Przystań. Rozdział 8

Chciałam uciec na drugi koniec korytarza, ale nogi wrosły mi w ziemię. Słuchałam wściekłego Maxa, który nie mógł uwierzyć, że Tom przeżył. Ja stałam otępiała i dopiero teraz zaczęło do mnie docierać, że to nie był przypadek. Drzewo musiało zostać ścięte, ale jakim cudem on wiedział, gdzie będzie Tommy? Perspektywa znalezienia się w pokoju okazała się lepsza, niż stanie pod jego drzwiami. Ruszyłam przed siebie, ale nim zdążyłam ujść kawałek, Max pojawił się przy drzwiach.
– Chalessa? Długo tu stoisz? – odkręciłam się i spojrzałam na mężczyznę, którym gardziłam z całego serca. Walczyłam ze sobą, by się nie rozpłakać.

– Dlaczego, Max? Dlaczego krzywdzisz moich bliskich? – usta zaczęły niebezpiecznie drżeć, ale żadna z łez nie znalazła ujścia. Znam Maxa na tyle długo, by wiedzieć, że potrafi być bezlitosny i, jeżeli na czymś mu bardzo zależy, uparcie do tego dąży. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest chory, ale nie chciałam być częścią jego psychicznego planu. Gdybym mogła cofnąć czas, wszystko potoczyłoby się inaczej. W momencie, gdy zauważyłam Aleksa, mogłam po prostu odejść. Druga cząstka mnie – ta głupsza, postanowiła zostać. Patrząc na to teraz, nic dobrego z tego nie wyszło.

– Jeśli on umrze – odwróciłam się, zaglądając mu w oczy – Liliana nie będzie miała rodziców. Trafi do domu dziecka! – krzyczałam mu prosto w twarz. – Jesteś potworem. Moim największym koszmarem – popchnęłam go z całej siły, aż wpadł na ścianę. Sługa zjawił się przy nas w okamgnieniu, ale Max go odprawił. Jego oczy zaczęły płonąć nienawiścią. Pierwszy raz tak na mnie patrzył, a mnie przeszedł dreszcz strachu.

Nim zdążyłam zareagować, pociągnął mnie z całej siły za włosy. Uderzył mocno w twarz, przez co upadłam na podłogę. Kopnął w lewą nogą, powtarzając dwa razy. Z moich ust wyrwał się krzyk, ale on zdawał się wcale tego nie słyszeć. Traktował mnie jak piłkę do nogi. Złapał mnie za bluzę, podnosząc z dywanu. W jednej sekundzie znalazłam się w jego gabinecie. Trzasnął drzwiami, ale nie zamknął ich na klucz. To miał być mój koniec? Właśnie teraz? Upadłam po raz drugi. Potwór minął mnie i ruszył w stronę biurka. Obserwowałam go, jak wyjmuje narkotyki, a następnie siada wygodnie w fotelu. Zrobił sobie kreskę i wciągnął ją, nie spoglądając na mnie. Zaczęłam masować udo, które pulsowało z bólu. Max schował twarz w dłoniach, które chwilę potem zacisnął w pięści. Pochylił się, otwierając szafkę. Kiedy był zajęty nalewaniem sobie drinka, zerknęłam dyskretnie za siebie, zastanawiając się, czy trafię do drzwi. Dzieliło mnie kilkadziesiąt centymetrów. Może któreś okno na dole nie było zakratowane. Może zdołam uciec. Wstałam szybko, dobiegając do drzwi, niczym błyskawica. Wypadłam na korytarz w poszukiwaniu ratunku. Jedno okno zakratowane, drugie i trzecie. Biegłam dalej, kiedy czyjaś dłoń objęła mnie w pasie. Zachłysnęłam się powietrzem. Jebany olbrzym musiał stać na czatach. Po chwili zjawił się Max z bronią w ręku, celując przed siebie. Scena ze snu wdarła się do mojej głowy, a słone łzy popłynęły po policzkach.

– Puść ją – warknął. – Chodź tu – rozkazał, celując we mnie. Podeszłam zrezygnowana, przygotowując się na kolejny cios. Nic takiego się nie stało, jedynie złapał mnie za nadgarstek i przytulił do siebie. – Po co to było? Musiałaś mnie denerwować? – pogłaskał mój policzek, który niemiłosiernie piekł. Nie odezwałam się ani słowem, kiedy prowadził mnie do któregoś z pokoi. Z moich ust nie padło żadne słowo, kiedy całował moją szyję, przepraszając. Obiecał, że to nigdy się nie powtórzy, tylko muszę być milsza. Milczałam w momencie, gdy całował moje usta, rozsuwając moją bluzę. Nie miałam siły, by z nim walczyć.

Patrzyłam nieobecnym wzrokiem w sufit, próbując liczyć niewidzialne motylki. On dalej coś mówił, ale wargi miałam zaciśnięte w wąską linię. Leżałam, jak kłoda, kiedy zabierał cząstkę mnie.

– Kocham Cię, maleńka – przyssał się do mojego sutka. – Powiedz, jak bardzo mnie kochasz – nie zareagowałam, więc wbił palce w moje biodro. Zacisnęłam dłonie na prześcieradle.

Graj, Chalessa. Musisz wrócić do dziecka.

Bolało mnie całe wnętrze. Czułam ból fizyczny i psychiczny. Zostałam zmieszana z błotem.

– Już zapomniałem, jaka potrafisz być trudna. Nawet trochę mu współczułem – zaśmiał się, wstając z łóżka. – Ranisz mnie swoją postawą, kotku – kiedy już był przy drzwiach, udało mi się zadać pytanie.

– Dlaczego spowodowałeś wypadek? – podniosłam głowę, czekając na odpowiedź.

– Widziałem, jak na ciebie patrzył – wyznał spokojnie. – A ty jesteś tylko moja – powiedziawszy to, wyszedł z pomieszczenia.



Nie dałam rady wstać do końca dnia. Przekręcałam się na lewy bok, później na prawy. Moja dusza była brudna tak jak i ciało. Musiałam być jednak silna. Powtarzałam to sobie cały czas. Obiecałam siostrze, że zrobię wszystko, by zająć się jej córką. Tylko ona trzymała mnie teraz przy życiu.

– Wrócę do ciebie, obiecuję – szeptałam, mając nadzieję, że tak właśnie będzie. Zwlekłam się z łóżka dwadzieścia minut później. Udałam się do łazienki, która znajdowała się po lewej stronie od wejścia. Zamknęłam się od środka, podchodząc do lustra. Włosy związałam w zwykłego koka i zaczęłam ściągać brudne ciuchy. Weszłam do kabiny prysznicowej, puszczając lodowatą wodę, która chwilę później zmieniła się na ciepłą. Stałam dobre dziesięć minut, pozwalając, by ciesz zmyła ze mnie wszystkie skazy. Usiadłam, kuląc się w sobie. Spojrzałam na siniaka, który był wielkości mojej pięści. Postaram się go nie denerwować, to nie może być takie trudne, prawda? Przekonywałam samą siebie.



Owinięta w czarny ręcznik, wróciłam do pokoju. Przeszukałam parę szafek w poszukiwaniu jakichś ciuchów. Założyłam granatowy T-shirt Maxa, a brudne wyrzuciłam do kosza na śmieci. Podjęłam drugą próbę pójścia do niego. Wiedziałam, że siedzi w swoim biurze, bo do tej pory tam go właśnie widziałam. Nie bawiłam się w pukanie do drzwi, otworzyłam je i od razu zauważyłam postać siedzącą na kanapie. Coś przeglądał na telefonie, ale kiedy mnie zauważył, rzucił go na miejsce obok siebie. Zmierzył moją sylwetkę od góry do dołu, oblizując wargi. Uśmiechnęłam się, choć mogło to przypominać grymas. Ważne, że próbowałam. Wyciągnął dłoń w moją stronę, a ja skorzystałam z okazji, siadając na nim okrakiem.

– Przepraszam, że byłam wredna – pocałowałam go w kącik ust. Powstrzymywałam się od wymiotowania. – Trochę słabo pan zaplanował porwanie. Muszę chodzić w twojej bluzce – zachichotałam.

– Już podoba mi się ten widok – odetchnął głęboko. – Będziesz grzeczna? – sięgnął do moich włosów, a ja zastygłam bez ruchu. Złapał lekko pasmo i schował je za ucho.

– Pojadę jutro do galerii i kupię ci coś, dobrze? – musnął moje usta. Miałam ochotę zapytać, czy mogę jechać z nim, ale ugryzłam się w język. Mógłby zorientować się, że chcę uciec. Pokiwałam tylko głową.

– Jestem głodna – przyznałam zgodnie z prawdą. Nie ruszyłam jedzenia, które podał mi jego człowiek. Nawet nie byłam w stanie niczego przełknąć. Max od zawsze świetnie gotował. Kiedyś, co każdy piątek, wpadaliśmy paczką do niego na małą imprezkę. Miał do tego smykałkę.

– No to ruszaj się kotku. W środku nocy nie mam zamiaru niczego gotować – zażartował, a ja przykleiłam na twarz sztuczny uśmiech, idąc za nim do kuchni.  
Przez cały wieczór moje myśli krążyły wśród Toma. Zastanawiałam się, czy przeżył. W głębi duszy wierzyłam, że tak. Przecież miał najwspanialszą małą istotkę, na której musiał walczyć.

Majla

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1458 słów i 8110 znaków, zaktualizowała 18 gru 2017.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    Strasznie podoba mi się, jak sklejasz niektóre zdania, np: "Jedno okno zakratowane, drugie i trzecie" - no mega sprawa!!! Świetne, MAŁO, szybciej, więce,j DŁUŻSZE... PROSZĘ?:kiss: Kocham<3

  • Majla

    @agnes1709 Postaram się :D buziaki :*

  • agnes1709

    @Majla Albo to: "Trzy metry.  
    Dziewięćdziesiąt centymetrów.  
    Jeden krok.  
    Stanęłam przed drzwiami..." - no kurfa, takie inne, niekonwencjonalne, wyjebane, nie ma tu tradcyjnego mazania. Powalają mnie to Twoje "łobuzowanie" i ładnie proszę o więcej takich. Czuje się pozytywnie bardzo pozytywnie zmasakrowana:kiss: