Przystań. Rozdział 13

W tamtym momencie marzyłam jedynie o tym, by zniknąć. Nie mogłam pozwolić sobie na łzy, bo wzbudziłyby w nim gniew. Poza tym już nie miałam siły płakać, stałam w zbyt wielkim osłupieniu. Ślub oznaczał dla mnie koniec walki, a nawet śmierć.
Spojrzałam na tę okropną lodówkę, która była obdrapana z zewnątrz, w środku pewnie wcale nie było lepiej. Gdyby nie drzewo, podpierające ją, przewróciłaby się na ziemię z niemałym hukiem.
Zaczęłam się z nią utożsamiać, bo ja również byłam zniszczona w środku. Zepsuta i obdrapana z uczuć. Zapewne moja osoba także nie prezentowała się zbyt dobrze, ale Maxowi nie robiło to różnicy.
Był wariatem, ale potrafił przystosować się do środowiska, jeśli była taka potrzeba. Za drzwiami tego domu, kiedy byliśmy sami, nie udawał już dobrego człowieka. Zastanawiałam się, czy od zawsze taki był, czy faktycznie sfiksował po gwałcie jego siostry. Może ona byłaby w stanie mu pomóc. Wątpiłam jednak, że przy niej pokazałby swoją prawdziwą twarz.

Max zniknął na resztę dnia, informując mnie wcześniej, że jedzie do miasta. Poczułam wtedy ukłucie w sercu, bo musiałam tu siedzieć jak więzień. Wszędzie zamontowane były kamery, więc każdy mój ruch był obserwowany przez Gilberta. Postanowiłam pójść do jego pokoju. Zapukałam dwa razy, po kolejnych dwóch dopiero otworzył. Oczywiście nie był zaskoczony, bo wiedział, że do niego idę. Dupek.
Jego mina nie zdradzała niczego, był dobrze wyszkolony. Ukrywał emocje, nie to, co ja. Miałam ochotę uderzyć go czymś ciężkim w głowę i związać. Wiedziałam jednak, że prędzej to on złamałby mnie w pół, niż ja bym go dotknęła. Patrzył na mnie znudzonym wzrokiem, tuptając swoim lewym pantoflem. Nie lubił mnie i wcale mu się nie dziwiłam.
– Trochę mi się nudzi w tym wielkim domu – wyznałam z kaprysem. – A tobie nie? – zajrzałam przez uchylone drzwi do pokoju "tajemnic". Na biurku stała szklanka, pewnie z kawą. Jego obowiązkiem było stróżowanie przez całą dobę. Na talerzu leżała ugryziona kiełbasa, a obok niej trzy kromki chleba. Ups, przeszkodziłam mu w jedzeniu.
– Jem – oznajmił, spoglądając na mnie uważnie. Myślał, że znowu ucieknę? Nie chciałam fundować sobie kolejnego lania od Maxa. Ręce olbrzyma były lekko zgięte i gotowe do działania, w razie, gdyby coś mi odbiło.
– Mogę trochę z tobą posiedzieć? Przeczytałam już chyba wszystkie książki – przewróciłam oczami, biorąc się pod boki. Na kilometr było widać, że duszno mu w tym garniturze. Był dla niego za mały co najmniej o jeden rozmiar. Długo nie musiałam czekać na odpowiedź. Zamknął drzwi, nie zgadzając się na moją prośbę. Podeszłam do najbliżej kamery, pokazując środkowy palec, żeby widział.
Leżąc na kanapie, myślałam o mojej mamie. Znałam ją dobrze i wiedziałam, że odchodzi od zmysłów. Byłam kolejnym jej zmartwieniem. Kolejnym utrapieniem. Ojciec wcale jej nie pomagał. Zachowywał się wrednie i nie szanował jej ani trochę. Tak naprawdę to szanował tylko siebie. Mama kochała go ponad wszystko, dlatego też nie chciała wziąć z nim rozwodu.
Zamknęłam oczy, wzdychając z żalem. Przypomniałam sobie dzień, w którym Max wyrzucił telewizor, ponieważ chciałam obejrzeć program z wiadomościami. Mało brakowało, a wyleciałabym przez okno razem ze sprzętem. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku na to wspomnienie.
Wpatrywałam się w sufit, rozmyślając o swoim życiu albo o jego pozostałościach.

