Przystań. Rozdział 5

Odblokowałam ekran, patrząc na treść wiadomości. Mój spokój nie mógł przecież trwać wiecznie.  
   "Wróciłem i chcę się z tobą zobaczyć. Najlepiej po południu. Kocham cię."
Parę razy przeczytałam dwa ostatnie słowa. Ten człowiek przerażał mnie w każdy możliwy sposób. Wcale nie miałam ochoty się z nim spotykać, bo wiedziałam do czego jest zdolny. Biłam się z myślami, czy odpisać mu, żeby się odczepił, aż w końcu zaczęłam stukać w klawiaturę.
    "Zostaw mnie w spokoju. Nie chcę na ciebie patrzeć, rozumiesz?"
Odetchnęłam z ulgą, mając nadzieję, że weźmie to sobie do serca. Chłopak, z którym miałam świetny kontakt parę miesięcy temu, zamienił się w potwora, który bezwzględnie usuwa przeszkodę ze swojej drogi. Zachodziłam w głowę, czy tak mało znaczył dla niego Aleks, że postanowił go zabić. Patrząc tamtej nocy w jego oczy, widziałam, jakie puste i pozbawione uczuć spoglądały wprost na Aleksa. Kiedy skierował się w moją stronę, wyrzuciwszy broń w krzaki, musiałam uciekać, jak najdalej. Schowałam się za blokiem, kuląc ze strachu. Słysząc strzały, najprawdopodobniej w powietrze, modliłam się, by mnie nie znalazł, wyszłam dopiero, gdy przyjechała pomoc. Sceny przewijające przez moją głowę, przypominały horror, którego nikomu nie życzyłam. Jakim cudem Maxowi udało wywinąć się od tego morderstwa? Jak to możliwe, że zagroził prawie wszystkim świadkom, i musieli zeznawać na jego korzyść? Jak zdołał udawać, że jest w pełni zdrowy, podczas rozmowy z psychiatrą, skoro w rzeczywistości postradał zmysły?
Cichy głosik podpowiedział mi, że ten człowiek nie da mi spokoju. Wystarczyło, że wspomniał o Lilianie, a ja momentalnie byłam skłonna zrobić co chciał, by nikt z mojej rodziny nie ucierpiał.  
Wróciłam myślami do czasów, gdy przychodził do mojego mieszkania, zalany w trupa. Wielokrotnie mówił mi wtedy, że kocha mnie, i zazdrości Aleksowi, że ma tak wspaniałą dziewczynę. Następnego dnia nic nie pamiętał, więc stwierdziłam, że opowiada bzdury przez alkohol. Nie wiedziałam, że naprawdę mnie kocha.  
Komórka zaczęła wibrować, informując o nadchodzącym połączeniu. Podskoczyłam w miejscu, szybko przesuwając palcem po ekranie. Nie odebrałam, łzy leciały mi strużkiem, a nie chciałam, by wiedział, że jestem kłębkiem nerwów. Nie dawał jednak za wygraną, dzwonił trzeci raz z kolei, a ja trzęsłam się, jak galareta. Może chce mnie szantażować, a może zobaczył, że nie ma mnie w domu, i wpadł w szał? Wzdrygnęłam się na myśl, że mógłby mnie zabić. Życie mi się waliło, byłam w niebezpieczeństwie, a ojciec mojej siostrzenicy walczył o życie. Co, jak się nie obudzi? Będę musiała przejąć nad nią opiekę, bo moi rodzice nie byliby w stanie zajmować się małą. Podciągnęłam nogi do piersi, otulając je ramionami. Z całych sił próbowałam się uspokoić, ale migający ekran doprowadzał mnie do wściekłości. Sześć nieodebranych połączeń. Niech zadzwoni jeszcze raz, to nie wytrzymam, przysięgam. Postanowiłam wziąć szybki prysznic i wmusić w siebie trochę jedzenia.
Owinięta w turkusowy ręcznik udałam się do kuchni. Zawsze lubiłam w niej siedzieć z siostrą, popijając kawę i plotkując na babskie tematy. Pomieszczenie przytulnie urządzone, aż zapraszało do spędzenia w nim czasu. Ściany pomalowane na beżowy kolor, a przy nich białe szafki z blatami z granitu. Na przeciwko szafek znajdowała się sporej długości wyspa kuchenna ze zlewem umieszczonych w blacie, a obok niej cztery czarne krzesła. Na wprost od wejścia stała srebrna lodówka z przyklejonymi na niej zdjęciami, na których w większości była mała Liliana. Nie zabrakło magnesów i samoprzylepnych karteczek, które z pewnością były używane przez właściciela. Otworzyłam ją, skanując półki od góry do dołu. Mój wzrok spoczął na sałatce, więc sięgnęłam po nią i jeszcze po sok pomarańczowy. Kusiło mnie, by napić się czegoś mocniejszego, ale od razu wyrzuciłam z siebie tą myśl.  
Opadłam na jedno z krzeseł, przysuwając jedzenie i nalewając sobie soku do szklanki.  
Wbiłam wzrok w okno, przeżuwając kawałek rzodkiewki. Dochodziła czwarta i zaczynało się rozjaśniać. Byłam zmęczona, więc po zjedzeniu, wstawiłam naczynie do zlewu i udałam się do salonu. Wzięłam telefon ze stolika, kierując się schodami na górę do pokoju gościnnego. Zajrzałam szybko do czterolatki, upewniając się, czy śpi spokojnie. Leżała na prawym boku i była odkryta. Sięgnęłam po kołdrę i lekko ją przykryłam. Poruszyła się, otwierając oczka, a ja miałam nadzieję, że jeszcze zaśnie.  
– Tatusiu – zawołała zaspanym głosem. Zagryzłam wargę żeby powstrzymać płacz. Co miałam powiedzieć tej dziecinie? Westchnęłam, czując na sobie wzrok Liliany.  
– Śpij kochanie, jutro zobaczysz się z tatą. Póki co, jestem tutaj z tobą – szepnęłam radośnie, na co dziewczynka rozluźniła się, odwzajemniając uśmiech. Pogłaskałam ją po włosach, czekając aż ponownie zapadnie w sen. Wycofałam się z pokoju, podążając korytarzem do sypialni na samym końcu. Położyłam się na łóżku, patrząc w sufit.  
Nim zasnęłam, kilka łez spłynęło po moich policzkach. Pragnęłam, by był tu Tommy i żeby wszystko wróciło do normy.  

