Siedmioramienna gwiazda cz 11

Niedziela zaczęła się ładnie. Mirosław, Janina i Eugenia przyjechali kilka minut przed dziewiątą. Zajęli dobre miejsca w ławkach. Dziewczyna miała spotkanie o jedenastej, więc nie musiała się spieszyć. Lubiła kościół. Była w kilku większych. Lubiła obrazy, witraże, a szczególnie kadzidła.
Wiedziała, że dzisiaj nie waźmie komunni. Wcześniej nigdy by tego nie zrobiła. Jednak czekała na kazanie. Wszystko inne było podobne. Modlitwy, dzwonki jak i cały rytułał. Zawsze identyczny. Nigdy nie kwstionowała niczego. Wiedziała, że we wszystkich kościołach jest ustalony porządek. To rozumiała. Wiedziała, że tak musi być. Wszędzie gdzie jest dużo ludzi, muszą być prawa. Ludzie nie są gotowi by działać naturalnie. Potrzebują praw. I sił, które te prawa egzekwują. Zaczęła myśleć o ojcu. Poparł ją wczoraj, chociaż nie wiedziała o czym rozmawiał z mamą. Co na to wpłynęło? Zaczęła myśleć o Piotrze. Nawet dla niej był dziwny. Wiedziała, że wierzy w Boga, ale nigdy nie widziała go w kościele. Kiedyś zapytała go o to. Po tej rozmowie trochę się od niego odsunęła. Wspomniał coś o instytucji kościoła i że ksiądz Bogusław popełnił wielką pomyłkę i trwa w niej nadal. Dziewczyna nie chciała słuchać dalej.  
A dzisiaj ma iść wraz z Moniką do niego. Nie wiedziała co będzie.
Nie skupiała się na niedzielnych rytułałach, czekała na kazanie.
Bogusław zaczął o tym, co się dzieje obecnie. O młodzieży. O internecie. O pułapkach, które czychają na ludzi po drodze. Podkreślał ważność rodziny i położył nacisk na połączenie z kościołem.
— Nie tylko moda i współczesne zdobycze techniki odciągają ludzi od prawdy, którą głosi kościół. Szatan ubiera różne maski. Najbardziej niebezpieczne są miejsca, które nauczają o Bogu i Najświętrzej Maryji inaczej niż kościół. Ludzie są słabi. Ponieważ usłyszeli o złych kapłanach, którzy dopuszczali się różnych przekroczeń, opuszczają łono Kosioła i dają się zwieść wilkom w owczych skórach, głoszących inną ewangelię niż głosi stolica Piotrowa. W naszym mieście są takie sekty, które odciągają ludzi od prawdziwej wiary. Potępiają sakramenty spowiedzi i chrztu.
Eugenia poczuła mrówki. Była pewna, że to co stało się w czwartek wieczorem, pochodziło od Boga. Monika mówiła o chrzcie. Skąd ksiadz o tym wie i mówi właśnie o tym? Mówi tak, jakby mówił do niej. W pierwszej chwili chciała wstać i wyjść. I kiedy zamierzała to zrobić, poczuła jak ojciec dotyka jej dłoni.
— Zaczekaj, to już wkrótce się wyjaśni.
Poczuła niesamowite zdziwienie. Jak ojciec mógł wiedzieć, że ona chce wyjść? Jak? Doczekała do końca. Rodzice poszli do komunii. Kilka oczu zatrzymała się na jej postaci, jakby pytali.
Co zrobiłaś, że nie jesteś godna by przyjąć Ciało Chrystusa?
W końcu msza się skończyła. Po jakimś czasie ksiądz Bogusaw wyszedł i rozmawiał ze swoimi parafianami. Podszedł również do nich.
— Witajcie moi drodzy. Miło was widzieć. Ale co się stało, moje drogie dziecko, że nie wzięłaś komunni?  
— Wole o tym nie mówić, proszę księdza.  
— Ojcze Bogusławie, mam pytanie — rzekł Mirosław.
— Słucham Mirosławie, chętnie odpowiem zgodnie z moją wiedzą.
— Jakie jest stanowisko kościoła do darów Ducha Świętego?
— Och, mój drogi Mirosławie. Jak najbardziej pozytywne. Aczkolwiek takie sytuacje muszą być dokładnie przebadane. Przeważnie idą za tym w parze, charyzmaty. Są one łaską Duch Świętego i pośrednio lub bezpośrednio służą Kosciółowi.
— Czy takie jest stanowisko Episkopatu czy też stolicy Piotrowej?
— Ojciec Święty wielokrotnie podkreślał w swoich encyklikach...
— Przepraszam, czy ksiądz czytał Pismo Święte?
Bogusław spojrzał ze zdziwieniem na Eugenię.
— Co też za pytanie, moje dziecko.
— A czytał ksiądz Mateusza 23, 9?
— Och drogie dziecko, to wyrosło z tradycji chrześcijańskiej...
— Jak i to że Maria została wzięta z ciałem i krwią do nieba, tak?  
— Co też cię napadło, moje drogie dziecko...
— Nie jestem ksiedza dzieckiem. Idę dzisiaj zobaczyć Piotra Parysa, pamięta go ksiądz?
— In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti — powiedział ksiądz Bogusław i wykonał znak krzyża.
— To pochodziło od....
— Jeszcze jedno słowo i będzie za późno, Bogusławie — powiedziała Eugenia i odeszła.
Rodzice patrzyli za córką. Ksiadz Bogusaw stał blady.
— Co się stał, proszę ksiedza? — zapytał Mirosław.  
— Ten chłopiec...
— On chodzi z naszą córką do klasy, o co chodzi? — kontynuował Mirosław.
— Bardzo poważna sprawa, muszę iść. Wybaczcie.
Ksiadz Bogusław oddalił się w pośpiechu.
— Mirek, coś nie tak z nasza córką. Jawnie krytykuje ojca Bogusława. Co jej się stało? Mówiłeś mi wczoraj, ale tak nie może być!
— Tak, kochanie. Wszystko się wyjaśni jutro, a w przyszłą niedzielę wielu się zdziwi.

Eugenia szła i rozważała swoje słowa. Wiedziała, że coś się z nią dzieje. Poprzednio powiedziała coś mamie, co wygladało na objaw braku respektu i wychowania. Dzisiaj się to powtórzyło. Nie miała pojęcia dlaczego. Nie wiedziała co ksiądz Bogusław chciał powiedzieć i nie miała pojęcia co by się stało, gdyby jednak powiedział co zamierzał*. Po kwadransie doszła na miejsce spotkania z Moniką. Zobaczyła jak dziewczyna wychodzi z nowego SUV.
— Cześć — powiedziała.
— Witaj, siostro. Co się stało?
— Nie wiem. Wczoraj zrugałam mamę, dzisiaj zachowałam się podobnie w stosunku do księdza.
Opowiedziała jej wszystko.
— Powiemy Piotrowi, może on nam wyjaśni.
— Właśnie. Powiedziałam coś księdzu o czym nie mam pojęcia. Coś się między nimi stało. Bardzo dziwne. Myślę też o Sławku. Jest miły, a z drugiej strony mam złe odczucia. Nigdy się tak nie czułam.
— Nie wyglada to na zbieg okolicznosci o czym ten ksiądz mówił. On mówił do ciebie! A co ty na to?
— Czytałam wszystko co mi powiedziaś. Ksiądz powiedział, że Dary ducha służą kościołowi. A ja czuję inaczej.  
— Dobrze czujesz. Chodźmy.
Po kilku minutach doszły do domu Piotra. Otworzył im drzwi.
— Usiądźcie, zrobię herbaty i dam ciasto. Mama zrobiła dobry placek z morelami.
Dziewczyny siedziały na kanapie, która pamiętała lepsze czasy. W pokoju wisiał portret Chrystusa. Cały pokój był bardzo skromny. Piotr przyniósł ciasto i herbate w kubkach.
— Monika mi wszystko powiedziała. Czy jesteś gotowa ochrzcić się w imię Pana?
— Tak.
— Czy wiesz jak to się odbędzie?
— Nie wiem.
Piotr się roześmiał.
— Duch udzielił ci daru proroctwa, a nie dał ci wiadomości o chrzcie. Jezus ma poczucie humoru. Zostaniesz zanurzona całkowicie w wodzie przez starszego w zborze.
— Nie jesteś Światkiem Jehowy, broń Boże?
Piotr znowu się uśmiechnął.
— Broń Boże, nie. Dostaniesz białą, lnianą suknię. Jeżeli nie chcesz zamoczyć bielizny, dostaniesz nową bawełnianą.  
— A Monika?
— Ona będzie ochrzczona razem z tobą. Skoro Pan dał wam ducha, nie możemy wam szczędzić wody.
— My? Ksiądz dzisiaj mówił o innych sektach.
— Tak, wiem co mówił. On też walczy.  
— Skąd wiesz co mówił, przecież nie byłeś tam?
— Widzisz Eugenio, tym światem rządzi siła, której nikt nie jest w stanie zaszkodzić. Nie trzeba być, aby wiedzieć.
— Powiedziałam ksiedzu o tobie, ale nie wiem co się stało między wami. On bardzo ostro zareagował.
— Jesteś wierząca i otrzymałaś dar ducha. Powiem ci, bo też jesteś wybrana. Kilka lat temu pomogłem żebrakowi, którego moi koledzy obrzucili gruszkami. Dałem mu kanapki i przyniosłem koc. Kiedy przyszedłem następnym razem był tam ktoś inny. I ten człowiek powiedział mi, , Co uczyniłeś jemu, mnie uczyniłeś. To cytat z Nowego testamentu.
— Jak wyglądał ten człowiek?
— Tak jak na tym obrazie. To był Jezus. Powiedziałem o tym rodzicom i księdzu. A on zabronił mi o tym mówić.  
— To był naprawdę Jezus?
— Tak. Od tamtej chwili jest ze mną bez przerwy, nawet teraz.  
— Czemu go nie widzę?
— Zobaczysz go już wkrótce. Oczami serca.
Po kilku minutach wyszli. Coś sprawiło, że miedzianowłosa szła przodem.
— Piotr, wiesz kim byłam. Dlaczego spotkała mnie taka nagroda? Jestem wolna i szczęśliwa, mam nową rodzinę. I wiem co się stanie w poniedziałek. Dlaczego nie mogę jej powiedzieć?
— Pan czasem sprawdza naszą wiarę. Ale powiem ci dlaczego tobie się to stało.
— Powiedz, bo nie wiem.
— Ludzie czasem myślą, że Bóg chce żeby go prosić. Ale on najbardziej lubi jak się go zmusza.
— To niemożliwe! Co ty mówisz?
— Tak jest, jeżeli ktoś nie wierzy. Wówczas to obraza, ale kiedy wierzysz jest inczej. Powiedziałaś mu wówczas: daję ci ostatnią szansę, pamiętasz?
Monika spojrzała na niego przerażona.
— Skąd wiesz?
— Powiedział mi. Widzisz to jest łańcuch. Róża dostała polecenie i je wykonała. Ty poszłaś i uratowałaś jej życie, a on uhonorował twój rozkaz. Postapiłaś jak Izaak. On walczył z Bogiem i nie chciał go puścić, aż nie otrzyma błogosławieństwa. On zawsze działa identycznie. Zawsze.
— Czy Eugenia zwycięży?
— Nie mogę ci powiedzieć, dostałem polecenie jak ty i jak ty muszę milczeć.  
Dochodzili do dużego domu. Była tam ogród i basen.
— To tu. Tu wielbimy Pana.  
Po chwili Piotr zapukał do drzwi, mimo że był tam dzwonek.
Otworzył mężczyzna około czterdziestoletni.
— Witajcie w naszym domu. Mam na imię Grzegorz, a to moja żona Julia.
Grzegorz miał brązowe włosy i ciemną karnację, przypominał z urody południowca. Julia była smukłą kobietą, może kilka lat młodszą od męża. Miała długie, prawie do pasa włosy, jaśniejsze od włosów Moniki. Co zauważyła Eugenia, kobieta nie miała makijażu. Po chwili pojawiła się trójka dzieci.
— To nasze pociechy. Najstarszy, Szymon ma czternaście lat, młodsza dziewczynka jest Kasia i ma dziewięć, a starsza Dorota ma dwanaście.  
Szymon przypominał ojca. Dorota miała śliczne złote włosy, nawet dłuższe niż matka i piękne błękitne oczy. Kasia przypominała Eugenię. Jej włosy były miedziane, lekko faliste. Miała wielkie, piękne zielone oczy. Od razu przylgnęła do Eugeni.
— Wyglada jak ty — uśmiechnęła się Julia — proszę, wejdźcie dalej.  
Mieszkanie wygladało przestrzennie. Na ścianach wisiały obrazy. Kwiaty, krajobrazy. Eugenia dostrzegła identyczny portret jaki widziała u Piotra, przedstawiający Jezusa. Usiedli.  
— Julia zaraz zrobi herbatę i poda ciasto, a potem was ochrzczę. Piotr opowiedział nam wszystko. Dzieje się podobnie jak w czasach apostołów. Pan zsyła Ducha, a dopiero chrzci wodą.  
Po chwili Julia przyniosła ciasto.
— Nie ścinacie włosów?
— Trzymamy się poleceń słowa. Poza tym to uroda dla kobiety.
— To prawda. Ja mam do połowy pleców. Większość kobiet ścina krótko.
Dziewczynki popatrzyły na Monikę. Ale ona się tylko uśmiechnęła.
— Może powinnaś zapuścić jak ja, będziesz się wówczas bardziej podobać Panu — powiedziała Dorota.
— Dorotko, proszę nie zwracać uwagi gościowi. To nie grzecznie.
— Ja tylko powiedziałam, co jest pożyteczne.
— Dobrze, że się troszczysz o to, kochanie, ale powinnaś też bardziej uważać co sam robisz. Moje włosy wszyscy widzą jakie są, a to co ty robiłaś wczoraj, wie tylko Pan.
Dorota zrobiła wystraszoną minę.  
— Przepraaszam, już tak nie zrobię.  
Pobiegła do pokoju.
Julia i Grzegorz popatrzyli na Monikę.
— Coś wiesz?
— Tak, ale jest już dobrze. Widzicie jak jest. Wam się zdawało, że ona była nie grzeczna. A dzięki temu, że to powiedziała, Pan mi coś objawił dla jej zbudowania.  
— Jak to jest, Moniko? Kiedy poznaliśmy Piotra, trudno było nam uwierzyć, że widział Pana. A teraz ty. My z mężem jesteśmy długo w wierze, ale nic nam się takiego nie przydarzyło. Czy sądzisz, że mamy mało wiary?
— Ja nie wiem. Eliasz został wzięty na ognistym rydwanie, a Elisza który dokonał dwa razy więcej cudów niż Eliasz, zachorował i umarł. Nie jestem większa przez to, że otrzymałam dar języka i proroctwa.  
— Dobrze, jesteście gotowe? Żona ma dla was ubrania.
Dorota wróciła i usiadła obok kolan Moniki
— Przepraszam.  
— Nic się nie stało, kochanie.  
— Sądzisz, że Pan Bóg mi wybaczy, co zrobiłam?
— Tak, mi wybaczył coś dużo gorszego.
— A co robiłaś?
Rodzice popatrzyli błagalnie na Monikę.
— Jak będziesz starsza i będziesz nadal chciała wiedzieć, to ci powiem. Teraz nie mogę.  
— Rozumiem. Nie mam dużo koleżanek, bo jestem inna. Czy zostaniesz moją przyjaciółką?
— Jeżeli będziesz bardzo chciała, to zostanę.
— Bardzo chcę — szepnęła Dorota  
Objęła nogi Moniki i położyła głowę na jej kolanach.
— Później spędzimy trochę czasu, teraz mam się wykąpać.
— Masz się ochrzcić, to nie to samo.
— Wiem, tylko żartowałam.
— Nabrałam się, jestem gapa.
Dziewczyny wstały i udały się z Julią.
— To nasza grupa powiekszyła się dzisiaj o dwie osoby — rzekł Grzegorz.
— W krótce przybędzie piątka, a potem jeszcze kilka osób, więc będzie mało krzeseł.
— O! Skąd wiesz?  
Piotr tylko się uśmiechnął.
— Cały czas jest z tobą, prawda? Co za łaska!
— Z tobą też jest, wierz mi.  
Po chwili Monika i Eugenia weszły przebrane w białe, grube suknie sięgające aż do ziemi.
— Jesteśmy gotowe.  
Wszyscy się zgromadzili przy basenie.
Po chwili Grzegorz i dziewczyny weszli na płytką wodę. Mężczyzna coś do nich mówił.  
— Zgodnie z poleceniem Pańskim dokonam aktu chrztu. Która z was chce pierwsza?
— Ja mogę — powiedziała Monika.  
— Położę rękę w okolicy pasa i łopatek, proszę, zatkaj nos. Oto chrzcę cię Moniko w imieniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa.  
Po chwili Grzegorz zanurzył ciało Moniki w wodzie. Po chwili wypowiedział te same słowa i ochrzcił Eugenię. Trójka chciała wyjść z wody, gdy nagle twarz Piotra się nieco zmieniła i rzekł.
— Tak mówi Pan. Dlatego, że z odwagą nie wachałaś się odważnie gosić moje słowo i ja bronić cię będę, Eugenio. Niech się nie zatrwoży serce twoje w chwili próby.
Nastąpiła cisza. Serce ścisnęło się w Monice, bo wiedziała jak ciężka ta próba będzie.  
Trwało to kilka minut zanim dziewczyny osuszyły się i wróciły do reszty. Pan domu przybył do salonu dwie minuty przed nimi.

* Te i inne opisane przypadki pochodzą z bezpośrednich doświadczeń autora.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i szkolne, użył 2587 słów i 14702 znaków, zaktualizował 30 lis 2017.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Duygu

    Ciekawa część  :yahoo: Oooo, Eugenia, taka "cicha woda brzegi rwie"   ;)  Świetnie, zaskoczyła mnie. Piotr jaki miły człowiek, chyba jako jedyny w tym opowiadaniu wie czego tak naprawdę chce, a wszystko dzięki Panu. Haha, Dorota mnie rozbawiła z tą długością włosów  :rotfl: Łapeczka w górę, wspaniale!  :bravo:

  • AnonimS

    Nieopatrznie obiecałem komentarz  :pissed: a  zaskoczył mnie rozwój wydarzeń. Przypuszczałem że będzie to rozgrywka między Eugenią a resztą "padalców" a tymczasem wsparli ją sojusznicy. Do tego wszystkiego doszła teologia, różnorodna interpretacja Pisma Świętego i wiele mniejszych elementów gmatwających sytuację. Pół żartem pół serio - są składniki na niezły bigos, ciekawe jak będzie wyglądać i smakować danie finalne.