W objęciach światła – rozdział 21

W objęciach światła – rozdział 21Hayley

Po tym, co odwaliłam w klubie, chciałam dać Nickowi czas, żeby ochłonął. Alkohol uderzył mi do głowy jak nastolatce, ale miałam praktycznie pusty żołądek, bo ze stresu nie byłam w stanie niczego przełknąć. I chociaż Will zazwyczaj pilnował, żebym jadła, tym razem był u Emmy i nie mógł wciskać mi jedzenia na siłę. Może to i dobrze. Przynajmniej nie widział, w jakim stanie wróciłam do domu — a byłam zdruzgotana. Procenty dodawały mi odwagi w klubie i tłumiły ból, ale ten wrócił później ze zdwojoną siłą. Jak Nick mógł być dla mnie taki oschły i zimny, a innym rzucać swoje najlepsze uśmiechy? W dodatku na moich oczach. Wiedziałam, dlaczego tak się zachowywał, ale to wcale nie łagodziło ciosów. Uśmiechałam się, ale w środku rozpadałam się na kawałki.
Starałam skupić się na pracy, ale kiepsko mi to szło. Wszystkie mięśnie miałam spięte do granic możliwości, a joga przestała pomagać. Co ćwiczenia rozluźniły, nerwy na nowo spinały i czułam, że będzie tylko gorzej. Próbowałam poskładać się jakoś do kupy, ale nadzieja, która napędzała mnie do działania jeszcze kilka dni temu, gdzieś się ulotniła. Czujne spojrzenia Willa tylko mnie dobijały, a on sam wyglądał, jakby chciał pomóc, ale jednocześnie nie opowiadając się po żadnej ze stron.  
Nie pisałam ani nie dzwoniłam do Nicka. Nie chciałam dołować się jego oschłymi wiadomościami lub brakiem odpowiedzi. Poza tym, mógłby mnie zablokować. Nie zniosłabym, gdyby odciął się całkowicie. Nie wierzyłam też, że naprawdę wymieni zamki, bo ja miałam ten głupi zapasowy klucz, ale nie miałam ochoty przekonywać się, czy rzeczywiście to zrobił. Wystarczyło już, że ciemność pochłaniała mnie każdego dnia coraz bardziej i zaczynałam się obawiać, że kiedy w końcu pochłonie mnie całą, nie przedostanie się przez nią ani jeden promień światła.
***
Siedziałyśmy w trójkę z Gabriellą i Andreą na podłodze między poduszkami w mieszkaniu Andrei. Kevin nie dał rady wpaść, więc urządziłyśmy babski wieczór. Piłyśmy wino i jadłyśmy chipsy, nadrabiając zaległości. Było fajnie, udało mi się nawet trochę odprężyć, a przynajmniej do czasu, aż Gabi podniosła kieliszek w górę i oznajmiła:
— To moje ostatnie wino, dziewczyny! Od jutra nie piję!
— Zawsze tak mówisz — zaśmiała się Andrea.
— Nie, nie, tym razem to na serio. Chcemy mieć z Tomem dzidziusia, więc koniec z zabezpieczeniem i alko!
Prawie upuściłam swój kieliszek z winem. Opróżniłyśmy jedną butelkę i powoli kończyłyśmy drugą. Szumiało mi w głowie, ale nie aż tak jak w klubie u Nicka. Will dopilnował, żebym zjadła cały obiad. Mimo to łzy napłynęły mi do oczu. Nie chciałam poruszać tego tematu. A może chciałam, ale później, kiedy alkohol doda mi jeszcze trochę odwagi.
— Wow, Gabi. To super!
Gabriella wyglądała, jakby nie mogła się doczekać, aż będzie w ciąży, a Andrea cieszyła się razem z nią. Ja jakoś nie potrafiłam. Przez hipotetyczną ciążę i hipotetyczne dziecko Nick mnie zostawił. Myślałam tylko o tym, jak bardzo to bolało, zupełnie nie skupiając się na rozmowie dziewczyn. Odstawiłam kieliszek gdzieś na bok, ukryłam twarz w dłoniach i się rozpłakałam.  