Było mi dane pospać do dziewiątej, bo potem zostałam zmuszona do wstania i zrobienia śniadania Lilianie. Zaśmiałam się, gdy weszła do pokoju, ciągnąc lekko za koc.  
– Jestem głodna...zjadłabym płatki – wyszczerzyła się, wskakując na miejsce obok mnie. Przytuliła się do mnie, dając buziaka w policzek.  
Po dziesięciu minutach usiadłyśmy na sofie, zajadając płatki cynamonowe. Dziewczynka oglądała bajkę, co chwila śmiejąc się z jakiś banałów. Ja byłam myślami gdzie indziej. Póki co, odstawiłam Maxa na boczny tor. Zajęłam się Tommym i tym, co będzie z dzieckiem siedzącym przy mnie. Dzieckiem, które jest niczego nieświadome. Kiedy robiłam jej jedzenie, pytała o ojca, a ja nie byłam w stanie wytłumaczyć jej, że walczy on o życie.  
Miałam zamiar zabrać ją po południu do szpitala, starając się przedtem najłagodniej wyjaśnić, co się stało z Tomem. Wbiegłam do pokoju po telefon, mając nadzieję, że rodzice dali znać, czy coś się zmieniło.  
                                       "Bez zmian, córeczko."

Usiadłam na łóżku, chowając twarz w dłonie. Nie miałam już nawet sił, by płakać. Wzięłam głęboki wdech, po czym powtórzyłam kolejny raz, że powinnam wziąć się w garść dla dziecka. Spojrzałam ponownie na telefon, ilość nieodebranych połączeń nie zmieniła się od tamtej pory. Poczułam ulgę, chciałam uciec od niego tak daleko, jak tylko było to możliwe. Szybko ubrałam się w wczorajsze ubrania, i pożałowałam, że nie mam tu niczego więcej. Bałam się wracać do mieszkania, bo mogłam spotkać tam Maxa. Coś wymyślę, na pewno, ale nie teraz. Zeszłam do salonu, zastając Lilianę na sofie. Miska była pusta, więc zabrałam ją, idąc do kuchni. Nalałam wody do zlewu, zmywając naczynia. Kilka minut później, siedziałyśmy we dwie w pokoju dziewczynki. Patrzyłam na mnóstwo ubrań, zastanawiając się, w co ją ubrać. W końcu wybrałam różową sukienkę na krótki rękaw, do tego białe sandałki. Było gorąco, więc zrobiłam jej koka. Przyszedł czas na wyjaśnienie blondynce, gdzie jest tata, i dlaczego tam jest. – Lila, chodź do mnie – zachęciłam ją gestem dłoni, by usiadła przy mnie na łóżku. Oderwała się od zabawy, siadając przy mnie. – Tatuś jest w szpitalu. Pojedziemy do niego, dobrze? Miał wypadek i musi trochę odpocząć. – próbowałam ująć to w dobre słowa. Nie chciałam, by dziecko wpadło w histerię. Wiedziałam, że bardzo jest zżyta z ojcem. Spojrzała na mnie smutno, a ja poczułam się okropnie, bo nigdy nie tłumaczyłam takich rzeczy czterolatce. O śmierci Mai powiedział jej Tom.– Ale będzie zdrowy, prawda? – zapytała, przejęta. Pokiwałam głową, sadzając ją sobie na kolana. Przytuliłam ją mocno, głaszcząc po włosach. – Jest silny i będzie walczył dla ciebie, kochanie – wyszeptałam, próbując przybrać naturalny ton głosu. – Ale musisz być grzeczna, dobrze? – pokiwała energicznie głową. Zadzwoniłam do mamy, upewniając się, czy są w szpitalu. Przekazałam jej, że zabieram tam Lilianę, ale nie poparła mnie w tym. Uznała, że to wszystko dzieje się za szybko. Nie mogłam jednak nic innego zrobić, bo wiedziałam, że dziewczynka nie da za wygraną, a będzie musiała i tak poznać prawdę. W szpitalu siedziała już cała czwórka. Z tego co się dowiedziałam, Ellie była z samego rana, ale nie na długo, bo musiała wracać do pracy. Po przywitaniu z rodzicami moimi, jak i Tommy'ego, wzięłam czterolatkę za rękę, i ruszyłam chwiejnym krokiem do sali pooperacyjnej. Wzięłam Lilianę na ręce, wchodząc do pomieszczenia. Od razu poczułam ukłucie w sercu, widząc jak leży nieprzytomny. Jego głowa była zabandażowana, a ciało przykryte. Podłączony był do respiratora, a monitor umieszczony obok łóżka, pokazywał, że jego serce wciąż bije.– Tatuś ma kuku – wskazała rączką na zacięcia. Podeszła powoli do niego, dotykając lekko jego dłoni. Zabolało mnie w środku od tego małego gestu. – Śpij tatusiu, poczekam sobie – usadowiła się na krzesełku obok. Nie zdawała sobie do końca sprawy z tego, co się dzieje, a ja miałam nadzieję, że Tommy obudzi się i nie będę musiała widzieć, jak cierpi jego dziecko.Po chwili drzwi otworzyły się i do środka wszedł lekarz. Uśmiechnął się lekko, podchodząc do tabliczki zawieszonej na łóżku, zapisał coś w niej. – Doktorze, wiadomo coś? Cokolwiek – spojrzałam na niego z nadzieją. – Bez zmian, panno Shay. Robimy co w naszej mocy. Serce pracuje prawidłowo, ale nadal nie wiemy, kiedy pacjent się wybudzi, przykro mi – spojrzał na dziewczynkę, siedzącą kilka metrów od nas i wyszedł z sali. Po paru minutach pożegnałyśmy się z Tomem i również wyszłyśmy. Moich rodziców nie było na korytarzu, najwidoczniej pojechali do domu odpocząć. Rodzice mężczyzny również mieli niedługo się zbierać. Poprosiłam ich aby wzięli Lilianę ze sobą, bo musiałam jechać do domu po trochę ubrań, zgodzili się bez problemu. Miałam nadzieję, że pod blokiem nie będzie psychopaty. Może uda mi się szybko spakować rzeczy, bez konfrontacji z nim. Będąc przy samochodzie, otworzyłam drzwi, kładąc torbę na miejsce pasażera. Usiadłam za kierownicą, odpalając silnik. Wyjechałam na drogę, mając nadzieję, że nie utknę w korku. Było po dwunastej, więc niektórzy jechali na lunch. Nałożyłam okulary na nos, spoglądając któryś raz z kolei we wsteczne lusterko. Miałam wrażenie, że czarne audi jedzie za mną, odkąd wyjechałam z parkingu szpitalnego. Stojąc na światłach, przyjrzałam się sylwetce siedzącej w tamtym samochodzie. To na pewno nie on,  mężczyzna był szeroki, a jego włosy były rude. Naprawdę wpadam już w paranoję, nigdy nie byłam tak bardzo przewrażliwiona. Na moje szczęście nie było dużych korków, więc po dziesięciu minutach byłam na miejscu. Przed wyjściem z samochodu, rozejrzałam się dokładnie po okolicy, ale nigdzie nie ujrzałam Maxa. Odetchnęłam z ulgą, wychodząc z wozu. Przebiegłam przez ulicę, wchodząc ostrożnie do klatki, była pusta. Wpisałam kod i wjechałam windą na piąte piętro. Trochę żałowałam, że nie zgodziłam się na to, by Edward ochraniał mnie w niedzielę. Z drugiej strony skąd mogłam wiedzieć, że Max wróci tak szybko.

Upewniając się, że drzwi są dokładnie zabezpieczone, podeszłam do szafy w przedpokoju, wyjmując z niej niewielką walizkę. Spakowałam ubrania na kilka dni i zjechałam na dół. W chwili, gdy wyszłam z budynku, zostałam brutalnie pociągnięta do tyłu. Nie zdążyłam krzyknąć, ponieważ ktoś zakrył mi usta ręką. Zaczęłam się szarpać, próbując uderzyć napastnika łokciem. Wysunęłam nogę, z całej siły kopiąc go w krocze. Zasyczał, najwidoczniej nie spodziewał się, że uderzę w jego czuły punkt. Po chwili poczułam ból z tyłu głowy, ale zanim straciłam grunt pod nogami, zdążyłam zauważyć rudą czuprynę.

Majla

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2292 słów i 12507 znaków, zaktualizowała 5 sie 2017.

2 komentarze

 
  • Somebody

    Widzę, że mam zaległości w czytaniu...  
    Bardzo lubię twoje opowiadanie.  Świetnie się czyta i potrafisz grać na emocjach niczym wirtuoz :kiss:

  • Majla

    @Somebody Niezmiernie się cieszę, że przypadło Ci do gustu <3

  • Fanka

    Swietne ;) Czekam na kolejna czesc ;)

  • Majla

    @Fanka cieszę się, że Ci się spodobało! ^^

  • Fanka

    @Majla ;) <3