Nudziło mi się tak bardzo, że posprzątałam cały salon. Kiedy skończyłam, przeniosłam się do kuchni i w niej również zaczęłam porządki. Za oknem robiło się ciemniej. Cieszyłam się, że Max jest poza domem, bo mogłam spokojnie pomyśleć i odetchnąć.
Dochodziła dziewiąta, gdy do kuchni wszedł Gilbert. Trzymał w dłoni pistolet, rozglądając się po pomieszczeniu.
– Ktoś się tu kręci – oznajmił, po czym wyszedł. Stałam otępiała i nie wiedziałam, czy mam się cieszyć, czy bać. Może ktoś zainteresował się tą posesją. Zgasiłam światło i podeszłam do okna. Gilbert chodził przy podjeździe, ale chyba nikogo nie zauważył. Ja także się rozglądałam, dopóki mój wzrok nie padł na drzewa za ogrodzeniem. Ktoś tam stał i patrzył prosto w stronę domu. Poczułam ciarki i odskoczyłam na bok. Jakim cudem Gilbert go nie zauważył? Po chwili usłyszałam trzaśnięcie drzwi frontowych. Mężczyzna stanął w progu.
– Uciekł – wydyszał. – Czujnik pikał, że ktoś chodził po posesji – spojrzałam znowu w stronę okna.
– Może to był jakiś kot, Gilbercie – zganiłam go, sama nie wiedząc czemu. – Po co ktoś miałby tu przychodzić? – zapytałam, spoglądając na niego.
– Nie wiem. Może przesadzam – jęknął zirytowany.
– Gdyby to był człowiek, to na pewno by nie zdążył uciec. Pojawiłeś się z prędkością światła – zaśmiałam się, próbując brzmieć naturalnie. Sama nie wiem, czemu to zrobiłam. Może miałam nadzieję, że ten ktoś pomoże mi uciec?
Kiedy zostałam sama, znowu spojrzałam w tamtą stronę, ale nikogo już nie było.

Byłam pogrążona w o dziwo, głębokim śnie, gdy Max położył się przy mnie. Obudził mnie dopiero swoją ręką sięgającą po jedną z moich piersi. Zerwałam się wtedy, na co on zaczął się histerycznie śmiać. Palant.  
Nie mogłam już zasnąć po tym, jak skończył to, co zaczął. Jego ręka oplotła moją talię, przez co było mi niewygodnie. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał drugą piętnaście. Myślałam o zakapturzonej postaci stojącej pomiędzy drzewami i momentalnie poczułam ciarki. Wyswobodziłam się z uścisku Maxa i powoli wstałam. Modliłam się, aby chłopak się nie obudził. Zachrapał trochę głośniej, ale nie otworzył oczu, na co odetchnęłam z ulgą. Jedynie w sypialni nie było kamer, więc Gilbert nie wiedział, że wstałam. Podeszłam do okna, z którego było widać ogrodzenie. Deszcz lekko padał, przez co z szyb spadała woda. Obserwowałam podjazd, ale tylko przez chwilę. Osoba, która się czaiła dobrze widziała, jak Gilbert wyskoczył z domu. Nie ryzykowałaby kolejny raz, dlatego mało prawdopodobne, że weszłaby na posesję. Błądziłam wzrokiem pomiędzy gęstymi drzewami. Mimo że deszcz przestał padać, było ciemno. Niemożliwe było zobaczenie tego człowieka. Podreptałam do drugiego okna, z którego można było wyjść na balkon. Zerknęłam w stronę Maxa. Dalej spał, więc cicho wyszłam. Od razu poczułam zimny powiew wiatru. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka i zaczęłam drżeć. Uparcie obserwowałam tamten teren, mając nadzieję, że może coś zobaczę.
Po chwili zobaczyłam miganie światła. Raz. Drugi. Trzeci. Ktoś włączał i wyłączał latarkę, widział, że wyszłam na balkon. Przełknęłam głośno ślinę, cofając się w stronę okna. Nie wiedziałam, czy mam się bać, czy cieszyć, bo ktoś nas znalazł.
– Chess? – usłyszałam głos z pokoju. Wbiegłam szybko, patrząc na Maxa, który zerwał się z łóżka.
– Nie mogłam zasnąć, więc wyszłam się przewietrzyć – próbowałam brzmieć spokojnie...

Majla

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 1321 słów i 7315 znaków, zaktualizowała 23 kwi 2018.

6 komentarzy

 
  • Iga21

    Właśnie przeczytałam całe Twoje opowiadanie. Dlaczego przestałaś pisać? Ono jest piękne 😶

  • agnes1709

    CZEKAM!!! Aha - MÓJ PASEK CORAZ BARDZIEJ SIĘ NIECIERPLIWI :D :przytul:

  • agnes1709

    Proszę Pani, czy Pani zapomniała o nas?:sad::sad::sad:

  • Majla

    @agnes1709 Nie zapomniałam, kochana. Po prostu urwanie głowy póki co mam ;x

  • agnes1709

    @Majla :sciana::sad::cray:

  • Somebody

    PRZEPIĘKNE  :bravo:  :kiss:  <3

  • Majla

    @Somebody dziękuję :)  :przytul:

  • agnes1709

    KOCHAAAM!!!:yahoo::kiss:

  • Majla

    @agnes1709 <3 :*

  • agnes1709

    @Majla Nie całuj, mała, tylko pisz!

  • Black

    Wystraszyłaś mnie tą tajemniczą personą... MAŁO:D Czekam na kolejne części :rotfl:

  • Majla

    @Black Następny będzie dłuższy :D :*