Inni - część 5

Maja usiadła przy barze i zamówiła sobie drinka. Dostała wychodne od męża i postanowiła się specjalnie nie oszczędzać. Poza tym miała mocną głowę, po studenckich imprezach nie widziała problemu w tym, żeby wyparadować z czyjegoś mieszkania o własnych siłach o piątej nad ranem.  
               Jej najlepsza przyjaciółka jak zwykle się spóźniała. Podejrzewała, że wpadnie do baru spocona i potargana wiatrem, jak zwykle, a i tak przyciągnie sporo męskich spojrzeń. Ona sama została mężatką dość szybko, bo obecny mąż parł do tego praktycznie od początku ich związku, więc nawet gdyby którykolwiek z panów obecnych w tym przybytku okazał się koneserem wysokich brunetek z dużym biustem i się za nią obejrzał, natrafiłby w końcu wzrokiem na obrączkę i szybko odpuścił. Zawsze tak było.  
- Cześć, kochana. Mam nadzieję, że nie czekasz za długo? - Alicja rzeczywiście wygladała, jakby przebiegła maraton.  
- Jak widzisz postanowiłam umilić sobie czas oczekiwania przystawką - wskazała ze śmiechem na stojący przed nią kieliszek białego wina z bąbelkami.  
- No i prawidłowo.  
Alicja zrzuciła kurtkę, przywiązała w pasie cienki wełniany sweterek wyszperany zapewne na vintage’owym markecie i usadowiła się na wysokim krzesełku. Barman już pospiesznie szedł w ich stronę.  
- To co z nim? Już mnie od rana boli głowa od tej całej presji - ponagliła Maja ze śmiechem. Oczywiście wiedziała, że chodzi o faceta. Znała wszystkie miłosne podboje przyjaciółki. Albo prawie wszystkie.  
I wiedziała, że największe miłości Ali, już od gimnazjum, trwały maksymalnie najwyżej miesiąc. Do tej pory rekordzistą był Sebastian z liceum, z którym spotykała się pół roku, i który zdołał złamać jej serce. Obgadywały go złośliwie do dziś.  
- Ma na imię Wiktor. Poznałam go dwa tygodnie temu...
- I jeszcze ci się nie znudził?  
- Przesadzasz... nie jestem aż taka bez serca.  
- Daję mu kolejne dwa tygodnie i powiesz: - tu zmieniła głos na niższy, żeby przypominał głos Alicji - „Wiesz, jednak to nie było to, trochę mi się znudził. Wróciłam na Tindera.”  
- Ten chyba jest wyjątkowy.  
- Przystojny?  
- Jest piękny. - tu dziewczyna zaczęła grzebać w telefonie. Niedawno przecież zrobiła Wiktorowi zdjęcie na wystawie w MSNie - Taki trochę Hugh Grant w „Notting Hill”, ale ładniejszy. Bez opadającej powieki. I ma ciemne oczy...
- Nie gadaj, pokazuj go.  
- No szukam...
- Nie ma go na Instagramie?  
- Jest, ale ma tam tylko swojego kota, takiego słodkiego, że nie wiem, i zdjęcia obrazów i, nie uwierzysz, plakatów propagandowych z PRLu.  
- Zawsze trafiasz na lekko zdziwaczałych. Szalony kociarz z sercem po lewej stronie.  
- Mam! - pstryknęła palcami i pokazała przyjaciółce zdjęcie na ekranie.  
- Taki... w twoim typie. - mruknęła na widok bruneta o chłopięcej urodzie i piegowatej twarzy, ubranego w czarny golf.
- Oj, zdecydowanie.  
- Czym się zajmuje?  
- Dział kreatywny w dużej agencji reklamowej. Do tego początkujący wegetarianin. I gra na pianinie, chociaż jeszcze nie słyszałam jak. - opowiadała podekscytowana.  
- A w łóżku?  
- Skąd wiesz, że z nim spałam? - dziewczyna niemal się oburzyła, ale jednocześnie miała na twarzy ten specyficzny uśmiech, który mówił, że od początku znajomości prawie nie wychodzą z sypialni.  
- Bo widzę po twojej minie. I cię znam. - zawsze trochę zazdrościła wyzwolonej seksualnie Alicji. Ona wzięła ślub z jedynym mężczyzną, z którym kiedykolwiek zrobiła coś więcej niż niewinne macanki na domówce. I niestety po prawie sześciu latach związku było bardzo nudno, bardzo rutynowo i bardzo schematycznie.  
- Szczerze? Z nikim mi chyba tak nie było. Jest namiętność, jest chemia, jest...  
- ...jest „jakieś pozacielesne połączenie dusz”? - zaironizowała Maja. Alicja czasami tak mówiła, co jak na początkującą terapeutkę brzmiało komicznie, jak żywcem wyciągnięte z „Cosmopolitana”.  
- Tak! Matko, z ust mi to wyjęłaś. No i najważniejsze, nie kończy w dwie minuty. I nie daje mi za bardzo spać...  
- To może rzeczywiście zabawi u ciebie dłużej niż kolejne dwa tygodnie. O ile nie znajdziesz sobie kogoś ciekawszego...
               Jak na zawołanie pojawił się nagle coś, co jeszcze w szkole nazwały „testem zakochania”. To było jak prosty test diagnostyczny - jeśli na horyzoncie pojawiał się potencjalnie interesujący chłopak, lub już w tej chwili mężczyzna, a im nie chciało się nawet na niego spojrzeć, rezultat był jasny. Maja musiała przyznać, że coraz częściej ostatnio oblewała, a obrączka zaczęła ją mentalnie uwierać.  
               Wysoki mężczyzna, mniej więcej w ich wieku, podszedł do baru od strony Alicji. Nie był może szczupłym, ciemnowłosym „wiecznym chłopcem” o delikatnej urodzie, których zawsze lubiła, ale Maja wiedziała, że jej przyjaciółka nie potrafi też pogardzić takim wielkim facetem o lekko rdzawych włosach, szerokich ramionach i aparycji wikinga. Pod opiętą koszulką rysowały się stalowe mięśnie. Ciekawskie spojrzenie niebieskich oczu taksowało małą blondynkę, jej wąską talię, szerokie biodra i wytatuowane ramiona.  
- Może macie ochotę przysiąść się do naszego stolika? - wiking śmiało położył dłoń na plecach Alicji - Przyjechał do mnie kuzyn z Kopenhagi, sam jestem z Poznania i krótko mieszkam w Warszawie. Szukamy kogoś, kto pokaże nam ciekawe miejsca w mieście.  
Spojrzała w stronę kuzyna z Kopenhagi. Brałaby bez zastanowienia. I jednego i drugiego. Drugi jarl wyglądał na trochę starszego, miał długie, jasne, prawie białe włosy, bujną, rudawą brodę i równie szerokie ramiona. Maja westchnęła ciężko i skarciła się w głowie. W domu czekał na nią Kamil i wspólny pies. Tymczasem Alicja odsunęła się od jego ręki jak rażona piorunem, chociaż zapewne w normalnej sytuacji zaczęłaby bezwstydny flirt z nieznajomym.  
- Wiesz co, długo nie rozmawiałyśmy. - uśmiechnęła się. Kłamstwo. Pisały codziennie, zdawały sobie relację z pracy, z tego, co jadły i wysyłały sobie memy i zdjęcia zwierzątek - Mamy sobie sporo do opowiedzenia. Może innym razem.  
- Może innym razem. - zgodził się mężczyzna i odszedł z kwitkiem.  
Alicja poczuła na sobie zdziwione spojrzenie.
- No co?  
- Hugh Grant z agencji reklamowej mocno zawrócił ci w głowie. Może w końcu zostanę świadkową... - przyjaciółka z niedowierzaniem pociągnęła łyk z kieliszka - Skoro odesłałaś Odyna do jego własnego stolika...  
- Czy ja wiem? Nie był kompletnie w moim typie. Ten drugi też nie. - kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo. Albo rzeczywistość zauroczonej kobiety.
- Przynajmniej mogłyśmy zobaczyć, jak się noc potoczy.  
- A Kamil...? - Ala nie moralizowała, nie pouczała. W swojej głowie napchanej mądrościami ze studiów psychologicznych wierzyła nawet, że zdrady, trójkąty i „zdrady kontrolowane” są naturalne, bo człowiek nie jest z natury monogamiczny. Była po prostu zdziwiona. Do niedawna Maja wzbraniała się przed przyznaniem, że podoba jej się aktor w filmie, jakby to mogło zranić jej męża.
- No tak... Kamil... - westchnęła kobieta i tęsknie spojrzała w kierunku dwóch barczystych blondynów.  

                                 ——

              Była lekko wstawiona, jak po co drugim spotkaniu z Mają. Nawet jak szły na kawę, albo tylko na obiad, to jeśli był piątek lub sobota, to w końcu był też drink. Albo trzy. Wyciągnęła telefon i zadzwoniła. Odebrał po kilku sygnałach.  
- Cześć, piękny. Śpisz?  
- Jeszcze pracuję. Jak mija wieczór? - miał taki radosny ton, że na sercu zrobiło jej się cieplej.  
- Właśnie wracam ze spotkania z przyjaciółką. Pojechała do siebie, a ja jestem w Śródmieściu. Chcesz zrobić sobie przerwę?  
- Właściwie już kończę. Gdzie jesteś?  
- Przy Muzeum Narodowym. Mogę złapać tramwaj i będę właściwie za chwilę. Jeśli chcesz.  
- Chcę. Bardzo chcę. - oczami wyobraźni widziała jego uśmiech.  

                                 ——

               Kiedy dotarła do jego mieszkania, przywitały ją „Fools Gold” The Stone Roses sączące się cicho z gramofonu i długie, gorące pocałunki.  
- Chyba nie wytrzymałabym do jutra.  
- Już właściwie jest jutro. - odparł, zsuwając z ramion dziewczyny dżinsową kurtkę - Zostaniesz do rana?  
- Zostanę tyle, ile będziesz chciał. - wypity alkohol krążył w jej żyłach, przez co pocałunki były dość niezdarne i natarczywe. Wiktor jednak nie narzekał. Chętnie chłonął każdy przejaw jej pożądania.  
- Skoro tak, to będziesz musiała się do mnie przeprowadzić.  
- Ej, w moich fantazjach, to ty się przeprowadzasz do mnie. A ja mieszkam w stumetrowym apartamencie przy Pałacu Kultury i żyję z psychoterapii gwiazd show-biznesu. - odpowiedziała szczegółowo, siadając przy stole na przeciwko jego prowizorycznego stanowiska pracy. Podrapała śpiącego na stole Tudora za uchem. Kot miauknął zadowolony.  
- I co dalej? - roześmiał się, składając laptopa.  
- I jestem twoją sugar mommy. Ale to jak już będę sławna i bogata.  
- Napijesz się czegoś? - spytał z rozbawieniem.  
- Wina.  
- Zrobię ci herbatę, mamusiu.  
- Możesz tak do mnie mówić dopiero wtedy, kiedy będę sławna i bogata - odwróciła się na krześle w jego kierunku. Siedziała po turecku, a skrzyżowane ręce położyła na oparciu - To będzie jak motywacja.  
