję rzeczy, w których czułam się najswobodniejsza w życiu.
Ola uśmiechnęła się smutno, wkładając do walizki książkę, którą czytała na tarasie.
– Ja też. Jeszcze tydzień temu myślałam, że będę tą, która pilnuje, żeby wszystko było „normalnie”. A skończyłam… no, sama wiesz. – Pogłaskała Martę po plecach. – I nie żałuję ani sekundy.
Kaja pakowała kosmetyki i nagle zatrzymała się, trzymając w ręku mały słoiczek kremu do opalania.
– Ja też nie. Myślałam, że będę tą najdzikszą. I byłam. Ale najbardziej cieszy mnie to, że byłyśmy razem. Że mogłyśmy być sobą. Bez udawania. Bez strachu.
Marta usiadła na łóżku i westchnęła głęboko, patrząc na walizki.
– Ja najbardziej. Jeszcze kilka dni temu nie wyobrażałam sobie, że będę mogła tak otwarcie mówić o tym, czego chcę. A wczoraj… chciałam wszystkiego. I dostałam. I nie żałuję ani sekundy.
Leżały tak jeszcze chwilę, przytulone, czując ciepło swoich ciał. To był ich ostatni poranek w tym magicznym miejscu. Chciały go zapamiętać.
W końcu dokończyły pakowanie. Każda walizka przypominała im o czymś innym. Marta westchnęła, trzymając w rękach mały kamyk z plaży.
Kiedy walizki były spakowane, usiadły na chwilę na tarasie. Słońce grzało przyjemnie, a morze szumiało spokojnie w tle.
– Gotowe? – zapytała Ola cicho.
Marta kiwnęła głową.
– Gotowe.
Kaja westchnęła.
– No to idziemy.
Wyszły z domku, ciągnąc walizki. Po drodze spotkały jeszcze Laurę i Diego. Laura przytuliła każdą z nich mocno.
– Dziewczyny… dziękuję, że byłyście. To było coś wyjątkowego – powiedziała ciepło.
Diego uścisnął im dłonie.
– Trzymajcie się. I pamiętajcie – to, co tu przeżyłyście, zostaje z wami.
Pożegnały się z lekkimi łzami w oczach. Potem ruszyły w stronę recepcji, gdzie czekał transfer na lotnisko.
Droga na lotnisko minęła w ciszy. Dziewczyny siedziały z tyłu samochodu, trzymając się za ręce. Za oknem mijały ostatnie hiszpańskie pejzaże – palmowe aleje, błękitne niebo, biało-niebieskie domki. Marta opierała głowę o ramię Oli, a Kaja trzymała jej dłoń mocniej niż zwykle.
Na lotnisku wszystko odbyło się szybko. Odprawa, kontrola bezpieczeństwa, czekanie przy bramce. Nikt z nich nie mówił dużo. Czasem któraś westchnęła, czasem któraś poprawiła drugiej włosy albo po prostu ścisnęła dłoń.
Kiedy weszły do samolotu i usiadły we trzy w jednym rzędzie, Ola zajęła miejsce przy oknie, Marta pośrodku, Kaja przy przejściu. Marta od razu złapała obie za ręce.
– Trzymajcie mnie – szepnęła. – Boję się, że jak puszczą, to to wszystko zniknie.
Ola uśmiechnęła się delikatnie i pocałowała ją w skroń.
– Nie zniknie. Zabieramy to ze sobą.
Samolot oderwał się od ziemi. Przez kilka minut wszystkie trzy milczały, patrząc przez okno, jak Hiszpania powoli oddala się pod nimi. Morze błyszczało w słońcu, a potem zniknęło za chmurami.
Kaja pierwsza odezwała się, głosem cichym i trochę ochrypłym:
– Wiecie, co mi się najbardziej zapadło w pamięć? Ten pierwszy dzień. Jak stałyśmy w recepcji i nie wiedziałyśmy, czy zostać, czy uciekać. A potem… po prostu zostałyśmy.
Ola kiwnęła głową, wciąż patrząc w okno.
– Ja najbardziej pamiętam, jak Marta pierwszy raz rozebrała się do naga na plaży. Jak drżały jej ręce. A teraz… patrzę na nią i nie poznaję tej dziewczyny, która bała się nawet głośniej westchnąć.
Marta uśmiechnęła się lekko i ścisnęła ich dłonie.
– Ja pamiętam wszystko. Każdy dzień. Każdy orgazm. Każdy moment, kiedy czułam się wolna. I to, że zawsze byłyście obok. Nawet kiedy bałam się najbardziej.
Przez kolejną godzinę rozmawiały cicho, wspominając. Ola opowiadała o pierwszym razie z analem, o tym, jak bardzo bała się, a jak bardzo jej się podobało, kiedy już się rozluźniła. Kaja mówiła o orgii przy ognisku i o tym, jak bardzo podniecało ją to, że Ola i Marta patrzyły. Marta wspominała Michała – delikatnie, z lekkim rumieńcem, ale bez żalu.
– Nie żałuję niczego – powiedziała w pewnym momencie. – Ani jednej minuty. Nawet tych, kiedy bolało. Bo potem było… pięknie.
Ola pogłaskała ją po udzie.
– Ja też. I wiesz co? Boję się trochę powrotu. Boję się, że w Polsce wszystko wróci do normy. Że znów będziemy udawać, że jesteśmy „normalne”.
Kaja potrząsnęła głową.
– Nie wróci. Bo my już nie jesteśmy takie same. I nie damy się z powrotem zamknąć w starej skórze.
Samolot leciał przez chmury. Dziewczyny siedziały blisko siebie, czasem milcząc, czasem szeptiąc. Czasem któraś całowała drugą w ramię albo w dłoni. Nie było w tym nic erotycznego – tylko czysta, głęboka bliskość.
Kiedy kapitan ogłosił lądowanie w Warszawie, Marta westchnęła głęboko.
– Już?
– Już – odpowiedziała Ola cicho. – Ale to nie koniec. To tylko zmiana miejsca.
Samolot wylądował. Kiedy wyszły z terminalu, Warszawa przywitała je chłodnym, wilgotnym powietrzem. Szare niebo, zapach asfaltu i dźwięki miasta. Marta zadrżała lekko, nie tylko z zimna. Ola od razu zauważyła i objęła ją ramieniem.
– Chodźcie do mnie – powiedziała cicho, prawie szeptem. – Rodzice wyjechali na weekend. Dom jest pusty. Zostańcie. Jeszcze jedną noc. Nie chcę, żeby to się skończyło w drodze do domu.
Kaja spojrzała na Martę, potem na Olę. W jej oczach było zrozumienie i ulga.
– Jasne – odpowiedziała bez wahania. – Chcę. Bardzo chcę.
Marta tylko kiwnęła głową, czując, jak w gardle robi się jej ciasno. Nie musiała mówić nic więcej.
Taxi zajęło kilkanaście minut. W mieszkaniu Oli panował spokój i znajomy zapach. Zrzuciły buty, zostawiły walizki w przedpokoju i poszły prosto do sypialni. Nikt nie włączał światła. Ola otworzyła tylko lampkę nocną, która rzucała miękkie, ciepłe światło.
Zdjęły ubrania bez pośpiechu. Nie było w tym nic erotycznego na początku – po prostu chciały poczuć skórę na skórze, tak jak przez ostatnie dziesięć dni. Położyły się we trzy na dużym łóżku Oli. Marta pośrodku, Ola po lewej, Kaja po prawej. Przytuliły się mocno, splecione nogami i rękami.
Przez długą chwilę panowała cisza. Tylko oddechy i bicie serc.
W końcu Marta szepnęła, głosem trochę drżącym:
– Boję się, że jak jutro wyjdziemy stąd, to wszystko wróci do normy. Że znów będziemy udawać.
Ola pogłaskała ją po włosach i pocałowała w czoło.
– Nie wróci. Bo my już nie jesteśmy takie same. I nie damy się z powrotem zamknąć.
Kaja przytuliła się mocniej, całując Martę w ramię.
– Dokładnie. To, co przeżyłyśmy, zostaje w nas. I w nas trzech. Zawsze.
Zaczęły się całować – powoli, czule, bez pośpiechu. Najpierw Ola pocałowała Martę, potem Kaja dołączyła. Ręce poruszały się po ciałach delikatnie, jakby chciały zapamiętać każdy centymetr. Nie było w tym dzikości, która towarzyszyła im w Hiszpanii. Była tylko głęboka, spokojna potrzeba bycia blisko.
Ola zsunęła się niżej i zaczęła całować piersi Marty, jednocześnie głaszcząc Kaję po udzie. Kaja w tym czasie całowała Martę w usta, a jej dłoń powędrowała między nogi Oli. Wszystko odbywało się powoli, prawie ceremonialnie. Każdy pocałunek, każdy dotyk był pełen znaczenia.
Marta jęczała cicho, gdy Ola zaczęła lizać jej cipkę. Kaja przytuliła się do niej z boku, całując szyję i szeptając:
– Jesteś taka piękna… tak bardzo cię kochamy…
Ola nie spieszyła się. Lizała powoli, dokładnie, smakując ją, jakby chciała zapamiętać na zawsze. Kiedy Marta zaczęła drżeć, Ola wsunęła w nią dwa palce i kontynuowała. Orgazm Marty był cichy, ale głęboki – ciało napięło się, a z oczu popłynęły łzy. Nie ze smutku. Ze szczęścia i z ulgi.
Potem zamieniły się. Kaja położyła się na plecach, a Marta i Ola zajęły się nią razem – jedna lizała, druga całowała piersi i szeptała słowa miłości. Kaja doszła głośniej, trzymając obie za ręce.
Na koniec Ola. Marta i Kaja położyły się po obu jej stronach i jednocześnie pieściły ją – usta, ręce, język. Ola dochodziła długo, drżąc, z oczami pełnymi łez.
Kiedy ostatnie drżenia minęły, dziewczyny leżały w ciszy. Ola miała Martę wtuloną w jedno ramię, a Kaję w drugie. Ich ciała były jeszcze ciepłe, skóra lekko wilgotna, oddechy powoli się uspokajały. Za oknem szumiał deszcz, a w pokoju panowała miękka, złota poświata lampki nocnej.
Nikt nie mówił przez długą chwilę. Nie było potrzeby. Wszystko, co ważne, zostało już powiedziane ciałami, pocałunkami i łzami.
W końcu Marta odezwała się pierwsza, głosem cichym i trochę ochrypłym:
– Nie chcę spać. Boję się, że jak zasnę, to jutro wszystko będzie inne.
Ola pocałowała ją w czoło i pogłaskała po włosach.
– Będzie inne. Ale nie gorsze. Będziemy miały siebie. I to wystarczy.
Kaja przytuliła się mocniej, kładąc dłoń na brzuchu Marty.
– Dokładnie. Wspólne mieszkanie, wspólne poranki, wspólne noce. To, co zaczęło się w Hiszpanii, nie skończy się tutaj.
Marta westchnęła głęboko i zamknęła oczy.
– Dziesięć dni… – szepnęła. – Tylko dziesięć dni. A czuję się, jakbym przeżyła całe życie.
Ola uśmiechnęła się lekko, patrząc w sufit.
– Bo przeżyłyśmy. Inne życie. Wolniejsze. Prawdziwsze. – Zamilkła na chwilę, a potem dodała cicho, prawie do siebie: – Dziesięć dni, które zmieniły wszystko.
Kaja pocałowała ją w ramię.
– I dobrze. Nie chcę wracać do tego, kim byłam wcześniej.
Leżały tak jeszcze długo. Czasem któraś westchnęła, czasem któraś pogłaskała drugą po plecach albo pocałowała w skroń. Słowa stawały się coraz rzadsze, a cisza coraz bardziej spokojna.
W pewnym momencie Marta zasnęła pierwsza, wtulona w Olę. Potem Kaja. Ola została sama z otwartymi oczami jeszcze przez kilka minut. Patrzyła na dwie śpiące przyjaciółki i czuła, jak w piersi rozlewa się ciepłe, spokojne uczucie.
Wiedziała, że jutro będzie inny dzień. Że wrócą do rodzin, do planów, do rzeczywistości. Ale wiedziała też, że coś się na zawsze zmieniło. Że te dziesięć dni zostały w nich na zawsze – jak blizna, której się nie wstydzi, albo jak tatuaż, którego nigdy nie chce się usunąć.
Uśmiechnęła się lekko i zamknęła oczy.
Za oknem padał polski deszcz. W pokoju było ciepło. A one trzy leżały splecione, jakby nigdy nie miały się rozdzielić.
I tak właśnie miało być.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz