Przystań. Rozdział 12

Zdawałam sobie sprawę, że dzieje się ze mną coś niedobrego. Zaczęłam popadać w paranoję. Coraz częściej pojawiały się u mnie napady histerii, odkąd w mojej głowie snułam myśli związane z ciążą. Kiedy zapytałam Maxa, czy nie zauważył większego brzucha, skwitował, że jest nazbyt szczupły. Doszłam wtedy do wniosku, że mam urojenia i przez strach widziałam małą wypukłość. Wymioty były przyczyną stresu, a mi przez te miesiące zaczęło odbijać. Mijał trzeci miesiąc, odkąd siedziałam zamknięta w tym domu. Jedynym plusem było to, że Max trochę odpuścił i pozwalał mi chodzić samej po pomieszczeniach. Wiedziałam też, że ma ukryte kamery, więc na razie mogłam zapomnieć o próbie ucieczki. Widział każdy mój ruch, kiedy nie był przy mnie. Tęskniłam za możliwością spacerowania po świeżym powietrzu. Musiałam zadowolić się siedzeniem na balkonie i podziwianiem zarośniętej posesji. Wcale się nie zdziwiłam, że wywiózł mnie na jakieś zadupie, z dala od centrum i jakichkolwiek sąsiadów. Przez okna widziałam jedynie łąki i drzewa. Max nie pofatygował się, żeby zrobić porządek za domem. Trawa musiała sięgać do kolan, a gdzieniegdzie porozwalane były zardzewiałe części od samochodu. Było mnóstwo śmieci, a pod jednym z drzew leżała obdrapana lodówka. Przed domem nie było już tak źle, ale widok wciąż nie zachwycał. Co prawda, posesja była ogrodzona, ale w siatce nie zabrakło dziur, przez które bez problemu można byłoby przejść. Nawet upatrzyłam sobie jedną i jeśli udałoby mi się wydostać z domu, to opuszczenie posiadłości byłoby wisienką na torcie.
Ponad dwa tygodnie temu zaczął się wrzesień, ale słońce nadal przebijało się przez szybę. Kolejny dzień z rzędu siedziałam na balkonie z nogami opartymi o balustradę. Z przyjemnością przyjmowałam lekki powiew wiatru, który otulał moje ciało. Zamknęłam oczy, ciesząc się piękną pogodą. Drzwi do sypialni były otwarte, przez co w oddali było słychać odgłos płynącej wody w łazience. Max wyszedł wczoraj po południu i zjawił się w domu zaledwie godzinę temu. Nie narzekałam, że zostawił mnie na całą dobę. W sumie to nie zostałam sama, bo w swoim pokoju siedział Gilbert i byłam pewna, że gdybym kierowała się do drzwi frontowych, on już by przy nich stał. Oczywiście chciałam pokazać mojemu ''chłopakowi'', jak bardzo boli mnie fakt, że mi nie ufa, ale strach zawsze zwyciężał.
Po paru minutach w łazience zrobiło się cicho, co świadczyło o tym, że Max skończył brać prysznic. Westchnęłam z poirytowaniem, bo nie miałam najmniejszej ochoty patrzeć na niego. Zjawił się przy mnie w samym ręczniku, eksponując klatę. Kiedyś w żartach głośno ją podziwiałam, robiąc na złość Aleksowi. Chciałam się przekonać, czy jeszcze zależało mu na mnie. Patrząc na to teraz, uznałam, że był zazdrosny, bo ucierpiało jego ego. Przełknęłam gulę goryczy, próbując wcisnąć go w niepotrzebne zakamarki.
Spojrzałam na postać stojącą przede mną. Uśmiech, który pojawił się na jego twarzy, nie zapowiadał niczego dobrego. Przekręciłam oczami, dziękując w duchu za okulary, które miałam na nosie. Zapewne mój policzek oberwałby za takie zachowanie. Wymusiłam uśmiech, a on pochylił się nade mną. Złożył delikatny pocałunek na moich ustach, przygryzając wargę. Zamruczałam cicho, czując dobrze znane mdłości w żołądku. Jego ręka powędrowała pod zwiewny materiał sukienki. Pogłaskał szorstką dłonią wewnętrzną stronę uda. Pogłębił pocałunek, docierając do mojej kobiecości. Zamknęłam oczy, czując łzy pod powiekami. Wolałam, jak robił to szybko, a nie powoli. Dobijało mnie to jeszcze bardziej. Nie pofatygował się, aby przejść do sypialni, ale co to za różnica? Nikt nas przecież nie zauważy. Poczułam ból, kiedy wszedł we mnie powoli. Szeptał, jak bardzo mnie kocha i będzie zawsze przy mnie.
– Może przeszlibyśmy się na spacer, kochanie? – zagadnęłam później. Opierał się o drzwi, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Spojrzał na mnie jak na idiotkę, ale po sekundzie odchrząknął.
– O to jeszcze nie prosiłaś – zrobił udawany grymas. Podszedł do mnie, na co się lekko wzdrygnęłam. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. – Wstawaj – podał mi rękę i dopiero wtedy nieco się rozluźniłam.
Zrobiłam, jak kazał i powoli ruszyłam z nim w stronę wyjścia. Byłam zdezorientowana i nieufna, bo nie spodziewałam się tak szybkiej zgody z jego strony. Wiedziałam, że nie mogę liczyć na zbyt wiele i, że prawie wszystko doprowadza go do szału. Musiałam jednak działać.
Przyglądałam się z boku, jak przekręca mnóstwo zamków. Robiło mi się niedobrze na ten widok. Nawet miałam ochotę zapytać sarkastycznie, czy nadal mi tak bardzo nie ufa, ale się powstrzymałam. Kiedy poczułam ziemię pod stopami, na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Max spojrzał na ten mały przejaw radości, ale nie skomentował tego. Jego ręka spoczęła na dole moich pleców, jakby chciał upewnić się, że mu nie ucieknę. Aby go uspokoić, przylgnęłam do niego całym ciałem. Odchyliłam głowę do góry, całując jego szczękę.
– Dziękuję, Max. Wiem, że potrafię dać w kość i byłam nieposłuszna – miałam nadzieję, że biorąc winę na siebie, trochę go udobrucham. Spojrzał na mnie z błyskiem w oku i musnął moje wargi. Szkoda tylko, że to we mnie siedział cały czas strach.
– Może byłem zbyt okrutny dla ciebie, ale wiesz, że trudno mi zaufać komukolwiek – przytaknęłam tylko. – Kocham cię, mała – powrócił do całowania mnie, a ja zarzuciłam mu ręce na kark.
Mimo że  ogród nie był zbyt przyjemny dla oka, to cieszyłam się nawet taką drobnostką. To przykre, że w tak szybkim czasie podporządkował mnie sobie. Mógł robić ze mną, co mu się żywnie podoba. Na razie stałam w miejscu z moim planem ucieczki. Musiałam być pewna, że Max ufa mi bezgranicznie, a to nie było łatwe. Sfiksował do granic możliwości. Nie był tą samą, wyluzowaną osobą co dawniej. Stał się bezlitosny, odrażający i...okropny w każdym tego słowa znaczeniu. Może po prostu zdjął w końcu maskę, a ja tak naprawdę nigdy nie znałam człowieka, którego uważałam za starszego brata. W życiu bym nie pomyślała, że w tej chwili mogłabym stać wtulona w jego ramionach, czuć na wargach jego usta. Jeszcze gorsze było to, że czułam wstręt, obrzydzenie, ale i lęk. Jedyne co mogłam, to udawać, że mnie to rajcuje. Czułam słaba, bezradna i beznadziejna. Taka też pewnie byłam.  
Codziennie budziłam się z poczuciem winy, że zostawiłam gdzieś w świecie małą dziewczynkę, która potrzebuje mnie najbardziej. Zresztą, ze mną nie było inaczej. To dla Liliany wstawałam każdego dnia z łóżka i tylko ona trzymała mnie przy życiu. Gdybym wiedziała, że z Tomem jest wszystko w porządku, ciężar spadłby mi z serca.
– Właściciel to jebany rupieciarz – stęknął Max, zwołując mnie tym samym na ziemię. – Patrz – machnął mi ręką przed oczami, o mało nie uderzając w twarz. – Nie ma kawałka wolnej trawy. Dobrze, że dom jest w przyzwoitym stanie. Niedługo cię stąd zabiorę – przycisnął moją głowę do swojej klatki piersiowej. Czułam mocne bicie jego serca, które wskazywało na to, że był nieźle zdenerwowany.
– Spokojnie. Mnie jest tu dobrze – położyłam dłoń na jego policzku. Spojrzałam w jego rozbiegane oczy, które zdawały się z sekundy na sekundę uspokajać. Zmieszany, przeniósł wzrok na zagracone podwórko.
– Mówię poważnie. Wyjedziemy stąd Chess – uśmiechnął się, nie zauważając mojego osłupienia. – Zostawię to wszystko dla ciebie. Pojedziemy, gdziekolwiek chcesz – zaczął cieszyć się jak dziecko, co wywołało u mnie złość, ale i przerażenie. – Las Vegas? – czekał, aż przytaknę, ale tego nie zrobiłam.
– Czemu akurat tam? Nie musimy nigdzie wyjeżdżać. Tu mi dobrze, Max – starałam się brzmieć spokojnie, mimo że w środku drżałam od emocji. Las Vegas? Tyle tysięcy mil stąd? Zwariowałabym tak samo, jak on.
– Akurat tam mi się podoba. Poza tym nie będziemy musieli załatwiać zbędnych formalności związanych ze ślubem. Tam wszystko pójdzie jak po maśle. Jeśli będziesz chciała, urządzimy huczne wesele. Ludzie stamtąd na pewno lubią się bawić – gadał jak nakręcony.
– Ślub? – zachłysnęłam się. Ślub? Jaki, kurwa, ślub? Musiałam złapać się czegoś, by nie upaść. Mogłam liczyć jedynie na ramię potwora, stojącego przede mną. Wzięłam się w garść, robiąc nieprzemyślany krok w tył.
– Ja jestem pewny, że chcę żyć tylko z tobą. A ty, kochanie? – spojrzał na mnie badawczo. Przełknęłam gulę i kiwnęłam głową. Ścisnął moje ramię z niezadowolenia. – Ta-ak?  
– Boli – syknęłam. – Tak, Max. Chcę spędzić z tobą resztę życia – wyszlochałam,  dopiero wtedy poluźnił uścisk.

Majla

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1642 słów i 9173 znaków.

4 komentarze

 
  • Fanka

    W końcu jest kolejną część  :jupi:  
    Meeega! Zajebiste ! Mam nadzieje ze uda Ci się szybciej dodać następną!   :kiss:

  • Majla

    @Fanka Miło Cię widzieć :D Dziękuję i jak tylko znajdę trochę więcej czasu, to zabieram się do pisania następnego rozdziału  :*

  • Fanka

    @Majla Ciesze sie :jupi: W takim razie czekam  :yahoo:  :kiss:

  • agnes1709

    @Majla Oj, długo to będzie zapewne. Weź, kobieto dodaj 33 części na raz i już:D

  • Majla

    @agnes1709 Niewykonalne :D

  • Somebody

    Bosko! Każda część jest coraz lepsza, a ta jest po prostu niesamowita!

  • agnes1709

    @Somebody Zgadzam się w pełni! Ale młoda i tak narzeka;)

  • Majla

    @Somebody Dziękuję, kochana :*

  • Black

    Wow... Wezmę się za czytanie od początku, jak tylko pozbieram szczękę z podłogi.

  • Majla

    @Black aż miło na serduszku. Dziękuję :*

  • Black

    @Majla I jeszcze walnę się w łeb, że przeoczyłam takie cudo, wybacz mi :kiss:

  • Majla

    @Black Dużo nie straciłaś :D

  • agnes1709

    @Majla :spanki:

  • agnes1709

    JESTEŚ CORAZ LEPSZA!!!:yahoo::bravo: CUDOWNE, TYLKO ŻE... ZRESZTĄ SAMA WIESZ. I teraz pozostało usiąść i płakać, bo za mało, MAŁOOOOO!!!:sciana:

  • Majla

    @agnes1709  Nie płakaj, bo będzie mi smutno :(  :kiss: