Przystań. Rozdział 7

"Powinnaś mnie wysłuchać, Chess. Daj mi szansę, bym się wytłumaczył, błagam! – szłam dalej, nie oglądając się na bruneta, który podążał za mną zawzięcie. Ciepły piasek łaskotał moje stopy. Szum morza zawsze koił moje zmysły, ale nie tym razem. Właśnie w tym momencie pragnęłam pozbyć się natręta, którego kiedyś nazywałam swoją miłością. To wszystko się skończyło i nie miało prawa odbudować się na nowo. Mój umysł od początku odtwarzał zdarzenie sprzed kilku godzin. Uciekłam mu, dlaczego w takim razie idzie za mną w odległości kilku metrów? Postanowiłam udawać, że wcale nie wyczuwam jego obecności. Najwidoczniej uznał moje milczenie za dobry znak, bo kontynuował wyjaśnienia. – Ona sama tego chciała, a ja byłem zalany w trupa – zdradzieckie łzy kapały na mój top. Nie wierzyłam w ani jedno jego słowo. Kłamca. Oszust. Prostak. Zdradzał mnie przy każdej nadarzającej się okazji. W jego słowach nie było ani krzty prawdy, był skończonym bydlakiem.
Zwalił winę na bezbronną dziewczynę, z której uszła chęć do życia. W tak młodym wieku została skrzywdzona i nie potrafiła udźwignąć bólu, który ciążył na jej barkach. To wszystko przez tego łajdaka.
– Jeszcze ci mało?! – dopiero teraz się odkręciłam, słysząc drugi głos. Zamarłam, widząc broń skierowaną w stronę bruneta. – Teraz jest moja. Miałeś wcześniej swoją szansę, ale ją spieprzyłeś – drwił z niego, celując spluwą między oczy. Usłyszałam krzyk, po chwili uświadamiając sobie, że wydobył się z moich ust. Strzał padł, prosto w Aleksa.
– Widzisz? I po problemie – puste oczy wpatrywały się we mnie. Właśnie zabił człowieka, a mówił o tym, jakby komentował pogodę. Cofnęłam się, gdy morderca próbował mnie przytulić. Poczułam lęk. – Już nic nas nie rozłączy. "

Obudziłam się z krzykiem i czołem oblanym potem. W pokoju panował mrok, co jeszcze bardziej spotęgowało mój strach. Nakryłam się kołdrą po samą szyję, a mój oddech pomału wracał do normy. Zaczęłam szukać po omacku włącznika do lampki nocnej, która stała na szafce po mojej lewej stronie. Po chwili w pomieszczeniu zrobiło się widno, a ja dokładnie przypomniałam sobie, gdzie się znajdowałam. Wstałam z łóżka, podchodząc chwiejnym krokiem do okna.
Wczorajszego wieczoru dał mi spokój, ale w momencie, gdy weszłam do pokoju, on wyskoczył z domu, jak z procy i z piskiem opon ruszył w stronę miasta. Poczułam ulgę, że prawdopodobnie nie będzie spał ze mną w jednym miejscu. Wyjrzawszy przez szybę, zauważyłam, że nadal nie wrócił. Usiadłam z powrotem na łóżku, zakrywając twarz dłońmi.
”Zgwałcił moją siostrę tydzień po jej szesnastych urodzinach” - słowa odbijały się echem w mojej głowie. On naprawdę to zrobił? Nie dość, że mnie zdradzał, to jeszcze skrzywdził Amandę? Spojrzenie Maxa wskazywało na to, że nie wcale kłamał. Był całkowicie szczery i załamany faktem, że jego jedyna siostra cierpiała przez człowieka, którego traktował jak brata. Zacisnęłam mocno pięść, wbijając paznokcie w skórę. Zaczęłam nienawidzić Alexa tak szybko, jak go pokochałam. Przez parę miesięcy czułam się jak paranoiczka i histeryczka, robiąc mu sceny zazdrości. Za każdym razem sprzedał mi słodkie kłamstwo, a ja wierzyłam mu, bo dlaczego miałby zabawiać się z kimś innym? Czułam, że coś jest nie tak, ale uparcie chciałam wierzyć, że jestem jedyną osobą, którą chce. Max powiedział, że nie zabił Aleksa, tylko dlatego, że skrzywdził Amandę. Chciał mnie na wyłączność, ale jego przyjaciel mu to uniemożliwiał. Trzymając mnie z dala od niego, miał nadzieję, że niczego się nie dowiem. Nawet nie domyślił się, że Max za wszelką cenę chce mnie zdobyć. Jak to wczoraj określił mój prześladowca: "Pieniądze twoich rodziców trzymały go przy tobie”. Kolejny cios prosto w serce, bo jak to możliwe, że niczego nie zauważyłam? Jak mogłam być tak ślepa.
- Gnij w piekle, Aleksie — szloch wydobył się z mojego gardła. Złapałam mocno za kołdrę i rzuciłam ją na podłogę. Chciałam dać w ten sposób upust emocjom. Marzyłam, by stąd uciec i to jak najdalej. Kolejny przedmiot wylądował na podłodze. Kiedy druga lampka została ciśnięta przeze mnie w stronę ściany, ktoś przekręcił klucz w zamku. Znieruchomiałam na moment. Rozejrzałam się po pokoju w celu znalezienia czegoś ciężkiego. Schyliłam się po lampkę i rzuciłam z całej siły w osobę stojącą w drzwiach. Nie musiałam się przyglądać, żeby wiedzieć, że to jeden z przydupasów Maxa. Postać w ostatniej chwili odsunęła się, a przedmiot roztrzaskał się o futrynę. Usłyszałam chichotanie, przez co spanikowałam po raz kolejny. Robiłam kroki do tyłu, a napastnik szedł prosto na mnie. Przełknęłam głośno ślinę, gdy poczułam ścianę za plecami. Był coraz bliżej, ale wcale się nie spieszył. Masywna postura zbliżała się, a ja stałam jak sparaliżowana.
– Uspokój się – odezwał się rozbawiony. – Nic ci nie zrobię, więc nie świruj, dobra? Nie jestem sługą Maxa. – Poczułam nadzieję, że może pomoże mi się stąd wydostać.
– Wypuść mnie stąd. On zgłupiał, postradał zmysły – głos mi się łamał, ale szybko odzyskałam kontrolę nad sobą.
– Też uważam, że grubo przesadza – westchnął. – Nie powinien odpierdalać takich rzeczy. Wiem, że cię kocha, dlatego zachowuje się jak wariat. Porozmawiam z jego ludźmi, bo zauważyłem, że boisz się każdego, kto tu wejdzie – malutka iskra nadziei wyparowała ze mnie, a ja miałam ochotę uderzyć z całej siły głową w ścianę. Głupia pomyślałam, że wybawca po mnie przyjechał. Najwidoczniej stoi po stronie tego psychola.
– Kim jesteś? – wykrztusiłam z siebie, czując narastającą złość.
– Przyjacielem Maxa. Poprosił mnie, bym sprawdził, czy wszystko z tobą w porządku. Musiał jechać do miasta.
– Gówno mnie interesuje, gdzie pojechał – wysyczałam. – Zabiję się, jeśli będzie mnie więził. A teraz wynoś się stąd, jeśli nie masz zamiaru mnie stąd uwolnić.
– Przyniosę ci coś do jedzenia. Zrozum, że jak będziesz się tak zachowywać, to on nie zmieni postępowania. Boi się, że cię straci. Wybrałaś nie tego chłopaka, co trzeba, Max tylko na to patrzył i cierpiał – wysłuchiwałam tych słów, czując się jak w sądzie. Parsknęłam, patrząc na jego zdezorientowaną minę.
– Jako przyjaciel sprawdzasz się znakomicie. Szkoda tylko, że nie widzisz mojego cierpienia. Nie widzisz tego, że się męczę. A on mnie po prostu porwał! Jestem tu wbrew swojej woli – zaczęłam krzyczeć, czując ból w mostku. – Wynocha!

Coś mamrotał pod nosem, żebym się uspokoiła i poczekała na Maxa, ale nie odezwałam się ani słowem. Zamknął drzwi na klucz, a ja zaczęłam przeklinać dźwięk przekręcającego się zamka. Ten człowiek miał rację. Jeśli będę dalej traktować w ten sposób Maxa, to on mi nie zaufa. Musiałam stopniowo przekonywać go do siebie, tym samym usypiając jego czujność. W domu czekała na mnie Liliana, która miała tylko mnie. Jej ojciec mógł już nigdy się nie wybudzić.
Postanowiłam zregenerować siły przed spotkaniem z Maxem. Nie wiedziałam, czy do końca uda mi się udawanie przed nim, ale byłam w stanie spróbować.

                                             ***

Zegar stojący na komodzie wskazywał kilka minut po czternastej. Zmęczenie wzięło nade mną górę i zasnęłam na kilka godzin. Do pokoju wpadały promienie słońca, dlatego schowałam na chwilę twarz w poduszce. Od dzisiaj miałam zacząć grać, niezależnie od tego, ile będę musiała poświęcić.
Podeszłam do drzwi, łapiąc za klamkę, zapukałam dwa razy. Dobrze wiedziałam, że po drugiej stronie ktoś siedział przez całą noc. Nie minęła nawet minuta, a drzwi się otworzyły się szeroko. Stojący naprzeciwko mnie mężczyzna przyglądał mi się ze znudzeniem.
– Dzień dobry...– omiotłam go wzrokiem od góry do dołu. – David? Dave? – zgadywałam, patrząc z zainteresowaniem na jego czarny strój roboczy. – Gilbert – wywrócił oczami. Biedaczek męczył się w tej pracy. Jego westchnienia co parę sekund tylko utwierdziły mnie tym w przekonaniu.
– Zaprowadź mnie do mojego chłopaka, Gilbercie – próbowałam nadać swojemu głosu pewny siebie ton. Podniosłam głowę, patrząc na olbrzyma. Nie obyło się bez złapania za nadgarstek “tak dla pewności”. Moje obietnice, że nie zwieję przez szczelnie zamknięte drzwi, na nic się zdały. Miałam chwilę, żeby rozejrzeć się po holu. Na podłodze leżał czysty, szary dywan, świadczący o tym, że ktoś sprząta ten dom. Mój ukochany postarał się, bym mieszkała w dobrych warunkach. Szkoda tylko, że stłuczone lampki leżą tam, gdzie je rzuciłam. Idąc przed siebie, zauważyłam po prawej stronie drzwi, a parę kroków dalej jedne po lewej. Gabinet Maxa znajdował się sześć metrów ode mnie, na końcu korytarza. Drzwi były uchylone.
– Chcę wejść sama i mam nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciwko – uśmiechnęłam się chytrze. Olbrzym nie wiedział, o co chodzi, więc nie poluzował uścisku. – Dwa moje słowa a wylecisz stąd na zbity pysk – szarpnęłam z całej siły, starając się zachować ciszę. Ruszyłam przed siebie, słysząc przekleństwa pod swoim adresem. Uśmiechnęłam się do siebie, biorąc głęboki wdech. Powtarzałam sobie, że dam radę. To tylko gra.
Trzy metry.
Dziewięćdziesiąt centymetrów.
Jeden krok.
Stanęłam przed drzwiami, chcąc je otworzyć, ale zatrzymały mnie słowa Maxa. Rozmawiał z kimś przez telefon.
– Kuuurwa. Miałem nadzieję, że i jego się pozbyłem. Wylizał się z tego, niech to szlag! – podskoczyłam na dźwięk tłuczonego szkła. – Ten samochód był zmiażdżony, doszczętnie zgnieciony, Paul!

Oparłam się o ścianę, łapiąc za serce. Zmiażdżony samochód. Tommy.  


_________
Kochani! Przepraszam za moją dość długą nieobecność. Nadeszła szkoła, nauka i nie miałam czasu żeby odetchnąć. Dziękuję tym, co czekali i uzbroili się w cierpliwość :*  
Niezmiernie się cieszę, że komuś podobają się moje wypociny. :D Dziękuję za miłe słowa i rady. Pozdrawiam, Majla.

Majla

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1855 słów i 10437 znaków, zaktualizowała 15 gru 2017.

2 komentarze

 
  • Somebody

    Cudownie stopniujesz napięcie. Czyta się znakomicie.  :bravo:

  • Majla

    @Somebody dziękuję bardzo :) i cieszę się ;*

  • agnes1709

    No, moja kochana, teraz pozamiatałaś zawodowo. Tu nie powinno być dramat - miłosne tylko dramat - thriller. No  cudownie, przepięknie, qrwa (to z zachwytu), normalnie widząc Twoją stylistykę czuję się malutka jak karaluch. Padam do Twych stóp, o Pani! BRAWO!!!:bravo::kiss: :bravo:

  • Majla

    @agnes1709  Z twoich ust to świętość haha :D cieszę się, że dotrwałaś :D