— Hayley?
— Hayley, co się stało?
Więc im opowiedziałam. Wszystko. W międzyczasie Andrea podała mi chusteczki, a później mnie przytuliła, mówiąc cicho:
— Och, Hayley… tak mi przykro...
— Ja już nie wiem, co mam robić — jęknęłam.
— Olej go — odezwała się Gabriella, a ja odsunęłam się od Andrei.
— Co?
— Olej go. To tylko facet. Znajdziesz sobie lepszego.
— Gabi…
— To nie jest jakiś tam facet — oburzyłam się. — To ten właściwy. Nie chcę żadnego innego. Toma też byś olała i znalazła sobie lepszego, który da ci dziecko?
— Tak — odpowiedziała bez zastanowienia, a mnie zatkało. — Nie zrozum mnie źle, kocham Toma i chcę z nim być, ale dziecka chcę bardziej. Nawet jeśli miałabym być z nim sama, to i tak lepsze niż jakiś facet, który miałby decydować za mnie.
— To przytyk do Nicka? Bo sam zdecydował, co będzie dla mnie najlepsze?  
— Po co ci taki facet?
— Gabi — upomniała ją Andrea, ale ta mówiła dalej:
— Dziecko ci to wszystko wynagrodzi. Będzie cię kochać bezgranicznie, nie będzie wymyślać coraz to nowszych powodów, żeby z tobą nie być. Idź do banku spermy, wybierz sobie jakiegoś inteligentnego przystojniaka i dostaniesz swoje małe szczęście.  
Słuchałam jej i nie wierzyłam w to, co słyszałam. Ona nie rozumiała. Patrzyła na mnie przez pryzmat siebie, nie zauważając, że byłyśmy kompletnie inne.  
— Gabi, nie możesz mówić takich rzeczy… — zaczęła Andrea karcącym tonem.
— Nie jestem tobą i wątpię, że uśmiech dziecka mi wszystko wynagrodzi. To że ty traktujesz Toma jak ogiera rozpłodowego, nie znaczy, że ja też muszę sobie takiego znaleźć — powiedziałam urażona. — Ja nawet nie wiem, czy w ogóle chcę być w ciąży. To nie jest takie proste, jak ci się wydaje. Zapłodnienie in vitro to najłatwiejsza część. Najtrudniejsze jest donoszenie. Myślisz, że pieprzona endometrioza będzie tak wspaniałomyślna i obędzie się bez poronień i komplikacji?
— No dobrze. Nie twierdzę, że to będzie łatwe, ale na pewno będzie warto. A skoro tak bardzo chcesz faceta, to znajdź sobie kogoś nieskomplikowanego, kogoś, kto nie jest…
— Zepsuty? — wysyczałam.
— O, dobrze to ujęłaś.
— Gabi!
— Nick nie jest zepsuty! — Już nie chciało mi się płakać. Byłam wściekła. — Nie znasz go, nie masz pojęcia, przez co przeszedł, więc jakim prawem go oceniasz?  Kocham go i chcę z nim być, nawet bez dziecka. To się nazywa prawdziwa miłość, wiesz? Ale co ty możesz o tym wiedzieć, skoro byłabyś skłonna porzucić Toma dla lepszych plemników. — Wstałam i zaczęłam się zbierać.
— Hayley, co ty robisz? Zaczekaj… — Andrea też wstała, ale nie wiedziała, jak ratować ten wieczór. — Gabi, do cholery, powiedz coś.
— Ja przynajmniej wiem, czego chcę. Nie siedzę w kącie i nie ryczę, że nie wiem, co robić. Ja to po prostu robię. — Wpatrywała się we mnie, kołysząc winem w kieliszku.
— Zwariowałaś?
Chyba jeszcze nigdy nie było między nami takiego zgrzytu. Nie wiedziałam, czy to przez alkohol, czy zawsze taka była, tylko wcześniej tego nie zauważyłam. Byłam już gotowa do wyjścia, więc pożegnałam się z Andreą, a potem spojrzałam na Gabrielle.
— Macie z Nickiem coś wspólnego. Najwyraźniej oboje wiecie lepiej, co mnie uszczęśliwi, a co nie. — Po tych słowach po prostu wyszłam.
Nadal nie ochłonęłam, kiedy przekraczałam próg mieszkania. Will siedział z Emmą w salonie, ale nawet na nich nie spojrzałam. Nie przywitałam się ani z nimi ani z Milo. Poszłam prosto do swojego pokoju i trzasnęłam drzwiami. Słyszałam, że mnie wołali, ale chwilę później odpuścili. Nawet nie zapukali. I bardzo dobrze, bo nie chciałam kłócić się też z nimi. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić.  
Usiadłam przy biurku, włączyłam laptopa, wpisałam w wyszukiwarkę “endometrioza” i zaczęłam czytać. Całe mnóstwo cierpiących kobiet, a niektóre nawet niezdiagnozowane przez kilka długich lat. Większość dowiadywała się, kiedy nie udało im się zajść w ciążę i wtedy robiły badania. Jedna z kobiet dowiedziała się po porodzie, bo podczas cesarskiego cięcia ogniska endometrialne rozsiały się po organizmie — głównie do jelit. Drugiej wycięli lewy jajnik i jajowód, a później również prawy, zostawiając dosłownie strzępek jajnika, więc o dziecku mogła zapomnieć. Trzecia musiała mieć kilka operacji w ciągu trzech lat. Czwarta trafiła do szpitala z ostrym bólem brzucha, bo pękła torbiel, o której nie wiedziała, a podczas operacji okazało się, że ma zrośnięte narządy. Każda kolejna historia była straszniejsza, ale każda tak samo bolesna.  
Mogłam uznać się za szczęściarę? Bo nie miałam wcale tak źle jak inne? Bo miałam tylko jedną laparoskopię i leki póki co działały? Bo nadal miałam dwa jajniki?
Jednak były też pozytywne aspekty tych wszystkich historii. Bardzo dużo kobiet jednak zachodziło w ciążę i rodziło zdrowe dzieci. Były szczęśliwe i spełnione, pomimo poronień i nieudanych prób zapłodnienia in vitro, bo w końcu im się udało. Inne musiały się pogodzić, że nigdy nie zostaną matkami, ale starały się żyć pełnią życia. Nie pozwoliły dobić się chorobie. Jednak czytanie o tym wcale nie poprawiło mi humoru. Wręcz przeciwnie. Weszłam więc na Facebooka, żeby jakoś odciągnąć myśli, ale nawet tam wszystko kręciło się wokół dzieci. Na głównej pokazał mi się post z jakiejś strony o ciąży, bo ktoś z moich znajomych to skomentował. Zdążyłam przeczytać kilka pierwszych linijek: kobieta pisała, że zaszła w drugą ciążę, mimo że lekarz nie dawał jej na to szans, więc w końcu przestała się starać, pogodziła się z tym — a teraz nagle się udało i chociaż ona i jej mąż bardzo chcieli drugiego dziecka, to sytuacja się zmieniła. Ona nie wie, jak sobie poradzą, nie mają pieniędzy, mają problem z mieszkaniem i pracą, więc właściwie nie chce tego dziecka. Rozumiałam ją, poniekąd byłam w podobnej sytuacji, tyle że nie byłam w ciąży i nie musiałam panikować. Dużo osób pisało w komentarzach ciepłe słowa, oferowało pomoc w postaci ubranek i innych elementów wyprawki, ale znalazły się też kobiety, które pluły jadem. Jak śmiała nie chcieć tego dziecka, skoro inne bardzo pragnęły, ale nie mogły mieć? Jak śmiała pisać o tym w Internecie? Moja wściekłość wróciła, kiedy czytałam te komentarze.  
Więc ja mam mieć dziecko, bo ktoś nie może? Nieważne, czy tego chcę czy nie? Bo “dziecko to największy cud”? Bo wiele kobiet marzy o dziecku? Co to za pokrętna logika?  
Zamknęłam klapę laptopa z hukiem. Co to miało być? O co chodziło tym ludziom? Będą mówić mi, co mam zrobić ze swoją macicą? Od razu przypomniała mi się matka Patricii i jej gadanie, a potem Gabi ze swoimi mądrościami. Nikt nie będzie dyktował mi, jak mam żyć ani nie będzie za mnie decydował. Moje jajniki, moja macica i moje ciało. Zaczynałam dochodzić do wniosku, że chyba wcale nie chciałam zachodzić w ciążę ani rodzić dziecka. Jednak skoro już robiłam rozeznanie w Internecie, z powrotem otworzyłam laptopa i wpisałam w wyszukiwarkę “zapłodnienie in vitro koszty”. Zrobiło mi się słabo, kiedy zobaczyłam liczby. Nawet jeśli chciałabym, nie było mnie stać. Nigdy nie będzie. Jedna próba kosztowała zbyt dużo, a przecież jaka była szansa, że się uda? Bardzo mała. Ile takich prób musiałoby być? Co najmniej kilka. Skąd niby miałabym wziąć takie pieniądze, skoro jeszcze nie spłaciłam brata, a nie wiadomo, czy nie czekała mnie kolejna operacja?  
Nadzieja, którą zasiał niedawno Will, właśnie wyparowała.  
Co miałam teraz powiedzieć Nickowi?  



Nicholas

Od początku zmiany czułem spięcie mięśni, bo przeczuwałem, że w pewnym momencie Hayley nagle się przede mną pojawi i znowu będzie zamawiać drinki, byle tylko ze mną rozmawiać. Już chyba nawet by mnie to nie zdziwiło. Czekałem, ale się nie pojawiała, więc w końcu mogłem odetchnąć i skupić się na tym, co miałem robić. Nie miałem najlepszego nastroju. Wciąż bolała mnie głowa po ostatniej dawce alkoholu, a na dodatek straciłem przyjaciółkę.
Gdy Angelika pojechała, odczekałem pół godziny i zadzwoniłem do niej, chcąc się upewnić, czy dotarła do domu, ale nie odebrała. Po chwili przysłała mi smsa, że jest w mieszkaniu i żebym się nie martwił. Nie napisała nic więcej, a ja niczego nie odpisałem. Nie wiedziałem, jak powinienem się zachować. Jedyne, czego byłem pewny, to tego, że dalsza przyjaźń nie wchodziła w grę. Nie mógłbym być jej przyjacielem, gdy miałem świadomość, że była we mnie zakochana, a pewnie i ona teraz nie chciała mnie widzieć i przysparzać sobie więcej bólu po tym, jak ją odrzuciłem. Wcale nie chciałem tego robić, nie chciałem, by taka sytuacja w ogóle miała miejsce. Bolało mnie to, że była gotowa rzucić dla mnie wszystko. Że powtarzała, że nie chce dzieci, bo potrzebuje tylko mnie. Z jakiegoś powodu łatwiej było mi uwierzyć, kiedy mówiła to ona. Czułem, że nie kłamała, mówiła prawdę. Z Hayley było inaczej.  
Dawno nie czułem się taki… samotny. Mieszkałem sam, już nie byłem w związku, mój najlepszy kumpel miał dziewczynę, która zajmowała większość jego czasu, a moja przyjaciółka przestała nią być. Nie wiedziałem, co zrobić ze swoim życiem. Pozostawało mi tylko cieszyć się, że już jakiś czas temu podjąłem decyzję o wyprowadzce, bo tym razem nie zniósłbym mieszkania z Hayley po wszystkim, co się między nami wydarzyło.
Klub powoli pustoszał. Nie było już chętnych na drinki, dlatego sprzątałem i czyściłem blaty, czując piasek pod powiekami. Ból głowy nie odpuszczał. W pewnym momencie podniosłem głowę i myślałem, że miałem poalkoholowe halucynacje, więc musiałem zamrugać, ale Hayley naprawdę tam była, w sukience, którą chyba kiedyś z niej ściągałem… Wtedy, gdy wróciła pijana i chyba poznała Dereka. Czyli jednak wcale nie odpuściła, ale przyszła dopiero wtedy, gdy już kończyłem pracę. Nawet nie miałem siły się z nią kłócić.
— Hej. — Założyła kosmyk włosów za ucho. — Poczekam na zewnątrz, aż skończysz i tym razem porozmawiamy.
— Nie mam na to siły — rzuciłem sucho, nie przejmując się nawet jakimś powitaniem. — Źle się czuję. Jestem zmęczony.
— To będziesz słuchał.
— Czy nie możesz po prostu… sobie odpuścić?
— Nie, nie mogę. Czekam na zewnątrz. — I wyszła.
Miałem dość, ale co mogłem zrobić? Dokończyłem sprzątać, wziąłem płaszcz i wyszedłem. Moja głowa z wdzięcznością przyjęła chłodne powietrze, mimo że zobaczyłem Hayley, czekającą przy moim samochodzie. Nic nie mówiąc, otworzyłem go i wsiadłem za kierownicę, a ona od razu usiadła na fotelu pasażera. Odchyliłem głowę na oparcie i przymknąłem oczy, by choć na chwilę przestały mnie piec i szczypać.  
— Przemyślałam sobie parę rzeczy — powiedziała Hayley, do której najwyraźniej nie docierało, że byłem o krok od zaśnięcia. — Nie ma opcji, żebym pozwoliła dotknąć się komuś, kto nie jest tobą, nie mówiąc już o całej reszcie z tym związanej. Jeśli mam mieć dziecko, to w grę wchodzi tylko in vitro, a skoro tak… to dlaczego nie możemy być razem? Dlaczego nie możemy tego zrobić razem? Wybralibyśmy dawcę i mieli dziecko… Nie chcę być samotną matką, ale nie chcę też być z kimś innym. Chcę być z tobą. Nie wpadliśmy na to wcześniej, ale tak naprawdę to Will mi to podsunął…
“Dawcę”. Powoli otworzyłem oczy, przetwarzając to, co właśnie powiedziała. Faktycznie, nie pomyśleliśmy o in vitro, a już na pewno nie pomyśleliśmy, żeby zrobić to razem. Chyba automatycznie usunąłem siebie z tej sytuacji, w ogóle nie brałem pod uwagę swojego udziału. Nie czułem jednak entuzjazmu. Może to był wynik bólu głowy, tego, że ciężko mi się myślało, byłem wyczerpany, ale jakoś nie potrafiłem sobie tego wyobrazić. Chciałem, by Hayley miała biologiczne dziecko, ale… Miałaby je z innym facetem, a ja nie musiałbym go oglądać i przy tym być, bo wtedy łatwiej by było pozbyć się bólu i uczucia zazdrości. Nie wyobrażałem sobie wybierania dawcy. Miałem siedzieć obok, debatować nad tym, którego z tych płodnych facetów wybrać? Czuć się jak jebana porażka, bo ja nie byłem zdolny do zapłodnienia kogokolwiek? Na samą myśl czułem ból i zniechęcenie. To… nie byłoby moje dziecko. To byłoby jedynie dziecko Hayley i jakiegoś innego faceta, nawet jeśli nie byłby faktycznie ojcem, a jedynie dawcą nasienia — ale ja też nie byłbym ojcem. Byłbym tylko dodatkiem. Dziecko nie byłoby do mnie podobne i prawdopodobnie nie byłbym w stanie poczuć się jak jego rodzic. Czy byłbym w stanie je pokochać? Czy zniósłbym to, że Hayley spełniła swoje marzenie o posiadaniu biologicznego dziecka, ale ja nie?  
Nie odpowiedziałem, bo nie wiedziałem, co miałbym powiedzieć.
— Ale to nie wszystko — ciągnęła. — Sprawdziłam w internecie ceny takiego zapłodnienia i nie stać mnie. Nigdy nie będzie mnie stać. Jedna próba kosztuje za dużo, a na pewno na jednej się nie skończy. Dla was to jest takie proste — idź, znajdź sobie dawcę i miej dziecko, ale nie chodzi tylko o kwestie finansowe. Nikt nie myśli o tym, jak to naprawdę wygląda, ile trzeba prób, badań i tego wszystkiego, a i tak nie ma gwarancji, że się uda. Myślisz, że endometrioza odpuści i wszystko pójdzie gładko, ot tak? Myślisz, że zniosę nieudane próby i poronienia? Ja… nie dam rady. To dla mnie za dużo już teraz i nikt tego nie widzi. I nikt nie widzi też tego, że chociaż na zewnątrz się uśmiecham, to w środku… jestem wrakiem — westchnęła ciężko. — Mam dość tego, że wszyscy decydują za mnie, że wiedzą lepiej, co mnie uszczęśliwi, pomijając całkowicie to, że tkwię głęboko w ciemności. Ja chcę po prostu być szczęśliwa, a byłam szczęśliwa z tobą i tylko z tobą, więc niech to w końcu do ciebie dotrze. — W końcu na mnie spojrzała.
Obróciłem głowę i też na nią spojrzałem.
— Żartujesz sobie ze mnie? — zapytałem chłodno.
— Słucham? — Chyba nie takiej reakcji się spodziewała.
Teraz to sobie przemyślałaś? Teraz jesteś pewna, że potrzebujesz tylko mnie? — Byłem wściekły. Może nieracjonalnie, ale miałem to gdzieś. — Akurat teraz, po tym wszystkim? Przecież wiedziałaś o tym od tak dawna. Wtedy nie mogłaś się zastanowić i podjąć decyzji? Wiesz, co ja przeżyłem?  
— Więc to moja wina? To nie ja zerwałam, tylko ty. Zamiast razem zastanowić się nad sytuacją i poszukać wspólnie rozwiązania, wolałeś mnie zostawić!  
— Pytałaś, czy wykorzystałbym szansę na biologiczne dziecko! Nie byłaś pewna! — Tępy ból atakował także moje oczy i dudnił w środku czaszki. — Sama nie wiedziałaś, czego chciałaś. Odebrałem to jako prośbę, by pozwolić ci odejść!  
— Oczywiście, że nie byłam pewna! Nigdy nie sądziłam, że już teraz będę musiała decydować o czymś takim, a ty zamiast mi pomóc to ogarnąć, odciąłeś się. Gdybym chciała odejść, to bym to zrobiła albo powiedziała ci wprost. Oczekiwałam twojego wsparcia, a nie tego irracjonalnego poświęcenia, o które nie prosiłam. — Odwróciła wzrok, głęboko oddychając, jakby próbowała powstrzymać płacz.
— Wsparcia? — powtórzyłem. — Okłamałaś mnie po raz kolejny. Nic nikomu nie powiedziałaś. Skoro jesteś taka samowystarczalna, to po co ci ja? Przecież sama świetnie sobie radzisz, a już zwłaszcza z ukrywaniem ważnych informacji. A ty mi pomogłaś? Dla mnie to też było trudne, a przez twoje nachodzenie mnie, było jeszcze gorsze. Masz szansę, której ja nie mam i ją tak po prostu odrzucasz. Może niewielką, ale jednak! — Miałem dość, uruchomiłem silnik i zwolniłem hamulec ręczny, by ją odwieźć do mieszkania.
— O Boże, skończ już. Już nie mogę tego słuchać. Właśnie dlatego nikomu nie powiedziałam. To mnie przerosło i nie byłam w stanie nawet o tym myśleć, a co dopiero o tym rozmawiać, ale ty jak zwykle wiesz lepiej. I jeszcze masz mi za złe, że się nie poddałam? Że walczyłam o nas? Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy… — urwała, bo głos jej się załamał. Wzięła głęboki wdech. — Dlaczego nie rozumiesz, że nie chcę bez ciebie żyć? Dlaczego wszystko musi się sprowadzać do dziecka? Nie wszyscy marzą o tym samym. Mam mieć dziecko, bo ty nie możesz? Bo inne kobiety tego pragną, a nie mogą? Nie liczy się to, czego ja chcę?  
— A przyszło ci do głowy, że może ja już nie chcę z tobą być? — rzuciłem nagle, choć mówiłem to wbrew sobie.
— A nie chcesz?
— Popraw mnie, jeśli się mylę, ale ludzie w związkach powinni rozmawiać. I powinni być ze sobą szczerzy. Ty już drugi raz zataiłaś przede mną ważną rzecz. Mówisz, że oczekiwałaś wsparcia i tego, że pomogę ci przez to przejść, ale czekałaś do ostatniej chwili, by w ogóle mi o tym powiedzieć. Jesteś chora. — Zerknąłem na nią szybko, ale zaraz przeniosłem wzrok na ulicę. — Więc na pewno jeszcze nieraz pojawią się jakieś złe wiadomości i sytuacja się powtórzy. A ja mam dosyć tego, że ukrywasz przede mną najważniejsze rzeczy. Poza tym… nachodzenie mnie nazywasz walką? Nie szanujesz granic. Może potrzebowałem czasu i przestrzeni, ale miałaś to gdzieś. Bo liczy się tylko to, czego ty chcesz, kiedy ty jesteś na coś gotowa. Ja się nie liczę.
— Więc nie ma znaczenia, że nie byłam gotowa ci o tym powiedzieć? To nie jest tak, że wszyscy wiedzieli, a tylko ty nie. Nikt nie wiedział. Przykro mi, że sądzisz, że sytuacja się powtórzy… — Zamilkła, a potem nagle prychnęła. — Nie szanuję granic? Ja? Nie chodziłam za tobą po mieście, nie czekałam na ciebie w mieszkaniu, nawet nie pomyślałam o wykorzystaniu tego głupiego klucza. Byłam u ciebie raz i raz w pracy.  
— Byłaś dwa razy w pracy i w kawiarni, akurat uwierzę, że przypadkiem. A klucza nadal mi nie oddałaś.
— To jest nachodzenie? — mówiła dalej, jakbym wcale się nie odezwał. — Jak według ciebie wygląda walka? Miałam siedzieć cicho i czekać, aż łaskawie zmienisz zdanie? Zafiksowałeś się na tej jednej rzeczy i nie widzisz już niczego więcej. Chcesz czasu i przestrzeni? Proszę bardzo. — Akurat zaparkowałem przy chodniku pod starym mieszkaniem, więc Hayley nie czekała ani sekundy. Szybko odpięła pas i wysiadła, ale jeszcze się pochyliła, żeby powiedzieć: — Skończyłam z “nachodzeniem”. Skończyłam z tłumaczeniem ci wszystkiego w kółko, bo i ty i tak wiesz lepiej. Nie chcesz ze mną być? Okej, ale nie nazywaj tego poświęceniem, bo ci walnę. — Wyglądała na wściekłą, ale łzy płynęły jej po policzkach, rozmazując makijaż.
— Zajebiście — burknąłem pod nosem na sekundę przed tym, jak wściekle trzasnęła drzwiami. Od razu wyjechałem z powrotem na ulicę, kierując się do siebie, starając się nie myśleć o słowach Hayley, które nadal dźwięczały mi w uszach.
Już nie wiedziałem, co miałem robić. Nie myślałem jasno. Też byłem wrakiem i przestawałem nad tym panować.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4238 słów i 22946 znaków.

Dodaj komentarz