- Nie powinnaś być do tego srebrną lisicą?  
- Mogę dla ciebie iść do fryzjera. Zostanę srebrną lisicą w ciągu jednego popołudnia.
- Chodziło raczej o wiek.
- Jakiej srebrnej lisicy utrzymankiem mógłbyś być w takim razie?  
- Muszę pomyśleć. To bardzo poważne pytanie. - odpowiedział, śmiejąc się przy tym tak, jak najbardziej ją to chwytało za serce.  
I rzeczywiście milczał przez chwilę, przygotowując dwa kubki zielonej herbaty.  W końcu odezwał się:  
- Wiem.  
- Dawaj.  
- Muszę zdecydować się na jedną?  
- Możesz podać trzy, ale zacznij od najlepszej.  
- W porządku. Maye Musk, jest piękna, wygląda na kobietę z klasą i miałbym znajomości. Helen Mirren, z wiekiem coraz atrakcyjniejsza, a do tego jest Rosjanką - jak moja mama, czułbym się jak w domu.  
- No widzisz, tego o tobie nie wiedziałam. Nowy fakt. - odparła, siadając już prosto, ale tym razem podciągnęła kolano pod brodę. Bezwiednie głaskała kota, który chętnie przewrócił się na grzbiet.  
- Coraz mniej przypominamy dla siebie postaci z seriali Netflixa, które tylko pracują i z kimś sypiają.  
- To jeszcze musisz wyjawić mi, czy kogoś zabiłeś i czy nie zamierzasz wydrukować jakichś pieniędzy.  
- To w drugim sezonie, moja droga. Trochę musisz ze mną pobyć. - postawił przed nią kubek z naparem lekko pachnącym jaśminem. Skorzystała z tego, że się pochylił, przyciągnęła go do siebie i pocałowała.
- A trzecia srebrna lisica?  
- Wybierałem między dwoma.  
- Musisz wymyślić trzecią. Takie są zasady.  
- Kto wymyśla zasady? - uniósł brwi, po czym jednak je opuścił i przewrócił oczami. - Ty, jak zwykle.  
- No nie udawaj, że tego nie lubisz...
- Nawet nie próbuję, proszę pani.  
- To co, bierzemy prysznic i idziemy do łóżka?  
- A herbata...?  
- Podgrzeję ci w mikrofalówce. Obiecuję, że warto będzie nawet pić zimną.  
- Skoro obiecujesz... - zgodził się z udawaną niechęcią. W rzeczywistości pragnął jej jak zwykle.  

                                 ——

                Alkohol nadal szumiał jej w głowie, ale ciepła woda zaczynała go powoli wypłukiwać. Zastępowało go za to inne upojenie, silniejsze i dużo bardziej obezwładniające. Obydwoje wiedzieli, że seks pod prysznicem chwalą tak naprawdę tylko ci, którzy nigdy nie uprawiali seksu pod prysznicem ryzykując przy tym życie, zdrowie i ciągłość kości. Zdrowy rozsądek nie zabraniał jednak się dotykać ani całować , więc robili to, a każde z nich wydawało się specjalnie przeciągać tę chwilę.  
               Jej dłoń wędrowała po jego plecach, zjeżdżając coraz niżej. Musiała przyznać, że Wiktor nadal miał ciało nastolatka - szczupłe, chociaż nie do przesady, może nawet lekko wysportowane, ale również nie do przesady, i gładkie, co bardzo lubiła. Pod palcami wyczuła jeden z tych seksownych dołeczków, które miał nad pośladkami. Drugą dłonią poszukała jego lustrzanego odbicia, leżącego równolegle po lewej stronie. Nie znała przyczyny, ale bardzo podniecał ją ich widok.  
               W końcu dotarła do niemal doskonałej pupy kochanka. Wygladała jak wzięta z renesansowej rzeźby. Dziewczyna zaczęła delikatnie zataczać na niej koła, rozchylając lekko, w końcu coraz mocniej, jego idealne pośladki. Poczuła, że napiera na nią silny wzwód. Sama zwilgotniała już do granic przyzwoitości. Może to była kwestia wypitych z Mają procentów, a może gorącej atmosfery w łazience. Mimo wszystko, robiło się coraz bardziej namiętnie.  
- Mamusia ma dziś ochotę robić z tobą bardzo niegrzeczne rzeczy... - szepnęła, gdy palcami zaczynała pieścić jego wejście. Zadrżał i westchnął głośno.  
- A czy nie miałem tak do ciebie nie mówić do momentu, kiedy...  
- Nie gadaj tyle. Sam chciałeś, żebym dzisiaj w nocy była twoją mamusią, więc nią będę. - czerwony rumieniec jak zwykle wystąpił na jego twarz, znów uśmiechał się rozbrajająco.  
Nabrała na palce dość sporo mydła w płynie. Pokonały ciasno zaciśnięte mięśnie, a ona przycisnęła usta do jego klatki piersiowej. Nagle poczuła, jak twarz mężczyzny przytula się do niej i chowa w zagłębieniu między szyją a ramieniem. Weszła głębiej i usłyszała jęk. Uwielbiała, kiedy jęczał, wzdychał i prosił.  
               Przyspieszyła ruchy i słyszała, jak przyspiesza oddech jej kochanka. Czuła, jak jego serce zaczyna uderzać z coraz większą częstotliwością. Pospiesznie zabrała palce.  
- Dla- dlaczego? - ton jego głosu był niemal rozpaczliwy. Jeśli liczył na orgazm, musiał poczekać.  
- Żeby na koniec było jeszcze lepiej... - pozwoliła mu oprzeć się o ścianę i dokładnie spłukała resztki mydła. Wyprowadziła go z kabiny. Był już w tym cudownym stanie, kiedy był podniecony i prawie bezwolny, wodził za nią wzrokiem niczym stęsknione szczenię.  
Wytarła ich wilgotne ciała ręcznikiem. Uważała, żeby nie zatrzymywać się w niektórych miejscach za długo, widziała, jak drży, kiedy przesuwała po jego skórze szorstkim ręcznikiem. Kiedy skończyła, pocałował ją. Długo, desperacko. W końcu oderwała się od niego i bez słowa zaprowadziła go do sypialni.  

