Przystań. Rozdział 3.

Sobotni poranek zapowiadał się ciekawie. Pogoda zachęcała aż do wybrania się nad jezioro. Wraz z Niną i jej chłopakiem już po jedenastej pakowaliśmy do bagażnika parawan, duży ręcznik plażowy, i torbę po brzegi wypchaną jedzeniem. Najbliższe jezioro znajdowało się czterdzieści minut drogi stąd. Po chwili wszyscy siedzieliśmy w aucie Chada, zapinając pasy bezpieczeństwa. Podczas jazdy gawędziliśmy sobie o wczorajszym zakończeniu studiów.  
Nina opowiadała, jak jej rodzice wydzwaniali do wujków i ciotek, chwaląc jej dyplom z wyróżnieniem, a ona zapadała się pod ziemię. Chad pochwalił ją po raz kolejny, na co trzepnęła go żartobliwie w ramię.  
Byli najbardziej kochającą się parą, jaką znałam. Dziewczyna była jego oczkiem w głowie. Poznali się, gdy byłyśmy na koncercie Nickelbacka. Roztrzepana Nina, spiesząc się pod scenę, wpadła na niego z piwem, oblewając jego “ulubioną” bluzę”. Zażądał rekompensaty w formie spotkania następnego dnia. Chłopak uparcie starał się o jej względy.  
Nie potrzebowała więc dużo czasu żeby wpaść po uszy. Nie było dnia bez opowiadania, jaki on cudowny i romantyczny. Pierwszy raz widziałam ją taką rozpromienioną i zadowoloną z życia.  
W międzyczasie, gdy para wymieniała ze sobą słodkie słówka, ja włączyłam Instagrama, przeglądając fotki znajomych. Kolega z grupy pozował do zdjęcia, stojąc na jednym z estakad morza irlandzkiego z butelką wina w dłoni i hashtagiem ‘wolność’. Uśmiechnęłam się, dając serduszko. Chłopak był pokręcony, ale pozytywnie. Na zajęciach nigdy nie było nudno, kiedy siadał w pierwszym rzędzie, próbując zarywać do jednej z wykładowczyń.  
Dobrze wiedział, że na nic to się zdawało, ale miał z tego ubaw, jak połowa sali.  
Po przejrzeniu aplikacji, schowałam smartfona do torebki. Jakiś czas później dojechaliśmy na miejsce. Ludzi było mnóstwo, co mnie nie zdziwiło. Temperatura wynosiła co najmniej dwadzieścia osiem stopni. Ulokowaliśmy się centralnie pod słońcem. Nie miałam zamiaru wyjeżdżać stąd blada.  
– Takiej pogody było mi trzeba. Jest pięknie - westchnęła z zachwytem przyjaciółka, na co przytaknęłam. Wyjęła balsam, wyciskając na dłoń – Odkręcaj się – nakazała.Po chwili nasmarowała moje plecy kremem. Chad w tym czasie rozkładał ręcznik.  
Niedaleko kilkoro chłopaków grało w siatkówkę. Byli oni oceniani przez jurorów. Jedna grupa była ubrana jedynie w niebieskie szorty. Druga natomiast w czerwone, szala zwycięstwa zdecydowanie przechylała się na ich stronę. Słońce przyjemnie grzało moją skórę. Zamknęłam oczy, wsłuchując się w słowa piosenki lecącej w radiu.  

Didn't see it coming  
No kind of warning  
I can't work out what I've done wrong  
His clothes are missing  
But his keys are still here  
Please somebody tell me whats going on.

Wróciłam pamięcią do dnia, kiedy przyjechałam tu z Niną, Tomem i Mają. Siostra była w piątym miesiącu ciąży i z narzeczonym u boku. Podjęli decyzję, że ślub wyprawią dopiero, gdy na świat przyjdzie ich córka. Tutejsze imprezy były świetne. Tańce do rana, dobra kapela, i przede wszystkim alkohol, lał się litrami. Tom ze względu na Maję został przy soku.  
Troszczył się o nią na każdym kroku. Kochał ją szczerze, dlatego gdy zmarła zaraz po narodzinach Liliany, załamał się kompletnie. Ale maleńka przywróciła go do życia. Całą rodziną okazaliśmy mu wsparcie. Obiecałam siostrze, że zajmę się jej córką, gdyby coś się stało. Nie mogłabym inaczej. Liliana skradła moje serce od pierwszego dnia, gdy ją zobaczyłam. Najbardziej bolesne dla nas były dni, w których dziecko wołało “mama”. Zarówno mi, jak Tommy’emu pękało serce. Ojciec zawsze jej szeptał, że mamusia opiekuje się nią z góry. Starałam się, jak najczęściej być u nich, nawet po zaczęciu studiów.  
Nie mogłabym, nigdy złamać słowa obiecanego siostrze. Jej córka była dla mnie najważniejsza.  

