Kiedy byliśmy bogami II

Kiedy byliśmy bogami II1967


…Powinnaś przyjść, wiesz? - Sophie spojrzała na Leonię wyczekująco. Blondynka nie odpowiedziała, pogrążona we śnie. Właściwie, nie tyle śnie, co bardziej letargu, wypełnionym myślami o Daanie - Haaalooo… Ziemia do Lei…

   - Dokąd przyjść? - dziewczyna zamrugała ogromnymi oczami. Jej przyjaciółka westchnęła teatralnie.  

   - Do wspólnoty.  

   - Po co?  

   - Bo będzie fajnie, głuptasie - Sophie cmoknęła ją w policzek - Tylko ubierz coś "zrelaksowanego", dobrze?  

   - Jeszcze nie powiedziałam, że pójdę… - zawołała Leonia, lecz brunetka już jej nie słyszała. Dziewczyna wróciła do pokoju, przeglądając garderobę, w której nie znalazła nic, co Sophie uznałaby za odpowiednie. Żadnych sukienek, odkrywających pośladki, ani bluzeczek z materiałem ledwie wystarczającym na biust. W końcu poddała się, wybrawszy dżinsowe szorty z wysoką talią i skórzaną kurtkę pełną długich frędzli. Nie była pewna, czy rzeczywiście chce iść do słynnej ''wspólnoty'', choć od dawna usiłowano ją tam zaciągnąć.  

   - Dokąd zamierzasz pójść tak ubrana, młoda damo? - zapytała niespodziewanie Hela, z powodzeniem naśladując oburzony ton ich matki. Leonia aż podskoczyła.  

   - Jezu, Hela, nie strasz mnie!  

   - Buu - siostra rzuciła się na blondynkę, łaskocząc ją gwałtownie. Upadły ze śmiechem na łóżko - Idziesz z tymi dzieciakami, prawda?  

   - Zastanawiam się.  

   - Tylko wiesz, że oni wszyscy skończą w więzieniu prędzej czy później… Nie chcę, żebyś wylądowała tam z nimi… Nasz tata…  

   - Tak, wiem! Nasz tata jest ważny, a ty się o mnie troszczysz! Ale nie jestem dzieckiem i potrafię o siebie zadbać! - uniosła się Leonia. Nie lubiła, gdy ciągle traktowano ją podejrzliwie, mimo że nie dawała ku temu powodów. Uczyła się dobrze, nie kwestionowała autorytetów i generalnie zręcznie unikała "nastoletniego buntu".  

   - Jesteś dzieckiem, jeśli uważasz bandę tych dziwadeł za materiał na przyjaciół!  

   - Oni nie są bandą dziwadeł! A teraz wyjdź z mojego pokoju!  

   - Powiem mamie o twoich planach. Zobaczymy, co powie.  

   - Żmija! - krzyknęła Leonia, rzucając w siostrę poduszką. Pójdzie dziś do wspólnoty. Napotkamy sprzeciw pomógł podjąć jej decyzję. Założyła przygotowany strój i przejrzała się w lustrze. Odbicie nie zawiodło oczekiwań. Czuła wprawdzie lekki stres, bo przecież  zazwyczaj nie odsłaniała tyle ciała, szczególnie, że pod kurtką miała jedynie biały stanik. Wieczorem, wymknęła się oknem, unikając nieprzyjemnej konfrontacji z rodzicami i siostrą. Nigdy nie robiła czegoś takiego. Smak wolności, adrenaliny i ekscytacji rozpalił ją od środka. Ze śmiechem biegła uliczkami Amsterdamu aż do Leidseplein, dzielnicy pełnej nieznanych dziewczynie atrakcji. Zachłysnęła się kolorami, nocą, wszystkim, co dotychczas było skrzętnie przez nią omijane. Jak mogła tego nie widzieć? Wspólnotę oświetlały lampiony, tworzące magiczną atmosferę. Magiczna, tak, to było właściwe słowo. Jakby trafiła na karty baśni. Festiwal pełen światła i kolorów. Jakim cudem udało się wyczarować tę krainę niemal w samym sercu szarego miasta? Leonia nie wiedziała. Chciała jedynie dalej chłonąć ów  
widok. Nagle poczuła czyjąś obecność za plecami. Czyjeś usta błądziły po jej karku, czyjeś dłonie wsunęły się pod kurtkę, obejmując talię blondynki. Odchyliła głowę do tyłu, poddając się dotykowi zachłannych ust, które zjechały na szyję dziewczyny, podczas gdy odważne palce ruszyły w górę, ku miseczkom stanika.  

   - Witaj, piękna nieznajoma - wyszeptał nieco zachrypnięty, kobiecy głos, tuż przy jej uchu. Blondynka odwróciła się zaskoczona, stając twarzą w twarz z młodą dziewczyną o oczach złotych jak dwie monety i lisim uśmiechu na cienkich wargach - Jak ci na imię?  

   - Eleonora, ale wystarczy Lea… - odparła wciąż zaszokowana tym, co przed momentem zaszło. Nie chodziło o sam fakt pocałunku, ile o świadomość, że dziewczyna podnieciła blondynkę bardziej niż niejeden chłopak. Dziwne, wcześniej nie wyobrażała sobie bycia z inną kobietą. Miewała przeróżne fantazje, o których nie wypadało mówić, niemniej w głównych rolach zawsze obsadzała mężczyzn. Tymczasem serce waliło jej szybciej, oddech mocno przyspieszył i już sama nie wiedziała, co powinna zrobić - A ty?  

   - A ja? - szatynka uniosła figlarne brew, nie przestając się uśmiechać - Ja jestem zafascynowana.  

   - Niby czym? - prychnęła Leonia zakłopotana. Pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji.

  - Podobają mi się twoje włosy - nieznajoma okręciła jasny kosmyk wokół palca - Podoba mi się twoja skóra - nachyliła się i musnęła ustami obojczyk Lei, po czym wbiła w nią intensywne spojrzenie - A najbardziej podobają mi się twoje usta.  

   - Ale… - blondynce nie było dane dokończyć, bo dziewczyna łapczywie przywarła do jej warg. Historia pocałunków Leonii nie była ani długa ani ciekawa. Ot, kilka mokrych liźnięć za budynkiem szkoły, parę całusów skradzionych na wakacjach przez ładnego robotnika. Nic wartego retrospekcji. Tymczasem, to, co działo się obecnie, zapisywało się złotymi zgłoskami na kartach wspomnień. Rozgrzana pieszczotą zapomniała oddychać i w końcu zrozumiała znaczenie słynnego "do utraty tchu". Szatynka oderwała się od niej, a jej złote oczy pociemniały pożądaniem.  

   - Mów mi Tess - głos dziewczyny wydał się Leonii jeszcze bardziej schrypnięty niż wcześniej - Albo wiesz co? Nie mów. Nie mów nic. Tylko bądź ze mną, bo noc jest piękna, dobrze?  

   - Właściwie, szukam przyjaciółki… Pewnie mnie wypatruje i będzie zła, jeśli nie poświęcę jej czasu…

   - Hej, to jest wspólnota, więc wszystko jest tutaj wspólne. Ty, ona, ja, reszta… Wszyscy się dzielimy - Tess delikatnie pogładziła policzek blondynki - Jestem pewna, że nie będzie miała nic przeciwko, jeśli sobie ciebie pożyczę - złapała zębami płatek jej ucha - O ile się zgodzisz…  

    Szaleństwo. Tak mogła podsumować propozycję Tess. Zupełne, całkowite, totalne szaleństwo. Z drugiej strony… Noc w istocie była piękna, a ona sama płonęła nie tylko ciekawością. Spojrzała na szatynkę, która zapaliła skręta, przekrzywiwszy głowę niczym ptak.  

   - Zwrócisz mnie potem? - zapytała nieśmiało. Tess roześmiała się głośno, wydmuchując dym.  

   - Z odsetkami - podała jej używkę.  

   - Dziękuję, nie palę.  

   - Czas zacząć, słońce - włożyła bibułkę do ust blondynki. Ta zaciągnęła się nieumiejętnie i zaczęła krztusić - Ech… Dzieciaku… Jesteś jeszcze słodsza niż myślałam - mruknęła, popychając Leę na trawę. Miękkie źdźbła przyjemnie podrażniły jej skórę, a chłód bijący od ziemi wywołał dreszcz. Tess usiadła okrakiem na biodrach dziewczyny, obserwując ją uważnie, z nagłą powagą. Rozchyliła kurtkę, po czym wysunęła piersi młodziutkiej kochanki ze stanika. Następnie, niespiesznie zaczęła zataczać kciukami kółka wokół brodawek, które szybko stwardniały. Po chwili, do kciuków dołączył język. Lea wygięła się w łuk, zacisnąwszy dłonie na ramionach Tess. Przyjemność wypierała wahanie, wstyd oraz wątpliwości. Kiedy palce szatynki odnalazły drogę pod spodenki dziewczyny i dotknęły jej najwrażliwszego miejsca, Leonia nie potrafiła już powstrzymać jęku. Dla ścisłości, pierwszego z długiej serii.  

   - O boże… Lea? - wpół zaćmiona falą nowych doznań, z trudem zogniskowała wzrok na dwóch postaciach. Sophie i… Cholera! Daan.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • agnes1709

    agnes1709 · 7 września

    Tak urwać, no wiesz... I znów to powiem - za krótkie

  • kaszmir

    kaszmir · 1 września

    No proszę ciekawy zwrot akcji i wspólnota zaczyna się smakowicie. Po pierwszej części gusta się zmieniają, a końcówka zastanawiająca się robi. Co dwoje par oczu na to? Delikatnie choć z nutką spontanu napisana część i bardzo dobrze.  

    Pozdrawiam pięknie  

  • Duygu

    Duygu · 1 września

    Cieszę się, że jest kontynuacja, gdyż pierwsza część niesamowicie mi się spodobała. Zresztą, jak i druga    Zaskakująca akcja. Końcówka trochę mnie przeraża... Pytanie, czy jest się czego bać?...    Bardzo ładnie napisane, kochana    

  • AnonimS

    AnonimS · 31 sierpnia

    Czyzby Ciocia Leonia podejrzewana o lesbijstwo , tak zaczynala? . Dobrze ze nie porzuciłas myśli przewodniej i kontynuujesz . Zestaw na tak. Pozdrawiam