                                 ——

               Pierwszy raz czuł się tak nagi i bezbronny. Nie chodziło o to, że nie miał nic na sobie - z tego powodu nie czuł wstydu. To, w jaki sposób pieściła go palcami pod prysznicem nie było problemem, bo przecież nie było niczym nowym - robiła to już podczas pierwszej wspólnej nocy. Wtedy jednak było inaczej, wystarczyło tylko, że odpowiednio szeroko rozchylił uda... Teraz zdecydowanie chodziło o pozycję, w której się znalazł, z twarzą ukrytą w poduszce, wysoko uniesioną pupą i wygiętymi plecami. Czy nigdy wcześniej nie był w takim położeniu? Oczywiście, że był. Ale nie był do końca pewny, czy chciał przyznać się Alicji do swojej najuleglejszej strony i do tych najbardziej wstydliwych fantazji. Czuł na sobie jej głodny wzrok i miał świadomość, że ogląda go teraz naprawdę dokładnie.  
              Kiedy umysł się wahał, ciało nadal było dość pewne swego. Dziewczyna musiałaby być ślepa, żeby nie widzieć, jak bardzo jest tą całą sytuacją rozpalony. Kiedy poczuł na sobie jej dotyk, przeszedł go dreszcz. Oczy wolał mieć zamknięte.  
- Trzęsiesz się. - zauważyła - Coś się dzieje?  
- N-nie. To nie tak... - chciał powiedzieć coś jeszcze, ale zaczęła go dotykać i odebrało mu mowę. Powoli znaczyła pocałunkami drogę po linii kręgosłupa, coraz niżej.  
- Powiedz, jeśli mam przestać.  
- Nie, proszę. - powiedział, łapiąc z trudem powietrze.  
- Ale pamiętaj, że masz powiedzieć, kiedy tylko coś będzie nie tak. - upewniła się. Naprawdę to doceniał, gdzieś z tyłu głowy. Był tak podniecony samym oczekiwaniem, że ciężko mu było to w ogóle rozważać. Obawiał się, że dojdzie, kiedy znów dotknie go swoimi miękkimi wargami.  
              Przez moment inicjatywę przejęły jej dłonie, dopiero wtedy poczuł jakie są gładkie i delikatne. To, że zamknął oczy i częściowo pozbawił się wrażeń wzrokowych, potęgowało odczuwanie dotyku. Mimowolnie zacisnął ręce na pościeli, kiedy jej palce powróciły do swojego zajęcia sprzed kilkunastu, może kilkudziesięciu minut, bezbłędnie znajdując jego męski punkt G. Wolna dłoń powędrowała w kierunku penisa, nie omijając uda, i zaczęła poruszać się wzdłuż trzonu niemiłosiernie powoli. Czuł, że drży, i że jęczy, ale nie potrafił, ani chyba nie chciał tego powstrzymywać.  
                Nagle pieszczoty na chwilę ustały, przez co dopiero poczuł, jak silną ma erekcję. Wydał z siebie przeciągły, pełen desperacji jęk. Po jej palcach została frustrująca pustka.  
               Pustka, którą po chwili zastąpił jej wilgotny język. Nie był to jego pierwszy raz, ale prawie zapomniał jak cudowne jest to uczucie. Do tego nigdy nie robiła mu tego kobieta, tak uważnie, tak delikatnie. Potraktowała jego wejście jak cipkę, lizała je z czułością, zaczynając od krocza, aż doszła do ciasnej, ale coraz bardziej otwartej dziurki. Był cholernie zawstydzony, a jednocześnie nie chciał, żeby przestała. Orgazm był już tak blisko, a on mógłby oddać się jej w pełni, jak tylko chciała, żeby w końcu mu go dała.  
              Wszystko jednak stało się dość nagle, w sposób, w jaki sam się nie spodziewał. Doszedł gwałtownie, z jękiem, brudząc pościel. Alicja nie musiała dotykać jego członka, sam też nie zdążył wziąć go nawet do ręki... Do tej pory nigdy mu się to nie zdarzyło...
              Zatęsknił za jej językiem w momencie, kiedy zniknął. Poczuł za to delikatnego, raczej pieszczotliwego klapsa na swoim bezwstydnie wypiętym tyłku.  
- To za to, że skończyłeś bez pytania. - wyszeptała do jego ucha i wyszła z sypialni.  

                                 ——

              Leżeli przytuleni do siebie tak ciasno, jak tylko to było możliwe. Wiktor wtulił głowę w jej brzuch, tuż pod piersiami, ona oplotła go nogami. Cały czas milczał, oddychał tylko głęboko, ale nadal chętnie odbierał jej delikatne pieszczoty. Domyślała się, że nadal był zaskoczony i zawstydzony, akceptowała to w pełni, ale odrobinę się martwiła.  
- Wszystko w porządku, kochanie? - szepnęła, przeczesując palcami jego włosy.  
- Więcej niż w porządku - powiedział w końcu. Spojrzał na nią zamglonym wzrokiem.
- Dobrze się czujesz?  
- Nadal mi w pewnym sensie... głupio, ale... W sumie, nie wiem, czy jest sens o tym rozmawiać.  
- Zawsze jest sens rozmawiać. I nie czuj się głupio z tym, z czym jest ci dobrze, dopóki nie ma tego w kodeksie karnym.  
- I... byłem chyba dość głośno.
- Co prawda, to prawda. Jęczałeś jak rasowa suka. - widziała, jak mocno zaczerwienił się na te słowa. O to chodziło. - Nigdy nie słyszałam czegoś bardziej podniecającego.  
W końcu się roześmiał. Lekko nerwowo, ale był już jakiś postęp. Zsunęła się niżej i pocałowała go.  
- Jeśli i tobie i mnie było dobrze. Nie trzeba tego rozważać. Poza tym... lubię twoją otwartość i to, jak reagujesz na to, co z tobą robię.
- Znamy się po prostu dość krótko, nie wiem, czy tak szybko powinienem się przed tobą otwierać ze wszystkim...  
- Dlaczego tak myślisz?  
- Boję się, że mogę cię stracić w pewnym momencie.
- Daj spokój. Przez co? Przez seks analny? Proszę cię... - potargała jego loki w pieszczotliwym geście - Mógłbyś mnie stracić, gdybym cię nie rozumiała... A ja naprawdę cię rozumiem. Tak przynajmniej sądzę.  
- Też mi się tak wydaje...
- Poza tym masz świadomość, że nie jesteś jedynym facetem, który to lubi, prawda? - dodała ze śmiechem.  
- Ubiegnę to, co chcesz powiedzieć i zaznaczę, że nie chce słuchać o twoich byłych, bo będę zazdrosny i zje mnie to od środka. - położył głowę na jej piersi, blisko wystających obojczyków. Alicja leniwie bawiła się jego włosami.
- Nie, raczej miałam na myśli, że natura zaprojektowała was tak, żeby to sprawiało wam przyjemność. Tylko jakieś śmieszne normy społeczne każą się tego wstydzić. I, gwoli ścisłości, z nikim wcześniej tego nie robiłam. Chociaż przyznam, że zawsze chciałam.  
- W takim razie... jak było?  
- Dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam. Z resztą, sam zobacz... - powiedziała, od razu umożliwiając mu dostęp do nadal mokrej i rozgrzanej cipki. Nagość bywała czasami bardzo praktyczna.  
- Całkiem zapomniałem, że została pani pominięta. - przesunął palcami między wilgotnymi płatkami. Dziewczyna niecierpliwie poruszyła biodrami.  
- Celowo się nie dopominałam. - spojrzała mu w oczy. Widziała w nich błysk i rozszerzone źrenice - Dzisiejszej nocy chodziło mi tylko o ciebie.  
Nie słuchał. Zanim się zorientowała, była już na dole, a on całował najpierw jej usta, później szyję. Przesunęła go więc bliżej i przytrzymała przy sobie udami.  
- Czekaj. - przerwał i przetoczył się na drugi koniec łóżka. Z szuflady wyciągnął prezerwatywę - Przepraszam za zabicie nastroju.  
- Zabiciem nastroju jest wygłaszanie przemowy o tym, że gumki są niewygodne i za małe.  
- Nie dam sobie wmówić, że to prawdziwe stwierdzenie. - mruknął i wrócił na swoje miejsce. Przyjęła go z powrotem z prawdziwą przyjemnością.  
- Zdziwiłbyś się. - uśmiechnęła się. Nie pozwoliła mu już mówić. Kolejne zetknięcie ust smakowało równie dobrze, co poprzednie.  
Wszedł w nią prawie do końca, płynnym ruchem. Dziewczyna wydała z siebie zadowolony pomruk i od razu przytuliła się mocniej.  
- Szybciej. - ponagliła po kilku powolnych ruchach, które tylko ją rozdrażniły, a nie przybliżały do upragnionego finału.  
- Chciałem to trochę przeciągnąć - pocałował kącik jej rozchylonych ust.  
- Jeśli to zrobisz... - złapała oddech - ...to zwariuję.  
Przyspieszył, wedle życzenia. Z satysfakcją słuchał jej westchnień i jęków, a kiedy po wszystkim spojrzała na niego swoimi jasnymi, błyszczącymi oczami, wydała mu się piękniejsza niż kiedykolwiek.  

                                 ——

               Przytuliła się do jego pleców. Naprawdę lubiła być dużą łyżeczką. Była przekonana, że zasnął, ale właśnie wtedy się odezwał:  
- Ala, śpisz?  
- Nie... co się stało? - zostawiła pospiesznego buziaka na szyi mężczyzny.  
- Jeszcze miałem ci coś powiedzieć, właśnie sobie przypomniałem...
Serce mocniej jej zabiło. Dlaczego dopiero teraz? O co mogło chodzić? Chciał jej powiedzieć coś ważnego i w końcu zdobył się na odwagę?  
- W takim razie słucham - ledwo wyszeptała z zapartym tchem.  
- Jeszcze Renée Zellweger.
- Że co?  
- No... miałem wymyślić trzecią srebrną lisicę. I wymyśliłem.  
- Serio, teraz mi mówisz, że przeleciałbyś Bridget Jones? Przecież ona nawet nie jest taka stara! - odwróciła się do niego plecami. Jakoś nie było to dokładnie to, co chciała usłyszeć. Może to i było niesprawiedliwe, może powinna brać pod uwagę, że zaczynała coś do niego czuć bez wzajemności, ale po okolicznościach i godzinie spodziewała się czegoś zupełnie innego.  
- A od kiedy ktoś może już być starą kobietą z młodym utrzymankiem?  
- Nie wiem, to ty wprowadziłeś kryterium wieku. Z resztą... idź spać.  
- Nawet nie dałaś mi uzasadnić - przytulił ją do siebie i pocałował ją w policzek. W odpowiedzi usłyszał jej śmiech, a po chwili trafił go celny cios poduszką.  
- Idź spać.  

(PS eksperymentujcie i bawcie się bezpiecznie, higiena to podstawa, nie róbcie ryzykownych rzeczy z ludźmi, których znacie dwa tygodnie.)

mariaantonina

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 4374 słów i 23874 znaków. Tagi: #femdom #gentlefemdom #gfd

6 komentarzy

 
  • nieopisana

    Miałam przeczytać jedną, ewentualne dwie części, ale nie potrafiłam przestać! Mimo wyraźnej dominacji jest, to napisane w tak subtelny sposób! Podziwiam i czekam na więcej 💗

  • Baba

    Zacnie napisane. Zacna opowieść. Dobrze się czyta. Brawo.

  • NagłySympatyk

    Bardzo mi się podoba kierunek w którym rozwija się romans naszej uroczej pary. Wstawionej Alicji przychodzą do głowy bardzo rozkoszne pomysły, a Wiktor nie umie, a nawet nie zamierza im sie opierać, bo jest grzecznym chłopcem. Trzęsie się i ulegle podporządkowuje się słodkiej, delikatnej dominacji swojej pani. Nic dziwnego że nie interesują ją duńscy neowikingowie. Chłopiec i mamusia pasują do siebie jak dwie krople wody, zwłaszcza gdy zaczynają wspólnie wrzeć podczas masażu prostaty i rimmingu.  
    Znowu przeczytałem z zapartym tchem i niesfornie sztywnym ciałem. Opowieść pięknie się rozwija i pewnie jeszcze spotkamy się z Mają. ;)

    PS. Wypraszam sobie te inwektywy w stronę seksu pod prysznicem! Autorka przenosi swoje irracjonalne lęki na bohaterów!

  • mariaantonina

    @NagłySympatyk lęki nie są irracjonalne! Łatwo jest się poślizgnąć, kogoś upuścić...  
    Znów bardzo mi miło słyszeć, że aż tak bardzo się podobało ;)

  • NagłySympatyk

    @mariaantonina Cała przyjemność po mojej stronie. Naprawdę dawno żadne opowiadanie nie trafiło tak bardzo w moje gusta, pani autorko. ;)

  • Somebody

    A co mam zrobić jeśli po lekturze twojego opowiadania mam nieodpartą ochotę robić same ryzykowne rzeczy z ludźmi, których znam 2 tygodnie??? :zakochany:

  • agnes1709

    @Somebody Do it! :D

  • Gaba

    @Somebody bo do tanga trzeba dwojga... Jest wola, trzeba czynić! Czyń więc, ja wójt wama to mówię!

  • mariaantonina

    @Somebody w zasadzie... póki nie sprawdzisz, to się nie przekonasz jak to jest ;)

  • NagłySympatyk

    Co za tempo, mariaantonina! Podręczę się chyba jeszcze chwilę, przeczytam i ocenię dopiero rano, ale czuję że za łatwo nie zasnę. Już myślę o tych wszystkich nasyconych pożądaniem dialogach i opisach, które na pewno zgrabnie napisałaś. :D

  • agnes1709

    👍👍👍