Zrobiłam się nieco głodna, więc podniosłam się, biorąc torbę z jedzeniem. Wyjęłam z niej kanapkę, podając dwie parze. Parę kroków stąd był automat z zimnymi napojami. Zabrałam ze sobą portfel, ruszając w tamtą stronę. Czekałam dłuższą chwilę, aż Coca - Cola się pojawi, ale tak się nie stało. Co jest, do cholery?
– Musiał się znowu zaciąć. Czasami tak jest – odezwał się mężczyzna za mną. Uderzył mocno w szafę, aż podskoczyłam w miejscu. Po chwili napój wyleciał, a ja odwróciłam się do niego. – Dziękuję – posłałam mu wdzięczny uśmiech. Chciałam już odejść, gdy ponownie się odezwał.  
– Nie jesteś stąd. Zapamiętałbym cię – powiedział, na co przytaknęłam. Wyciągnął rękę w moją stronę. – Jestem Dean. Pracuję w salonie gier – przedstawił się, wskazując na pomieszczenie, w którym znajdowały się różne konsole i maszyny do grania.  
– Chalessa. Pełno dzieciaków, co?  
– Nie tylko. Starsi też lubią się oderwać od pływania i pobawić u nas. Może chciałabyś wpaść?  
– Znajomi czekają, a poza tym umieram z głodu – przyznałam zgodnie z prawdą. Burczało mi w brzuchu. Poza tym, był za miły. A może to normalne u nich.  
– Zaproś ich. A jedzenie mamy zaraz obok. Lepszego nie zjesz nigdzie – zaśmiał się. – Będzie fajnie – przekonywał dalej.  
– Nie dasz za wygraną, prawda? – zapytałam, a Dean potwierdził. – Skoro macie dobre jedzenie. Czemu nie?  
Puścił mnie przodem, a ja udałam się w stronę knajpy. Kątem oka zauważyłam Ninę, która uniosła kciuka do góry. Siedząc na kanapie, rozejrzałam się po lokalu. Panowała miła atmosfera. Wnętrze było urządzone w stylu marynarskim. Ściany pomalowane były na granatowo. Jedna pokryta była tapetą, ukazującą statek na morzu. Nie zabrakło obrazów z kotwicami, latarniami, czy też okrętami. Każdy stolik był z jasnego drewna, a na nim stały wazony ze świeżo ściętymi kwiatami. Kanapy były białe, a wszystkie krzesła turkusowe. Prócz tego obsługa ubrana była w strój marynarski. Jak najbardziej mi się tu podobało. Została jeszcze kwestia jedzenia.
– Przytulnie tu – odezwał się chłopak. Wziął do ręki menu, a ja poszłam jego śladem. – Mają tu dobre pizze. Z krewetkami, tuńczykiem.  
– Jestem za – uwielbiałam owoce mórz. Sięgnęłam po portfel, ale Dean kazał go schować. Podziękowałam mu, bo wiedziałam, że sprzeczanie się z nim będzie nie na miejscu.  
Czekając na jedzenie, porozmawialiśmy ze sobą. Dowiedziałam się, że salon gier jest jego wujka, a on wraz z młodszym bratem pracują tu w sezonie letnim. Przyjrzałam się bliżej jego profilowi. Miał brązowe, ścięte na krótko włosy, piwne oczy, lekki zarost i ładne rysy twarzy.  
Pod białym t-shirtem widoczny był zarys mięśni. Jak się okazało, Dean pochodzi z Athlone. Przyznał jednak, że od dziecka marzy, by zamieszkać w Paryżu. Po paru minutach, na stole pojawiła się ponad czterdziesto centymetrowa pizza. Po zjedzeniu paru kęsów mogłam śmiało stwierdzić, że nie jadłam lepszej pizzy. Punkt dla towarzysza. Dopiłam swoją już na wpół pełną colę i ruszyliśmy do miejsca pracy Dean’a.  
Dochodziła osiemnasta, kiedy zaczęliśmy zbierać się do domu. Po raz kolejny podziękowałam nowo poznanemu znajomemu za świetną zabawę. Na kartce napisał mi swój numer telefonu, mówiąc żebym dzwoniła o każdej porze.  
Pogoda zmieniła się diametralnie w drodze powrotnej. Lekkie kropienie zamieniło się w poważną nawałnicę. Nie martwiłam się o wypadek, bo wiedziałam, że Chad dobrze jeździ, wielokrotnie to pokazał. Deszcz przestał lać dopiero w połowie drogi. Musieliśmy stać w niemałym korku, z powodu jakiegoś wypadku. Niektórzy zapewne wracali znad wody, inni z pracy.
– To musi być poważny wypadek. Długo im to schodzi – oznajmił Chad. Nina spojrzała na niego przejęta, a chłopak położył dłoń na jej kolanie, masując uspokajająco.
– Oby nic nikomu się nie stało poważnego – pokręciłam głową. Korek powoli malał, a my jechaliśmy w stronę wypadku. Drogę zastawiły dwa radiowozy. Trzy karetki, i straż pożarna również już były na miejscu. Policjant przepuszczał samochody, a ja przyjrzałam się dokładniej katastrofie drogowej. W momencie, gdy spojrzałam na potrzaskane auto, zamarłam. Czerwone bmw Tommy’ego.

Majla

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1514 słów i 8488 znaków, zaktualizowała 20 lip 2017.

3 komentarze

 
  • agnes1709

    No, i pięknie!!!

  • agnes1709

    kur.. jetem w połowie, i już :D:D:D::D:D:D:D

  • Somebody

    Łapeczka w górę :)